Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Dla zapewnienia łatwości i wygody odbioru przekazywanych informacji serwis ten korzysta z technologii plików cookies. Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają Ci pliki cookies, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystanie z naszej strony bez zmian ustawień plików cookies oznacza, że będą one zapisane przez Twoją przeglądarkę. Więcej informacji znajdziesz w naszej Polityce Cookies .

Akceptuję

Maciej Konarski: RPA przegląda się w lustrze

09 kwiecień 2010
A A A
Wydarzenia ostatnich kilku tygodni brutalnie zweryfikowały mit południowoafrykańskiego „tęczowego narodu”, w ramach którego w harmonii żyć mieli przedstawiciele najrozmaitszych ras i narodowości. Kto wie jednak, czy nie było to konieczne, aby RPA mogła na serio zmierzyć się z międzyrasowymi podziałami. Blisko trzy tysiące osób przybyło w piątek (9.04.) do niewielkiego Ventersdorp, aby odprowadzić w ostatnią drogę Eugene’a Terre’blanche – legendę afrykanerskiej skrajnej prawicy. 69-letni Terre’blanche został sześć dni wcześniej zakatowany na śmierć we własnym łóżku przez dwóch pracowników swojej farmy – czarnych pracowników dodajmy. Południowoafrykańska policja szybko ustaliła, że przyczyną morderstwa był spór o niewypłaconą pensję ale wśród białej społeczności RPA zawrzało. Wielu Afrykanerów uznało bowiem, iż do morderstwa doszło z przyczyn politycznych. Afrykański Ruch Oporu (Afrikaner Weerstandsbeweging - AWB) – partia Terre’blanche – w pierwszym odruchu zagroził czarnym zemstą (choć szybko się z tej groźby wycofał), a gdy w ostatni wtorek (6.04.) pierwszy raz przesłuchiwano zabójców przed budynkiem sądu doszło do przepychanek pomiędzy białymi, a czarnymi demonstrantami. W tej sytuacji piątkowy pogrzeb Terre’blanche odbył się przy zachowaniu szczególnych środków bezpieczeństwa. Obyło się jednak bez incydentów.

Terre’blanche pełnił swego czasu rolę Czarnego Luda, którym antyapardheidowscy aktywiści straszyli swoje dzieci. Nawet w czasach, gdy Afrykanerzy byli w RPA narodem panującym był bowiem nieubłaganym przeciwnikiem jakichkolwiek ustępstw na rzecz czarnej ludności. Gdy system apartheidu chylił się już ku upadkowi, Terre’blanche i jego Afrikaner Weerstandsbeweging grozili utopieniem kraju we krwi, gdyby przywileje Afrykanerów zostały naruszone, a później domagali się wykrojenia w granicach RPA osobnego państwa dla białych (volkstaat). Niektórzy działacze AWB próbowali nawet prowadzić działalność terrorystyczną (później Terre’blanche przyznał, że ponosi moralną odpowiedzialność za ich czyny), co kosztowało życie kilkudziesięciu osób. Ze swoim skrajnym nacjonalizmem, mesjanizmem i zamiłowaniem do neonazistowskiej symboliki, Terre’blanche stał się symbolem oszalałego afrykanerskiego rasisty, jakich swego czasu z lubością portretowano w hollywoodzkich filmach.

Ostatnimi laty gwiazda Terre’blanche jednak przygasła. Mimo agresywnej retoryki Afrikaner Weerstandsbeweging nie zdobył większego poparcia wśród białej społeczności RPA. Sam lider trafił wkrótce do więzienia - najpierw na pół roku za napaść na czarnego pracownika stacji benzynowej (2001), a później już na trzy lata za ciężkie pobicie czarnego robotnika rolnego w 1996 r. Jego popularność zmniejszyły też plotki o pozamałżeńskim romansie, które zostały źle odebrane przez konserwatywnych Afrykanerów. W rezultacie po wyjściu z wiezienia w 2004 r. nieco zapomniany Terre’blanche osiadł na swojej farmie w pobliżu Ventersdorp. Dopiero dwa lata temu podjął próbę reaktywacji swego anemicznego ruchu.

