Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Marcin Witkowski: Był Fuji-shock, będzie Fuji-Cola?

Marcin Witkowski: Był Fuji-shock, będzie Fuji-Cola?

15 kwiecień 2005
A A A

Ex-prezydent Alberto Fujimori ponownie szuka poparcia w Republice Peru. Jak chce to uczynić człowiek, który w 2000 roku musiał ratować się ucieczką po ujawnionych skandalach i zarzutach o łamanie praw człowieka? Wkrótce na rynek peruwiański prawdopodobnie trafi  Fuji-Cola, napój który ma „gasić pragnienie niezadowolonych”. W ten sposób zwolennicy Fujimoriego w Peru chcą przypomnieć o jego gospodarczych sukcesach, jak też zebrać środki finansowe na zbliżającą się kampanię prezydencką 2006.

Peruwiańscy prokuratorzy zarzucają Fujimoriemu pełną litanię przestępstw od zabójstw po porwania, ten jednakże zaprzecza, a Japonia (dokąd uciekł) nie wyda swojego obywatela. Mimo grożącego wszczęcia przeciwko niemu postępowania sądowego, zapowiedział jednak uczestnictwo w przyszłorocznych wyborach prezydenckich. W takiej sytuacji zastanawiające jest, czy warto ryzykować własną wolność po to, by zostać prezydentem kraju, gdzie bardzo szybko traci się na popularności, a grunt polityczny jest tak niestabilny? Na czym polega fenomen Fujimoriego, który ciągle cieszy się dużym poparciem w Peru, zwłaszcza biorąc pod uwagę rozdrobnienie tamtejszej sceny politycznej?

Era Fujimoriego to dekada lat 1990-2000. Wygrał wybory niespodziewanie, pokonując czującego się wówczas już prezydentem, przedstawiciela opcji liberalnej, znanego pisarza, M.Vargasa Llosę. Dokonał zamachu stanu 05.04.1992. Dzięki temu mógł zawiesić konstytucję i rozwiązać wrogi mu parlament, skupiając pełnię władzy, rządząc wyłącznie dekretami. W 1993 roku wprowadził nową ustawę zasadniczą, z nowym porządkiem, ze słabszym i przychylnym mu parlamentem. 

Był to początek antydemokratycznych osobistych rządów Fujimoriego. Nie znaczy to wcale, że były to rządy wbrew opinii społecznej. Według peruwiańskiej gazety „El Comercio” z 10.04.1992, aż 84% ankietowanych poparło politykę Fujimoriego. W kolejnych wyborach z 1995 roku, wygrał już dzięki okrzepłej bazie wpływów, głównie militarnych. W tym okresie rozpoczął się intensywny demontaż systemu prawnego, czego przejawem była nadinterpretacja prawa - umożliwiła A. Fujimoriemu możliwość ubiegania się o reelekcję po raz trzeci w wyborach w 2000 roku (co odbyło się wbrew ustanowionej przez siebie konstytucji …). Z drugiej strony, środowisko międzynarodowe sprzyjało peruwiańskiemu przywódcy, gdyż jego polityka finansowa (tzw. Fuji-shock) była pozytywnie oceniana przez międzynarodowe instytucje ekonomiczne, a skuteczna walka z lewicowym terroryzmem (Sendero Luminoso czyli Świetliski Szlak, MRTA) zbliżała Peru do Stanów Zjednoczonych. Demokratyczne rządy przed Fujimorim nie potrafiły skutecznie walczyć z terroryzmem, dopiero zmiana władzy w 1990 roku, przyniosła wymierne efekty i już w 1992  aresztowano założyciela i przywódcę Sendero Abimaela Guzmana .

Fujimori z jednej strony ustabilizował sytuację gospodarczą kraju, gospodarkę wprowadził na ścieżkę regularnego wzrostu, zwalczył terroryzm; za jego rządów było bezpieczniej. Druga strona medalu to łamanie praw człowieka, tortury stosowane podczas likwidowania Sendero Luminoso, nie liczenie się z Kongresem, peruwiańskim parlamentem i zaognienie stosunków z sąsiadami, zwłaszcza z Ekwadorem (wojna na początku 1995 roku).

Dopiero pod koniec lat 90-tych pojawiły się protesty ze strony organizacji międzynarodowych- sprzeciwiano się łamaniu praw człowieka i zasad demokracji. Apele te były jednak lekceważone w związku z sukcesami na polu walki z terroryzmem. W 2000 roku zaczęto podejmować odpowiednie kroki z mandatu Organizacji Państw Amerykańskich. Polegały one na monitorowaniu kampanii wyborczych. Obserwatorzy byli świadkami wielu nadużyć. Zgromadzenie Ogólne OPA w Kanadzie opracowało rezolucję (zwana rezolucją Windsoru) w sprawie usprawniania demokracji w Peru. Rezolucja powołała specjalną komisję, która miała zająć się 29 ważnymi sferami życia publicznego, jednakże w wyniku afer politycznych,  misja nie została zakończona.

Dzisiaj, gdy ponowne pojawienie się Fujimoriego na peruwiańskiej scenie politycznej jest bardzo prawdopodobne, zastanawiających jest kilka kwestii: jego program polityczny, stosunek do Kongresu i partii politycznych. Co nowego – oprócz napoju gazowanego – może dać zmęczonym obywatelom kraju, w którym poszczególne ekipy rządzące szybko zapominają dla kogo i dzięki komu sprawują rządy?

Będąc 9 miesięcy w tym ciekawym kraju rozmawiałem niejednokrotnie o Fujimorim. Odniosłem wrażenie, że rzeczywiście, ma on wciąż duże poparcie wśród społeczeństwa. A jego mataczenie, nie jest czymś wyjątkowym dla liderów Peru. Bo kto jest u władzy i nie kradnie, nie jest skorumpowany, niech pierwszy rzuci kamień… . Takie jest rozumowanie przeciętnego obywatela w świecie latynoskiej polityki, która niemalże jest synonimem korupcji. A za Fujimoriego był porządek,  gospodarcza prosperity. To najważniejsze. Oby tylko Fuji-Colą nikt się nie zakrztusił.