Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Archiwum Zagadka

Zagadka


05 listopad 2007
A A A

"Jeszcze tylko trzy domy i zrobię sobie przerwę", pomyślał listonosz. Wszedł na klatkę schodową i natknął się na wybiegającą w pośpiechu z domu panią M. Ubrana była w mundurek japońskiej uczennicy (króciuchna, plisowana spódniczka, spod której wystawały maleńkie majteczki z nadrukiem Hello Kitty, biała bluzeczka, podkolanówki opadające na sznurowane buciki).

Uśmiechnęli się do siebie zdawkowo. Nic dla niej nie miał. Poleciała. Listonosz otworzył skrzynki i pomyślał: "Awansowała. Teraz jest sekretarką albo asystentką jakiegoś prezesa dużej firmy". Powrzucał listy w odpowiednie przegródki i wyszedł.

Przechodząc obok sklepu mięsnego przypomniał sobie, że żona prosiła go, by kupił wędlinę. Wszedł do środka. Nie było dużej kolejki. Stanął na końcu. Pani Sz. stała tyłem do klientów i kroiła szynkę. Pejcz położyła na ladzie. Wysokie, czarne kozaczki mocno opinały jej łydki. Skórzane ("Prawdziwa skóra, czy imitacja", przemknęło listonoszowi przez głowę) figi podkreślały krągłość pośladków. "Może być trochę więcej tej szyneczki?"

Skręcił za róg. Po drugiej stronie ulicy był zakład fryzjerski. Strzygli mężczyzn. Uśmiechnął się do młodziutkiej pani Ś., która strzygła jakiegoś szatyna. Odpowiedziała mu gestem zachęcającym do wstąpienia. Dał znać, że za chwilę skończy i przyjdzie. Włosy już trochę łaskotały go w uszy, a nie lubił tego. Miał nadzieję, że będzie miała chwilkę. Zastanowił się: "W sumie odkąd fryzjerki zmieniły fartuchy na czerwone dessous, włożyły pończochy z koronką i chodzą w szpilkach mężczyźni bardziej dbają o włosy. Nawet i ja w końcu wyleczyłem łupież".

Już ostatni dom i ostatnia skrzynka na listy. "Muszę powiedzieć naczelnikowi, żeby te stringi zamawiali w poprzedniej firmie. Te nowe strasznie mnie piją".

NATALIA SYRZYCKA-MLICKA