W niewłaściwym miejscu, w niewłaściwym czasie

Śmierć Terre’blanche być może nie wywołałaby takiego rezonansu gdyby nie fakt, że napięcia na tle rasowym bardzo narosły w RPA w ciągu ostatnich kilku tygodni. Wszystko za sprawą wyroku sądowego, zakazującego odśpiewywania słów słynnej, pamiętającej czasy apartheidu, pieśni Afrykańskiego Kongresu Narodowego (ANC), wzywającej do zabijania białych. Julius Malema, szef młodzieżówki rządzącej partii, do tego stopnia upodobał sobie jej publiczne śpiewanie, że afrykanerscy politycy zdecydowali się oddać sprawę do sądu. Ten przychylił się do ich wniosku i zakazał odtwarzania wersu o „strzelaniu do Burów”, a Malemie zabronił nawet śpiewania całej pieśni. Wywołało to gniew wielu czarnych Południowoafrykańczyków, a polityków ANC w szczególności, którzy oskarżyli sąd o próbę "zamazywania historii" i "stawiania realizatorów apartheidu w pozycji ofiar".

Problem tylko, że w tym konkretnym przypadku słowa rzeczywiście mogą zabijać. W potocznym języku południowoafrykańskiej ulicy „Bur” jest bowiem przydomkiem nadawanym nie tylko dawnym holenderskim kolonistom, od których wywodzi się naród afrykanerski – ale wszystkim białym w RPA, a farmerom w szczególności. Tymczasem od momentu upadku apartheidu na południowoafrykańskiej prowincji zamordowano, często w bardzo brutalny sposób, blisko trzy tysiące białych farmerów. Rząd twierdzi, że jest to po prostu jedna z odsłon ogólnokrajowego problemu przestępczości, lecz wielu Afrykanerów uważa, że mordy są popełniane z przyczyn politycznych i mają na celu wypędzenie ich z ziemi przodków. Radykałowie mówią wręcz o "pełzającym ludobójstwie". Stąd podczas protestów przed sądem w Ventersdorp i pogrzebu Terre’blanche wielu Afrykanerów wprost obwiniało Malemę o spowodowanie śmierci lidera AWB.

Razem ale osobno

Napięcia i emocje wywołane przez śmierć Terre’blanche i aferę wokół pieśni "Ayesaba Amagwala" pokazały jak bardzo iluzoryczny jest forsowany przez rząd RPA wizerunek południowoafrykańskiego „tęczowego narodu”, w ramach którego w zgodzie i harmonii żyją obok siebie przedstawiciele najróżniejszych ras i narodów. 16 lat w żadnym wypadku nie wystarczy, aby zasypać przepaść stworzoną przez apartheid i dziesięciolecia wzajemnej wrogości i pogardy. Biali w dużej mierze nadal traktują nową RPA jako twór sobie obcy, a nierzadko wrogi. Utwierdziło ich też w tym przekonaniu wiele działań rządzącego nieprzerwanie od 1994 r. Afrykańskiego Kongresu Narodowego.

W całej tej sprawie nie chodzi jednak wyłącznie o politykę. Problem rasowy przejawia się bowiem w najbardziej podstawowych zachowaniach ludzkich. BBC zacytował ostatnio wyniki ciekawego sondażu opublikowanego przez południowoafrykański Instytut na rzecz Sprawiedliwości i Pojednania. Wynika z niego, że 40 proc. mieszkańców RPA uważa przedstawicieli innych ras za „niegodnych zaufania”, a 46 proc. nie utrzymuje z nimi kontaktów towarzyskich. Jeden na czterech Południowoafrykańczyków zasadniczo w ogóle nie rozmawia z ludźmi o odmiennym kolorze skóry. Większość spośród osób, które choć przez chwile miały styczność z mieszkańcami RPA zapewne potwierdziłaby te obserwacje.

Koniec udawania?

Bez wątpienia obraz ten nie napawa optymizmem. Z drugiej jednak strony nie należy uderzać w apokaliptyczne tony. Tak jak nie wszyscy czarni chcą „strzelać do Burów”, tak i nie wszyscy Afrykanerzy utożsamiają się z unoszącymi dłonie w hitlerowskim pozdrowieniu członkami AWB. Jakiś masowy wybuch przemocy wydaje się być więc wyjątkowo mało realny. Zresztą gdyby kiedykolwiek miało do niego dojść to pewnie już 1994 r. Większym problemem jest już raczej wpływ międzyrasowych napięć na gospodarkę, demografię i codzienne życie kraju.

Nie da się ukryć, że biali boleśnie odczuli wiele zmian, które zaszły w RPA po upadku apartheidu – rosnącą przestępczość, negatywne skutki akcji afirmatywnej, politykę historyczną nowych władz. Na co dzień mogą więc czuć się dyskryminowani. Znajmy jednak miarę rzeczy. W RPA działają afrykanerskie partie, stowarzyszenia i grupy lobbingowe. Biali nadal odgrywają bardzo silną rolę w życiu ekonomicznym kraju, a wszelkie pomysły nacjonalizacji ich majątków (zwłaszcza reformy rolnej) pozostają póki co w sferze teorii. Jako mniejszość są chronieni przez prawo, o czym może zresztą świadczyć ostatni wyrok w sprawie Malemy i jego ulubionej pieśni. Jeżeli zaś chodzi o przestępczość to należy pamiętać, że choć w RPA popełnianych jest (szacunkowo) 50 morderstw i 150 gwałtów dziennie, to ich ofiarą padają w przeważającej większości czarni mieszkańcy wielkomiejskich slumsów. Tego typu ofiary zwykle nie mogą jednak liczyć na taki rozgłos medialny jak w przypadku białych bądź obcokrajowców.

Warto przy okazji wspomnieć, że w ostatnich tygodniach rząd RPA podejmował wiele wysiłków, aby nie dopuścić do zaognienia sytuacji. Rządząca partia po pewnych wahaniach zakazała Malemie śpiewania o „strzelaniu do Burów”. Szef policji objął osobisty nadzór nad śledztwem w sprawie śmierci Terre’blanche i wraz z kilkoma innymi oficjelami uczestniczył w jego pogrzebie. Wreszcie prezydent Zuma osobiście złożył kondolencje rodzinie zamordowanego i potępił zabójców tak ostro, że wywołało to konsternację w szeregach jego własnej partii. Pokrywa się to zresztą z wcześniejszymi działaniami Zumy, który wykonywał sporo gestów pod adresem Afrykanerów (m.in. wizytując białe dzielnice nędzy), chcąc ich przekonać o swoim przyjaznym nastawieniu. Czy to efekt szczerego pragnienia pojednania? Być może choć osobiście widziałbym w tym raczej próbę ucieczki od image niebezpiecznego demagoga i próbę ratowania wizerunku RPA przed zbliżającymi się mistrzostwami świata w piłce nożnej. Rząd w Pretorii traktuje organizację mundialu jako swój sztandarowy projekt i w trosce o napływ zagranicznych kibiców na pewno będzie chciał uniknąć wrażenia, że RPA jest krajem, w którym poluje się na białych.

Swoją drogą kto wie jednak, czy wstrząs jakim były wydarzenia ostatnich tygodni nie był potrzebny, aby Południowa Afryka zaczęła wreszcie na serio mierzyć się ze swoimi rasowymi problemami – biorąc przy tym pod uwagę interesy wszystkich grup społecznych. Pojednania nie uskuteczni się bowiem przez samo mówienie o nim. Jeżeli kiedykolwiek w RPA ma powstać „tęczowy naród” to potrzebne będzie ku temu wiele ciężkiej pracy.

Ale przede wszystkim czasu.