Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
O szansach kandydatów wyścigu do Białego Domu - wywiad z z Thomasem Oliphantem Drukuj Email
( 12 głosów)




Przemysław Pietraszek   
19.03.2008.
 1 2 >>>

Thomas Oliphant został uznany przez Washington Magazine za jednego z 10 najlepszych dziennikarzy politycznych i jednego z 50 najbardziej wpływowych w Waszyngtonie. Od 1986 r. współpracuje z The Boston Globe – czołową gazetą Nowej Anglii.  Będąc głównym korespondentem w Waszyngtonie, opisał 10 prezydenckich kampanii wyborczych. Nie zajmował się tylko tematyką polityczną, był też jednym z trzech redaktorów, którzy w ramach specjalnego raportu opisali wstrząsający proces desegregacji w bostońskich szkołach, za co otrzymali wspólnie Nagrodę Pulitzera w 1975 r.

Występował w wielu amerykańskich programach telewizyjnych: "'Nightline", "The News Hour with Jim Lehrer", "Face The Nation", "The Today Show", "Good Morning America" oraz "CBS This Morning”. W 1989 r. rozpoczął karierę publisysty, a trzy lata temu przeszedł na dziennikarską emeryturę. Obecnie mieszka w Waszyngtonie, wraz z żoną Susan Spencer, korespondentką CBS.

W rozmowie z Portalem Spraw Zagranicznych opisuje szanse poszczególnych kandydatów wyścigu do Białego Domu, ich dotychczasowy dorobek polityczny, program jaki mają zamiar zrealizować po wygranych wyborach i wpływ decyzji amerykańskich wyborców na kwestie istotne z punktu widzenia Polaków – tarczę antyrakietową i zniesienie wiz.  

 

REKLAMA

Wygrane Obamy w Wyoming i Mississippi po raz kolejny powiększyły jego przewagę nad Hillary Clinton. Mówi się, że ewentualne zwycięstwo w Pennsylwanii 22 kwietnia jest dla niej ostatnią deską ratunku. Czy będzie jednak wystarczające – z matematycznego punktu widzenia – do uzyskania nominacji Partii Demokratycznej?

Nie, nie będzie wystarczające. Hillary Clinton musi obecnie zmierzyć się z dwoma kwestiami. Pierwsza to arytmetyka. W Ameryce, jeśli jeden kandydat wysuwa się choćby nieznacznie na prowadzenie, drugiemu jest niezwykle ciężko go dogonić. Przy proporcjonalnym systemie przydzielania delegatów, do nadrobienia zaległości niezbędne są kolejne wygrane z coraz większą przewagą nad rywalem. Z tego powodu, sama Pennsylwania to za mało, by dogonić Baracka Obamę. Do zapewnienia sobie nominacji, Hillary musiałaby zdobyć aż 70% delegatów ze stanów, które jeszcze nie oddały swojego głosu. A to oczywiście stawia ją przed koniecznością zmiany stylu, w jaki prowadzi swoją kampanię.  

Arytmetyka pozostaje arytmetyką, ale żeby się z nią zmierzyć, niezbędna jest zmiana stylu kampanii. Chyba że Obama popełniłby jakiś olbrzymi błąd, pomagając tym samym zwyciężyć swojej rywalce.

Jak w takim razie zagłosują pozostałe stany? Większość z nich wydaje się sprzyjać Obamie.

Zgadza się. Zbyt wielu Amerykanów skupia się dziś wyłącznie na głosowaniu w Pennslylwanii. Pozostałe stany razem wysyłają na sierpniową konwencję dużo więcej delegatów, niż sama Pennsylwania. Wśród nich większość to niemal pewne przyczółki Obamy – Oregon, Indiana, czy Karolina Północna. Pozostałe sześć, czy siedem stanów również wydają się mu sprzyjać. I to jest właśnie ta arytmetyka, która zmusza Hillary Clinton do radykalnej zmiany sposobu prowadzenia kampanii.

Tuż przed prawyborami w Teksasie i Ohio, były prezydent Bill Clinton powiedział, że wygrana w tych stanach oznaczałaby pewną nominację dla jego żony.

Tyle że z technicznego punktu widzenia to Obama wygrał Teksas. System głosowania w tym stanie jest dość skomplikowany i odbywa się na dwóch płaszczyznach. Podczas typowego głosowania (prmiaries) swój głos do urny wrzucić może każdy, z kolei podczas sejmików (caucuses) głosowanie odbywa się wyłącznie w kręgu członków Partii Demokratycznej. Liczenie głosów oddanych podczas sejmików zajęło dużo więcej czasu, a po ogłoszeniu wyników okazało się że to Obama łącznie uzyskał więcej delegatów z Teksasu, niż Clinton.

