Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Paulina Pajkiert: Palenie mostów za spalonymi stanikami Drukuj Email
( 8 głosów)




Paulina Pajkiert   
25.10.2008.
O feministkach od dawna jest głośno na świecie. W pewnym stopniu „przejadły się”. Czy w takim razie ugruntowane feministyczne slogany zastąpią wkrótce świeże hasła maskulistów?

REKLAMA
Kobiety walczą o swoje prawa. Spychane na margines przez całe wieki i po dzień dzisiejszy niedowartościowane w tak wielu dziedzinach życia, obudowują się i zamykają w twierdzach feminizmu, warowniach kobiecych partii politycznych, fortecach komitetów i grup wsparcia czy lobbingu. Zmieniając psychologów w psycholożki i docentów w docentki nie zauważają, że również panowie czują się czasem ofiarami dyskryminacji.

Że mężczyźni mają łatwiej to powszechnie wiadomo. Nie wiedzą co to znaczy cierpieć bóle menstruacyjne ani skurcze porodowe; mogą pić hektolitry piwa, podczas gdy u kobiet już jedno ciasteczko odkładające się na biodrach w postaci fałdek tłuszczu prowadzi na skraj bulimii; nawet banalna toaleta na łonie natury sprawia panom mniej kłopotów. Mówi się, że są inteligentniejsi, że lepiej prowadzą samochody, że nie robią problemów z niczego. Mają zdolność do przedmiotów ścisłych, nie muszą nosić obcasów, umieją naprawić kran i wiedzą, co to tak właściwie znaczy „reset”. Ale czy sami panowie zgadzają się z tym, że ich życie to kraina płynąca miodem i mlekiem (piwem i chipsami)? Otóż okazuje się, że niekoniecznie. Po pierwsze, uważają, że często to właśnie panie są uprzywilejowane i traktowane ulgowo. Zwłaszcza w świetle współczesnego nacisku na równość i sprawiedliwość między płciami. Według wielu kobiety stają się powoli równiejszymi w tej równości, a sprawiedliwość to de facto obdarowywanie ich uprawnieniami, na które nie zawsze i niekoniecznie zasługują. Po wtóre, nie zawsze cieszą się z walorów, które stereotypowo im przypisujemy ani też nie zawsze traktują za prerogatywy to, co potocznie się tym mianem określa. Okazuje się, że nie każdy chce być zimnym i zdystansowanym twardzielem. Okazuje się, że nie wszyscy uważają za przywilej możliwość wykonania pierwszego kroku w stronę wybranki. Okazuje się, że wielu nie znajduje się w roli opiekuna i żywiciela rodziny. Na takim właśnie podłożu zakwita maskulizm.

Bez pracy nie ma...tylu zawałów?


Pierwszym argumentem wysuwanym na dowód, że lepiej jednak być mężczyzną, jest kwestia zatrudnienia. Według badań Eurostatu (Europejskiego Urzędu Statystycznego działającego od 1972 r. w Luksemburgu) sytuacja kobiet na rynku pracy nie przedstawia się korzystnie. Mimo że 80% Europejek skończyło co najmniej szkołę średnią (wśród panów wskaźnik ten wynosi 74%) oraz bez względu na to, że kobiety osiągają lepsze wyniki na studiach i stanowią ponad połowę absolwentów uczelni wyższych, w Unii Europejskiej odsetek bezrobocia wśród nich jest wyższy niż w przypadku mężczyzn. Mimo lepszego wykształcenia, podobnego doświadczenia i analogicznych umiejętności, ich udział w rynku zatrudnienia jest ograniczony. Ich zarobki są niższe średnio o 15%, a dostęp do awansu i szkoleń podnoszących kwalifikacje – utrudniony. Pracują w gorzej płatnych „zawodach sfeminizowanych” i odczuwają skutki deficytu instytucjonalnego systemu opieki nad dziećmi oraz podwójnego obciążenia wynikającego z przymusu godzenia obowiązków domowych i zawodowych, przy jednoczesnym postrzeganiu ich jako pracowników mniej dyspozycyjnych i lojalnych. Tak wygląda jedna strona medalu. Owszem, mężczyźni szukają zajęć dochodowych, podejmują prace prestiżowe, pną się po śliskich szczeblach kariery. Ale jeśli spojrzeć na przyczyny i koszty alternatywne ich wyborów, niekoniecznie jest czego zazdrościć. Przede wszystkim wydaje się, że kierują się mniej własnymi przekonaniami i zainteresowaniami, a bardziej społeczną presją, która pcha ich ku określonym decyzjom. Czy nie jest wszak oczywiste, że mężczyzna powinien wykonywać zawód odpowiedni dla płci, odpowiedzialny i honorowany wysokim wynagrodzeniem? Przecież to on winien być żywicielem rodziny, zarabiać więcej niż żona, zapewnić dobrobyt i utrzymanie potomstwa. Uważa się, że taki stan rzeczy przekłada się na statystyki i badania nad samobójcami. Wynika z nich, że obciążenie narzucane na męskie barki i psychikę odpowiedzialne jest za to, że 83% osób odbierających sobie życie to właśnie posiadacze chromosomów X i Y. Częściej również zapadają oni na choroby wieńcowe, a w grupie wiekowej od 55 do 64 lat ich śmiertelność jest znacznie wyższa niż u kobiet.

Presja społeczna i kulturowa sprawia, że czasem panowie wybierają pracę mniej satysfakcjonującą tylko dlatego, że daje niższe dochody lub po prostu jest zbyt kobieca. Analiza proporcji płci wśród pielęgniarzy, wychowawców przedszkolnych czy pracowników żłobków uwidacznia znaczne nierówności. Oczywiście można powiedzieć, że po prostu wśród panów nie ma popytu na wykonywanie tego typu zawodów. Ale warto raczej zapytać o przyczyny tego braku zainteresowania. Przecież mężczyźni mają dobre podejście do dzieci, potrafią zdobyć ich uznanie i zaufanie, posiadają autorytet. Jednak, choć oficjalnie nikt nie zamyka przed nimi drzwi do pewnych profesji, mniej lub bardziej świadomie ich unikają. Za przyczynę uznaje się presję środowiska i tradycji – są wszak zawody, które narażają na śmieszność, podważają męskość czy nawet budzą podejrzenia o niezdrowe skłonności. Nawet słownik jest w tej dziedzinie nieco seksistowski. Sprzątaczka, opiekunka i praczka, jakoś naturalnie brzmią w sfeminizowanej wersji. Wszak już od najmłodszych lat naszymi dziećmi opiekuje się niańka, a nie nianiek; przedszkolanka, a nie przedszkolanek.

Inną niesprawiedliwością jest, według maskulistów, kwestia wieku emerytalnego. Mężczyźni otrzymują wprawdzie wyższe wynagrodzenie, okupują to jednakże obowiązkiem pracy aż o pięć lat dłużej niż ma to miejsce w przypadku ich koleżanek. Kobiety prowadzą batalię o wyższe emerytury, ale równie dobrze panowie mogą czuć się uprawnieni do walki o zrównanie wieku emerytalnego. Ba, nawet o obniżenie jego pułapu. Wszak skoro żyją krócej i tak mają znacznie mniej czasu na nacieszenie się urokami niezależności od szefa i permanentnymi wakacjami. Zgodnie z konstrukcją obecnego systemu, przestają pracować o 5 lat później, a żyją przeciętnie o 9 lat krócej od pań. Są zatem pozbawieni sporej części czasu na napawanie się radościami „wesołego życia staruszka” (czy życie polskiego staruszka rzeczywiście jest takie wesołe to już inna kwestia). Kobiety wcześniej przechodzą w stan spoczynku zawodowego i dłużej korzystają z systemu emerytalnego. Dokonana w taki sposób redystrybucja dochodu narodowego otwarcie faworyzuje kobiety, które już i tak, według maskulistów powtarzam, cieszą się znacznymi przywilejami. W końcu to właśnie im przysługują urlopy wychowawcze, nie obciąża ich się nieskończoną liczbą nadgodzin i nie oczekuje poświęceń na rzecz firmy. Panie oddawać się mają domowi i rodzinie, panowie- zostawać po godzinach w biurze i pracować na nocne zmiany.

Choć zupa nie była za słona

Zgodnie ze statystykami kobiety są częściej bite i policzkowane. Przekłada się to na akcje reklamowe i kampanie społeczne słusznie pouczające, że nieco za mocno przyprawiona zupa nie może być w żadnym wypadku pretekstem do znęcania się nad partnerką. Przemocy fizycznej nie można usprawiedliwiać. Można jednak zapytać o reakcje na przemoc psychiczną. Bowiem tu to właśnie panie wiodą niechlubny prym – częściej grożą, stosują obelgi, wyzwiska, inwektywy. Fizyczną słabość obijają sobie przede wszystkim krzycząc i obrażając partnerów. Jednak częstokroć również one stosują przemoc cielesną i co więcej z reguły przymyka się na to oczy. Jeśli kobieta bije, to albo w obronie własnej, albo... bo mąż zasłużył – czy to przepił pensję, czy to oglądał się za młodszymi, czy to jak zwykle przepadł z kolegami. Stereotyp silnego, często agresywnego samca, usprawiedliwia ofensywę ze strony „słabej płci”. Bezsilność niewiast i przewaga fizyczna panów wystawiłyby na pośmiewisko tego, kto chciałby poskarżyć się, że żona go bije. Wszak wizerunek połowicy z wałkiem czy patelnią jest raczej zabawny i schematyczny. Niestety, przemoc domowa wbrew pozorom i częściej niż się przypuszcza, skierowana jest przeciw panom. Tendencyjne kampanie publicystyczne często rodzą postawy wręcz mizoandryczne, a wizerunki emitowane przez filmy i telewizję utrwalają przekonanie, że spoliczkowanie faceta to nic takiego. Czy nie daje to przyzwolenia do nadużyć? Z badań przeprowadzonych w 1997 roku w Kalifornii wynika, że 20% kobiet dopuściło się przemocy względem partnerów. 80% przyznało, że przyczyną nie była samoobrona, a chęć zwrócenia uwagi, rozwiązania kłótni czy osiągnięcia podniecenia seksualnego. Zgodnie z innymi statystykami, zebranymi trzy lata wcześniej również w Kanadzie, „zaledwie” 26% panów i aż 39% pań dopuściło się incydentów, kopania, bicia, gryzienia i rzucania przedmiotami. Motyw – wściekłość, zazdrość, frustracja, wpływ środków odurzających. Pobudki do znęcania się nie są szczególnie wysublimowane, ciekawsze są formy, które przybiera. Zaciąganie długów na karcie kredytowej wybranka, blokowanie przelewów finansowych, pokazowe flirtowanie. Mężczyźni niemało muszą znieść. Jeśli partnerka była molestowana w dzieciństwie, często odreagowuje w dorosłych związkach bijąc męża. To jeszcze można w pewien sposób zrozumieć, wytłumaczyć psychologią, wybaczyć. Ciężej tolerować inne przyczyny wybuchów złości – problemy alkoholowe, stosowanie antydepresantów, menopauzę czy nawet zaburzenia odżywiania – wszystko to może z łatwością przeistoczyć się w agresję. Mąż alkoholik to tragedia, podczas gdy pijąca żona wzbudza raczej litość. Męski kryzys wieku średniego to synonim romansów, zdrad i godnego politowania poszukiwania dowodów sprawności; kobieca menopauza to natura, niekontrolowana i niezależna od pań bitwa hormonów. Czy to w porządku?

