|
Globalizacja nieodłącznie wiąże się ze Stanami Zjednoczonymi, uważanymi za jej propagatora i lidera. Amerykańscy zwolennicy globalizacji, a wśród nich ci mający wpływ na politykę zagraniczną państwa, uznali ją za ratunek dla gospodarek narodowych oraz tło demokratyzacji.
REKLAMA
Strona 1 z 6 Wprowadzenie
Od lat osiemdziesiątych XX wieku mamy do czynienia z procesem globalizacji, która dociera do coraz dalszych zakątków świata. Nie wszędzie osiąga ona ten sam poziom penetracji poszczególnych rynków, niemniej jednak na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat poczyniła ogromne postępy. Krajem uznawanym powszechnie za inicjatora globalizacji oraz jej lidera, są Stany Zjednoczone, które od upadku ZSRR aspirują do miana jedynego światowego mocarstwa. Celem niniejszego opracowania jest skonfrontowanie różnych punktów widzenia dotyczących globalizacji oraz obecnej roli dominujących w tym procesie Stanów Zjednoczonych. Chodzi tu nie tylko o korporacje transnarodowe, ale również o USA jako państwo pretendujące do pozycji światowej potęgi, które ma ogromny wpływ na szereg innych państw oraz organizacji międzynarodowych. Czy przy obecnym stanie gospodarki Stany Zjednoczone będą mogły pełnić funkcję lidera McŚwiata? Czy globalizacja będzie nadal święcić triumfy i kroczyć z amerykańską flagą w jednej ręce, Coca-colą (tudzież Pepsi) i hamburgerem w drugiej, w butach marki Adidas, Nike czy Puma i z napisem WTO na koszulce? Czy rzeczywiście Stany mają absolutne i niezaprzeczalne prawo do odgrywania roli światowego mocarstwa i koordynatora na scenie międzynarodowej? A może ostatnie lata polityki USA przyniosły tylko wielkie rozczarowania i kompromitację, dewaluując tym samym potęgę państwa? Czy rzeczywiście globalizacja jest jedyną drogą i nie ma alternatywy, jak twierdził były prezydent Bill Clinton? Czy globalizacja = demokratyzacja? Jakie stanowisko w odpowiedzi na zakusy McŚwiata zajął „świat Dżihadu”? Jakie są obecne koncepcje polityki zagranicznej w kontekście tegorocznych wyborów w USA?
Globalizacja nie jedną ma twarz
Cytowane pojęcie „McŚwiat” pochodzi z książki Dżihad kontra McŚwiat, autorstwa Benjamina R Barbera [1]. Oznacza ono zglobalizowany świat zachodni, o stosunkowo jednorodnej kulturze, zawierający w sobie kraje rozwinięte i rozwijające się. Może wydawać się, że świat zachodni to ten, który wyznaje zachodnie zasady i wartości demokratyczne. Jednak taki sposób myślenia nie jest właściwy. W książce Barbera McŚwiat został skonfrontowany ze światem Dżihadu. Jednocześnie, jak słusznie wskazuje autor, oba te światy przenikają się wzajemnie, nie mogą bez siebie istnieć i ekspandować. McŚwiat jest zarazem przyczyną i efektem globalizacji. W pracy przyjęto ogólne założenie, zgodnie z którym globalizacja, przy całej swej złożoności, sprowadza się do kilku zasadniczych aspektów. Mianowicie jest ona procesem polegającym m.in. na zwiększeniu obrotów handlu międzynarodowego, nasileniu przepływu kapitału, ludzi, technologii oraz zacieraniu różnic kulturowych [2].
Czy zjawisko to przynosi wyłącznie korzyści? Zdecydowanie nie. Przejaw globalizacji w postaci rozwoju mediów elektronicznych, Internetu czy e-bankowości powoduje, że przepływ kapitału staje się bardziej anonimowy i ułatwia „pranie brudnych pieniędzy”. Firmy poszerzające swoją działalność o kolejne rynki narodowe nie zawsze są zainteresowane wprowadzaniem na nie nowych technologii i zdobytego know-how, ale dość często poszukują taniej siły roboczej i nowych konsumentów. Natomiast zacieranie różnic kulturowych, ma na celu nie tyle wytworzenie jednej wspólnej platformy porozumienia, lecz wytworzenie jednego uniwersalnego typu konsumenta globalnego, co jest istotne z punktu widzenia interesów korporacji transnarodowych. Jednak niwelowanie różnic kulturowych jest procesem rozłożonym w czasie. Czy można przyjąć, że globalizacja dla przedsiębiorstw to ekstrapolacja w czystej formie działalności gospodarczej danej firmy na rynku narodowym na rynki zagraniczne? Z pewnością dla firm taka globalizacja byłaby zdecydowanie łatwiejsza i tańsza. Historia marketingu pełna jest przykładów chybionych wejść firm na rynki krajów przyjmujących, albo nieudanych kampanii marketingowych, które poniosły fiasko, gdyż w fazie ich planowania i wprowadzania nie uwzględniono różnic kulturowych. Nie wszystkie przekazy reklamowe, które zostały przyjęte pozytywnie na jednym rynku narodowym, zostaną tak samo odebrane w innym kraju (chyba, że założeniem kampanii było wywołanie kontrowersji na wszystkich rynkach). Z tym samym problemem borykają się także organizacje międzynarodowe, takie jak: Międzynarodowy Fundusz Walutowy czy Bank Światowy, które na początku swojej działalności starały się powielać jeden schemat działania dla krajów ubiegających się o pomoc z tych instytucji. Jednak krach na rykach azjatyckim w 1997 r. oraz na rosyjskim w 1998 r. unaoczniły opinii publicznej i skrajnym zwolennikom globalizacji, że nie ma jednego właściwego rozwiązania, dającego się bezrefleksyjnie powielać we wszystkich krajach [3]. Dla zwolenników jak: Margaret Thatcher czy Bill Clinton, czołową doktryną stał się tzw. Konsensus Waszyngtoński. Zakładał on w dziesięciu podstawowych punktach, że liberalizacja handlu, prywatyzacja, stabilizacja makroekonomiczna (a zatem maksymalne ograniczanie roli rządu do równoważenia budżetu i zwalczania inflacji) oraz istnienie wolnego rynku, zagwarantują sukces gospodarczy. Od spełnienia poniższych postulatów uzależniano rozwój gospodarczy: - Utrzymanie dyscypliny finansowej
- Ukierunkowanie wydatków publicznych na dziedziny gwarantujące wysoką efektywność poniesionych nakładów oraz przyczyniające się do poprawy struktury podziału dochodów
- Reformy podatkowe, których celem jest obniżanie krańcowych stóp podatkowych oraz możliwie najszersze poszerzenie bazy podatkowej
- Liberalizacja rynków finansowych ukierunkowana na ujednolicenie stóp procentowych
- Utrzymywanie jednolitego kursu walutowego na poziomie, który gwarantuje konkurencyjność gospodarki
- Liberalizacja handlu
- Likwidacja utrudnień i barier dla inwestycji zagranicznych
- Prywatyzacja przedsiębiorstw państwowych
- Deregulacja rynków w zakresie wejścia na rynek oraz wspierania konkurencji
- Gwarancja praw własności [4].
Z czasem założenia te poszerzono o kolejne cztery: - Wzmacnianie odporności systemu walutowego na kryzysy walutowe
- Rozwijanie systemu zabezpieczeń społecznych
- Wzmacnianie ram instytucjonalnych gospodarki i jej funkcjonowania
- Zwiększenie nakładów na edukację.
|