Pytanie, które tak łatwo przeistoczyć w groteskę, w przypadku afgańskich cywilów staje się pytaniem zasadniczym. Niedawno próbowali odpowiedzieć na nie Niemcy.
Gdy prawie rok temu w wyniku bombardowania sił NATO zarządzonego przez niemieckiego oficera Kleinsta doszło do śmierci wielu cywilów większość osób zdawała sobie sprawę z powagi sytuacji. Po serii dymisji w niemieckim rządzie oraz wojsku w zeszłym tygodniu doszło do umowy między rodzinami ofiar a przedstawicielami ministerstwa obrony RFN. Na mocy porozumienia każda z rodzin, której członkowie stracili życie w bombardowaniu cystern uprowadzonych przez talibów, otrzyma 5 000 dolarów.
Dochodzenie praw do odszkodowania przez rodziny afgańskie nie było sprawą prostą. W obronie Afgańczyków wystąpił prawnik mający małą kancelarię w Bremie, Karim Popala. Adwokat miał specjalne predyspozycje do reprezentowania Afgańczyków, bowiem urodził się w Kabulu. W trakcie negocjacji nad sumą odszkodowania skład prawników powiększył się o adwokatów z Berlina oraz Frankfurtu. Z biegiem czasu, każda z kancelarii próbowała osiągnąć jak najlepszy wynik głównie dla siebie, co osłabiło ogólną pozycję rodzin ofiar.
W całym sporze o wysokość odszkodowania pojawia się kilka wątpliwości i zasadniczych pytań. Przede wszystkim ile było rzeczywiście ofiar bombardowania? Jak zidentyfikowano poszczególne osoby przy powszechnym braku dowodów osobistych w Afganistanie? Nie do końca też wiadomo dokładnie jakie rodziny są reprezentowane przez prawników, a które pozostawione są bez żadnej opieki adwokatów. W końcu jak odróżnić ofiary takiego nalotu od talibów?
Będąc w Berlinie nie musimy specjalnie zastanawiać się gdzie obejrzymy dzisiejszy mecz. Stolica naszych zachodnich przyjaciół zaprasza nas w bardzo wiele sympatycznych i klimatycznych miejsc do wspólnego kibicowania.
Przede wszystkim każdy może zapatrzeć się w gwiazdy światowego futbolu przy Bramie Brandenburskiej. W centralnym punkcie miasta podobnie jak przy okazji organizowania Mistrzostw Świata w 2006 r. zorganizowano przestrzeń do wspólnego oglądania transmisji z RPA dla pół miliona kibiców.
Trwające od kilku dni rozmowy nad powołaniem koalicji Socjaldemokracji (SPD) z Zielonymi oraz Die Linke zostały zerwane. Wszystko wskazuje na to, że w Nadrenii dojdzie do nowych wyborów lub powołania wielkiej koalicji. To dobra wiadomość dla Merkel.
Kanclerz Merkel nie ma ostatnio łatwego życia. Zarówno szalejący na europejskim parkiecie kryzy wokół Grecji i euro jak jej wewnątrzniemieckie problemy po raz kolejny wystawiają szefową CDU na próbę sprawnego rządzenia. Czy Merkel sobie z tym poradzi? Wybory do Landtagu w Nadrenii Północnej Westfalii (NRW) miały być nowym otwarciem rządów koalicji CDU/CSU-FDP. Już dziś wiemy, że tak nie będzie.
Od kilku miesięcy w Berlinie mówiło się, iż rząd CDU nie będzie podejmował żadnych zdecydowanych ani trudnych politycznie decyzji z uwagi na zbliżające się wybory w NRW. Doskonale widzieliśmy to na przykładzie kryzysu greckiego, gdzie Merkel zwlekała z podjęciem, a raczej z ogłoszeniem, decyzji do czasu lokalnych wyborów. Podobnie zachowywała się w odniesieniu do Afganistanu i reformy podatków. Tylko nie denerwować najbardziej zaludnionego niemieckiego landu - NRW, by dać szansę reelekcji premierowi tego kraju związkowego Jürgenowi Rüttgersowi (CDU). Ten plan nie przyniósł jednak sukcesu. CDU zdobyła największą liczbę głosów jednak nie jest wstanie z nikim utworzyć większościowej koalicji.
Hucznie zapowiadane zamknięcie amerykańskiego więzienia Guantanamo przez amerykańskiego prezydenta nie będzie możliwe bez europejskiej pomocy. Kilka krajów zadeklarowało chęć przyjęcia osadzonych tam osób. Dlaczego tak długo nad tą decyzją zastanawia się Berlin i na co liczy?
Kilka tygodni temu doszło do niecodziennej wizyty przedstawicieli niemieckiego rządu na Kubie. Nie chodziło jednak o rozmowy o prawach człowieka czy gospodarce z władzą Raula Castro. Tym razem celem było amerykańskie więzienie Guantanamo, w którym przetrzymywanych jest obecnie 190 osób o różnym statusie. Urzędnicy ministerstwa spraw wewnętrznych, prokuratury oraz urzędu ds. imigrantów przepytywali trzech osadzonych: Palestyńczyka, Syryjczyka i Jordańczyka. Prawdopodobnie rząd Merkel zgodzi się na zaproszenie ich do Niemiec, które staną się nową ojczyzną dla tych osób.
