Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Amerykański sektor usług znowu zaczął maleć


04 grudzień 2009
A A A

 Sample Image

Amerykański Instytut Zarządzania Podażą poinformował wczoraj, że publikowany przez niego indeks ISM dla sektora usług (ISM Services Non-Manufacturing Index) spadł w listopadzie 48,7 z 50,6 pkt. miesiąc wcześniej. To kolejny już raport stawiający pod znakiem zapytania wszystkie optymistyczne oczekiwania co do najbliższej przyszłości amerykańskiej gospodarki.

Spadek „usługowego” indeksu ISM, jakkolwiek nie wywołał wczoraj szoku wśród inwestorów, jest bardzo niepokojącą wiadomością. Nie tylko dlatego, że indeks ten miał najniższą wartość od sierpnia, ale z uwagi na to, że po dwóch miesiącach rozwoju, amerykański sektor usług ponownie zaczął się kurczyć. Niepokoić może też to, że indeks ten nie jest jedynym powodem do obaw. Wystarczy wymienić rekordowe bezrobocie, brak wyraźnego odbicia na rynku nieruchomości, słabsze od prognoz wyniki sprzedaży w Czarny Piątek, słabe listopadowe wyniki amerykańskich detalistów, czy też rezygnację przez Amerykanów z transakcji kartami kredytowymi na rzecz gotówki, co jest wyraźnie prooszczędnościową postawą. W tej sytuacji można zadać sobie pytanie, czy obserwowany od marca wzrost cen akcji i idący z tym w parze wzrost surowców nie jest przesadzony?
 
Wczorajsza publikacja indeksu ISM dla amerykańskiego sektora usług nie wywołała szoku wśród inwestorów. Podobnego szoku prawdopodobnie nie wywołają dzisiejsze dane z rynku pracy. Nie zmienia to jednak faktu, że ich publikacja będzie wydarzeniem dnia, na które to wydarzenie będą czekali inwestorzy na większości rynków.

W listopadzie prognozuje się utrzymanie stopy bezrobocia na poziomie 10,2 proc., przy jednoczesnym spadku zatrudnienia w sektorze pozarolniczym o 130 tys. W przypadku tych drugich danych nastąpiło jednak spore rozstrzelenie prognoz. Oscylują one w przedziale od 100 tys. do 140 tys. Optymiści zwracają uwagę m.in. na ostatni spadek nowych wniosków o zasiłek dla bezrobotnych do 457 tys. z 512 tys. na początku listopada. Pesymiści wskazują natomiast na raport ADP, który informował o spadku miejsc pracy w USA o 169 tys.

Dodatkowe sytuację skomplikował w czwartek jeszcze rzecznik Białego Domu. Oświadczył on, że w listopadzie stopa bezrobocia może być wyższa niż oczekiwane 10,2 proc.
 
W oczekiwaniu na dzisiejsze dane z amerykańskiego rynku pracy europejskie indeksy, a w ślad za nimi rynek surowcowy i walutowy, powinny się stabilizować. Później zdecydują już same dane. Nie muszą one natomiast mieć większego wpływu na zachowanie Wall Street. Doskonale ilustruje to przykład sprzed miesiąca, gdy nieoczekiwany wzrost stopy bezrobocia w USA do 10,2 proc. z 9,9 proc., przy jednoczesnym większym od oczekiwań spadku zatrudnienia w sektorze pozarolniczym (190 tys. wobec prognozowanych 170 tys.) praktycznie został zignorowany. Dlatego prawdopodobieństwo wybicia indeksu S&P500 w dniu dzisiejszym z trwającej od prawie miesiąca konsolidacji w wąskim przedziale 1087,24-1110,63 pkt. nie jest duże.

Podobnie jak S&P500, w pobliżu tegorocznych szczytów zatrzymały się również ceny ropy oraz notowania EUR/USD. We wszystkich trzech przypadkach rynkowy konsensus mówi o wzrostach w kolejnych miesiącach, jako odpowiedzi na poprawę sytuacji gospodarczej na świecie w przyszłości. I we wszystkich tych przypadkach ta jednomyślność jest najsłabszym punktem tego twierdzenia. O ile bowiem końcówka roku, z uwagi na walczących o roczne premie zarządzających, nie przyniesie realizacji zysków. To w I kwartale 2010 roku ryzyko realizacji takiego scenariusza już wyraźnie rośnie.