|
Królestwo Niderlandów zamieszkuje około 17 milionów osób (dane z 2004 roku). Ci ludzie żyją na obszarze 41,5 tysiąca kilometrów kwadratowych, co śmiało pozwala założyć, że w tym państwie jest jedna z największych na świecie gęstości zaludnienia. Około 20 procent ludności kraju to osoby obcego pochodzenia (w pierwszym lub drugim pokoleniu). W styczniu 2005 roku było to 3.1 miliona alochtonów, czyli 19 procent ludności Holandii. Holenderska polityka wobec imigrantów jest bardzo liberalna, lecz w świetle znacznego wzrostu przestępczości i radykalnych nastrojów, zarówno wśród imigrantów, jak i rdzennych Holendrów, zaczyna się zmieniać. Ten jeden z najbogatszych członków Unii Europejskiej (PKB na osobę w 2002 roku wyniosło 26 900 dolarów), a zarazem dawna potęga kolonialna, od wielu lat przyciąga rzesze „przyjezdnych”, którzy w imigracji upatrują szansy na poprawienie warunków życia. REKLAMA
Strona 1 z 2 46 procent imigrantów to tzw. przybysze „zachodni” (zaliczają się do nich np. Niemcy, Belgowie, Amerykanie, ludność pochodząca z dawnych kolonii holenderskich w Indiach, czy Indonezji), natomiast 54 procent (czyli 10 procent ogólnej populacji kraju), to przybysze „niezachodni”. Wśród nich najliczniejsi są Turcy (ok. 358 000 osób), Marokańczycy (ok. 315 000 osób), mieszkańcy Surinamu (czyli dawnej Gujany Holenderskiej, ok. 328 312 osób) oraz imigranci z Antyli Holenderskich (ok. 129 721 osób). Surinamczycy mogli dawniej przyjeżdżać do Niderlandów bez posiadania wizy, stąd ich ogromna ilość. Kiedyś mówiono nawet, że połowa populacji tego kraju znajduje się w Holandii. Największy napływ Turków i Marokańczyków przypada na lata sześćdziesiąte i siedemdziesiąte, gdy przybywali w charakterze gastarbeiterów (gościnnych pracowników). Osiedlali się w nowym kraju, a następnie sprowadzali swoje rodziny (było to zagwarantowane ustawowo w ramach polityki łączenia rodzin) i ściągali przyszłych małżonków z kraju pochodzenia. Ich liczba zwiększała się też dzięki wyższej liczbie dzieci niż w rodzinach autochtonów.
|