Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję

Maciej Konarski: Watykański kozioł ofiarny

01 czerwiec 2010
A A A
Problemu AIDS w Afryce nie można sprowadzać wyłącznie do kwestii prezerwatyw. Zupełnie śmiesznie brzmią już natomiast pohukiwania zachodnich „postępowców” pod adresem Watykanu, które wygłaszane są w momencie, gdy ich kraje znacząco obcinają fundusze na walkę z AIDS. AIDS jest niestety jednym z tych pojęć, które przeciętnemu człowiekowi najbardziej kojarzą się z Afryką. Z czym natomiast kojarzy się zbitka „AIDS w Afryce”? Nie wiem jak mogłoby to wyglądać we wciąż formalnie katolickiej Polsce ale idę do zakład, że przeciętnemu zjadaczowi chleba na Zachodzie od razu przyszedłby na myśl obraz ponurych ludzi w koloratkach, którzy zabraniają Afrykańczykom stosowania prezerwatyw i w ten sposób przyczyniają się do rozprzestrzeniania epidemii. Mało który aspekt nauczania Kościoła Katolickiego jest poddawany tak gwałtownej krytyce, jak kwestia jego stosunku do antykoncepcji – zwłaszcza w kontekście AIDS.

Nie mam zamiaru podejmować się tutaj próby udzielenia bezpośredniej odpowiedzi na pytanie czy i ilu Afrykańczyków mogłaby ewentualnie uratować zgoda Watykanu na stosowanie prezerwatyw. Na coś takiego powinno znaleźć się miejsce w poważnej pracy analitycznej, a nie na tym skromnym blogu. Inna sprawa, że trudno mi nie zadumać się nad zacietrzewieniem co poniektórych aktywistów, święcie wierzących w wielką moc sprawczą papieża na kontynencie, gdzie katolicy stanowią zaledwie 17,5 procent populacji, a w zaledwie jednym spośród państw, w których wskaźnik zarażeń wirusem HIV jest najwyższy (Lesotho), ich liczba przekracza 40 procent. Ale niech będzie - przyjmijmy na potrzeby tego artykułu, że watykańskie zakazy i nakazy są bezwarunkowo szkodliwe dla wysiłków na rzecz walki AIDS. Oprócz tego przyjrzyjmy się jednak innym jej realiom.

Walka z AIDS spada z listy priorytetów

Według danych UNAIDS (programu ONZ zajmującego się koordynacją walki z AIDS) w Afryce Subsaharyjskiej żyje dziś około 22,4 miliona ludzi (w tym 1,7 miliona dzieci) zarażonych wirusem HIV. W 2008 r. zanotowano tam około 1,9 milionów nowych infekcji oraz blisko 1,4 miliona zgonów wywołanych AIDS. Jeżeli spojrzeć z bardziej globalnej perspektywy to okaże się, że w czarnej Afryce mieszka 67 procent wszystkich osób HIV pozytywnych, jak również ma tam miejsce 75 procent wszystkich zgonów spowodowanych AIDS. W wielu krajach, zwłaszcza w południowej części Afryki, zarażonym HIV pozostaje znaczny procent populacji. Zjawisko to dotyczy zwłaszcza Suazi (26,1 proc.); Botswany (23,9 proc.); Lestotho (23,2 proc.), RPA (18,1 proc.); Namibii (15,3 proc.); Zimbabwe (15,3 proc.); Zambii (15,2 proc.); Mozambiku (12,5 proc.); Malawi (11,9 proc.) i Kenii (nawet do 8,5 proc.).

AIDS to jednak nie tylko suche statystyki ofiar. Truizmem będzie stwierdzenie, że demograficzne, społeczne czy ekonomiczne konsekwencje epidemii są niezwykle poważne i długofalowe. Tylko w najbardziej dotkniętym AIDS regionie południowej Afryki średnia długość życia wynosi dziś nieco ponad 50 lat. Z drugiej strony nie można jednak uderzać w apokaliptyczne tony. Gwałtowne rozprzestrzenianie się epidemii na kontynencie afrykańskim zostało częściowo zahamowane. Również w skali całego świata liczba nowych infekcji spadła o 30 procent w porównaniu z rokiem 1996. W 14 spośród 17 badanych przez UNAIDS krajów afrykańskich spadła też liczba ciężarnych kobiet zarażonych HIV. Co jednak najważniejsze, w Afryce spada liczba zgonów spowodowanych AIDS. Upowszechnienie dostępu do leków antyretrowirusowych dało setkom tysięcy ludzi nadzieje na przeżycie. W samej tylko Ugandzie terapii jest podane blisko 200 tysięcy zarażonych, podczas gdy 10 lat temu liczba ta wynosiła zaledwie 10 tysięcy. I choć nawet najwięksi optymiści obawialiby się powiedzieć, że kryzys HIV/AIDS dobiega końca, o tyle postęp w walce z epidemią na pewno nastąpił. Ten pozytywny trend może jednak rychło ulec odwróceniu, gdyż jak wskazuje ostatni raport „Lekarzy bez granic” (MSF) zachodni darczyńcy z coraz mniejszą chęcią łożą na walkę z AIDS. Sama tylko Holandia obcięła fundusze na ten cel o prawie 70 milionów dolarów.

Ta postawa wynika z kilka powodów. Pierwszym i najchętniej wymienianym jest światowy kryzys gospodarczy, który spowodował, że donorzy z wyraźnie mniejszym entuzjazmem myślą o łożeniu środków na pomoc krajom najuboższym. Wspomniany wyżej postęp w walce z AIDS uśpił ponadto czujność społeczności międzynarodowej, której wielu przedstawicieli najwyraźniej uznało, iż nie jest już ona problemem priorytetowym (czy tylko ja mam zresztą wrażenie, że o problemie AIDS w ogóle mówi się w ostatnich latach coraz rzadziej?). Działa też prosty rachunek ekonomiczny – część donorów milcząco uznała, że więcej żyć ludzkich uratuje się w Afryce łożąc na walkę z uleczalnymi chorobami zakaźnymi w rodzaju malarii, choroby Heinego-Medina, czy tężca. Jest to zresztą walka o wiele tańsza – szczepionki, proste antybiotyki, sieci przeciw moskitom, czy filtry do wody kosztują grosze w porównaniu z lekami antyretrowirusowymi. Nic więc dziwnego, że opracowywane przez administrację Obamy założenia „Globalnej Inicjatywy Zdrowotnej” przewidują, iż główny nacisk zostanie położony na ochronę zdrowia dzieci i matek w krajach rozwijających się. Budżet na walkę z AIDS Amerykanie zwiększyli w tym samym czasie o zaledwie 2 procent. "Zmienił się klimat polityczny" mówiła Sharonann Lynch - autorka raportu MSF – w wywiadzie dla NY Timesa. "Ani przez minutę nie wierzyłam, że to kwestia kryzysu. Myślę, że światowi przywódcy czują, że ogień w piecu wygasł (...) po prostu są zmęczeni".

Bez względu jednak na przyczyny tych zaniechań wiele wskazuje, że ich skutki mogą być opłakane. Już teraz niektóre szpitale w Ugandzie muszą odsyłać z kwitkiem pacjentów chorych na AIDS. Podobna sytuacja może wkrótce nastąpić w Kenii. W Mozambiku na razie zaniechano otwierania nowych klinik. Oznaki wyczerpywania zapasów leków antyretrowirusowych wystąpiły ponadto w Botswanie, Nigerii, Suazi i Tanzanii. UNADIS ocenia, że na walkę z HIV/AIDS dostępne są dziś fundusze rzędu 10 miliardów dolarów, podczas gdy potrzeby opiewają na sumę 27 miliardów. Uruchamianie nowych programów na rzecz walki z epidemią zostało w dużej mierze wstrzymane.

Na marginesie należy dodać, że państwami łożącymi dotychczas najwięcej na walkę z AIDS są USA, Wielka Brytania, Holandia, Francja, Niemcy, Norwegia i Szwecja. Krytyka stosunku Watykanu do kwestii stosowania prezerwatyw jest tam tradycyjnie najgłośniejsza.

Śmiertelna moc przesądu

Problemem, który skutecznie podminowuje wysiłki na rzecz walki z AIDS jest jednak nie tylko brak pieniędzy, lecz również szereg afrykańskich uwarunkowań kulturowych. Wokół HIV/AIDS narosło w Afryce tyle mitów i przesądów, że ich bogactwo mogłoby przyprawić o zawrót głowy. Zacznijmy od tego, że całe wspólnoty, a niekiedy narody w Afryce kwestionują związki pomiędzy zarażeniem HIV za zachorowaniami na AIDS, a nawet zaprzeczają samemu istnieniu tej choroby. Przez lata szczególny problem występował pod tym względem w RPA (paradoksalnie najbardziej rozwiniętym kraju Afryki), gdzie pechowo początek epidemii AIDS pokrył się czasowo z końcowymi latami Apartheidu. Wielu czarnych opozycjonistów, którzy dziś rządzą tym krajem uznało wtedy, że problem AIDS jest wymysłem białych rasistów, którzy pod pozorem walki z chorobą (m.in. poprzez promocję antykoncepcji), chcą ograniczyć dzietność czarnych i zmniejszyć demograficzne dysproporcje pomiędzy kolorową większością a białą mniejszością. Przesądy te przetrwały jak się okazało upadek Apartheidu.

W wielu innych krajach nosiciele wirusa HIV są narażeni na powszechny ostracyzm. Wśród afrykańskich społeczności mnożą się też najbardziej fantastyczne teorie na temat przyczyn zarażenia i metod jego leczenia. Niekiedy przynoszą one tragiczne skutki, jak w RPA gdzie wiara w uzdrawiającą moc stosunku z dziewicą przyniosła falę gwałtów na dzieciach, a nawet niemowlętach (60 przypadków dziennie zgodnie z danymi z 2002 r.). W społecznościach, w których tradycyjni szamani są często lepiej opłacani i bardziej szanowani niż lekarze z uniwersyteckimi dyplomami wielu zarażonych w ogóle nie chce podjąć leczenia szpitalnego.

Myliłby się jednak ten, kto wierzy, że problem ten dotyczy wyłącznie niepiśmiennych mieszkańców wiosek i slumsów. Były prezydent RPA Thabo Mbeki przez wiele lat zaprzeczał związkom pomiędzy HIV a AIDS. Jego minister zdrowia twierdziła, że choroba AIDS nie istnieje, a epidemia jest wynikiem spisku Zachodu mającego na celu osłabienie Afrykanów. Prezydent Gambii Yahya Jammeh wierzy, że swoją charyzmą i magią jest w stanie wyleczyć AIDS (ale uwaga! tylko w czwartki). Obecny prezydent RPA Jacob Zuma przyznał przed laty, że uprawiał z HIV-pozytywną kobietą seks bez zabezpieczenia, gdyż uznał że zwykły prysznic wystarczy by uniknąć zakażenia. Najlepszą pointą tej historii niech będzie fakt, iż Zuma pełnił wówczas funkcję szefa Narodowej Rady ds. AIDS.

Wszystko to byłoby zapewne śmieszne, gdyby nie było tak tragiczne. Z ignorancji afrykańskich elit korzystają bowiem najrozmaitszej maści szarlatani i pseudonaukowcy, mogący bez przeszkód propagować w Afryce najrozmaitsze „niekonwencjonalne” metody walki z AIDS. Najlepszym przykładem może być niemiecki lekarz Matthias Rath, który korzystając z protekcji prezydenta RPA Mbekiego mógł wciskać ubogim mieszkańcom slumsów swój rzekomo uzdrawiający koktajl witaminowy, przekonując ich jednocześnie do odstawienia „trujących” leków antyretrowirusowych.

Warto też powtórzyć po raz kolejny, że nie jest wcale jasne, czy ze względu na owe uwarunkowania kulturowe szeroka dystrybucja prezerwatyw mogłaby wiele pomóc w walce z AIDS. W Afryce płodność jest uważana przecież za jeden z największych darów, a wiara w korzyści płynące z antykoncepcji raczej nie jest szczególnie rozpowszechniona. Najważniejszym jest jednak fakt, że w patriarchalnych społecznościach afrykańskich to mężczyzna ma zazwyczaj ostatnie słowo w domu i małżeńskim łożu – i to od niego wyłącznie zależy decyzja o użyciu prezerwatywy. Dość powiedzieć, że ofiarami AIDS w Afryce padają głównie kobiety zarażone przez mężów.

„Nędza to grzech pierworodny”


Kończąc wymienianie czynników, które podminowują walkę z AIDS w Afryce wskażę teraz na ten, od którego zasadniczo rzecz biorąc powinienem był zacząć. Jest nim rzecz jasna nędza. Nędza, przez którą szereg afrykańskich państw (w wielu przypadkach to zresztą eufemizm) nie jest w stanie zapewnić znacznej części swych obywateli dostępu do jakiejkolwiek opieki medycznej. Nędza, przez którą nie ma mowy o jakiejkolwiek edukacji. Nędza, przez którą wybuchają konflikty i mnożą się wojenne gwałty. Nędza, która miliony ludzi czyni migrantami, rozbijając w ten sposób rodziny i tradycyjne społeczności. Nędza, która tysiące kobiet zmusza do szukania zarobku na ulicy.

Podejrzewam, że problem HIV/AIDS w Afryce powinno się raczej roztrząsać w poważnych naukowych publikacjach, zamiast na blogu. Mam nadzieję jednak, że udało mi się choć trochę zobrazować jego zawiłości. Sęk bowiem w tym, że problemu AIDS w Afryce nie można sprowadzać do kwestii prezerwatyw. Bliżej mi już do Dariusza Rosiaka, piszącego, że: „jedynym sensownym i sprawdzonym sposobem ograniczenia rozwoju AIDS w Afryce jest likwidowanie biedy, rozwój edukacji, zwalczanie przemocy na tle seksualnym, wzmacnianie roli rodziny, ograniczanie wpływu sekt i czarnoksiężników oraz działania służące obronie godności ludzkiej, zwłaszcza godności kobiety”.

Tyle, że jest to zadanie ekstremalnie trudne i kto wie, czy w ogóle możliwe do zrealizowania. Trudno jest je również wyjaśnić opinii publicznej za pomocą paru efektownych zbitek słownych. Co w tej sytuacji mają więc zrobić etatowi naprawiacze świata? Nie pójdą przecież na wojnę z własnymi rządami, które cierpią ostatnio na chorobę skąpstwa. O afrykańskich barierach kulturowych mogą wspominać co najwyżej półgębkiem by nie narazić się na zarzut rasizmu. I tak pada na od dawna niemodny Kościół Katolicki, którego wyznawcy w dodatku zazwyczaj nie reagują podkładaniem bomb i podrzynaniem gardeł na obrażanie swojej wiary. Kółko się zamyka.

Źródła:
Punishing success in tackling AIDS: Funders’ retreat could wipe out health gains in HIV
affected countries, Médecins Sans Frontières, 5 listopada 2009
AIDS Epidemic Update 2009, UNAIDS
Bethina Abrahams, Culture and AIDS in Africa. A discourse of blame, 6 lipca 2006
Mike Earl-Taylor, HIV/AIDS, the stats, the virgin cure and infant rape, Science in Africa, kwiecień 2002
Marco Evers, The Quack in Gambia. African Despot 'Cures' AIDS, Spiegel Online International, 3 sierpnia 2007
Ben Goldacre, Gambia's president may be weird, but Aids superstitions strike closer to home, The Guardian, 27 stycznia 2007
Rajendra Jain, AIDS patients left to die for lack of funds, LatestNewsOnline.net, 28 maja 2010
Donald G. McNeil Jr., At Front Lines, AIDS War Is Falling Apart, New York Times, 9 maja 2010
Verity Murphy, Mbeki stirs up Aids controversy, BBC, 26 wrzesnia 2003
Dariusz Rosiak, Biali, czarni, prezerwatywy, Rzeczpospolita, 27 marca 2009