Paulina Pajkiert: No sex, no drugs, no rocknroll
-
Paulina Pajkiert
Termin „subkultura” niemal intuicyjnie wiążemy z kontestacją powszechnie uznawanych wartości, z odurzającymi używkami i zaślepiającym poszukiwaniem wolności. Podkultura negująca to, co zwykło się uważać za rozrywkę i wyzwolenie, powinna być zatem nudna. Niekoniecznie.
Zapewne nie trudno jest znaleźć jednostki, które włożyć można do tak opisanej szufladki. Ale bądźmy obiektywni i przyznajmy, że współczesne młode pokolenia to też bezinteresowni wolontariusze, ambitni studenci i skrupulatni pracownicy. Dzisiejsza młodzież walczy ze stereotypem „dzisiejszej młodzieży”. Walcząc tak balansuje czasem na krawędzi legalności, społecznej akceptacji i zrozumienia. Co jest poza krawędzią, a co stanowi reguły? Niech głos zabiorą ekstremiści.
Ostra krawędź
Przesilenie to pojemne znaczeniowo słowo, którego być może rzadko używamy w codziennych rozmowach, za to często doświadczamy w życiu. Wiosenne przesilenie powoduje, że na chwilę opadamy z sił, podczas gdy przesilenie polityczne sprawia, że po raz kolejny opadają nam ręce. Przesilenie to zmiana, przewartościowanie, modyfikacja tego, co było do tej pory oczywiste. Wydaje się, że taki właśnie stan ogarnia obecnie młodych. Starszych zresztą również. Po epoce absolutnej wolności hippisowskich lat 60. i po punkowej kontestacji wszystkiego, co nas ogranicza i ubezwłasnowolnia, nadszedł czas refleksji. Choć czasem dalekiej od naukowych przemyśleń w zaciszu gabinetów, dalekiej od tradycyjnego znaczenia samego słowa „refleksja”, to jednak szczerej i głębokiej. Przyszła pora przemyśleń dokonywanych bodaj bardziej sercem niż głową; bardziej praktycznych, niż teoretycznych. Rozważań nie spisanych, ale wykrzyczanych; nie usystematyzowanych, a zindywidualizowanych; nie zamkniętych w ramach wyszukanego dyskursu, a przeciwnie – ujętych w prostych i czytelnych frazach. Dzieckiem tego niefilozoficznego filozofowania jest Straight Edge – ideologia samokontroli, wyrzeczenia i wolności zarazem, opamiętania i krzyku jednocześnie. Jak to możliwe? Dla idealistów wiele jest możliwe.
Straight Edge (znany też jako SE czy sXe) to odpowiedź na to, co bezpośrednio go poprzedza w historii społecznego nieposłuszeństwa, buntu i nonkonformizmu. To reakcja na punkowy nihilizm i rockowy hedonizm, na kulturę autodestrukcji i odurzenia używkami, na niszczenie siebie samego w imię walki z ograniczeniami i normami. Gdy to wszystko przybrało rozmiary bezsensu, a walka o wolne ja” zepchnęła to „ja” na społeczny i etyczny margines, zaczął rodzić się ruch mający na celu naprawę ludzkiej kondycji. Otwórzmy oczy! Co to za swoboda, która pozwala upijać się do nieprzytomności i de facto zabiera możliwość wyboru; która przyzwyczaja do narkotyków tak, że już nie sposób od nich uciec; która przyprawia o kaca, poczucie pustki i choroby weneryczne? Może właśnie postawienie barykad i zakazów da na dłuższą metę prawdziwe wyzwolenie. Skoro postawa buntu i prowokacji przynosi zniszczenie, sformułujmy zasady kontestujące ślepą kontestację.
