Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Jan Muś: Dokumenty z Belgradu

20 grudzień 2007
A A A
Międzynarodowy Trybunał Karny ds. byłej Jugosławii bywa często krytykowany. Ostatnie doniesienia o zakulisowych układach zawartych między prokurator Del Ponte a serbskim rządem dolały tylko oliwy do ognia. Sprawa nie jest jednak zupełnie świeża. Już kilka lat temu bałkańska i zachodnia prasa donosiła o tym jak Carla Del Ponte widząc możliwość wejścia w posiadanie dokumentów, pozwalających na skazanie, Slobodana Miloševića, zgodziła się na zaproponowany przez Serbów układ, który okazał się wyjątkowo szkodliwy.

Na początku kwietnia br. w „New York Times” ukazał się artykuł na temat umowy zawartej w 2003 roku pomiędzy haskim prokuratorem Carlą Del Ponte i serbskim rządem. Umowa ta dotyczyła przekazania dokumentów obciążających Slobodana Miloševića Międzynarodowemu Trybunałowi ds. Zbrodni w byłej Jugosławii. W zamian za dostarczenie dowodów Del Ponte miała zgodzić się na ich jednoczesne utajnienie. Stanowiły one tymczasem dowód także w dwóch innych sprawach toczących się równolegle przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości, w których Chorwacja oraz Bośnia i Hercegowina oskarżały Serbię o agresję i udział w ludobójstwie. Skutek był taki, że MTS nie wziął tych dowodów pod uwagę i wydał wyrok praktycznie uniewinniający Serbię.  

Początek sprawy sięga wiosny 2003 roku, gdy do Trybunału ds. byłej Jugosławii dotarły setki tajnych dokumentów z Belgradu. W swoim artykule w „New York Times” z 9 kwietnia Marlise Simons pisze: „Prawnicy i inne osoby, które miały do czynienia z serbską ofertą dotyczącą utajnienia (dokumentów), mówią, że w tym czasie Belgrad jasno przedstawiał swój cel: trzymać wojenne archiwa z daleka od Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości, przed którym Bośnia oskarżała Serbię o ludobójstwo”.

Stawka rzeczywiście była wysoka. Przekazane Del Ponte materiały zawierały zapisy rozmów ze spotkań przywódców politycznych i wojskowych ówczesnej Jugosławii i doskonale pokazywały rolę, jaką odegrała Serbia w czasie konfliktu w Bośni w latach 1992-1994. Dokumenty te wyraźnie wskazują na finansowy i materialny wkład Serbii w wojnę w Bośni, na faktyczną przynależność wojsk bośniackich Serbów do Armii Jugosłowiańskiej oraz do udziału jednostek podlegających Belgradowi w zdobywaniu Srebrenicy i w przygotowaniach do masakry, która nastąpiła tam wkrótce później. Prawnicy z Hagi i Belgradu potwierdzają, że wyrok mógłby być inny, gdyby Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości miał dostęp do omawianych archiwów.

Jak podaje „New York Times”, MTS odrzucił bośniacki wniosek o udostępnienie tych dokumentów, twierdząc, że ich znaczenie jest małe. Przewodnicząca Trybunału, zapytana: dlaczego nie wzięto pod uwagę omawianych dokumentów, odparła, iż sąd nie dyskutuje takich spraw, a „wyrok mówi sam za siebie”. Wyrok ten zaprzeczał sprawowaniu przez władze w Belgradzie efektywnej kontroli nad wojskami serbskimi w Bośni oraz kierowaniem nimi w czasie tragedii w Srebrenicy.

Po publikacji artykułu w „New York Times”, w prasie bośniackiej odezwało się wiele głosów. Jednym z nich był list Geoffrey’a Nice, byłego prokuratora Trybunału Karnego do spraw byłej Jugosławii. Chorwacki dziennik „Jutarnji List” opublikował 14 kwietnia pismo Nicea, w którym ten odnosi się do zarzutów postawionych w „New York Times”. Pisze on w nim, że decyzja o utajnieniu wielkiej liczby dokumentów wyszła od Carli Del Ponte, a wydana została na podstawie umowy z Goranem Svilanoviciem, ówczesnym ministrem spraw zagranicznych Serbii i Czarnogóry. Jak sugeruje Nice, Belgrad w tym czasie wiedział już, że dokumenty będzie musiał oddać do Trybunału w Hadze. W tej sytuacji politycy serbscy chcieli więc jeszcze ubić interes, w którym niewiele mogli stracić, a bardzo dużo zyskać.

Goran Svilanović w wywiadzie dla „Jutarnji List” z 17 kwietnia mówił: „Wyszliśmy do nich z rodzajem propozycji. Zaproponowaliśmy im to, czym dysponowaliśmy, ale także i sposób w jakie dokumenty będą rozdysponowane, jeżeli powstanie zainteresowanie nimi”. Trafili w dziesiątkę. Carla Del Ponte widząc możliwość wejścia w posiadanie dokumentów, pozwalających na skazanie głównego oskarżonego, Slobodana Miloševića, zgodziła się na zaproponowany układ.

Inny były współpracownik Carli Del Ponte, Mark Attyla Hoare, potwierdza zarzuty stawiane przez Nice’a i dodaje w wywiadzie dla „Dnevnegeo Avazu”: „Jasne jest, że Del Ponte była skoncentrowana tylko na niektórych oskarżonych, a szczególnie na Miloševiću. Chciała go dostać za wszelką cenę, a Serbia nie chciała współpracować. Wtedy zaczęła układać się i popełniła błąd. O tym prokurator Nice wystarczająco jasno powiedział. (…) Zebraliśmy bardzo dużo dowodów na to, że Belgrad i osobiście Milošević sprawowali każdy rodzaj kontroli nad bośniackimi Serbami. On i organy jemu podporządkowane dyktowały praktycznie wszystkie aspekty życia, od politycznego do wojskowego”. Według dalszych doniesień Hoare, Carla Del Ponte doprowadziła do tego, iż zamiast oskarżenia całego szczytu serbskiej władzy z czasów konfliktu oskarżony został tylko Milošević. Na pytanie o umowę pomiędzy Del Ponte a Belgradem, stwierdza krótko, iż boi się, że Carla Del Ponte nie zdawała sobie sprawy w co się pakuje, rozpoczynając rozmowy na ten temat z Serbami.

Australijczyk Graham Blevitt także niezbyt przychylnie wypowiadał się na temat swej byłej przełożonej: „W czasie sądzenia Miloševića nie wolno było wnieść oskarżenia o ludobójstwo bez dodatkowych dowodów. To jej powiedziałem (…). Ona coraz więcej zajmowała się polityką i politycznością a coraz mniej prawem. Było jasne, że przy podejmowaniu decyzji coraz bardziej kierowała się polityczną a nie prawną argumentacją”.

Reakcja chorwackich i bośniackich polityków była oczywista. Dowody zatajone przez Trybunał ds. byłej Jugosławii, w związku z umową pomiędzy Belgradem a Del Ponte mają kluczowe znaczenie dla Zagrzebia, obawiającego się wyroku podobnego do tego wydanego w sprawie Bośni przeciw Serbii. Bośniaccy Muzułmanie i tamtejsi Chorwaci po wyroku Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości wskazującego na Serbię jako na agresora, spodziewali się zadośćuczynienia, także finansowego. Były chorwacki minister spraw zagranicznych Mate Granić wskazuje na Radę Bezpieczeństwa ONZ jako właściwą instytucję do rozwiązania tego problemu. Przy okazji oskarża on międzynarodową wspólnotę o zaniechanie ścigania zbrodniarzy wojennych z byłej Jugosławii. Inni politycy mówią o postawieniu Carli Del Ponte w stan oskarżenia. Jeden z członków Prezydencji Bośni i Hercegowiny, Haris Silajdżić, stwierdził, że pismo Nice’a jest tylko potwierdzeniem ukrywania przez Serbię kluczowych dowodów na swój udział w wojnie w Bośni i w Chorwacji. Według Silajdżicia jest to wystarczający powód do tego, aby wszcząć na nowo, dopiero co zakończone niepomyślnie dla Bośni i Hercegowiny, postępowanie przed MTS. Przedstawiciel Serbii przed tym sądem skomentował to krótko, nazywając artykuł „próbą podważenia wyroku przez amerykańskie media”.

W odpowiedzi na oskarżenia Carla Del Ponte w wywiadzie udzielonym 20 kwietnia bośniackiemu „Dnevnemu Avazu” stwierdziła: „Ja nie idę na ugodę. Moja praca i praca mojego urzędu to zbieranie dowodów i udowadnianie zarzutów postawionych w oskarżeniu. (…) Przykre jest to, że te bezpodstawne i nieprawdziwe oskarżenia, które pojawiają się w mediach, niepokoją najbardziej tych, którzy są najsłabsi - ofiary tych okropnych przestępstw”.

Carla Del Ponte broniła się raczej nieprzekonywującym argumentem, że Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości i Międzynarodowy Trybunał Karny ds. byłej Jugosławii to dwa różne, niezależnie działające podmioty i każdy z nich sam decyduje, które dowody uznać i na których się oprzeć przy wydawaniu wyroku. Carla Del Ponte chciała wykazać, że ona, jako pracownik jednego z tych sądów nie miała obowiązku współpracy i udzielania pomocy drugiemu, nawet jeżeli chodzi o tak istotne sprawy, jak przedmiot oskarżenia skierowanego przez Bośnię przeciw Serbii w 1993 roku. „To nie jest i nie może być odpowiedzialność Międzynarodowego Trybunału Karnego ds. byłej Jugosławii ani jego prokuratury” mówi w wywiadzie dla jednego z bośniackich dzienników. Nie wspomina jednak, że strona serbska dostarczając materiały do sądu w Hadze i wnosząc o ich utajnienie czyniła to na podstawie pisma właśnie od niej samej.