Zostać czy wyjechaćIrakijczycy spodziewają się wzrostu fali przemocy i napięcia politycznego w kraju, zarówno w czasie wyborów jak i po nich. Niektórzy biorą nawet pod uwagę scenariusz całkowitego krachu politycznego a nawet przewrotu wojskowego. Nic więc dziwnego, że zaczęły pojawiać się głosy sugerujące Amerykanom, anulowanie lub przynajmniej znaczne opóźnienie swoich planów wycofania się z tego kraju.
Jednak nie wydaje się, by gromadzące się nad Irakiem chmury mogły mieć wpływ na termin ostatecznego i od dawna planowanego wycofania się armii USA z tego kraju. Nadal aktualny jest plan prezydenta Obamy, zakładający wycofanie wszystkich sił bojowych do 31 sierpnia tego roku, a także zapisany w amerykańsko – irackiej umowie, nieprzekraczalny termin wycofania wszystkich wojsk z dniem 31 grudnia 2011r.
Chociaż trzeba wspomnieć i o tym, że w lutym Pentagon przedstawił, tak na wszelki wypadek, pierwszy wniosek o oficjalne zatwierdzenie tzw. "planów awaryjnych", które zakładają opóźnienia w wycofywaniu sił bojowych, w przypadku znacznego pogorszenia sytuacji bezpieczeństwa w Iraku. Jednak wydaje się, że na razie jest to jedynie wyraz realizmu politycznego i posiadania koniecznego w takiej sytuacji, planu działania.
Swoją drogą, ewentualna wizja przedłużenia amerykańskiej obecności w Iraku nie jest dla wszystkich Irakijczyków złym pomysłem. Niektóre ugrupowania, jak chociażby rządząca obecnie koalicja, nie ma nic przeciwko dalszej obecności amerykańskiej, bo taki stan pomaga jej w realizacji swoich politycznych pomysłów, zapewniając realne wsparcie i większe bezpieczeństwo rządzenia.
Jednak niektóre partie regionalne a także pilnie monitorujący sytuację, rząd irański, nie chcą silnego i na dodatek wspieranego militarnie przez Amerykanów Iraku, wiedząc, że kraj ten, pozbawiony pomocy militarnej z zewnątrz, szybko ogarnie zamęt, który tradycyjnie będzie można wykorzystać do własnych celów.
Natomiast inne grupy, nastawione do rzeczywistości bardziej agresywnie, w tym sama al-Kaida, chętnie widziałaby Amerykanów nadal tkwiących w Iraku, chociażby po to, by mieć pretekst do prowadzenia niekończącej się wojny, która w międzyczasie stała się dla wielu bojowników w miarę wygodnym sposobem na życie.
Układy wyborcze i siła lustracjiAktualne wybory postrzegane są jako kluczowe dla przyszłości Iraku, gdyż ustalą na najbliższe 5 lat układ sił w kraju. Do wyborów stanie ok. 6200 kandydatów reprezentujących ok. 600 przeróżnych ugrupowań politycznych. Będą one rywalizowały o 325 miejsc w parlamencie.
Jednak największe szanse będą miały nie pojedyncze partie a koalicje, których pojawiło się aż kilkadziesiąt. Realne szanse będą jednak miały tylko 3 do 6 koalicji. Z nich można będzie wybierać swoich reprezentantów w 18 prowincjach. Według prawa irackiego, koalicja która uzyska najwięcej głosów, będzie uprawniona do wyłonienia spośród siebie premiera i rządu.
Te najsilniejsze sojusze, to przede wszystkim koalicja Państwa Prawa, kierowana przez aktualnego premiera al-Malikiego, Iracki Sojusz Narodowy, kierowany przez al-Hakima i Sadrystów oraz koalicja al-Iraqiya, kierowana przez świeckich nacjonalistów, w tym byłego premiera Iyada Allawiego, wiceprezydenta Tariqa al-Haszimi oraz Saleha al-Mutlaqa.
Licząca wydaje się też być koalicja kurdyjska na czele z tradycyjnymi liderami Kurdów, Jalalem Talabanim, obecnym prezydentem Iraku i szefem Patriotycznej Unii Kurdystanu (PUK) oraz Massudem Barzanim, kierującym Demokratyczną Partią Kurdystanu (KDP). Koalicja ta uzyskała w poprzednich wyborach dobre drugie miejsce.