Tak właśnie proste, być może nawet prostackie zdanie, stało się mottem nurtu rozprzestrzeniającego się od dobrych 30 lat. Wyśpiewany przez grupę Minor Threat wers „Don’t drink, don’t smoke, don’t fuck” („nie pij, nie pal, nie pieprz”) uświadomił, że sprzeciw wobec tego, co nas niszczy jest sensowniejszy od infantylnego negowania całego systemu moralności czy zdrowia. Niespożywanie alkoholu, odrzucenie papierosów i narkotyków oraz rezygnacja z przygodnego seksu stały się bazą w dążeniu do osiągnięcia kontroli nad własnym zachowaniem, nad sprawnością fizyczną i psychiczną, nad życiem. Straight Edge to niechęć do zatruwania swojego organizmu; to styl życia scentralizowany na dążeniu do rozwoju osobistego przy wycofaniu się z tego, co uzależnia. Powiedzmy sobie szczerze, że może nie brzmieć to specjalnie zachęcająco dla przeciętnego nastolatka. Od zawsze pierwszy papieros to jakby pierwszy krok w dorosłość, a tak zwany „sportowy seks” to wyznacznik odpowiednio męskości i czaru dla panów, bądź atrakcyjności i zmysłowości dla pań. Podobnie z alkoholem – można sobie odpuścić, gdy wątroba odmawia posłuszeństwa, ale tak ogólnie to przecież po piwku zawsze weselej. No i jeszcze odwieczny argument: „Ze mną się nie napijesz!?”. Czemu więc ktoś miałby świadomie sobie tego odmawiać? Okazuje się, że powodów można znaleźć sporo. Przede wszystkim, wspomniana już chęć odzyskania lub utrzymania kontroli nad własnymi poczynaniami. Wiemy co robimy teraz, pamiętamy co robiliśmy wczoraj. Troszczymy się o własne ciało, nie wyrządzamy krzywdy najbliższym i otoczeniu. Po wtóre, uświadomienie sobie bądź empiryczne doświadczenie szkód i problemów, jakie używki i rozwiązłość mogą spowodować. I nie chodzi tylko o kaca, ale raczej o rozbite rodziny, zaniedbane dzieci, trudności związania końca z końcem, HIV. Po trzecie, dzieciństwo spędzone w rodzinie z problemem alkoholowym. To zostawia ślad, traumę. Tego wolałoby się nie powtarzać w stworzonym przez siebie ognisku domowym, w ogóle w prowadzonym przez siebie życiu. Na koniec, identyfikowanie się z ideami SE i chęć przebywania z ludźmi, którzy wyznają podobne do naszych wartości. Którzy mają odwagę być w opozycji wobec skomercjalizowanego i uprzedmiotowionego seksu oraz społeczno-towarzyskiej presji picia.
Mówiąc o SE używa się z reguły oryginalnego terminu w wersji anglojęzycznej. Jednak przetłumaczenie go wiele sugeruje i wyjaśnia. „Straight edge” to „prosta, ostra krawędź”, wyraźna granica między tym, co dobre a złe. Nasze wybory to „tak” lub „nie”, nasza rzeczywistość jest albo biała albo czarna. Tam gdzie robi się miejsce dla „być może” i „to zależy”, wkrada się oportunizm, moralne wygodnictwo i relatywizm. Tam gdzie wpuszcza się szarość, otwiera się zarazem drzwi dla etycznego dualizmu i pokus. Bycie SE jest więc zarazem skomplikowane i łatwe. Trudność polega na tym, że tyle jest reguł i wyrzeczeń, które należałoby podjąć. Zwłaszcza, że katalog ciągle się rozszerza. Do pierwotnych zakazów a propos substancji odurzających i przygodnej miłości, kolejne pokolenia dodały wegetarianizm, potem veganizm, później troskę o środowisko, następnie postawę politycznie świadomą i aktywną. W końcu zrodził się nawet radykalny odłam, który potępia homoseksualizm i aborcję. Większość członków ruchu nie popiera jednak rozszerzania wachlarza zagadnień. Nadgorliwość, przesada i ekstremizm nie są dobrymi doradcami. Prowadzą raczej ku agresji, egzageracji i ślepej nienawiści, które mogą co najwyżej naruszyć pozytywny wizerunek i przekaz ruchu. Inną trudnością są liczne pokusy oraz czynniki osłabiające wolę i podważające sens samozaparcia. Kultura konsumpcji namawia do ulegania czarowi owczego pędu, znajomi posądzają abstynentów o aspołeczność i nudziarstwo, my zaś sami pytamy po co właściwie to wszystko. Ten ostatni człon jest najważniejszy. Jeśli jesteśmy przekonani o słuszności decyzji i zasadności niepalenia, niepicia i nienarkotyzowania się (bądź też o bezzasadności picia, palenia i przyjmowania narkotyków) – wytrwamy na przyjętej pozycji. SXe nie jest bowiem niewykonalne. Przede wszystkim jest dobrowolne. Do ruchu się nie wstępuje, po prostu przyjmuje się jego założenia, podąża się określoną drogą. Drogą tą idzie się w towarzystwie innych, ale kroki stawia się samemu. Nie ma kogoś, kto ciągnie nas za rękę, poucza i karci. Łatwość polega więc na tym, że zawsze możemy ze ścieżki tej zejść, skręcić, zawrócić. Możemy nawet nieopatrznie zboczyć, by potem raz jeszcze przyjrzeć się swojemu życiu, zidentyfikować bodźce, które nami kierują i raz jeszcze podjąć wybór bycia SE. Raz jeszcze zdecydować się na bycie po tej stronie krawędzi. Każdy błądzi, nikt nie jest doskonały. Slogany niby wytarte, ale jakże życiowe i pragmatyczne.
Muzyka zmienia obyczaje
O przemożnym wpływie muzyki wiadomo nie od dziś. Energiczna Marsylianka zagrzewa do boju, nastrojowy Ravel uspokaja, charyzmatyczna Nirvana przemawia do tych, których nie rozumie cała reszta świata. Każdy gatunek niesie ze sobą mniej lub bardziej czytelne i chwalebne przesłanie. Każdy obudowuje się węższym czy szerszym wianuszkiem fanów ubierających się w podobnym stylu, patrzących na rzeczywistość z podobnego punktu widzenia i identyfikujących się z tekstami utworów. Arystoteles twierdził, że muzyka uszlachetnia obyczaje; Aldous Huxley uważał, że „po milczeniu – najlepiej wyraża to, co jest niewyrażalne”, a według Platona „gdy zmienią się trendy muzyczne, jednocześnie zmianom ulegają fundamentalne prawa państwa”. Możemy nie zgodzić się, że muzyka łagodzi obyczaje. Nie możemy jednak kwestionować jak silnie wyraża emocje i niepokoje, uosabia pragnienia i lęki, ucieleśnia radość i szczęście.
W historii SE muzyka zajmuje miejsce honorowe. Ruch wyrósł z niej, ona go wychowała i karmi do dziś. Najpierw był punk, wyzwolony i nihilistyczny, wolny i destrukcyjny. Potem byli młodzi Amerykanie ze Wschodniego Wybrzeża, którzy zaczęli przekrzykiwać punkową kontestację. Zaraz po tym był hardcore, który przeniósł nową myśl z Waszyngtonu i Nowego Yorku na Zachód USA i do Kanady. A stamtąd na inne kontynenty, bo chodź do dziś sXe zakorzenił się głównie w Stanach i Europie, znajdziemy go też w Brazylii czy Tajlandii.
Tak jak bunt wobec przekazu muzyki punkowej zrodził ruch, a styl hardcore stał się jego głównym nośnikiem, tak też muzyka właśnie nadała mu imię i usystematyzowała katalog jego zasad i reguł, a koncerty wykształciły symbole i ugruntowały wartości wyznawane przez członków. Symboliczny chrzest ideologii miał miejsce w latach 80., kiedy zespół Minor Treat wyśpiewał (wykrzyczał..?) kawałek zatytułowany właśnie „Straight Edge”. Ta sama grupa, w utworze „Out of Step” z kolei, sformułowała elementarny zbiór zakazów. Cytowane już „Don’t smoke,...” to esencja ideologii. Gdy z czasem zaczęto podnosić poprzeczkę i dodawać kolejne wyznaczniki dla bycia straight, to znów hardcorowe grupy były na tym polu prowodyrami i propagatorami. W 1985 roku Youth Of Today postulowali wegetarianizm i ekologizm [1], a początek lat 90. to krucjata Vegan Reich ku wyodrębnieniu postawy hardline [2]. Jak wspomniano, ze względu na agresywne podejście do obrony swoich założeń i uciekaniu się nawet do przemocy, postawa ta nie jest szeroko akceptowana. Niemniej wystawia ona na światło dzienne ważne pytania. Co mówi SE o homoseksualizmie? O polityce? Aborcji? Otóż mówi generalnie, że seksualność leży poza jego zainteresowaniami. „Don’t fuck” to protest wobec seksu przygodnego, a nie wobec seksu w ogóle, nawet, jeśli w grę wchodzą stosunki nieheteroseksualne. Co do polityki, bynajmniej nie traktuje się ruchu jak partii czy silnego lobby. Niemniej działanie, podejmowanie akcji, unaocznienie społecznych bolączek, są jakby logicznym przedłużeniem wyznawanej filozofii. Samokontrola to krok podstawowy. Zaraz potem należałoby pomyśleć o pomocy innym, udzielaniu wskazówek, kształtowaniu kultury i świadomości. Naturalne wydaje się, że członkowie wstępują do Greenpeace, Amnesty International czy SADD (Students Against Drunk Drivers – Studenci Przeciw Pijanym Kierowcom), czy zachęcają przyjaciół do abstynencji i wstrzemięźliwości. Aborcja jest kwestią sporną; część środowiska przyjmuje postawę „pro-choice” („za wyborem”), która broni prawa kobiety do decydowania. Inni akcentują prawo do życia i stają po stronie barykady oznaczonej logo „pro-life” („za życiem”). Pomniejsze dysputy toczą się też wokół kwestii drugorzędnych jak spożywanie kofeiny czy przyjmowanie leków. Jednak, choć polemika nie ustaje, jest ona spychana na drugi plan przez ważne hasło mające przynieść konsolidację i siłę ruchu. „Unity”, czyli „jedność”, to wartość wyższa.
Ale wracając do muzyki. Raz jeszcze podkreślmy jak silnym była i jest medium. Wiemy już, że przeniosła idee ruchu w zakątki oddalone od USA geograficznie i systemowo. Gdy myśl ta dotarła do Polski, kraj dopiero wyzwalał się z komunistycznych kleszczy. Dla rodzimych SE przełom lat 80. i 90. to nie tylko Okrągły Stół i pierwsze od dekad demokratyczne wybory. To właśnie wówczas zaczęły grać: Cymeon X, Ustawa o Młodzieży, Inkwizycja i Apatia, a ich spadkobiercy do dziś przekazują i gruntują wyznawane wartości. Bo w Polsce słucha się nie tylko zespołów zagranicznych, jak New Winds, Point Of No Return, Good Clean Fun, mMainstrike, xLooking Forwards czy Get The Most. Mamy silną drużynę patriotyczną w składzie: Sunrise, Słowa We Krwi, xInsurrectionx, Awake, X’s Always Win, The Age, Cervantes czy Regres. Całkiem sporo jak na subkulturę, o której w zasadzie niewiele się mówi.
Jednak rola muzyki nie ogranicza się do bycia nośnikiem idei i medium wysyłającym treść w eter. Przede wszystkim, w ogóle przerodziła efemeryczne dążenia nastolatków w światowy ruch. Bowiem to, co obecnie nazywamy sXe, początkowo było niczym innym jak poglądem wąskiej grupki młodych, którzy sami do końca nie wiedzieli, co robią, a już na pewno nie zdawali sobie sprawy, że doprowadzą do małej rewolucji. Wiedzieli, że nie podoba im się otaczającą rzeczywistość, brak kontroli jednostek nad własnymi poczynaniami, „samoniszczenie się”. Z ich sprzeciwu wobec podejścia „fuck you, fuck the world” („pieprz się, pieprz świat”) wyrósł twór silny i spójny. To właśnie zaangażowanie sceny niezależnej zmieniło incydentalne manifestacje i jednostkowe marzenia w Straight Edge.