ImageCzy możemy więc oczekiwać, że była Pierwsza Dama zrezygnuje z wyścigu jeszcze przed sierpniową konwencję Partii Demokratycznej?

Nie, nie wydaje mi się. Udział w wyborach jako kandydat na prezydenta to niezwykle wyczerpujące zadanie, którego ceną jest olbrzymia ilość poświęconego czasu i nerwów. Porzucenie tego wszystkiego jest więc bardzo trudną rzeczą. A Hillary jest jednym z najbardziej upartych i trwających przy swoim polityków, jakich znałem. Na pewno będzie w najbliższym czasie ciężko pracować na rzecz zmiany natury samego wyścigu – ma na to około miesiąca.

Co Pan sądzi o nastawieniu polityków Partii Demokratycznej wobec możliwego uwzględnienia w sierpniowym głosownaiu delegatów z Michigan i Florydy, o co zabiega sztab Clinton [przyp. oba te stany zostały pozbawione prawa głosu w karze za przesunięcie prawyborów na zbyt wczesny termin – mimo to, głosowanie odbyło się, a zwycięzcą okazała się Hillary Clinton]?

To jest problem, wobec którego możliwe jest znalezienie właściwego rozwiązania. Co prawda, jeśli chodzi o Michigan – wyjście z sytuacji będzie łatwiejsze niż w wypadku Florydy, jednak wydaje mi się że w odniesieniu do obu tych stanów możliwe będzie powtórzenie prawyborów – chociażby drogą listowną. To nieco zmienia arytmetykę całego starcia – do uzyskania nominacji potrzebne będzie około 2200 delegatów zamiast 2026, tak jak jest to teraz. Jestem całkiem pewny, że sprawa zostanie pomyślnie rozwiązana.

Starając się przekonać do siebie wyborców, republikański kandydat John McCain zwraca uwagę przede wszystkim na swe doświadczenie w kwestii bezpieczeństwa narodowego. Dla Demokratów z kolei, najważniejsza wydaje się być ekonomia. Które z tych dwóch stanowisk będzie bardziej przekonujące dla amerykańskich wyborców?

My już to wiemy. Największa zmiana w oczach amerykańskich wyborców zaszła w okolicach stycznia, kiedy do ludzi zaczęło coraz bardziej dochodzić jak poważna jest obecna sytuacja gospodarcza. Dotyczy to nie tylko wyborców demokratycznych, ale również republikańskich, którzy z każdym dniem uświadamiają sobie powagę stojących przed nami problemów. To własnie w okolicach stycznia-lutego ekonomia wysunęła się na pierwsze miejsce wśród kwestii, które są najważniejsze dla amerykańskiego wyborcy. Według danych exit-polls, około 2/3 wyborców z obu partii określa obecnie rozwikłanie obecnych problemów gospodarczych jako podstawowe zadanie przyszłego prezydenta. Wraz z powiększaniem się kryzysu, ta liczba będzie rosnąć.

W ostatnich paru dniach, w Iraku zginęło szczególnie wielu amerykańskich żołnierzy i to wystarczy do tego, by przekonać wyborców, jak ważną kwestią jest ta wojna. Patrząc jednak na wybory w przeszłości, można dostrzec iż Amerykanie mają zwyczaj głosować w oparciu o swe odczucia co do sytuacji gospodarczej w danej chwili. Również tegoroczne głosowanie będzie swego rodzaju referendum na temat warunków ekonomicznych, przed jakimi stoi Ameryka i świat.

Czy John McCain wydaje się zdawać sobie z tego sprawę?

Dopiero zaczyna to sobie uświadamiać. Do tej pory starał się przedstawić wyborcom jako ekspert od spraw bezpieczeństwa narodowego, który będzie w stanie udźwignąć spadek po obecnej administracji. Zupełnie jak kandydaci z czasów zimnej wojny, którzy bezpieczeństwo narodowe stawiali na pierwszym planie. Konieczność dostosowania się do nowej sytuacji jest dla niego niespodzianką. Na początku kampanii popełnił olbrzymi błąd, mówiąc coś w stylu „tak naprawdę nie wiem zbyt wiele o ekonomii, mam gdzieś książkę Alana Greenspana i chyba powinienem ją przeczytać z większą uwagą”. McCain pracuje obecnie ciężko by nadrobić zaległości i z pewnością będzie poświęcał więcej uwagi zagadnieniom ekonomicznym. Można jednak zauważyć, że wciąż ma problemy z opisem tych zagadniem i przedstawieniem konkretnych rozwiązań.