Umiarkowana koalicja premiera Nouri al-Malikiego opiera się na partii Daawa, (która oderwała się od szyickiego Zjednoczonego Sojuszu Iraku) oraz Froncie Narodowym Anbar, ale obejmuje też mniejsze, niezależne grupy szyitów i sunnitów. Koalicja ta istniała również podczas wyborów lokalnych w 2009 r., jednak dzisiaj jest w dużo trudniejszej sytuacji.
Rząd al-Malikiego oraz jego samego, powszechnie obwinia się o poważne zaniedbania w sferze bezpieczeństwa, co uwidoczniło się przy okazji głośnych zamachów samobójczych, przeprowadzonych w ściśle strzeżonym centrum Bagdadu, czyli teoretycznie najbezpieczniejszej „Zielonej strefie”.
W tej sytuacji, al-Malikiemu trudno będzie powtórzyć dobry wynik z wyborów 2009 r., szczególnie, że jego szyiccy rywale połączyli siły i postawili sobie za punkt honoru, pozbawienie premiera stanowiska.
Iracki Sojusz Narodowy jest najważniejszym szyickim ugrupowaniem religijnym związanym z Najwyższą Islamską Radą Iraku zwaną SIIC. Koalicja ta wspierana jest przez Iran oraz zwolenników radykalnego antyamerykańskiego duchownego Muktady as-Sadra a także grupę religijną Fadhila. W koalicji jest też wspomniany wyżej Zjednoczony Sojusz Iraku.
SIIC poniósł kompromitującą porażkę w lokalnych wyborach 2009 r., być może dlatego, że był jednym z najgorliwszych zwolenników oczyszczenia życia publicznego Iraku ze zwolenników Saddama Husajna, w tym z ważniejszych urzędników, wyższych wojskowych oraz funkcjonariuszy służb bezpieczeństwa byłego reżimu. Z trzech głównych szyickich sojuszy to właśnie Iracki Sojusz Narodowy ma najściślejsze związki z Iranem.
Koalicja al-Iraqiya, czyli Iracki Ruch Narodowy skupia nacjonalistów, głównie dawnych prominentów i deklarujących świeckość Sunnitów, (ale i szyitów), w tym byłych funkcjonariuszy reżimowych, co stawia ją w silnej opozycji do SIIC. Z tego też powodu jej liderzy, Allawi i al-Mutlaq, są obiektem ostrej krytyki ze strony Irackiego Sojuszu Narodowego, do której niekiedy przyłącza się nawet premier al-Maliki.
Sam al-Mutlaq, wraz z 510 innymi członkami reżimowych władz, nie został dopuszczony do startu w wyborach, na mocy decyzji specjalnej komisji lustracyjnej, kierowanej przez Achmeda al-Chalabiego. Obecnie tę czarną listę ograniczono do 160 osób, jednak nie zmniejszyło to napięcia politycznego spowodowanego faktem wprowadzania tego rodzaju ograniczeń.
Pomimo że komisja została rozwiązana kilka lat temu, jej decyzje nadal obowiązują. Jest to o tyle niezwykłe, że nawet iracki Sąd Najwyższy wypowiedział się już na ten temat orzekając, że ten dyskryminujący zakaz powinien być anulowany lub chociażby odroczony.
Jednak premier al-Maliki, jak dotąd, skutecznie blokuje wykonanie orzeczenia sądu, co jest powszechnie postrzegane jako jeden z wielu przykładów prześladowania przywódców opozycji. Premier nie przejął się nawet naciskami administracji amerykańskiej oraz ONZ – u, by wybory w Iraku były faktycznie demokratyczne a kandydowanie otwarte i możliwe dla wszystkich chętnych. Opór al-Malikiego godny lepszej sprawy, osłabia przy okazji system sądowniczy kraju, przez jawne lekceważenie prawomocnych orzeczeń sądu.
Inne sojusze reprezentują np. Zjednoczona Koalicja Iraku czy Iracki Front Zgody. Zjednoczona Koalicja Iraku jest młodzieżowym wsparciem koalicji al-Malikiego. Uczestniczy w niej między innymi lider sunnickiej milicji z prowincji Anbar, znany z aktywnego udziału w sunnickich rebeliach i oskarżany o powiązania z Baatystami.
Iracki Front Zgody zwany al-Tawafuq jest kolejną koalicją reprezentującą społeczność sunnicką. Sojusz ten ma jednak stosunkowo małe szanse w wyborach, ze względu na osłabienie spowodowane zbytnim oddaleniem się od Irackiego Ruchu Narodowego (al-Iraqiya).