Trzeźwy umysł
Niezależna scena zdziałała wiele i po dziś dzień znaczy wiele. Koncerty dają okazję do spotkań z osobami o podobnych poglądach, do wzmacniania ducha radości i poczucia wspólnoty. Granie jest gitarowe, ciężkie, głośne. Szybkie i ostre. Teksty przepełnia wigor, refleksja, agresja. Energia gromadzi się na scenie i pod nią. Właśnie na koncertach znajduje swe ujście to, co akumuluje się wewnątrz każdego dnia. Szczęście i gorycz, radość i sprzeciw z całą mocą uchodzą z głów i serc przy akompaniamencie basów i krzyków. Na scenie energia znajduje ujście w stage diving, czyli skakaniu na podniesione ręce publiczności. Pod sceną emocje wyrzucane są w mosh, charakterystycznym, ekspresyjnym tańcu polegającym na niekontrolowanym wymachiwaniu nogami i rękami. Choć z zewnątrz wygląda to jak bójka, i choć w rzeczywistości prowadzi czasem do kontuzji i uszkodzeń ciała, nikomu to nie przeszkadza. Lepiej spożytkować energię tak, niż celebrować radości wódką i spalać smutki w skręcie.
Koncerty obdarowały też ruch logo. Znakiem rozpoznawczym SE jest symbol „X”. Nakreślony na wierzchniej części dłoni lub wytatuowany na dowolnej części ciała, widniejący na odzieży lub przypinkach, używany jako sufiks w internetowych nickach i nazwach zespołu, a nawet uwzględniony w samym akronimie ruchu (sXe) czy skróconej nazwie hardcore’u („hXc”). Czasem występuje jako liczba 24 (jako że „x” jest dwudziestą czwartą liczbą amerykańskiego alfabetu), czasem zaś jako trio „XXX” odnosząc się do trzech bazowych zakazów Ostrej Krawędzi, czyli symbolizując czystość ciała, umysłu i ducha. Znak początkowo był niejako napiętnowaniem. Malowano go na rękach młodych, którzy uczestniczyli w koncertach, ale ze względu na wiek nie mogli nabywać używek. Konkretnie wywodzi się z paradoksalnego wydarzenia mającego miejsce podczas trasy zespołu Teen Idles w 1980 roku. Kiedy grupa przyjechała do klubu, w którym miała grać, okazało się, że wszyscy jej członkowie są niepełnoletni. Alternatywą dla odmowy im wstępu stało się oznakowanie ich dłoni wielkimi, czarnymi iksami, które wskazywały barmanom zakaz serwowania im alkoholu. Grupie przypadł do gustu ten pomysł i zaczęła go stosować wobec nastolatków na kolejnych koncertach. Napiętnowanie stało się z czasem wyróżnieniem. Dorośli SE zaczęli w geście solidarności ozdabiać symbolem również swoje ciała i obecnie czarne „X” stało się manifestacją poglądów i wyrzeczeń, podkreśleniem wyboru i wierności zasadom.
Co poza tajemniczymi iksami odróżnia SE? Koszulki z hasłami Drug free (Wolny od Narkotyków), True till death (Prawdziwy aż do Śmierci), czy Poison Free (Wolny od Trucizn); czytanie zinów, to jest niezależnych magazynów i czasopism; krytyka konsumpcji, kultury masowej i uznania dóbr materialnych za wyznacznik jakości życia. Poza tym, zamiłowanie do bezkompromisowych, mocnych rytmów. Styl muzyczny triumfujący w tych kręgach to hardcore. Szybkie krótkie utwory, zaangażowane, bardziej wykrzykiwane niż śpiewane teksty. Wywodzi się z muzyki punk rockowej i świetnie wpasowuje się w idee środowiska.