Jak ogólnie ocenia Pan jego szanse w listopadowym starciu?

Tu nie chodzi o kandydata samego w sobie, ale raczej o kwestie, które w danym momencie są ważne dla wyborców. Obserwując kampanie z dawnych lat, zdałem sobie sprawę, że podczas głosowania w 
prawyborach główną rolę odgrywają emocje wyborców, którzy wybierają swoich kandydatów na zasadzie „ten mi się podoba, a tamtego nie mogę znieść”. Proszę zwrócić uwagę, jak wielu republikańskich kandydatów starało się w ubiegłym roku odgrywać drugiego Ronalda Reagana! Sytuacja wygląda inaczej podczas właściwych wyborców, kiedy dużo większe znaczenie odgrywają interesy wyborców. Oczywiście, osobowość kandydata też ma znaczenie, ale nie tak wielkie jak jego ideologia i program.

Kto z dwójki demokratycznych kandydatów ma większe szanse na pokonanie McCaina?

Obecne sondaże pokazją, że Clinton prowadzi przed McCainem, mając przewagę około 4-5 punktów procentowych. A przecież nie zawsze tak było. Raz jeszcze podkreślę jak olbrzymim błędem McCaina było przyznanie się do niewiedzy w dziedzinie ekonomii. Kandydat na prezydenta powinien przynajmniej udawać, że ma na każdy temat jakieś pojęcie, nawet jeśli jest zupełnie inaczej! McCain powinien jak najprędzej naprawić ten błąd i jestem pewien, że będzie robił wszystko by to uczynić. Przewaga Obamy nad kandydatem Republikanów będzie prawdopodobnie większa – będzie to około 9-10 procent.

Według wielu wcześniejszych sondaży McCain wydawał się dużo silniejszy niż Clinton...

Ale ta sytuacja uległa zmianie od czasu gdy McCain zapewnił sobie nominację swojej partii. W najbliższych tygodniach sondaże być może będą dla niego bardziej korzystne. Na dzień dzisiejszy McCain jest w tyle za dwójką kandydatów Partii Demokratycznej, a powodem takiej sytuacji jest właśnie ekonomia.

Czy oficjalne poparcie kandydatury McCaina przez niepopularnego George’a W. Busha może zaszkodzić kandydatowi Republikanów?

Nie, zupełnie nie. McCain oczywiście będzie kandydatem swojej partii, jednak jego obecna kampania wygląda tak, jakby nominacja miała przypaść komuś innemu. A to dlatego że wielu konserwatystów ma wobec niego poważne zastrzeżenia. McCain jest post-konserwatystą w pewnych obszarach, szczególnie jeśli chodzi o kwestie finansowe, polityczne, związane z ochroną środowiska, czy badaniami naukowymi –popiera badania prowadzone na komórkach macierzystnych, uważa że powinno się doprowadzić do ograniczeń w emisji dwutlenku wędla, by zapobiec globalnemu ociepleniu. Przede wszystkim uważa, że należy zmienić prawo imigracyjne – nie tyle, by zabezpieczyć granice, ale przede wszystkim by pomóc dwunastu milionom nielegalnych imigrantów, dając im perspektywę ewentualnego uzyskania obywatelstwa. Cała jego kampania skupia się więc obecnie na przekonaniu konserwatystów, że warto poprzeć jego kandydaturę. Nie ma już żadnego przeciwnika w drodze do uzyskania nominacji swej partii, jednak sposób w jaki prowadzi kampanie mógłby świadczyć, że jest inaczej.

Wracając do Demokratów – czy uważa Pan że John Edwards odegra w tej kampanii jakąś rolę – popierając Obamę lub Clinton, albo startując w listopadowych wyborach jako kandydat na wiceprezydenta?