Kolejna wizyta Angeli Merkel w Turcji nie przybliża obu krajów do rozwiązania wspólnych problemów. Rozbieżności jest wiele a płaszczyzn porozumienia nie widać.
Głównym tematem poniedziałkowych i wtorkowych (29-30.03) rozmów były kwestie mniejszości tureckiej oraz osób pochodzenia tureckiego mieszkających w RFN. W zaprezentowanym jeszcze przed wizytą wideo-przesłaniu Merkel podkreśliła jak ważne jest podnoszenie kwalifikacji imigrantów, a absolutnym minimum jest znajomość przez nich języka niemieckiego. Wydawałoby się, iż jest to swego rodzaju „oczywistość" jednak w Turcji odezwały się ostre głosy krytyki mówiące o niemieckiej polityce asymilacyjnej wobec obcokrajowców.
Kanclerz w zasadzie nie przyniosła do Ankary żadnych nowych ani zachęcających propozycji. Owszem opowiedziała się za możliwością powstania dwujęzycznych szkół w Niemczech jednak podkreśliła, iż wysuwane żądania tureckiego premiera Erdogana by tworzyć w RFN tureckie gimnazja są nieuzasadnione. We wszystkich innych problemach dialog niemiecko-turecki przypomina bardziej wygłaszanie oświadczeń niż próbę dojścia do wspólnego rozwiązania.
Na szczególną uwagę zasługują w tym kontekście dwa zagadnienia. Pierwsze odnosi się do unijnych aspiracji Turcji. Niemiecka chrześcijańska demokracja wraz ze swoją przewodniczącą Merkel, promują już od dłuższego czasu „uprzywilejowane partnerstwo" dla tego kraju zamiast pełnego członkowstwa w UE. Połowiczna akcesja proponowana przez CDU i CSU natrafia rzecz jasna na zdecydowany sprzeciw strony tureckiej. Również wśród niemieckich socjaldemokratów i Zielonych (których jeden z przewodniczących jest pochodzenia tureckiego) opowiadają się za przełomem w negocjacjach i przyspieszeniem wejścia Ankary do UE.
Drugim problemem istotnym z punktu widzenia Niemiec a także stałych członków Rady Bezpieczeństwa ONZ (RB) jest kwestia programu nuklearnego Iranu. Turcja jest łącznikiem między światem islamu, z którym ma bardzo dobre relacje a państwami zachodnimi, które w wielu wypadkach mają rozbieżne zdanie m.in. na zagadnienie bezpieczeństwa międzynarodowego. Merkel zależało podczas wizyty, by przekonać Erdogana do sankcji wobec Iranu, gdy ten nie zacznie współpracować z IAEA (Międzynarodową Agencją Energii Atomowej). Turecki premier w wywiadzie dla tygodnika Der Spiegel (13/2010) prezentuje jednak zupełnie odmienne stanowisko niż większość stałych członków RB. Opowiada się za tym, by żadne państwo nie posiadało w regionie broni atomowej. Ostrze tej wypowiedzi jest skierowane bezpośrednio w stronę Izraela i pokazuje odmienne postrzeganie źródeł zagrożenia. Kanclerz nie udało się przybliżyć stanowisk obu krajów w tej sprawie, co było szczególnie ważne uwzględniając fakt, iż Turcja jest obecnie niestałym członkiem RB.
Podsumowując wizytę można stwierdzić, iż o żadnym przełomie mowy być nie może, ale również chyba nikt się go specjalnie nie spodziewał. Niemcy wraz z UE powinny zastanowić się nad strategią swojej polityki wobec Ankary. Kuszenie Turcji członkowstwem w UE trwa już bez mała pięćdziesiąt lat i nic nie wskazuje na to by miało w najbliższym czasie ulec zmianie. Również polityka RFN nie wydaje się mieć zbyt wielu pomysłów jak wykorzystać potencjał dwumilionowej społeczności tureckiej żyjącej w Niemczech do przybliżania się obu partnerów.
Rozpoczynająca się konferencja w Londynie dotycząca strategii wojsk zachodnich w Afganistanie budziła w Niemczech zainteresowanie od dawna. Głównie z powodu braku własnej strategii.
Kiedy kilka tygodni temu przewodnicząca kościoła protestanckiego w Niemczech, Margot Käßman, powiedziała z ambony, że polityka rządu Merkel w Afganistanie jest niewłaściwa zawrzało. W zasadzie Niemcy podzieliły się na tych, którzy uważali, że wreszcie ktoś powiedział to o czym myśleli już od dawna, oraz na takich, dla których było to złamanie pewnego tabu.
Krytyka kościelna ma charakter szczególny. Nawet w Niemczech. Oficjalne przecież RFN nie jest z nikim w stanie wojny, wiec używanie tego określenia na „działania stabilizacyjne" jest czymś oryginalnym. Co prawda próbował już tego nowy minister obrony zu Guttenberg, ale posłużył się określeniem „warunki przypominające wojenne" - czyli nie wojna.
Na brak wrażeń Berlińczycy w mijającym roku narzekać nie powinni. Dobra gra Herthy, literacki Nobel w rękach mieszkanki miasta oraz problemy komunikacyjne wypełniały codzienność w niemieckiej stolicy.
Patrząc z perspektywy roku można śmiało powiedzieć, że dwudziesta rocznica upadku muru berlińskiego była najważniejszą imprezą w kalendarzu mieszkańców miasta nad Szprewą. Obchody przygotowywano długo i starannie. Zaproszono wielu znamienitych gości, a gwiazdami wieczoru byli Wałęsa i Gorbaczow. W centrum Berlina już od początku roku wisiał również ogromny plakat informujący o tym, że bez Solidarności nie byłoby zjednoczenia Niemiec.
Polskich akcentów było zresztą więcej. Na początku roku można było odwiedzić wystawę dotyczącą polskich śladów w Berlinie „Wir Berliner". A tych jest zaskakująco dużo. Pomijając kwestie historyczne jak Pałac Anastazego Raczyńskiego, który znajdował się na miejscu obecnego Reichstagu, czy pamięć o Johannie Gotskowskim, założycielu Królewskiej Fabryki Porcelany również obecnie można odkryć wiele elementów przypominających o polskiej obecności w sercu Brandenburgii.
Poprzedzone ogólnoniemieckimi strajkami rozmowy przyniosły skutek. Studenci za Odrą będą mogli odtąd więcej czasu poświęcać na naukę własną i mniej stresować się egzaminami.
Kilka miesięcy temu pisałem jak to tygodniowy strajk moich niemieckich kolegów utrudniał normalne funkcjonowanie Freie Universitat w Berlinie. Jednak muszę uderzyć się w pierś i przyznać, iż moje ówczesne spostrzeżenia okazały się krótkowzroczne i pozbawione wizji.
Wychodząc na ulice niemieckich miast młodzi ludzie starali się w sposób jednoznaczny przekonać do swoich racji pozostałą część społeczeństwa. Demonstracje i oficjalne debaty na uniwersytetach były najspokojniejszymi formami protestu. Często dochodziło jednak do okupowania sal wykładowych gdzie po jakimś czasie musiała interweniować policja. Summa summarum środki zastosowane przez niemieckich żaków przyniosły zamierzony skutek. Władze odpowiedzialne za kształcenie akademickie, dotąd pozostające nieugięte w kwestii zmiany warunków studiowania, poszły na znaczące ustępstwa. Wszyscy wydają się zadowoleni.
Rząd Angeli Merkel przedłużył w środę (18.11) misję Bundeswehry w Afganistanie. Od jakiegoś czasu Niemcy dyskutują nad tym, co tak naprawdę dzieje się w Afganistanie.
Decyzję o pozostaniu w ramach natowskiej misji ISAF (4580 niemieckich żołnierzy), koalicyjny gabinet chrześcijańskich demokratów i liberałów, podjął na wyjazdowym spotkaniu w Mesebergu. Jednocześnie przedłużono mandat żołnierzy niemieckich w amerykańskiej operacji Enduring Freedom (230 żołnierzy) oraz z ramienia ONZ w misji UNIFIL (450 osób) w Libanie. Wszystkie decyzji musi zatwierdzić jeszcze Bundestag.
Na wczorajszej (19.11) uroczystości zaprzysiężenia afgańskiego prezydenta Karzaja na drugą kadencję, obecny był także szef niemieckiej dyplomacji Guido Westerwelle (FDP). Podczas rozmów z głową państwa wicekanclerz mówił o znaczenia Afganistanu dla wspólnoty międzynarodowej oraz przypominał niemieckie zaangażowanie w regionie. W najnowszym wydaniu tygodnika Der Spiegel minister podkreślił natomiast, iż od Karzaja oczekuje „dobrych rządów i zwalczania korupcji".
Przemówienie kanclerz Angeli Merkel w amerykańskim Kongresie było formą jej expose połączonego ze wsparciem prezydenta Obamy w kwestii ochrony klimatu i Afganistanu.
Bez wątpienia mowa wygłoszona przez Merkel była nacechowana patosem. Ale zgodzić się należy, iż występując przed tak szacownym gremium jest on całkowicie uprawniony i dozwolony. Podobnie było z innymi wystąpieniami niemieckich polityków przed Kongresem, o czym sama Merkel w przemówieniu przypomniała.
Te kilkadziesiąt minut przemówienia można podzielić na dwie części. Pierwsza z nich dotyczyła Niemiec druga natomiast odnosiła się do problemów globalnych i w niej Merkel prezentowała stanowisko całej Europy.
Na moim blogu chciałbym przybliżać i prezentować stolicę naszych przyjaciół zza Odry. Jednocześnie postaram się rozjaśniać zawiłości polityczne i społeczne Niemiec, które mają duży wpływ także na nasze zachowania. Zapraszam do wspólnej wyprawy nad Sprewę.