|
Joanna Mieszko-Wiórkiewicz: Kenia - nieodrobione lekcje Berlina? |
|
|
|
Joanna Mieszko-Wiórkiewicz
|
|
07.01.2008. |
|
W berlińskim ministerstwie spraw zagranicznych trwają intensywne zabiegi by zdusić w zarodku krwawe zamieszki w Kenii. Czyżby Berlin czuł się współwinny? REKLAMA
Strona 1 z 2 Od 2 stycznia po sfałszowanych wyborach rząd dotychczasowego prezydenta Mwai Kibakiego (od 2002 r.) wprowadził zakaz zgromadzeń. Jednak to nie powstrzymuje oszukanych mas ludzi przed demonstracjami. Starcia z policją kosztowały już ponad 360 śmiertelnych ofiar. 250 tys. Kenijczyków ucieka z miejsc zamieszkania w stronę Ugandy. Zaczynają się poważne problemy z zaopatrzeniem w żywność i wodę. Choć zapowiadany przez przywódcę opozycji i kontrkandydata do prezydenckiego tronu Raila Odingi „marsz milionów” został na prośbę Berlina w miniony czwartek przełożony, a tym samym chwilowo odsunięte starcie uzbrojonych w kije i maczety tłumów z wojskiem, dalej płoną slumsy i przedmieścia dużych miast. Kenijski wice-prezydent Moody Awori podał, że zamieszki kosztują dziennie 31 milionów dolarów. Doniesienia z sąsiadującej Ugandy mówią o zamykaniu stacji benzynowych, ponieważ normalna droga transportu paliw do Ugandy prowadziła dotąd zawsze przez Kenię
Do Nairobi przybył biskup Desmond Tutu, w nadziei, że jego autorytet pomoże w mediacji, lecz prezydent Mwai Kibaki oświadczył, że go nie przyjmie. Zarówno Stany Zjednoczone, jak i przedstawiciele Commonwealthu w komisji pod kierownictwem Nowozelandczyka Paula Easta domagają się od rządu w Nairobi nowych wyborów lub ponownego policzenia głosów.
Tymczasem prezydent „elekt” odrzuca nowe wybory zdecydowanie. Pierwszym dekretem w nowej kadencji ogłosił dzień objęcia przez siebie po raz kolejny władzy: 31 grudnia jako święto narodowe. Po spotkaniu z negocjatorami z ONZ zgodził się na utworzenie rządu do spółki z opozycją, co z kolei odrzuca Raila Odinga. W obecnej chwili wydaje się, że sytuacja zbyt się zaostrzyła. Tym bardziej, że podobno według nielicznych obserwatorów minionych wyborów oszustw i niedokładności pomimo rekordowej 70 -procentowej frekwencji dopuszczały się – co prawda w różnym stopniu – obie strony.
Raila Odinga sam nie wierzy, że sytuację w kraju da się uregulować na drodze dyplomatycznej. "To jest zaledwie początek masowych akcji, które będziemy prowadzić być może tygodniami, miesiącami a może nawet rok . Nie można mieć pokoju tam, gdzie nie ma sprawiedliwości” powiedział niemieckiej TV ZDF. Odinga (62 l.) , z którym kontakt podjęły obok Berlina także USA (telefonowała z nim Condoleezza Rice i Frank-Walter Steinmeier), widzi siebie jako zdecydowanego zwycięzcę wyborów. I sądzić należy, że ów były absolwent uniwersytetu w Lipsku, którego ojciec współpracował niegdyś z Kenyattą szybko znajdzie wspólny język z Berlinem. Stoi za nim większość spauperyzowanego narodu (nota bene - jak pięć lat temu za Kibakim). Kibaki natomiast reprezentuje wąskie grono kenijskich oligarchów, którzy wzbogacili się na „trzymaniu władzy” i za wszelką cenę nie dadzą sobie tej władzy odebrać.
Dla rządu Niemiec jest to trudna sytuacja, ponieważ urzędujący prezydent Mwai Kibaki, kooperuje ściśle z Berlinem. Kibaki doszedł do władzy dzięki długoletniemu wsparciu udzielanemu mu przez operujące w Nairobi niemieckie fundacje. W Berlinie jednak słychać od jakiegoś czasu krytyczne opinie na jego temat, bo... niewdzięczny Kibaki w coraz większym stopniu kooperuje z Chinami.
W Kenii ma swoją siedzibę wojskowe centrum szkoleniowe finansowane ze środków niemieckiego Ministerstwa Współpracy Gospodarczej ("Entwicklungshilfe"-pomoc na rozwój), w którym przebywają szkoleniowcy Bundeswehry, tzw. Peace Support and Training Centre (PSTC). To centrum przygotowuje żołnierzy z krajów Wschodniej Afryki do udziału w akcjach militarnych na terenie całego Czarnego Kontynentu. Obóz ten jest jednym z pięciu, które dzięki środkom i organizacji Berlina i Brukseli mają zostać stworzone w różnych miejscach Afryki. Są one zasadniczą częścią struktur militarnych tworzonych pod kierownictwem Berlina i UE, po to, by tereny wydobywania bogactw naturalnych przez Niemcy i pozostałe kraje Unii mające w Afryce swoje „żywotne interesy” chronione były przed rebeliantami – często – ograbianą ludnością Afryki. Wspomniane centrum w Nairobi (PSTC) tworzone jest przez niemiecką organizację GTZ ("Gesellschaft für Technische Zusammenarbeit"). Przedsięwzięcie to ma być gotowe do roku 2010 . Już w pierwszych trzech latach (2004 - 2006) zostało wyposażone przez oszczędzający na własnym narodzie rząd w Berlinie w sumę 1,3 milionów euro. (Niezależnie od tego Berlin szkoli również w Nairobi wschodnioafrykańskie siły policyjne.) Niemcy są obok Brytyjczyków, którzy w Kenii utrzymują dwoją bazę wojskową drugą zagraniczną siłą militarną w tym kraju.
Wszystko wskazuje obecnie na to, że władzę przejmie tymczasowo armia.
|
|
|