Tryb życia SE jest aktywny i zaangażowany, co wyraża się w zasadzie D.I.Y. (Do It Yourself –Zrób To Sam). Sympatyzowanie z D.I.Y. oznacza samodzielne wykonywanie przedmiotów użytkowych, organizowanie koncertów, pokazów i imprez na rzecz społeczności lokalnej bądź w imię szerzenia przesłania ruchu. Własnoręczne tworzenie naszywek na ubrania, samodzielne redagowanie zinów, prowadzenie stron internetowych. Hardcore’owi muzycy płyty wydają sami lub powierzają to niezależnym, małym wytwórniom. Zapał i nieprzejednanie można podziwiać, należy jednak być ostrożnym. Zaciętość jest niebezpieczna i nierzadko przeradza się w napastliwość. Z powodu incydentalnych bójek i przemocy wobec osób pijących lub palących na ulicy, SE jest czasem mylone z młodocianymi gangami i światkiem przestępczym. Oczywiście niezwykle szkodzi to wizerunkowi ruchu i lepiej byłoby, gdyby jednostki radykalne i buńczucznie nastawione, przemyślały sens i długoterminowe konsekwencje swoich kroków. Bowiem SE to nie mrzonki, a poważne zobowiązanie, głębsze niż sprzeciw wobec niezdrowych nawyków i szkodliwych rozrywek. To spójny system wartości i prostych korzyści; opozycja wobec zewnętrznych dyktatów i rozczarowań przynoszonych przez zepsute aspekty współczesności; to wstęp do dalszej drogi rozwijania osobowości. Nawet, jeśli środki ku temu bywają dyskusyjne, kontrowersyjne czy szokujące. Odnosząc się do społecznego niezrozumienia wobec nowatorskich działań, jedna z internetowych stron poświęconych SE, cytuje słowa Mohandasa Karamchanda Ghandiego. „Najpierw ignorują cię. Później śmieją się z ciebie. Później walczą z tobą. Ostatecznie wygrywasz.” Wygrywasz, jeśli to, co robisz, robisz z przekonaniem i dobrymi intencjami. Jeśli twoje idee są wartościowe.
„Przynajmniej mogę ku**a myśleć!”
Cytowany już fragment kawałka „Out Of Step” kończy się właśnie tymi słowami. Skoro nie palę, nie piję i nie marnuję życia na szukanie okazji do przygodnego seksu, mogę wreszcie myśleć. Wolność od odurzenia, świadomość samego siebie, harmonia z własnym ciałem i wnętrzem, unikanie sytuacji, które niszczą i rujnują relacje z otoczeniem. To właśnie wyrosło z buntu wobec zdziczenia i niekontrolowanej swobody. Ze sprzeciwu wobec punkowej rewolucji, która „przekształciła się w imprezę”. Jak pogodzić zabawę i szaleństwo z życiem czystym i rozsądnym? Wystarczy odważyć się być prawdziwym, być sobą w takiej wersji, w jakiej chciałoby się siebie widzieć. SE to nie religia, choć proponowany system moralny pokrywa się w wielu aspektach z naukami większości wierzeń. SE niekoniecznie wierzą w Boga, ale jednocześnie nikt nie zakazuje im chodzenia do kościoła, meczetu czy świątyni. Jeśli wybór jest przemyślany, dobrowolny i naprawdę nasz, nic niczemu nie stoi na przeszkodzie. Jeśli jest to zgodne z sumieniem, można nawet przyjmować komunię pod postacią chleba i wina. Wszak wino jest tu traktowane jak symbol, nie jak nałóg. Granicą naszych czynów powinna być samokontrola i sumienie. Jeśli pozostajemy z nimi w zgodzie, żyjemy dobrze. Czy to tylko swoboda interpretacji?
Przypisy:
[1]Szczególnie silnie akcentuje to zagadnienie piosenka „No More” z roku 1988.
[2]Hardline to odłam SE związany szczególnie z grupą Vegan Reich, a charakteryzujący się restrykcyjną treścią ideologiczną oraz radykalizacją środków ku potępieniu tego, co „niezgodne z naturą”; ostra krytyka homoseksualizmu i aborcji oraz akty agresji, zniechęcają, budzą krytykę i prowadzą do uznania hardline za nadinterpretację prawdziwego sXe.
Źródła:
- www.faqs.org/faqs/cultures/straight-edge-faq/.
- www.forum.sxe.boo.pl/.
- www.straight-edge.net/.
- www. sxepl.fora.pl/.
- www.wiedzaiedukacja.pl/archives/918/.
- www.fronda.pl/arch/01/100%20-%200087.htm/.
- www.polityka.pl/.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje