Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Polityka Paulina Pajkiert: Peru - w marszu ku demokracji?

Paulina Pajkiert: Peru - w marszu ku demokracji?

29 marzec 2008
A A A

Obserwacja globalnych tendencji może prowadzić do wniosku, że demokracja uchodzić ma we współczesnym świecie za ustrój reprezentujący najważniejsze wolności i broniący podstawowych dla człowieka wartości. Niestety, rzeczywistość prowadzi do wniosków nierzadko zgoła przeciwnych.

Wstęp

Demokracja okazuje się być ustrojem nie wszędzie najwłaściwszym do wdrażania, a przynajmniej nie w pożądanej przez społeczność zachodnią postaci. Tragiczne doniesienia z Iraku, bądź pozostawiające wiele do życzenia próby podejmowane w krajach afrykańskich, skłaniają do refleksji nad faktem, czy braki edukacyjne, różnice świadomościowe, odrębności kulturowe i odmienne tradycje nie sprawiają, że demokracji nie da się zaszczepić na dowolnym gruncie. Co więcej, można też wyrazić wątpliwość, czy owy ustrój jest w rzeczywistości ustrojem najbardziej wydolnym i najlepiej funkcjonującym. Myślę, że analiza sytuacji, z którą mieliśmy do czynienia w mijającym półwieczu w Peru, może wnieść wiele cennych uwag do dyskusji na ten temat.

Caudillo demokratą?

Przed przejściem do zasadniczej kwestii niniejszego artykułu, tj. przemian politycznych w Peru zachodzących na przełomie ostatnich trzech dekad, warto najpierw scharakteryzować po krótce, czym jest demokracja. Zasadniczo definiuje się ją jako ustrój polityczny, w którym władzę sprawuje społeczeństwo poprzez swych przedstawicieli i jako formę organizacji życia społecznego, w której wszyscy uczestniczą w podejmowaniu decyzji i szanują prawa i wolność innych ludzi [1]. Z hasłem demokracji nierozłącznie wiążą się pewne idee i wartości, których poszanowanie i ochronę uważa się za naturalne i niekwestionowane. Są wśród nich: suwerenność narodu, zachowanie praw mniejszości, podział władz i wzajemna miedzy nimi równowaga, pluralizm oraz rządy prawa. Szczególne znaczenie mają: wolność, równość i sprawiedliwość, uczestnictwo społeczne w życiu kraju czy świadomość obywatelska. Obywatele korzystają ze sprecyzowanych w odpowiednich dokumentach i aktach normatywnych praw i wolności, a jednocześnie mają do spełnienia pewne wymogi i nakazy, narzucone w formie obowiązków obywatelskich. Demokracja jest więc systemem, w którym określone warunki muszą zostać spełnione przez dwie strony – tak przez elitę rządzącą, jak przez społeczeństwo. Wymaga to nie tylko umiejętności, pewnej kultury czy stopnia wykształcenia, ale również wiąże się z tradycjami, zaszłościami historycznymi, a nawet – czego Peru może być przykładem – uwarunkowaniami geograficznymi.

Łatwo jest krytykować kraje latynoamerykańskie za niespełnianie podstawowych demokratycznych norm i zasad. Jednak złożony zestaw czynników sprawiał i sprawia, że wysiłki ku ustanowieniu tegoż systemu często kończą się fiaskiem. Biorąc pod uwagę Peru, wśród takich czynników wyszczególnić można kwestie społeczno-kulturowe takie jak: heterogeniczność etniczna, trudności w osiągnięciu integracji narodowej, nieidentyfikowanie się z ojczyzną, braki w wykształceniu i świadomości społecznej. Z drugiej strony stoją problemy ekonomiczno-polityczne: korupcja, kryzysy gospodarcze ujawniające nieudolność rządzących czy nieumiejętność tych ostatnich w radzeniu sobie z destabilizującymi państwo grupami partyzanckimi i terrorystycznymi. Wszystko to sprawia, iż demokracja często zostaje zdyskredytowana w oczach narodu, co z kolei może wzmacniać pozycje sił zbrojnych albo rodzić postawy populistyczne.

Czy więc we współczesnym Peru możemy mówić o demokracji? Czy historia najnowsza dowodzi, że rzeczywiste wysiłki w stronę jej ustanowienia były podejmowane, a jeśli tak, co można powiedzieć o ich skuteczności? Czy jest to najlepszy ustrój dla tego andyjskiego kraju? Przedstawiając poniżej wydarzenia ostatniego trzydziestolecia, postaram się wywołać refleksje nad tymi zagadnieniami.

Jako cezurę czasową chciałabym przyjąć lata 1968-2000. Wybór roku 1968 wydaje się zasadny, jako, że wydarzenia, które wówczas nastąpiły, nie tylko stanowiły pewne novum w stosunku do przeszłości, ale również w znacznym stopniu przemieniły kraj, a ich wpływy pozostały zauważalne przez wiele kolejnych lat. Rok 2000 z kolei to ucieczka prezydenta Fujimoriego i symboliczne zakończenie dekady, której niejako patronował [2].

W roku 1968 miał w Peru miejsce wojskowy zamach stanu. Samo zdarzenie nie było na tamtym obszarze rzeczą ani nową, ani wyjątkową. Nie tylko w samej Ameryce Łacińskiej podobne przypadki występowały z niezwykłą częstotliwością. Trzeba pamiętać, że również inne rejony świata doświadczały wojskowych rewolt i autorytarnych rządów. Wśród przykładów znaleźć można nie tylko politycznie niedojrzale kraje afrykańskie, ale również liczne państwa Europy, czasem o długiej tradycji demokratycznej. Jednak zamach z roku 1968 nosił znamiona odróżniające go od przewrotów dotychczasowych.

Pierwsze reżimy, z którymi spotykamy się w andyjskim państwie, sprawowały władzę już w pierwszych latach po uzyskaniu niepodległości. Stan taki wynikał z uwarunkowań politycznych, które powstały na kontynencie po wycofaniu się z niego Hiszpanii. Zostawione niejako samym sobie, dawne kolonie utrzymać chciały porządek, stabilność, wewnętrzny spokój. Za predestynowanych do dokonania tego uważali się kolejni caudillo. Byli to często bohaterowie wcześniejszych walk o wolność i niezależność, którzy organizowali coraz to nowe bunty i zamachy, by sięgnąć po władzę. Opieranie się na armii dawało im siłę i respekt, a uleganie interesom i naciskom elit – czyli wielkich właścicieli ziemskich i zamożnych Kreoli –umożliwiało sprawowanie rządów. Zjawisko caudillismo dewaluować zaczęło się dopiero z otwieraniem się na świat zewnętrzny i wynikającym z tego pojawieniem się pod koniec XIX wieku nowych elit – klas średnich oraz kupców i przedstawicieli przemysłu.

Mimo teoretycznego celu, jaki stawiali sobie uzurpatorzy, ich działania nie prowadziły do stabilności i wzmocnienia kraju. Przeciwnie – rozbijały go od środka utrudniając nie tylko rozwój, ale i normalne funkcjonowanie. Na trudności te nałożyły się i inne. Przede wszystkim ciężko mówić o funkcjonowaniu państwa w sytuacji, gdy brakuje społecznego utożsamiania się z nim. A niestety należy przyznać, że identyfikacja narodowa była zdecydowanie słaba. Nie trudno się temu dziwić, biorąc pod uwagę przebieg i uwarunkowania procesów narodotwórczych w Peru [3]. Jeśli uwzględni się czynniki budujące definicje narodu zauważa się, że żaden z nich nie jest w przypadku Peru spełniony w dostatecznym stopniu. Wątpliwe jest zastosowanie czynnika posiadania spójnego terytorium narodowego, gdy kraj podzielony jest na trzy rozlegle regiony, miedzy którymi występują znaczne i wieloaspektowe zróżnicowania. Miedzy nadmorską Costą, andyjską Sierrą i wschodnią Selvą, zwaną tez Montaną [4], występują różnice w gęstości zaludnienia, składzie etnicznym ludności, sposobach zarobkowania oraz warunkach geograficznych i klimatycznych. Dodając do tego trudności komunikacyjne i braki infrastrukturalne uznać można, że tworzenie pojęcia jedności narodowej na bazie jedności terytorialnej nie jest tu zabiegiem uzasadnionym. Podobnie ma się rzecz w przypadku przekonania o wspólnocie pochodzenia. Idee „wspólnoty krwi” kwestionuje nie tylko skomplikowana struktura etniczna. Rzecz komplikują dodatkowo różnice w wykształceniu i zajmowanych pozycjach społecznych czy zamieszkiwanie określonych terytoriów geograficznych [5]. Kontynuując, trudno udowadniać istnienie tradycji historycznych wspólnych Kreolom i Indianom, jak również powoływać się na jedność kulturową, bo uniemożliwia to choćby równolegle występowanie trzech języków (oficjalnego – hiszpańskiego, którym posługiwali się głównie biali i Metysi oraz języków keczua i amara, używanych przez Indian), różnice w sposobie ubierania się, organizacji społecznej czy podejściu do środowiska naturalnego. Odmienna muzyka, religia, wzorce rodzinne – to wszystko raczej dzieliło niż niosło jedność narodową. Na koniec warto wspomnieć jeszcze o różnicach świadomościowych, co do samej idei przynależności do organizacji państwowej, jak również o dywersyfikacji społecznej na poziomie ekonomicznym. Odnośnie drugiej kwestii – Indianie parali się głównie rolnictwem, opierali prace na formach kolektywnych i produkowali ekstensywnie, zasadniczo dla celów konsumpcji własnej. Biali zajmowali miasta i reprezentowali wzorce kapitalistyczne, co w związku z małą ruchliwością społeczną utrwalało podziały i animozje społeczne. Co do świadomości narodowej można ogólnie stwierdzi, że wśród Indian pojawiały się czasem odwołania do dawnej kultury i wielkości imperium Inków, z reguły jednak ich działania były niespójne i rozbite regionalnie. Z drugiej strony stali Kreole, którzy starali się ugruntowywać poczucie odrębności narodowej Peru, jednocześnie jednak nie czynili koherentnych i systematycznych wysiłków by doprowadzić do homogenizacji i konsolidacji wewnętrznej.

Jak więc da się zauważyć, stabilność kraju nie była łatwa do osiągnięcia nie tylko ze względu na poczynania caudillos, ale też właśnie z powodu braku spójności społecznej i przepaści utrzymującej się przez wiele lat miedzy elitami dominującymi nad ludnością rdzenną, upośledzoną ekonomicznie i politycznie. Niestety nie są to jedyne problemy burzące równowagę państwa. Dodać można jeszcze interwencje zewnętrzne i nierozwiązane spory graniczne. To właśnie tego typu konflikt doprowadził do przełomu, podczas którego, w ostatnich latach XIX stulecia, pojawiły się pierwsze znaczące tendencje antymilitarystyczne w Peru [6]. Sporem tym była wojna z Chile, występująca w literaturze pod nazwą „Wojny o Saletre” lub „Wojny o Pacyfik”. Ten czteroletni konflikt zakończył się w 1883 roku udowadniając słabość armii i jej nieużyteczność w działaniu, do którego de facto została stworzona; była zanadto zajęta wewnętrznymi rozruchami i przepychankami, a nie dysponowała wystarczającą siłą by odeprzeć ataki sąsiada i przeciwstawić się jego zadaniom. Wydawało się, że epoka silnej dominacji armii dobiegła w ten sposób końca. Już zresztą nieco wcześniej powstała pierwsza partia typu nowoczesnego. Była to Partido Civil, reprezentująca klasę średnią, której to przedstawiciel Manuel Prado został w roku 1872 pierwszym cywilnym prezydentem Peru. Dopiero jednak po klęsce w wojnie z Chile, społeczeństwo było do tego stopnia zawiedzione nieudolnością armii i zdeterminowane by ją ukrócić, że zdobyło się w 1895 roku na bunt i osadzenie na prezydenckim fotelu Nicolasa de Pieroli z partii, jak sama nazwa wskazuje, cywilnej – Union Civica. Należy zauważyć jednak, że tak jak rząd Prado cechowała znaczna niestabilność i ciągła obawa przed wojskowym zamachem stanu, tak władza cywilna po 1895 roku bazowała w dużym stopniu na porozumieniach i ustępstwach względem sił zbrojnych [7]. Armia pozostała więc znaczącą siłą wewnątrz państwa, choć jej działania ulegały zmianom. Od momentu uzyskania niepodległości, po rok 1930, jej ewolucja zachodziła w następującym kierunku [8] – epoka „pierwszego militaryzmu”, czyli okres konfliktów caudillos i rządów sprawowanych najczęściej przez wojskowych; okres tworzenia przez armie partii politycznych oraz wystawiania, a potem umacniania władzy prezydentów cywilnych; okres zauważenia zmian społecznych na przełomie lat 20. i 30. oraz chęć spełnienia nowych oczekiwań. Przeprowadzony w roku 1930 kolejny przewrót militarny w sposób znaczący zmienił system polityczny Peru i dopuścił do władzy szersze rzesze obywateli. Życie polityczne nadal wyglądało jednak jak sinusoida, raz przynosząc niedługie okresy demokratyzacji, raz ustanawiając znów dyktaturę generałów. Znaczącym przełomem tegoż czasu jest rok 1962. Miał wówczas miejsce kolejny golpe de estado [9], którego celem było ukrócenie przemian demokratycznych rozpoczętych w roku 1956 i kontynuowanych pod hasłem convivencia, to jest współistnienia armii z wrogą jej dotychczas partią APRA (partia powstała w roku 1924, ale na terenie Peru zaczęła funkcjonować w latach 30. jako PAP, tj. Partido Aprista Peruano). Przesilenie roku 1962 było wynikiem dojrzewania w łonie armii elity, która zaczęła zauważać dysonanse występujące w społeczeństwie, gospodarce i polityce. Kształtowała się nowatorska koncepcja bezpieczeństwa narodowego, które osiągnąć dało się jedynie po przeprowadzeniu odpowiednich, szeroko zakrojonych reform. Zamach stał się początkiem okresu, kiedy siły zbrojne odpowiadać będą za wielopłaszczyznowo rozumiane bezpieczeństwo i rozwój. Akcja nie wyniosła do władzy niedoświadczonego watażki. Przeciwnie – stworzyła sformalizowany rząd junty, która z jednej strony rozpoczęła politykę represji i silnej ręki, z drugiej jednak za konieczne uważała gruntowne reformy systemu rolnego, finansowego i partyjnego. Do przeprowadzenia swych planów chciała wykorzystać polityka cywilnego i w 1963 rolę tę przyjął Fernando Belaunde Terry z reformistyczno-populistycznej partii Accion Popular. Początkowe poparcia dla prezydenta wkrótce jednak wygasło. Stało się to za sprawa trudności eksportowych oraz będących tego konsekwencją kłopotów gospodarczych. Ponadto zaczęły wówczas dawać się we znaki działania destabilizacyjne generowane przez ruchy chłopskie i lewicowe. Kwestia wystąpień chłopskich była niewątpliwie skutkiem niezrównoważonych stosunków panujących miedzy zamożnymi przedstawicielami rodów oligarchicznych a spauperyzowaną ludnością wiejską. Sytuacja ta była motorem takich zjawisk, jak niekontrolowane strumienie migracyjne płynące ku dużym, modernizującym się ośrodkom miejskim, jak również gwałtownych wystąpień przeciwko posiadaczom ziemskim. Znaczna koncentracja ziemi w rękach nielicznych, bogatych latyfundystów była reliktem pamiętającym jeszcze czasy zwierzchności kolonialnej Hiszpanii [10], a opór przeciwko niej wynikał z kwestii ubóstwa chłopów, poczucia niesprawiedliwości i wyzysku. Zważywszy, ze ludność wiejska z reguły była jednocześnie indiańska, na problem dodatkowo nakładała się kwestia etniczna. Pod koniec lat 60. akcje siłowego zajmowania ziemi obszarników zaczęły się nasilać, a proponowane przez rząd Belaunde ograniczone reformy nie były skutecznie realizowane [11]. W tym samym czasie Peru zaczęły też dotykać pierwsze akcje partyzanckie organizowane przez lewackich guerilleros, przeprowadzane pod szyldem Armii Wyzwolenia Narodowego i Ruchu Lewicy Rewolucyjnej. Zachwianie spokoju sprawiło, że nagle zapomniano o demokratycznych wartościach i swobodach obywatelskich. Rząd zwrócił się o pomoc do armii, która tradycyjnie już wkroczyła bezpardonowo by ratować kraj. Rebelie wprawdzie szybko zdławiono, jednak uświadomiono sobie, że skuteczne wprowadzenie reform może się powieść tylko przy bezpośrednim zaangażowaniu sił militarnych.

{mospagebreak} 

Czas zamachu

Tak właśnie dochodzimy do wspomnianego na początku roku 1968. Wydarzenia tego czasu o tyle uznać winno się za szczególne, że mimo pozoru, iż oto odbył się kolejny z licznych już zamachów stanu, przewrót ten niósł ze sobą wiele więcej. Przede wszystkim oparty był na przemyślanym i opracowanym ze starannością planie, zwierał propozycje obejmujące szeroki wachlarz zagadnień i problemów, w końcu – ukonstytuował system, który przetrwać miał, z niewielkimi modyfikacjami, aż do lat 80. Armia działała w sposób technokratyczny i po raz pierwszy reprezentowała opcję lewicowo-nacjonalistyczną.

Niezwykle ważnym ogniwem zamachu stało się CAEM, czyli Centrum Wyższych Studiów Militarnych. Jednostka ta powstała w Limie w 1951 roku, z założeniem dokonania analiz, mających na celu znalezienie rozwiązań, które przyniosłyby Peru stabilność i pokój. Brano pod uwagę zmieniające się uwarunkowania zewnętrzne i wewnętrzne, kwestie bieżące jak i reminescencje historyczne, zagadnienia polityczne i ekonomiczne, słowem – szeroką gamę zagadnień wpływających na sytuację kraju [12]. CAEM stworzyło doktrynę bezpieczeństwa, która od roku 1968 w zasadzie stała się wyznacznikiem działań dla decydentów politycznych. Przewodnią myślą koncepcji było z jednej strony stwierdzenie, iż bezpieczeństwo Peru nie zależy tylko od obronności stricte militarnej, ale również od dobrobytu ogółu obywateli. Stwierdzenie to wpisuje się zatem w nowoczesny nurt postsuwerennego pojmowania bezpieczeństwa. Jednak druga część doktryny zdaje się być krokiem wstecz – uznając słabość rządów cywilnych, desygnuje się siły zbrojne do przejęcia odpowiedzialności za kraj. Odpowiedzialność tę przejęły one powołując Rewolucyjny Rząd Sił Zbrojnych – GRFA. Zajął on miejsce prezydenta Belaunde.

Głównodowodzący Juan Velasco Alvarado wygłosił manifest, naświetlający przyczyny zamachu: korupcje, brak społecznej równości, opieszałość we wprowadzaniu reform i rosnące uzależnienie od zagranicy. Najbardziej konkretnym przewinieniem byłego prezydenta była sprawa kontrowersyjnej umowy z International Petroleum Company (IPC). Północnoamerykański holding oskarżany był o wyzysk i nieprawidłowości podatkowe, rodził głośne protesty społeczne, był dowodem pogłębiającej się utraty samodzielności przez Peru. Pierwszy akt wydany przez GRFA wywłaszczył IPC, co doprowadziło nawet do tymczasowego zawieszenia stosunków dyplomatycznych miedzy Limą a Waszyngtonem. Kolejne kroki również mogły nie podobać się obserwatorom. Peru nawiązało stosunki dyplomatyczne z ZSRR i innymi krajami bloku socjalistycznego, nacjonalizowało ważne spółki kapitału zagranicznego, wałczyło o swój dwustumilowy pas wód terytorialnych. W roku 1969 przeprowadzono radykalną reformę rolną, powzięto starania by zintegrować kraje latynoamerykańskie i dbano o rozwój ruchu państw niezaangażowanych [13].

Nie ma wątpliwości co do tego, że Rządowi Rewolucyjnemu daleko było do ideałów demokracji. Sposób przejęcia władzy bynajmniej nie przypominał wolnych wyborów, trójpodział władzy zstąpiono zdecydowaną centralizacją, a o partyjnym pluralizmie nie mógł raczej świadczyć skład rządu, w którym zasiedli jedynie oficerowie. Zaryzykować można jednak stwierdzenie, że rekompensowała to po części jego wysoka skuteczność i sprawność. Wojskowi z reguły posiadali gruntowne wykształcenie, dysponowali też sporym autorytetem wśród ludności. W końcu też podeszli poważnie i zdecydowanie do społecznych problemów dotykających państwo. Wiążąc bezpieczeństwo z dobrobytem obywateli, doprowadzili w niejakim stopniu do wzrostu poczucia tożsamości narodowej i identyfikowaniu się z jego strukturami. Rozpisując reformę rolną, obiecując sprawiedliwy podział dóbr pochodzących z wykorzystania bogactw naturalnych, a nawet nazywając swoje plany w sposób nawiązujący do historii Indian – Plan Inca, Plan Tupac Amarom – wojskowi wpływali na odbiór rzeczywistości politycznej. Tego typu posunięcia wzmacniać mogły narodową integrację, osłabiać antagonizmy społeczne, zamieniać apatię w społeczną aktywność. Paradoksalnie więc niedemokratyczny rząd przyczyniał się na swój sposób do rozwoju postaw bliskich demokracji. Również reformy sfery przemysłowej niejako rozwijały takie postawy – założenia korporacjonizmu, który chciano wprowadzić, opierały się na szerszej partycypacji zainteresowanych, współpracy i konsultacjach. W końcu, reforma edukacji z początku lat 70. miała podnieść stopień alfabetyzacji, który znajdował się na niesłychanie niskim poziomie. Było to o tyle ważne, że przez dziesięciolecia w Peru obowiązywał cenzus majątkowy, przyznający prawo udziału w wyborach wyłącznie ludności piśmiennej. Skoro odsetek analfabetyzmu sięgał 70%, trudno mówić o urzeczywistnieniu demokratycznej zasady rządów większości. W tym też kontekście można jeszcze zauważyć, że dotychczasowy system polityczny wyraźnie faworyzował oligarchię i był rzecznikiem jej partykularnych interesów. Reformy militarnego rządu, ograniczające częstokroć wpływy polityczne i ekonomiczne elity, wydawały się wiec służyć interesowi demokracji.

Z pewnością jednak nie można naginać faktów i przypinać GRFA metki misjonarzy demokracji. Objawem braków demokratycznych była kontrola środków masowego przekazu i wywieranie wpływów na środowiska studenckie. Jednym jednak z najwyraźniejszych rysów Rządu było kwestionowanie przez niego roli integralnego komponentu ustroju – systemu partyjnego. W systemie tym widziano zagrożenie dla niepodzielności militarnego autorytaryzmu. Uważano, ze tradycyjne partie to jedynie wyraziciele i obrońcy interesów wąskich grup społecznych, które dominują w społeczeństwie, mimo że reprezentują zaledwie niewielki odsetek obywateli. Nawet przy tworzeniu podległych sobie organizacji, armia podkreślała, ze nie są one partiami. SINAMOS – Sistema Nacional de Apoyo a la Movilizacion Social – mimo że nosiło w zasadzie znamiona partii politycznej, nazywane było jedynie narzędziem wspierania rządowych inicjatyw i reform. Tym samym, choć niezdelegalizowany, system partyjny odsunięto od wpływu na wydarzenia w kraju i sparaliżowano jego funkcjonowanie.

 W połowie lat 70. rozpoczął się proces, który w społeczeństwie Peru uznany może być niemal za regułę. Póki rząd spełniał pokładane w nim nadzieje i oczekiwania – cieszył się powszechną akceptacją i poparciem. Kiedy zaczynały się kłopoty, zaczynał się odwrót od rządzących, a fale strajków i wybuchy niezadowolenia zaczynały przetaczać się przez kraj. Kiedy spadły realne dochody, zaczęły narastać problemy handlowe i finansowe, a dodatkowo sytuacja międzynarodowa nie przedstawiała się korzystnie. W świetle kryzysu energetycznego czy sytuacji politycznej w sąsiednim Chile, Boliwii, Argentynie i Brazylii, armia zmuszona była zmodyfikować swą strategię. Nie chcąc tracić pozycji, dokonała przetasowania personalnego. W roku 1975 Francisco Morales Bermudez stanął na czele państwa, zaczynając tym samym zwrot ku dawnej orientacji pro-oligarchicznej, liberalnej i otwartej międzynarodowo, a jednocześnie dość niepopularnej i niekorzystnej z punktu widzenia mas najuboższych. Wówczas właśnie podpisano umowę z Międzynarodowym Funduszem Walutowym, który nakazywał podjęcie takich kroków jak dewaluacja waluty krajowej, zniesienie subsydiów, ograniczenie wydatków na świadczenia socjalne i zwiększenie obciążeń podatkowych [14]. Wszystko to uczyniło pozycję ludności trudną i uciążliwą. Czując, że kontrola sytuacji wymyka się z rąk, siły zbrojne zdecydowały się oddać władzę demokratycznie znów wybranym cywilom. Nie można jednak zarzucić armii, że chciała po prostu w jak najszybszy sposób pozbyć się odpowiedzialności. Bądź, patrząc z drugiej perspektywy, nie można powiedzieć, by zdecydowała się na całkowite uwolnienie kwestii polityczno-spolecznych z orbity swych wpływów. Oddanie władzy owszem, ale nie za cenę destabilizacji, odwrotu od reform i kierunku obranego dekadę wcześniej. Aby zrealizować te założenia, ogłoszono chęć przeprowadzenia wyborów do Zgromadzenia Konstytucyjnego, które przyjąć miało nową konstytucję, dokonać uprawomocnienia i ugruntowania wysiłków armii oraz ustanowić aprobowany przez nią ląd polityczny. Po kilku miesiącach prac przyjęto w roku 1979 nową konstytucję. Jej zapisy były ważne nie tylko ze względu na potwierdzenie zachowania reform i umocnienie prerogatyw prezydenckich. Z perspektywy kwestii demokracji, znaczące jest określenie Peru państwem prawa opartym na demokracji przedstawicielskiej, z trójpodziałem władzy i określonym poziomem decentralizacji. Wprowadzono też zapisy ograniczające samowole i destabilizacyjny wpływ armii oraz w końcu zniesiono cenzus wykształcenia, dopuszczając tym samym analfabetów do udziału w rządzeniu krajem. Kolejny więc raz wystąpił specyficzny dysonans, kiedy autorytarne struktury doprowadzają de facto do demokratyzacji państwa.

Rządy militarne zdemontowały systemem partyjny, scentralizowały władzę i monitorowały wszelkie dziedziny życia państwowego. Istnieje jednak wymiar pozytywny rządów silnej ręki – dopiero po ich ustąpieniu kraj zaleją fale protestów, narosną trudności gospodarcze, uderzą skrajne organizacje lewackie. Demokracja – jak się wyraził Stanisław Stomma, znany polski polityk, publicysta i profesor prawa– nie jest gwarancją pokoju.

W roku 1980 wyborcy przywrócili ster państwa prezydentowi sprzed dwunastu lat –Fernando Belaunde Terry’emu. Chciał on odwrócić niekorzystne skutki rządów militarnych, niestety jednak istniała groźba konfliktu z sąsiadami, kryzys wciąż się pogłębiał, upadały przedsiębiorstwa, wybuchały strajki i kwitł narkobiznes [15]. Wreszcie doszło do pierwszych krwawych akcji Świetlistego Szlaku, czyli Sendero Luminoso. Organizacja powstała w środowiskach związanych z Uniwersytetem San Cristobal de Huamanga, mieszczącym się w Ayacucho. Jest to o tyle znamienne, iż prowincja ta, zgodnie z mapą biedy opracowaną przez Bank Centralny Peru w latach 80., zajęła drugie miejsce pod względem ubóstwa [16]. Świetlisty Szlak jest owocem sporów frakcyjnych w partii komunistycznej oraz wyboru orientacji antyrewizjonistycznej i bazującej na myśli Mao-Tse-Tunga. Ideologicznym autorytetem, a zarazem polityczno-wojskowym przywódcą ruchu, stał się Abimael Guzman, zwany Towarzyszem Gonzalo. To on wniósł do klasycznych teorii wątki historyczne i lokalne, uwzględniając peruwiańską specyfikę. Nawoływał do bezwzględnego obalenia obecnych władz, do rewolucji kulturalnej i krwawych zamachów. Wszystko to w oparciu o siłę pierwiastka ludowego, będącego nośnikiem utopijnych ideałów, tradycji i siły. Trafiając na podatny grunt niezadowolenia społecznego, hasła senderystowskie wywołały fale zamachów, zabójstw i akcji destabilizacyjnych. Co gorsza, władze zaskoczone takim rozwojem wydarzeń, nie umiały początkowo znaleźć rozwiązania problemu, utożsamiając go to ze zwykłą działalnością przestępczą, to z akcją sterowaną zza granicy, to z objawem walk partyjnych [17]. Dopiero z czasem podjęto próby kompleksowego rozwiązania przyczyn społeczno-ekonomicznych kryzysu, a z czasem zaczęto coraz bezwzględniej rozprawiać się z wywrotowcami, często przy naruszeniu praw człowieka oraz procedur zgodnych z prawem i poszanowaniem jednostki. Działania państwa, mniej lub bardziej świadomie, nakręcały spirale wzajemnej podejrzliwości i zagrożenia. Próby stłumienia ruchu staną się wyznacznikiem polityki na nadchodzące dekady, a jednocześnie ściągną na Peru ambiwalentne reakcje ze strony społeczności międzynarodowej, która z jednej strony rozumieć będzie pobudki decydentów i ich dążenia ku normalizacji, z drugiej jednak – napiętnuje nadużycia, nieprawidłowości i łamanie wielostronnych umów i konwencji.

Co gorsza, działalność Świetlistego Szlaku nie była jedyną bolączką rządu związaną z działalnością lewackich anarchistów. Również na początku lat 80. uaktywniło się inne ugrupowanie o podobnym do Sendero Luminoso profilu – Ruch Rewolucyjny Tupac Amaru, czyli MRTA.[18]

Biorąc pod uwagę niekorzystne wydarzenia w wymiarze wewnętrznym i międzynarodowym, trudno się dziwić, że w kolejnych wyborach obywatele poparli inną niż prezydencka opcję polityczną. W ten sposób na czele kraju stanął Alan Garcia, wywodzący się z tradycyjnej, funkcjonującej od wielu lat partii politycznej APRA. Jej założycielem i teoretykiem był Victor Raul Haya de la Torre. Osobiście nigdy nie udało mu się objąć urzędu prezydenta, jednak startujący z ramienia APRA Garcia chciał wprowadzić w życie postulaty de la Torre. Walka z imperializmem, nacjonalizm, dążenia integracyjne wewnątrz Ameryki Łacińskiej i solidarność z narodami ubogimi i uciskanymi – poglądy kandydata były popularne wśród mas oraz zbieżne z ortodoksyjną doktryną. Z drugiej strony, wywoływały niepokój nie tylko w kręgach rodzimej oligarchii, ale również na arenie międzynarodowej. Mieniąc się człowiekiem ludu i tradycji, zdobył on w 1985 roku prezydencki fotel, łącznie ze wszystkimi problemami kraju: inflacją, bezrobociem i faktyczną wojną domową. Początkowo Garcia radził sobie całkiem dobrze, ciesząc się szerokim zaufaniem i lawirując miedzy godzeniem interesów biedoty a spełnianiem wymagań elit. Uprawiał politykę zwaną concertacion, która polegała na włączeniu przedstawicieli biznesu i związków zawodowych do dialogu i procesu decyzyjnego. Rozwijał się przemysł, rosło zatrudnienie, a nade wszystko kwitł populizm; masom serwowano wizyty w wioskach i balconazos – przemowy programowe wygłaszane z balkonu Pałacu Armii w Limie. Wsparcie ze strony biznesu i grup uprzywilejowanych osiągano dzięki spotkaniom z tzw. „12 apostołami” – najbardziej wpływowymi przedsiębiorcami Peru [19]. Tym, co naznaczyło omawiany okres krwawym piętnem, była walka ze zbrojną i terrorystyczną działalnością Sendero Luminoso (SL) i MRTA. Organizacje z jednej strony jednoczyły grupę rządzącą – wspólny wróg zbliżył do siebie dawnych antagonistów- armie i APRA. Jednocześnie lewackie akcje atomizowały społeczeństwo, niosąc zagrożenie i spadek zaufania do skuteczności władz. Te negatywne reperkusje pogłębiały doniesienia o zbrodniach i arbitralnych wyrokach władz oraz o prowadzeniu procedur bez zachowania należnych jednostce praw. Odbijało się to echem na arenie międzynarodowej, ocierało nawet o Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości. Właściwie po dziś dzień niektóre kwestie pozostają nierozwiązane i stanowią ciemne karty historii kraju. Za gwałcenie praw człowieka w okresie miedzy 1980 a 1995 rokiem, wiele osób ukarano wyrokami i więzieniem. Decyzje te umorzono jednak amnestią ogłoszoną w 1995 roku przez kolejną ekipę rządzącą. Gdy w roku 2000 Amnesty International przygotowała w tej sprawie oświadczenie dla Komitetu Praw Człowieka Narodów Zjednoczonych, kwestia uznana została za nierozwiązaną i zaniedbaną [20].

Podczas starcia rząd – SL, obie strony dopuszczały się okrucieństwa i nadużyć. SL rekrutował rosnącą liczbę chłopów, eskalował zadania aprowizacyjne i przemoc. Rząd organizował antyrewolucyjne oddziały chłopstwa, tolerował posiadanie broni palnej, wydawał zaoczne wyroki. Działalność wywiadowcza osiągnęła rozmiary niewyobrażalne w państwie prawa i niedopuszczalne pod katem poszanowania zasad wolności i prywatności. Pozycja rządu pogorszyła się znacznie pod koniec kadencji, gdy kontrowersyjne posunięcia finansowe oburzyły przychylny mu elektorat przemysłowy, objawy kryzysu coraz dotkliwiej doskwierały ludności, a pozycja międzynarodowy nieustannie pogarszała się. W takiej atmosferze Garcia zdołał wprawdzie utrzymać prezydenturę do kolejnych wyborów, ale już dwa lata przed ich rozpisaniem, w roku 1988, zrezygnować musiał z przewodzenia partii.

Wybory roku 1990 uchodzić mogą za fenomen, a zarazem uzmysławiają niedojrzałość polityczną i społeczny koniunkturalizm ludności Peru. Mimo ze na pewnego niemal zwycięzcę typowano Mario Vargasa Llose, polityczny triumf odniósł Alberto Fujimori. Llosa to przedstawiciel prawicy, pisarz i niemal ikona kultury. Na jego zwycięstwo mogła więc wskazywać nie tylko chęć odwrotu ludności od nurtu lewicowego, ale również rozpoznawalność kandydata. Fujimori był czarnym koniem wyborów – polityczny outsider, bez większego doświadczenia, bez poparcia partyjnego, bez czystej peruwiańskiej krwi. Fakt zdeklasyfikowania faworyta dowodzi, że ludność chętniej identyfikowała się z niezaangażowanymi politycznie imigrantami niż z przedstawicielami tradycyjnych partii kojarzonych z korupcją, nepotyzmem i dbałością o partykularne interesy.

{mospagebreak} 

Reformy po japońsku

Bez względu na to, czy syn japońskich migrantów posiadał sprecyzowany plan rządzenia i bez względu na jego ewentualny kształt, Fujimori zaraz po objęciu urzędu wpadł w orbitę wpływów sił zbrojnych. Te z kolei dysponowały już strategią przygotowaną na najbliższą dekadę. Koncepcje zawarto w tak zwanym Plano Verde, w literaturze znanym tez jako Plan Rządzenia. Był to spójny projekt, mający w perspektywie osiągnięcie bezpieczeństwa przez zapewnienie integralności terytorialnej i obronności, dobrobytu – przez większe otwarcie, ściągniecie inwestycji i rozwój sektora przemysłowego oraz prestiżu kraju – przez stłumienie ruchów wywrotowych, rozwiązanie pętli zadłużeniowej, ukrócenie handlu narkotykami. W tym miejscu można docenić siły zbrojne za ich długowzroczność i kompleksowe podejście do spraw kraju. Jednak znów należy spojrzeć szerzej i zauważyć autorytarne tendencje wojskowych – już u źródeł zaprojektowano realizację planu w latach 1990-2000. Mając na uwadze, że kadencja trwa jedynie pięć lat, z góry zakładano możliwość siłowego lub przynajmniej niedemokratycznego rozwiązania tej kwestii. Fujimori był tak potrzebny armii, jak armia jemu. Elekt szukał poparcia i pomocy w rządzeniu państwem, wojsko zyskiwało wygodna fasadę minimalizującą naciski zewnętrzne i legitymizującą wprowadzane zmiany. Jednak demokratyczna iluzja nie miała potrwać długo. Po pierwsze nieustannie rosły prerogatywy sił zbrojnych i służb specjalnych oraz umacniała się pozycja egzekutywy. Choć usprawiedliwieniem tego mogły być niesłabnące zamachy partyzantki maoistowskiej, nie uniknięto tarć na linii parlament-władza wykonawcza. Po drugie, armia dysponowała już konkretnym planem umocnienia swej władzy i niejako legalnego przeprowadzenia niedemokratycznych zabiegów. 5 IV 1992 roku zdecydowano się dokonać „samozamachu stanu”. Jak twierdził Platon demokracja prowadzi do dyktatury...

Mimo wykazania ambiwalentnych stanowisk w stosunku do autogolpe [21], społeczność międzynarodowa generalnie nie przyjęła go ze spokojem. Obrońcy praw człowieka zaatakowali autorów zamachu. Human Rights Watch rozumiejąc trudną sytuację kraju (szalejącą korupcję, konieczność kontynuacji reform, rozlewającą się walkę ze Świetlistym Szlakiem) jednocześnie określiło zmiany jako zamach na prawa człowieka i napiętnowało pogwałcenie konstytucji, którego dokonano rozwiązując Kongres, zawieszając sądownictwo, umieszczając w więzieniach politycznych oponentów i przypisując sobie dyktatorskie uprawnienia [22]. Rząd peruwiański chciał Kongres zastąpić inna instytucją, określoną przez plebiscyt przeprowadzony wśród ludności, a egzekutywę upoważnić do wydawania dekretów z mocą prawa. Paradoksalnie, autorytarne zapędy określano jako jedyne zdolne do wprowadzenia prawdziwej demokracji. Ta bowiem była niemożliwa w obliczu skostniałości i korupcji ówczesnych polityków [23].

Jednak poczynania rządu po samozamachu nijak nie mogą być nazywane demokratycznymi. Zachwiano tradycyjnym trójpodziałem władz, sparaliżowano funkcjonowanie samorządów i mediów masowych, a przed wieloma osobami ze środowisk dziennikarskich, związkowych i politycznych postawiono alternatywę emigracji lub ograniczenia wolności. Paradoksalnie, społeczne poparcie dla Fujimoriego nie spadło, a wkrótce nawet umocniło się. Konsolidacja ta wiązała się z data 12 IX 1992 roku, kiedy to schwytano Abimaela Guzmana – prowodyra krwawych rewolt i głównodowodzącego SL. Był to niewątpliwie najbardziej spektakularny sukces rządzących, a Peruwiańczycy wspominają, że tego, co działo się w 1992r., po ogłoszeniu informacji o aresztowaniu, nie da się opisać. Lima świętowała jak szalona. Uwierzyliśmy, ze Peru czeka lepsza przyszłość [24].

Wracając jednak do reakcji społeczności międzynarodowej, warto raz jeszcze podkreślić jej dwuznaczność. USA przykładowo uznało przewrót za złamanie zasad demokracji przedstawicielskiej i praw człowieka oraz postanowiło wycofać swa pomoc finansową dla Peru. Paralelnie jednak, popierało zwalczanie partyzantki lewackiej, terroryzmu i handlu narkotykami. Bardziej zdecydowane kroki powzięła Organizacja Państw Amerykańskich (OPA), uruchamiając mechanizmy konsultacyjne i demonstrując wyraźny sprzeciw. Postawa taka była wynikiem zapisów, które znalazły się w rezolucji 1080 z 5 VI 1991 roku. Przyjęto wówczas, że Sekretariat Generalny Organizacji, w razie zaistnienia sytuacji mogącej przerwać demokratyczne procesy instytucjonalne lub uniemożliwić sprawowanie władzy rządowi wybranemu w legalnych, demokratycznych wyborach, zobowiązany jest powziąć natychmiastowe kroki zaradcze [25]. Politycy w Peru zmuszeni byli nieco złagodzić kurs.

Jednakże, gdy w roku 1993 uchwalono nową konstytucję, okazało się, że jej paragrafy dotyczące praw człowieka w okresach zagrożenia bezpieczeństwa były często jeszcze bardziej restrykcyjne niż w konstytucji z roku 1979. Mimo zapisów o demokratyzacji, rozdziale władz i pluralizmie, ustawa zasadnicza nie była prawdziwym krokiem ku rządom prawa; zlikwidowano wyższą izbę parlamentu, ograniczono ilość deputowanych, wzmocniono stanowczo władze prezydenta i nie narzucono mu politycznej odpowiedzialności. W międzyczasie duże uprzywilejowanie zdobyła armia i służby specjalne. Obie instytucje znajdowały się niezwykle blisko oficjalnych ośrodków decyzyjnych i wywierały na nie zasadniczy wpływ. Uznaniowość przy obsadzaniu stanowisk, arbitralność przy wykonywaniu zadań, nieustannie powiększający się zakres kompetencji- to wszystko, przy jednoczesnym silnym kapitale zaufania społecznego, dawało obu siłę nieproporcjonalną w ramach normalnie funkcjonujących ustrojów demokratycznych.

Niemniej jak każda poprzednia, i ta władza zaczęła tracić powoli w oczach mas i obserwować wzrost konsolidacji wśród opozycji. Kiedy więc zbliżył się termin wyborów, Fujimori z zaangażowaniem przystąpił do kampanii zjednywania mas przez podróże, hojność społeczną i podkreślanie zasług. W roku 1995 już w pierwszej turze pokonał znakomitego kontrkandydata, czyli byłego Sekretarza Generalnego ONZ z lat 1981-1991 Javiera Pereza de Cuellara [26]. Populizm i twarda ręką znów pokonały tradycyjne struktury, nawet jeśli te miałyby dąć szanse demokracji.

Niedługo jednak zaczął się kryzys władzy, czego dowodami była walka o fotel burmistrza Limy, konsternacja społeczna wywołana kwestia tzw. autentycznej interpretacji konstytucji, która to umożliwić miała Fujimoriemu kolejny start w wyborach, a także zaistniały w 1996 roku kryzys wywołany przez MRTA. Rewolucjoniści Tupac Amaru zajęli wtedy i przez kilka miesięcy przetrzymywali zakładników ujętych w ambasadzie japońskiej w Limie. Nałożywszy na to kwestie powrotu trudności ekonomicznych oraz poważne zarzuty korupcyjne stawiane najbliższym współpracownikom prezydenta [27], nie trzeba się dziwić, ze kształtująca się i konsolidująca opozycja trafiła na podatniejszy niż dotychczas grunt.

Wybory roku 2000 nie przyniosły od razu rozstrzygnięcia, doszło do drugiej tury, która opuścił jednak Alejandro Toledo, nawołując do społecznej mobilizacji przeciw ekipie rządzącej. Zwycięstwo Fujimoriego w oddanej walkowerem drugiej turze zakwestionowano, a sam zainteresowany schronił się niebawem w Japonii, gdzie uzyskał azyl polityczny. Ogromnym zaskoczeniem było jego przybycie do Chile z chęcią kandydowania w wyborach 2006. Choć komisja wyborcza orzekła, ze nie może kandydować, jego ewentualny start w elekcji mogliby znowu zaskoczyć obserwatorów; Peruwiańczycy utożsamiają go nadal z rozwojem, względnym dobrobytem, powstającymi szkołami i drogami, a nade wszystko z bezpieczeństwem. Dowodem na to, że ludność niekoniecznie kojarzy go z populistycznym uzurpatorem jest fakt, że córka byłego prezydenta, Keiko Fujimori, stoi na czele znaczącej w parlamencie partii Sojuszu na  Rzecz Przyszłości.

Tymczasem, po zrzeczeniu się urzędu przez Fujimoriego, prezydentem został przejściowo Valentin Paniagua, a w roku 2001 wyborcy oddali to stanowisko w ręce Alejandro Toledo Manrique. Jego Peru Posible było partia prawicową, a głównym hasłem swej kampanii uczynił on obietnice tworzenia nowych miejsc pracy i likwidacji bezrobocia.

Wnioski

Przedstawiona tu problematyczna kwestia demokracji na terenie Peru mogła zrodzić wątpliwości, czy istotnie jest to najlepsze rozwiązanie ustrojowe dla Ameryki Łacińskiej. Może problem stanowi tylko trudność w jego wprowadzeniu w życie i skutecznej realizacji? Śledząc bacznie losy andyjskiego kraju, łatwo zauważyć, iż wiele jest czynników osłabiających demokrację rejonu. Myślę, że jednym z zasadniczych jest fakt posiadania konkretnych korzeni historycznych i wzorców najwcześniejszych lat po niepodległości. Demokracja wyrosła niejako w Europie, w greckich polis, w rzymskiej republice, w głowach oświeceniowych myślicieli. Tradycje latynoamerykańskie są zgoła odmienne, preferuje się inne wartości, doświadczyło się innych ewolucji ustrojowych. Ale też pogląd, że kraje te powinny przejąć demokrację jako rodzaj schedy po wycofujących się kolonizatorach, jest fałszywy, gdy dostrzeże się, jakie systemy rządzenia i ustroje społeczno-polityczne panowały w ówczesnych imperiach.

Co więcej, nawet jeśli próbowano zaszczepiać demokrację, nie zawsze rodziło to pożądane i oczekiwane skutki. Przez lata zatem utrwalił się jej obraz jako rządów słabych i nieefektywnych. Skutkiem tego było albo wycofanie się z życia politycznego, albo też zwrócenie ku populizmowi. Władza mogła przypaść albo autokracie silną ręką ogarniającemu niepokoje i kryzysy wewnętrzne, albo charyzmatycznemu caudillo, którego lud mógł traktować jak jednego ze swoich. Przynajmniej póki nie malały pensje i nie rosło bezrobocie. Wtedy znów wybuchały strajki i odżywały frustracje [28]. Co znamienne, postawy takie charakterystyczne były nie tylko dla Peru, ale również dla jego bliższych i dalszych sąsiadów. Mało tego, podobne zachowania i przekonania pokutują w wielu państwach do dziś. Marcos Willians Herbas Yamacho – szef brazylijskiego gangu terroryzującego od lat Sao Paulo – udzielił kiedyś wywiadu, w którym przedstawił swoją receptę na uleczenie problemu nędzy i bezprawia. Za jedyne możliwe remedium uznał dyktando jakiejś „oświeconej tyranii”, która wzbiłaby się ponad paraliż świeckiej biurokracji [29]. Rządy siły nadal uważa się za skuteczne, a demokratyczne uchybienia rekompensuje poczuciem bezpieczeństwa i spokoju. Po co iść głosować, gdy w lokalu wyborczym może nas dosięgnąć antysystemowe działanie anarchistów, terrorystów i wywrotowców? Bezpieczeństwo, we wszelkich zresztą wymiarach, jest dużo bardziej znaczące niż ideały, z którymi ludność w zasadzie często się nie identyfikuje.

Tu wyłania się kolejna kwestia, a mianowicie brak społecznej świadomości i nieidentyfikowanie się z narodem. Jest to wypadkowa różnic pochodzenia, podziałów etnicznych, funkcji pełnionych w państwie i miejsca w strukturze społecznej. Jest to sprawa doświadczeń minionych lat, ale tez braków edukacyjnych. Często trudno mówić o dobrze wykształconej kulturze politycznej. A kultura polityczna to nie dodatek do demokracji, lecz jej istota [30]. Przynajmniej tak to wygląda w zachodnim kręgu kulturowym.

Daleka jestem od krytyki społeczności latynoskiej za te demokratyczne niedociągnięcia. Myślę, że każdy krąg kulturowy w nieco inny sposób kształtuje swoją rzeczywistość. Gdyby zachodnie wzorce były w Ameryce Łacińskiej adaptowalne, być może funkcjonowałyby tam tak, jak w Europie czy Ameryce Północnej. Jednak tu powstają kolejne pytania. A może omawiane kraje zachodniej hemisfery są już bardzo blisko wzorcowego modelu? Ale z drugiej strony, czy na pewno jest to model, który warto ślepo naśladować? Filozofowie, politycy i ekonomiści nie od dziś poddają to wątpliwościom.

Przypisy

[1] Obie definicje pochodzą ze słownika języka polskiego PWN, www.sjp.pwn.pl.
[2] Inspiracja do przyjęcia takiej cezury jest ksiązka P.Łaciński, do którego często będę się odwoływać, P.Łaciński, Peru miedzy populizmem a liberalizmem, Zakład Studiów Pozaeuropejskich Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006.
[3] M.Nalewajko, Kreolska wizja narodu peruwiańskiego po stu latach niepodległości, Dokumenty Robocze Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1996, str.5-7.
[4] A.Maryański, Modrzejewski Piotr, Szot Zygmunt, Geografia ekonomiczna Ameryki Łacińskiej, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1989, str. 277.
[5] Granice podziałów etnicznych pokrywały się często z granicami podziału terytorialnego. Indianie koncentrowali się głównie na terenie Sierra, a biali – Costa, M.Nalewajko, Kreolska wizja.., op.cit, str.6.
[6] P.Łaciński, Peru między.., op.cit, str.28.
[7] W.Dobrzycki, Stosunki międzynarodowe w Ameryce Łacińskiej, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2000,str.249.
[8] P.Łaciński, Peru między.., op.cit, str. 33.
[9] Zamach stanu.
[10] J.Nowicki /red./, Ameryka Łacińska, rozwój społeczno-ekonomiczny, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1977, str. 177.
[11] Ibidem, str.187.
[12] Poruszano kwestie kolonizacji, rozwoju Amazonii, dostępu do morza, rewolucji kubańskiej, przeobrażeń Kościoła katolickiego czy konsolidacji społecznej studentów, P.Łaciński, Peru między.., op.cit, str.57-61.
[13] W.Dobrzycki, Stosunki międzynarodow.., op.cit, str. 252.
[14] U.Żuławska, Stabilizowanie gospodarki a wzrost, Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1994, str.20.
[15] A.Przyłucki, Meandry peruwiańskiej historii, ‘Puls Świata’ nr 1/2006, str. 79.
[16] J.Spyra, Zarys historii Sendero Luminoso, Dokumenty Robocze Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1996, str.22-26.
[17] P.Łaciński, Peru między.., op.cit, str.111.
[18] Kwestia znaczenia powstania Tupaca Amaru II dla historii Peru przedstawiona jest przez M.Grabowską-Popow w książce W cieniu Tupaca Amaru- ludność indiańska Wicekrólestwa Peru w ruchach niepodległościowych 1784-1825, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2004.
[19] P.Łaciński, Peru między.., op.cit, str.125-128.
[20] A summary of concern: a briefing for the United Nations Human Rights Committee, 01.07.2000, www.amnesty.org.
[21] Samozamach..
[22] www.hrw.org.
[23] El Peruano’, 06.04.1992rok, cyt.za P.Łaciński, Peru między.., op.cit, str.177.
[24] Z.Boryczko, Powrót kamikadze, Puls Świata, nr 1/2006, str.77.
[25] Na podstawie rezolucji 1080 wydanej 05.06.1991 roku przez Organizację Państw Amerykańskich, AG/RES 1080 (XXI-)/91), www.oas.org.
[26] K.Wichary, Leksykon współczesnych międzynarodowych stosunków politycznych, Wydawnictwo Alta 2, Wrocław 2000, str.313.
[27] Mowa tu przede wszystkim o kasecie video rejestrującej jak opozycyjny kongresman przyjmuje łapówkę od Montesinosa- jednego z najbliższych współpracowników Fujimori’ego, Z.Boryczko, Powrót.., op.cit, str.77.
[28] Z.Boryczko, Kurs na zderzenie, Puls Świata, nr 1/2006, str.74-75.
[29] M.Andino-Velez, Miasto trwogi, Przekrój, nr 10/3220, str. 43.
[30] N.Davies, Polska droga do piekła, Newsweek Polska, nr 14/2006, str.14.

 

Bibliografia

Literatura

  • Andino-Velez Marcel, Miasto trwogi, Przekrój, nr 10/3220.
  • Boryczko Zuzanna, Kurs na zderzenie, Puls Świata, nr 1/2006.
  • Boryczko Zuzanna, Powrót kamikadze, Puls Świata, nr 1/2006.
  • Davies Norman, Polska droga do piekła, Newsweek Polska, nr 14/2006.
  • Dobrzycki Wiesław, Stosunki międzynarodowe w Ameryce Łacińskiej, Wydawnictwo Naukowe SCHOLAR, Warszawa 2000.
  • Grabowska-Popow Małgorzata, W cieniu Tupaca Amaru- ludność indiańska Wicekrólestwa Peru w ruchach niepodległościowych 1784-1825, Wydawnictwo Neriton, Warszawa 2004.
  • Łaciński Piotr, Peru miedzy populizmem a liberalizmem, Zakład Studiów Pozaeuropejskich Instytutu Stosunków Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2006.
  • Maryański Andrzej, Modrzejewski Piotr, Szot Zygmunt, Geografia ekonomiczna Ameryki Łacińskiej, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1989.
  • Nalewajko Małgorzata, Kreolska wizja narodu peruwiańskiego po stu latach niepodległości, Dokumenty Robocze Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1996.
  • Nowicki Jozef /red./, Ameryka Łacińska, rozwój spoleczno-ekonomiczny, Państwowe Wydawnictwo Ekonomiczne, Warszawa 1977.
  • Przyłucki Adrian, Meandry peruwiańskiej historii, Puls Świata nr 1/2006.
  • Spyra Jarosław, Zarys historii Sendero Luminoso, Dokumenty Robocze Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1996.
  • Wichary Krzysztof, Leksykon współczesnych międzynarodowych stosunków politycznych, Wydawnictwo Alta 2, Wrocław 2000.
  • Żuławska Urszula, Stabilizowanie gospodarki a wzrost, Centrum Studiów Latynoamerykańskich Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 1994.

Zasoby sieciowe

  • www.amnesty.org.
  • www.hrw.org.
  • www.oas.org.
  • www.sjp.pwn.pl.