|
W 1962 roku świat przeżywał chwile grozy w związku z zaognieniem się stosunków na linii Waszyngton-Moskwa. Choć lata naznaczone zimną wojną już minęły, na horyzoncie raz po raz pojawiają się wydarzenia wywołujące równie silne emocje.
REKLAMA
Nie minęło dziesięć dni, od kiedy wszystkie media na świecie obiegła wiadomość o planach Moskwy dotyczących wysłania na Kubę samolotów, a już 03.08.2008r. wiceprzewodniczący komisji spraw zagranicznych w Dumie, Andriej Klimow, oświadczył w wywiadzie dla RIA-Nowostii, że Rosja rozważa zwiększenie swego zaangażowania na wyspie, m.in. lokując tam żołnierzy.
Wypowiedź ta była podsumowaniem trzydniowej wizyty rosyjskiej delegacji na Kubie, zakończonej w pierwszy piątek tego miesiąca, która miała na celu zacieśnienie osłabionych po rozpadzie ZSRR stosunków między tymi państwami. Deputowany prokremlowskiej partii Jedna Rosja zaznaczył w niej, że sprawa zaangażowania na wyspie wiąże się bezpośrednio z interesem narodowym i bezpieczeństwem państwa. Podkreślił też, że rozmieszczone rakiety nie byłyby wycelowane w terytorium Stanów Zjednoczonych, a ich obecność miałaby objąć także kwestie gospodarcze.
Niespełna dwa tygodnie wcześniej, w rosyjskich mediach pojawiła się rewelacja o możliwości wysłania na Kubę rosyjskich bombowców strategicznych. W odpowiedzi na tę informację, gen. Norton Schwartz, szef sztabu sił powietrznych stwierdził, że takie działanie oznaczałoby „przekroczenie czerwonej linii”, sugerując przyjęcie przez Waszyngton nieugiętej pozycji. To z kolei spotkało się z oświadczeniem sztabu rosyjskiego, który podkreślił, że bombowce strategiczne wschodniego mocarstwa już w tej chwili mają możliwość lądowania na Kubie, z czego zresztą korzystają.
Oczywiście poczynione przez Moskwę kroki są odpowiedzią na amerykański pomysł tarczy rakietowej w Europie Środkowo-Wschodniej. I choć oficjalnie jej ostrze nie byłoby wymierzone w pobliską potęgę, naturalnie narusza ona strefę wpływów Moskwy i budzi jej niezadowolenie. Mimo że negocjacje odnośnie amerykańskiego systemu obrony w Polsce i Republice Czeskiej jeszcze trwają, Rosja wielokrotnie pokazała nam, naszemu południowemu sąsiadowi oraz sojusznikowi zza oceanu, że jest temu przeciwna. Z tego też powodu wielu komentatorów tych wydarzeń stwierdza, że może to być element gry byłego superpaństwa w celu uzyskania lepszej pozycji negocjacyjnej w rokowaniach odnośnie tarczy. Wskazują oni m.in. na fakt, że dzięki obecnej technologii Rosja mogłaby zagrozić Stanom Zjednoczonym na wiele innych sposobów niż bezpośredni atak z Kuby, chociażby poprzez użycie atomowej łodzi podwodnej.
Z kolei, jak silna jest determinacja Moskwy w strzeżeniu jej strefy wpływów, najlepiej świadczą ostatnie wydarzenia z Kaukazu. W nocy z czwartku na piątek (08/09.08.2008r.) doszło tam do konfrontacji między Gruzją a jej zbuntowaną prowincją, Osetią Południową. Rosja pokazała swój pazur, mobilizując jeszcze tego samego dnia własne, znaczące siły i stając w obronie bliższego jej i jej polityce, rebelianta. Podczas weekendu doszło do nalotów lotniczych na terytorium Gruzji a w poniedziałek, zaledwie po czterech dniach, wkroczyły tam oddziały lądowe. Wydaje się, że tylko dzięki licznym apelom liderów organizacji międzynarodowych oraz innych państw, Rosja wstępnie zaakceptowała wynegocjowany z prezydentem Francji, pełniącym funkcję przedstawiciela Unii Europejskiej, tzw. sześciopunktowy plan zakończenia wojny w Gruzji.
Tym bardziej słuszne wydaje się pytanie, jak daleko Moskwa jest gotowa posunąć się w prowadzonej grze i czy w kwestii Kuby możliwa byłaby powtórka z października 1962 roku. Wreszcie, kto wtedy wcieliłby się w rolę charyzmatycznego Johna F. Kennedy’ego? Obecny prezydent, George W.Bush a może już jego następca, John McCain lub Barack Obama? Wreszcie jak zachowałaby się druga strona, czyli niedawno wybrana głowa państwa, Dmitrij Miedwiediew czy też, jak wielu wskazuje, prawdziwy decydent, choć zza głównego stołka, Władimir Putin? Źródła: www.gazeta.pl, www.wprost.pl, www.cbsnews.com
|