Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Polska Maciej Konarski: Awantura o Jałtę - gra warta świeczki ?

Maciej Konarski: Awantura o Jałtę - gra warta świeczki ?


27 luty 2005
A A A

Historia bardzo często przeplata się bieżącą polityką międzynarodową, będąc wykorzystywana bądź do spektakularnych „pojednań” bądź do zaogniania zadawnionych konfliktów. 2005 rok będzie pod tym względem rokiem szczególnym, gdyż wiąże się z rocznicami wielu doniosłych dla Polski i świata rocznic historycznych. Na tle dwóch nich – 60 rocznicy konferencji jałtańskiej i 60 rocznicy zakończenia II wojny światowej pojawił się kolejny ostry konflikt w stosunkach polsko – rosyjskich. Rodzi się zatem ważne pytanie – czy kolejne zadrażnienia w stosunkach polsko – rosyjskich wywoływane powodu wydarzeń sprzed 60 lat są dla Polski grą wartą świeczki ?

Wychodząc od kwestii najbardziej pierwotnych nie ulega wątpliwości, że złe stosunki z sąsiadem, a zwłaszcza tak potężnym jak Rosja nie byłby korzystne dla żadnego państwa. Współpraca zawsze jest lepsza od konfliktu. Rosja natomiast jest dla Polski nie tylko źródłem zagrożeń ale i źródłem potencjalnych wielkich możliwości, zwłaszcza gospodarczych. Aby jednak je wykorzystać i sprawić by wzajemna współpraca stałą się podstawą polsko-rosyjskich stosunków potrzebna jest dobra wola obu stron.
Prorosyjskie lobby w Polsce, wspierane przez przedsiębiorców liczących na kokosy w handlu ze wschodem twierdzi, że to strona polska przez swoje historyczne rany nie jest w stanie racjonalnie podejść do problemu stosunków z potężnym sąsiadem. Poglądy zwolenników tej tezy najlepiej prezentuje chyba publicysta „Przeglądu” Lech Mażewski pisząc: „(…) Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek do antagonizmu na linii Warszawa-Moskwa (…) Podnoszenie w tym roku w ramach polskiej polityki historycznej problemu uznania zbrodni katyńskiej za przejaw ludobójstwa czy upieranie się przy tezie, że w 1945 r. zamieniliśmy jedną okupację na drugą, co miało być jakoby zadecydowane w trakcie konferencji jałtańskiej, albo też twierdzenie, że obecnie jesteśmy przedmiotem rosyjskiej agresji w handlu ropą i gazem ma tylko jeden cel – utrzymanie stanu permanentnego konfliktu z Rosją.”
Zawsze uważałem, że Rosja nigdy na przestrzeni wieków nie była naszym przyjacielem. Z drugiej jednak strony zawsze uważałem, ze ten stan nie musi trwać wiecznie. Francja była w stanie pojednać się z Niemcami, powoli, ze zgrzytami ale ciągle trwa proces pojednania pomiędzy Polakami a Niemcami czy Polakami a Ukraińcami. Dlaczego z Rosją nie miałoby być inaczej ?

Otóż tamte pojednania były możliwe, gdyż obie strony nie tylko decydowały się odrzucić podziały z przeszłości, lecz również były gotowe przyznać się do swych błędów i zbrodni. Wściekła reakcja rosyjskiego MSZ na polskie sugestie odnośnie rosyjskiej winy za Jałtę świadczy wyraźnie jak ten problem jest postrzegany w Rosji. Trudno powiedzieć na ile przez tą wypowiedź przemawiała urażona duma imperium, a na ile był to na zimno zaplanowany afront – będący jedną z form odwetu za polskie zaangażowanie w ukraińską „pomarańczową rewolucję”. Fakt pozostaje jednak faktem – Rosja nie jest w najmniejszym stopniu skłonna przyznać się ani tym bardziej przeprosić za zbrodnie ZSRR, którego jest sukcesorem. „Imperium zawsze miało rację” – ten punkt widzenia niemal zgodnie podzielają rosyjskie władze, elity i zwykli obywatele. Uczczenie nawet rosyjskich ofiar komunizmu napotyka na przeszkody nie mówiąc już o polskich. W tych warunkach nie raz jeszcze zapewne usłyszymy, że układy jałtańskie były korzystne dla Polski, że Katyń był odwetem za 60 tys. bolszewickich jeńców zamordowanych w 1920 r., że AK przez swą antyrosyjską działalność opóźniła zakończenie wojny. Czy w tych warunkach nawet jak najbardziej ugodowa postawa Polski doprowadzi do pojednania ? Czy może powinniśmy podkulić ogon i zgodnie ze złośliwymi słowami Grzegorza Kostrzewy – Zorbasa „Zrezygnować z niezależności by móc w Rosji sprzedawać kartofle” ?

Problem owej „awantury o Jałtę” nie jest zresztą problemem jedynie stosunków polsko – rosyjskich. Wpisuje się on bowiem w szerszy obraz bitwy o pamięć historyczną jaką de facto rozpoczyna wracająca do Europy Polska. Pamięć o jałtańskiej zdradzie powinniśmy przywracać z takim samym zaangażowaniem z jakim powinniśmy walczyć z głosami o „polskich obozach koncentracyjnych”, przypominać prawdę o Powstaniu Warszawskim, „Żegocie” i o tym, że Polska była czwartą co do ilości zaangażowanych środków siłą w koalicji antyhitlerowskiej. To jest gra warta świeczki. Nie oszukujmy się – Polska cieszy się w Europie złą opinią, a na pewno nie pomaga nam w tym obraz państwa, które po podbiciu przez Hitlera w trzy tygodnie ograniczało się do kolaborowania z nazistami w mordowaniu Żydów. Jeśli chcemy powrócić na należne nam miejsce w Europie, jeśli chcemy by polska kultura i historia zostały należycie uwzględnione w kulturze i historii Europy, musimy konsekwentnie prowadzić walkę o prawdę historyczną. I tak jak przypomnieliśmy światu o Powstaniu 1944 roku i jak walczymy o prawdę kto był katem, a kto ofiarą Oświęcimia, powinniśmy teraz - w 60 rocznicę Jałty, przypomnieć jak nasz kraj pozbawiono niepodległości i zatrzymano rozwoju na 45 lat.

Co w takim razie powinniśmy uczynić w praktyce ? Moim zdaniem przede wszystkim konsekwentnie, bez zacietrzewienia prowadzić politykę historyczną. Nie obrażać się na Rosję, lecz spokojnie i rzeczowo przedstawiać nasze argumenty i bronić dobrego imienia. Powinno być to czynione przez wszystkie polskie siły polityczne, ale przede wszystkim przez MSZ, który między innymi do tego przecież jest powołany. Wielka szkoda, że wyważonej wypowiedzi ministra Rotfelda na temat głosów rosyjskiego MSZ nie wsparli wyraźnie premier i prezydent.
Z drugiej strony, razem z innymi ofiarami Jałty, a zarazem nowymi członkami UE, powinniśmy doprowadzić do uchwalenia podobnej rezolucji Parlamentu Europejskiego jak przy okazji 60 rocznicy wyzwolenia KL Auschwitz. To że II wojna światowa nie dla wszystkich wrogów Hitlera skończyła się zwycięstwem powinno być też przypomniane podczas obchodów 60 jej rocznicy zakończenia.
Dlatego też, zmieniając nieco temat, uważam, że Polska powinna wysłać swoich przedstawicieli na majowe uroczystości rocznicowe w Moskwie. Nie dlatego, że inna postawa byłaby jak twierdzi prezydent Kwaśniewski afrontem dla Rosjan, lecz dlatego, że była to również nasza wojna i nasza koalicja. Państwo, którego wysiłek wojenny i ofiary były w latach 1939 - 45 tak olbrzymie jak w przypadku Polski, nie może pozwolić sobie na nieobecność w Moskwie. Nie może też jednak pozwolić sobie na przyjęcie manichejskiej wizji historii jaką nadal prezentuje Rosja i znaczna część Zachodu.

Na zakończenie warto zacytować słynne słowa G. Orwella „Kto rządzi przeszłością, w tego rękach jest przyszłość”. Czy naszą przeszłością ma rządzić rosyjskie MSZ, niemieccy „wypędzeni„, żydowski ruch roszczeniowy czy może my sami ?