Grzegorz Mazurczak: Ahmadineżad i życzenie śmierci
Mahmud Ahmadineżad znany jest z zuchwałej retoryki antyzachodniej. Jednak w niedzielnym przemówieniu przeszedł samego siebie kierując kolejne, głęboko obraźliwe słowa w stronę czołowych polityków amerykańskich - na czele z prezydentem Obamą.
Niedzielny tłum wypełniający ulice Hashtgerdu, (miasta leżącego ok. 68 km. na zachód od Teheranu), złożony w dużej mierze z wojskowych i duchownych, śmiechem i oklaskami przyjął obraźliwe słowa Ahmadineżada. Pełne emocji przemówienie było tradycyjnie transmitowane przez oba kanały państwowej telewizji oraz oficjalną anglojęzyczną stację Press TV.
Wyjątkowo ostre słowa Ahmadineżada, tym razem dodatkowo wzmocnione życzeniem śmierci, kierowanym wprost do Baracka Obamy, wywołała niedawna informacja przekazana przez Amerykanów, iż opcja wojskowa przeciwko Iranowi nie jest jeszcze definitywnie odrzucona.
Wprawdzie Admirał Mike Mullen, przewodniczący Kolegium Szefów Połączonych Sztabów oznajmił, że na razie nie ma realnego planu ataku na Iran a sam pomysł akcji wojskowej został źle oceniony, to jednocześnie dał do zrozumienia, że dopóki irański program jądrowy będzie nabierał rozpędu, to nie można wykluczyć żadnej opcji.
Przy okazji trzeba zauważyć, że aktualne złośliwości Ahmadineżada pozostają w ostrym kontraście do postawy prezentowanej przez niego jeszcze w sierpniu, kiedy to w arabskim kanale informacyjnym Al-Jazeera, oferował Amerykanom irańską przyjaźń.
Ta skrajna dwubiegunowość reakcji nie stawia prezydenta Iranu, jako polityka, w zbyt dobrym świetle. Trudno poważnie traktować męża stanu, który w tak krótkim czasie prezentuje publicznie aż tak skrajne emocje, przy dosyć stabilnej i przecież od dawna znanej postawie zachodu wobec programu jądrowego Iranu.
W niedzielnym przemówieniu Ahmadineżad ponownie zaprezentował też swoją teorię, iż za atakami z 11 września stał sam rząd amerykański. Wyraził też opinię, że Waszyngtonowi potrzebne są tego rodzaju akty, by mieć pretekst do podejmowania działań mających na celu zdominowanie regionu Bliskiego Wschodu oraz grabież jego zasobów ropy naftowej.
Zresztą, swoją teorię o amerykańskim autorstwie zamachów, prezydent Iranu prezentował już wcześniej, podczas przemówienia przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ w Nowym Jorku, czym naraził się na ostrą krytykę i stanowczy protest nie tylko ze strony samego prezydenta Obamy, ale i przedstawicieli innych państw, którzy opuścili sale obrad.
Ahmadineżad często używa barwnych i prowokacyjnych określeń wobec prawdziwych lub domniemanych wrogów. W swoim katalogu malowniczych epitetów ma już między innymi porównanie nieprzyjaciół Iranu do chmary komarów czy też samych Stanów Zjednoczonych do stada świń uwięzionych w bagnie, mając zapewne na myśli ich zaangażowanie w Afganistanie.
Przy okazji publicznego wylewania żalów, Ahmadineżad ostro potępił też najnowsze, bo środowe, sankcje amerykańskie wymierzone personalnie w ośmiu irańskich wysokich urzędników, twierdząc, że jest to nieuprawniona ingerencja w sprawy wewnętrzne Iranu. Waszyngton oskarża ich o aktywny udział w łamaniu praw człowieka, w czasie kryzysu spowodowanego wyborami prezydenckimi w czerwcu 2009 r.
Iran, jak widać, nadal pozostaje ciekawym, chociaz jednocześnie nieprzewidywalnym i niebezpiecznym elementem bliskowschodniej układanki. Złożoność jego interesów, narastające konflikty wewnętrzne oraz wyjatkowo wysoki poziom towarzyszących temu wszystkiemu emocji sprawiają, że kraj ten jeszcze długo pozostanie w centrum zainteresowania zaniepokojonego świata.



Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje