Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Maciej Konarski: Spokój cmentarza

24 kwiecień 2010
A A A
Rządy twardogłowych islamistów przyniosły dużej części Somalii dawno niewidziane stabilizację i porządek. Ich cena okazuje się jednak bardzo wysoka. Na afrykańskiej ziemi powstaje bowiem właśnie kolejny Taliban. Human Rights Watch opublikowało niedawno 62-stronicowy raport na temat stanu przestrzegania praw człowieka w Somalii. Zadanie samo w sobie wydaje się dość karkołomne, gdyż od 1991 r. Somalia pozostaje podręcznikowym przykładem państwa upadłego, w znacznej części ogarniętego konfliktem. W takich warunkach ciężko mówić o przestrzeganiu jakichkolwiek praw, choć, rzecz jasna, inna sytuacja panuje w dość stabilnych prowincjach północnych i centralnych, które od lat 90. są de facto niepodległe, a inna na pogrążonym w nieustannej wojnie południu Somalii.

Wiele można by pisać (i napisano) o przyczynach i uwarunkowaniach tego konfliktu, więc zrekapituluję tylko najistotniejsze fakty. Znaczną część południa Somalii, jak również większość dzielnic stolicy, Mogadiszu, kontroluje dziś islamistyczne ugrupowanie al-Shabaab, którego członków zachodnia prasa lubi nazywać „somalijskimi talibami”. Na dzień dzisiejszy al-Shabaab (dokładnie Harakat al-Shabaab al-Mujahideen – w wolnym tłumaczeniu „Ruch Młodych Mudżahedinów”) jest najpotężniejszym ugrupowaniem zbrojnym w Somalii. Jego siła militarna i wpływy znacznie przewyższają popierany przez społeczność międzynarodową Tymczasowy Rząd Federalny, którego władza ogranicza się w zasadzie do kilku dystryktów Mogadiszu, położonych wokół pałacu prezydenckiego, lotniska i portu. Rząd utrzymuje się tylko dzięki wsparciu ze strony około pięciotysięcznych sił „pokojowych” Unii Afrykańskiej (AMISOM). Niektórzy eksperci dają mu jeszcze najwyżej rok istnienia, po którym ma nastąpić przejęcie władzy przez al-Shabaab.

NIc więc dziwnego, że badacze z Human Rights Watch większą część swojego raportu poświęcili sytuacji panującej na obszarach kontrolowanych przez al-Shabaab. Nie można powiedzieć, że ich obserwacje wnoszą coś nowego w porównaniu z tym, co od dawna wiadomo o polityce tego ugrupowania, jednakże w dużej mierze pomagają one zebrać w jedną całość elementy układanki. Obraz, któryi się z niej wyłania nie jest pocieszający. Zajęte przez al-Shabaab prowincje Somalii do złudzenia przypominają Afganistan pod rządami talibów.

Tak, jak w Afganistanie, również i w Somalii rządy islamistów przynoszą znękanej niemal 20-letnią wojną ludności od dawna niewidziane stabilizację i porządek. Komendanci al-Shabaab żelazną ręką rządzą zajętymi ziemiami, bezwzględnie rozprawiając się z wszelkim bandytyzmem. Ustąpiła plaga porwań, gwałtów i wymuszeń, a złodziejom dla przykładu ucina się ręce. Niektórzy z ankietowanych przez HRW Somalijczyków mówili wręcz, że „za rządów al-Shabaab można spać spokojnie nawet przy otwartych drzwiach”, a ojcowie nie muszą się już obawiać o bezpieczeństwo swoich córek. Kontrast uderza zwłaszcza w porównaniu z sytuacją panującą na obszarach kontrolowanych przez rząd tymczasowy, bądź inne ugrupowania zbrojne, gdzie powszechny jest chaos i korupcja.

Stabilizacja i porządek mają jednak swoją cenę. Islamiści prowadzą na kontrolowanych przez siebie terenach politykę terroru, drakońsko interpretując i ściśle wdrażając zapisy prawa szariatu we wszystkich sferach życia. Szczególnie ciężka jest sytuacja kobiet, którym nakazuje się noszenie burek, zabrania podejmowania jakiejkolwiek pracy (np. drobnego handlu, dzięki któremu często utrzymywały wcześniej cale rodziny), a czasem nawet pojawiania się w miejscach publicznych. Mężczyznom z kolei zakazuje się np. gry w piłkę nożną, a nawet jej oglądania w TV. Zakazano palenia papierosów, spożywania alkoholu oraz zażywania popularnego w tej części świata miękkiego narkotyku khat. Zabronione jest słuchanie zachodniej muzyki, a nawet gra w Scrabble, która również jest uważana za przejaw „zachodniej zgnilizny”. Regulacjom podlegają takie kwestie, jak długość włosów i spodni, a w niektórych rejonach mężczyznom zabrania się golenia bród. Zakazane są wszelkie obrządki religijne niezwiązane z wahabicką odmianą islamu. Brak uczestnictwa w modlitwach (np. obecność na ulicach w czasie ich trwania) może się skończyć poważnymi konsekwencjami. Na zajętych przez al-Shabaab obszarach nie mogą działać organizacje humanitarne, które islamiści oskarżają o szpiegostwo, propagowanie zachodniej kultury i niszczenie miejscowego rolnictwa za pomocą dostawami darmowej żywności. Dzieje się to w sytuacji, gdy wojna uczyniła uchodźcami blisko 2 miliony Somalijczyków, a połowa mieszkańców kraju ma małe szanse na przetrwanie bez pomocy humanitarnej.

Wszystkie zakazy i nakazy szariatu są drakońsko wdrażane. W najlepszym przypadku karą za „niemoralne” zachowanie może być ogolenie głowy (nożem lub szkłem rozbitej butelki) lub krótki areszt. Ci którzy mają więcej pecha są bici, więzieni, mordowani. Powszechne stało się donosicielstwo – nawet sześciolatki są wykorzystywane jako informatorzy. Od 2008 r. doszło do co najmniej kilku przypadków ukamienowania kobiet oskarżonych o rozmaite przestępstwa przeciw islamskiej moralności. Między innymi, w listopadzie 2008 r. ukamienowano publicznie na stadionie w Kismayo kobietę oskarżoną o cudzołóstwo (według niepotwierdzonych informacji była to 13-letnia dziewczynka). Ponoć rzekoma „cudzołożnica” była w rzeczywistości ofiarą gwałtu…

Wiele z tych zjawisk występowało już wcześniej, gdy w połowie 2006 r. tzw. Unia Trybunałów Islamskich na sześć miesięcy przejęła władzę w południowej Somalii. „Somalijskich talibów” obaliła wtedy interwencja sąsiedniej Etiopii, ale po dwóch latach wojny partyzanckiej okupanci musieli się wycofać, podczas gdy islamistyczna partyzantka znacznie się w tym czasie zradykalizowała. Co prawda trudno znaleźć dowody potwierdzające, iż al-Shabaab jest somalijską ekspozyturą al-Kaidy,  bądź posiada bardzo bliskie związki z jej siatką, lecz wiele sygnałów może budzić niepokój. Dziś w szeregach al-Shabaab służy od 500 do 1500 zagranicznych bojowników. Niektórzy liderzy ugrupowania  deklarowali swe poparcie dla działań al-Kaidy oraz oferowali wysłanie swoich bojowników na pomoc islamistycznej rebelii w nieodległym Jemenie. Ponadto, jest niemal pewne, że na terytorium kontrolowanym przez islamistów ukrywali się lub nadal przebywają sprawcy zamachów w Kenii i Tanzanii z 1998 r., w tym Fazul Abdullah Mohammed - domniemany szef al-Kaidy w Afryce Wschodniej. We wrześniu 2009 r. w amerykańskim nalocie zginął w południowej Somalii Saleh Ali Saleh Nabhan, terrorysta odpowiedzialny za zamachy na izraelskie obiekty w Kenii w 2002 r. Niektórzy eksperci są zdania, że nawet nie przejmując kontroli nad całą Somalią, al-Shabaab jest w stanie stworzyć dla al-Kaidy bezpieczną przystań w Rogu Afryki.

Analogia do Afganistanu nasuwa się od razu. Historia najwyraźniej lubi się więc powtarzać. Pytanie tylko, na czym skończy się tym razem.