John Edwards już odegrał w tej kampanii olbrzymią rolę. Przyglądając się jego programowi zamieszczonemu na stronie interetowej można dostrzec, że wiele poruszanych przez niego kwestii, dotyczących polityki wewnętrznej – w szczególności opieki zdrowotnej – wywarło wpływ na programy Clinton i Obamy. Edwards jako pierwszy zaproponował, mniej więcej rok temu, aby wprowadzić system zapewniający powszechny dostęp do opieki zdrowotnej. Pomysł był tak chwytliwy, że dwójka jego przeciwników w walce o nominację Partii Demokratycznej, uczyniła wszystko, by ich własne propozycje nie różniły się znacząco od tego, co proponował Edwards.

Kolejna z jego propozycji wywarła olbrzymi wpływ na kampanię. Zarówno Clinton, jak i Obama do tej pory starają się dostosować swe propozycje dotyczące kwestii wycofania wojsk z Iraku do tego, o czym jako pierwszy powiedział Edwards. Zaproponował mianowicie wycofanie całości wojsk amerykańskich z Iraku w okresie pierwszego roku od czasu, kiedy nowo wybrany prezydent obejmie urząd, co w znaczący sposób zmieniło sposób prowadzenia debaty na temat Iraku. Po raz kolejny zmusił Clinton i Obamę do konfrontacji z tym tematem i poświęcenia mu większej uwagi.

Nawet jeśli Edwards przegrał walkę o uzyskanie nominacji, wygrał ją na polu ideologicznym. Sposób, w jaki ukształtował swój program bez wątpienia zdominował debatę w trakcie kampanii.



Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Panstwa:  Stany Zjednoczone  
Inne:  Wybory  
obama zrozumił zasady dymokracji i dlatego pozwolono mu tuptac do białego rana w cieniu pentagonu i łotr stryk.
piotr, 2008/06/07 03:16
Amerykanisto: Świat byłby taki prosty, gdyby rzeczywiście zawsze chodziło o spisek lobby żydowskiego :D Jest ono silne w Ameryce, to prawda, ale nie w takim stopniu aby samodzielnie decydować o sprawach prezydentury. Zresztą Clinton nie cieszy się już tak zdecydowanym jego poparciem jak na początku wyścigu. Wielka część żydowskiego lobby pogodziła się już ze zwycięstwem Obamy i nie widzi sensu podkopywania jego szans w nadchodzącej konfrontacji z McCainem. P.S zapraszam do czytania kroniki prawyborów na stronach ego: http://ego.riki.pl/polityka/kronika_wyborow_prezydenckich_w_usa_2008.html
Bartek Wasilewski, 2008/04/26 01:02
Może w najbliższych wyborach w Polsce kandydatkami będą Nelly Rokita, Anna Fotyga, Hanna Suchocka, Danuta Hubner? U nas w Polsce nie ma czarnych (w sensie dosłownym). Kobiety w polityce to dla wielu sytuacja w której postrzegają taką osobę jako niekonfliktową, ugodową, troskliwą itd.- to kwestia czasu kiedy matka polka będzie brylować w polityce, grać pierwsze skrzypce, a największe szanse mają kobiety z doświadczeniem w politykowaniu, zarządzaniu itd.. Mężczyzna jest często kojarzony z ideologią, radykalizmem, agresją, brudnymi interesami, Kobieta to wspaniały kandydat na spokojne senne czasy wypełnione względnym dobrobytem. Czy Klintonówna będzie przekonywująca właśnie w chwili gdy gospodarka regresje się, gdy efekty prowadzonych wojenek są mizerne, a te rodziny dziesiątek tysięcy poległych cywilów w krajach gdzie amerykanie są najeźdźcami to potencjalni nowi wrogowie ameryki? Oczywiście w kraju, który potrafi sprzedać prawa do serwowania bułki z mięsem i serem na cały świat wszystko jest możliwe!
Marcin Mlekodaj, 2008/03/20 01:25
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

W trakcie nieformalnego spotkania Rady Europejskiej w Brukseli (23.05) przywódcy państw UE nie znaleźli porozumienia w sprawie środków koniecznych do osiągnięcia wzrostu gospodarczego w Europie.
więcej...
Unia Europejska zaskarżyła Argentynę przed Światową Organizacją Handlu (WTO), zarzucając krajowi z Ameryki Południowej stosowanie niedozwolonych ograniczeń w imporcie.
więcej...
Fala kryzysu finansowego, która w 2009 roku przelała się ze Stanów Zjednoczonych na kontynent europejski uderzyła w najsłabsze punkty gospodarek państw Unii Europejskiej, pogarszając sytuację w sektorze bankowym i/lub powodując zadłużenie finansów publicznych ponad progi...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny