Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Po wyborach w Polsce: aktywniej na wschodzie?

Po wyborach w Polsce: aktywniej na wschodzie?

04 listopad 2015
A A A

Zwycięstwo głównej partii opozycyjnej „Prawo i Sprawiedliwość” w wyborach parlamentarnych w Polsce może dawać nadzieję na większą aktywność polskich władz na forum międzynarodowym, zwłaszcza w szeroko rozumianej polityce wschodniej.

„PiS”, a właściwie „Zjednoczona Prawica” (którą oprócz „Prawa i Sprawiedliwości” tworzą partie „Solidarna Polska” i „Polska Razem”) zyskał według sondażowych wyników wyborów poparcie na poziomie 39,1%, co daje tej partii 242 mandaty w liczącym 460 posłów Sejmie. Oznacza to (przy założeniu, że wyniki te potwierdzą się), że formacja ta będzie w stanie rządzić samodzielnie, bez konieczności poszukiwania koalicjanta.

Czy i w jaki sposób zmiana rządu w Polsce przełoży się na politykę zagraniczną Polski, szczególnie w ramach Unii Europejskiej? Już w czasie kampanii wyborczej słychać było zapowiedzi, powtórzone podczas powyborczej debaty w jednej ze stacji telewizyjnych przez jednego z liderów zwycięskiej formacji Jarosława Gowina, że należy oczekiwać „zredefiniowania” polityki Polski w ramach Unii Europejskiej. Trudno w tej chwili dokładnie stwierdzić, co dokładnie może to oznaczać, należy jednak oczekiwać usztywnienia stanowisk polskich władz w wielu kwestiach rozpatrywanych na forum unijnym, wśród nich zwłaszcza w dyskusjach dotyczących uchodźców, pakietu klimatycznego czy utrzymania sankcji wobec Rosji.

Nie jest także wykluczone, że politycy nowej partii rządzącej będą dążyć do zwiększenia roli Stanów Zjednoczonych w Europie, w tym zwłaszcza większej obecności militarnej USA, zwłaszcza w krajach tzw. wschodnie flanki NATO. Będzie to oznaczało intensyfikację starań o rozmieszczenie na terytorium Polski kolejnych amerykańskich instalacji wojskowych (w tym zapewne magazynów sprzętu wojskowego na wypadek wzrostu zagrożenia zbrojnym wtargnięciem na obszar odpowiedzialności NATO) oraz częstsze ćwiczenia i manewry z udziałem żołnierzy z USA i Wielkiej Brytanii. Takie podejście nie wpłynie rzecz jasna na poprawę relacji z Rosją, które dzisiaj należy ocenić jako złe i w ciągu najbliższych lat bez szans na poprawę. Zapewne stosunkom obu krajów będzie ciążyć sprawa wyjaśnienia okoliczności katastrofy w Smoleńsku (10 kwietnia 2010 roku) i kwestii zwrotu stronie polskiej wraku rozbitej maszyny prezydenckiej Tu-154M, który nadal znajduje się w Rosji.

Polska polityka może stać się niekoniecznie bardziej konfrontacyjna, ale najprawdopodobniej mniej oczywista z punktów widzenia krajów Europy Zachodniej. To istotna zmiana, choćby dlatego, że zdaniem znacznej części polskich, a także grupy ukraińskich komentatorów, okres rządów „Platformy Obywatelskiej” w polskiej polityce zagranicznej charakteryzował się zdaniem wielu zbyt częstym oglądaniem się na stanowisko Berlina, co rzecz jasna niekoniecznie musiało sprzyjać realizacji polskich interesów, zwłaszcza w relacjach z Ukrainą i zwłaszcza po wybuchu wojny w Donbasie.

Niewątpliwie polska polityka wobec Ukrainy wymaga aktualnie zwiększonej aktywności – i to na każdym odcinku. Choć spotkania prezydentów czy premierów od dawna są normą, to wydaje się, że zbyt rzadko do tej pory wychodziły one poza ramy ogólnych uzgodnień oraz gestów, choć pozytywnych, to bez przełożenia na konkretne rezultaty. Korzystnym dla Ukrainy byłby udział Polski oraz kilku innych krajów w rozwiązaniu konfliktu w Donbasie, jednak w ramach innych niż pozbawiony podstaw prawnych i nieskuteczny format normandzki (otwartym pozostaje pytanie jak skłonić do zaakceptowania ewentualnych zmian Rosję). Wydaje się, iż wobec powołania nowego rządu z premierem i ministrem spraw zagranicznych wywodzącymi się z tej samej partii politycznej co urzędujący od 6 sierpnia tego roku prezydent Andrzej Duda, pojawia się szansa na bardziej skoordynowaną i harmonijną współpracy w sferze polityki zagranicznej, także, a może nawet przede wszystkim na odcinku wschodnim.

Aktywności strony polskiej wymaga także sfera gospodarcza, zwłaszcza wobec planowanego na 1 stycznia 2016 roku wejścia w życie ekonomicznej części umowy stowarzyszeniowej pomiędzy UE i Ukrainą. Na rozwiązanie i wyjaśnienie czekają także wątpliwości dotyczące kwestii historycznych. Choć część komentatorów upatruje w tym obszarze zagrożenie dla dobrych relacji obu państw, to nie należy zapominać, że to właśnie za prezydentury Lecha Kaczyńskiego (2005-2010), tragicznie zmarłego brata obecnego lidera „PiS” Jarosława Kaczyńskiego zrobiono wiele dla polsko-ukraińskiego pojednania, a prezydenci Kaczyński i Juszczenko wielokrotnie wspólnie pojawiali się podczas kolejnych obchodów rocznic tragicznych wydarzeń II wojny światowej.

Na tym jednak odwołania do prezydentury Lecha Kaczyńskiego się nie kończą. Dzisiaj, w półtora roku po aneksji Krymu i wybuchu wojny na Ukrainie często przywoływane są słowa, wypowiedziane przez polskiego prezydenta w czasie wojny rosyjsko-gruzińskiej w 2008 roku. „Wiemy świetnie, że dziś Gruzja, jutro Ukraina, pojutrze Państwa Bałtyckie, a później może i czas na mój kraj, na Polskę!” – powiedział na wiecu w Tbilisi, w obecności prezydentów m.in. Gruzji, Litwy i Ukrainy Lech Kaczyński. Kolejne lata i następujące po sobie wydarzenia pokazały, jak słuszną była ta ocena kierunku rosyjskiej polityki, a aktualnie zagrożenie jej dalszym rozwojem w niepożądanym dla Europy Środkowej kierunku jest uznawane za większe niż kiedykolwiek wcześniej.

Także, a może nawet przede wszystkim dlatego większe niż kiedykolwiek szanse na realizację ma idea współpracy pomiędzy krajami położonymi pomiędzy Morzami Czarnym i Bałtyckim (czasami nazywana także ideą Międzymorza, choć nie jest to zbyt precyzyjne, to jednak ważne odwołanie do koncepcji Józefa Piłsudskiego). W obliczu zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej pojawiają się nie tylko możliwości ale i konieczność współdziałania, zwłaszcza w sferze bezpieczeństwa i obronności pomiędzy krajami Europy Środkowo-Wschodniej, od Finlandii i Estonii aż po Rumunię. Kluczowymi elementami tego obszaru współpracy są właśnie Polska i Ukraina. Bez skutecznego współdziałania Kijowa i Warszawy trudno wyobrazić sobie jakiekolwiek sukcesy, jednak dotychczasowe poparcie okazywane Ukrainie (również w czasie Rewolucji Godności) przez polityków i środowisko związane ze zwycięską partią tych wyborów pozwala optymistycznie patrzeć w przyszłość.

Dariusz Materniak