Skoro mężczyźni to z reguły ci źli, nikogo nie dziwią pewne szablony przyjęte w ich relacjach z dziećmi. Już od momentu poczęcia płód znajduje się raczej pod kontrolą matki niż ojca. Wszak, w warunkach europejskich bynajmniej, to właśnie ona podejmuje decyzję o ewentualnym usunięciu bądź utrzymaniu ciąży. Jej „wyrok” jest jednostronny, indywidualny i nie powinno się go kontestować; jej ciało, jej wola. Zgoda, ale skoro wyklucza się współdecydowanie mężczyzny w przypadku aborcji, czemu z drugiej strony narzuca się na niego odpowiedzialność, jeśli kobieta jednak urodzi? W momencie podejmowania wyboru o tym, czy w ogóle urodzić odsuwa się go od głosu tak, jakby w zasadzie dziecko nie miało z nim wiele wspólnego. W chwili, gdy dziecko przychodzi na świat nagle staje się opiekunem, który ma się o malca troszczyć albo bezpośrednio, albo co najmniej za pośrednictwem alimentów. Swoją drogą, jeśli wybierać między opieką sprawowaną osobiście bądź wykonywaną w formie alimentów często okazuje się, że do tej pierwszej predestynowane są raczej mamy, podczas gdy ojcowie świetnie nadają się do roli kuratorów finansowych. Tak bynajmniej wynika ze statystyk rozwodowych. W teorii postępowanie dowodowe to rzetelne zeznania świadków, relacje biegłych i opinie specjalistów z ośrodków diagnostyczno-konsultacyjnych. W teorii na decyzję o tym, komu przyznać opiekę wpływają indywidualne predyspozycje i możliwości, więź emocjonalna, gwarancje należytego wykonania kurateli w chwili obecnej i w przyszłości czy warunki lokalowe. Płeć jest czynnikiem drugorzędnym. W teorii. W rzeczywistości, w 75% przypadków opiekę nad dzieckiem przyznaje się kobiecie. W 22% – obojgu rodzicom, przy czym wówczas wyznacza się opiekuna głównego, którym zasadniczo zostaje matka. Status głównego opiekuna ojcowie dostają zaledwie w 3% przypadków, z reguły gdy matka jest alkoholiczką, narkomanką lub siedzi w więzieniu. A męski nadzór wcale nie musi być gorszy od kobiecego. Dowodzi się, że dzieci przyznane ojcom osiągają lepsze wyniki w nauce i rzadziej popadają w konflikty z prawem. Co więcej, ograniczanie ojcowskiej opieki i dostępu do potomstwa nie jest do końca humanitarne. Odsunięci od pociech panowie często lądują na szezlongach psychologów, warsztatach i spotkaniach grup wsparcia. Coraz częściej też stają się przedmiotem zainteresowania badaczy i pisarzy. Znany z serii książek o tematyce damsko-męskiej, amerykański autor Warren Farrell, szczegółowo przyjrzał się zjawisku rozkładu relacji małżeńskich na przełomie lat 80. i 90. Poświęcił wiele stron układom wewnątrz rozpadających się związków oraz utracie kontaktów między ojcami a dziećmi w przypadku rozwodu. Ale według maskulistów i tak nikt nie bierze sobie tego do serca; i tak wiadomo, że nie ma jak u mamy.

Matka Polka i Wojak Szwejk


Mężczyźni mają rozwinięty nie tylko instynkt macierzyński. Posiadają również, tradycyjnie przypisywany paniom, zmysł estetyczny i potrzebę dbania o siebie. Skoro koleżanki mogą depilować nogi, maskować niedostatki cery makijażem i tuszować niedoskonałości figury ubiorem, nie powinno się utrudniać panom podejmowania podobnych kroków. Dyskryminacja wizualna? Upośledzenie estetyczne? Jak zwał tak zwał, nie jest to jednak fair by pomalowaną kobietę uważać za zadbaną, a zadbanego mężczyznę za metroseksualnego; dobrze ubraną panią za modną, a modnego pana za geja. Niestety tak właśnie bywa; to co u niewiasty wynagradza się komplementem, u gentlemana uznaje się za śmieszne, żałosne, komiczne, odpychające. Podobnie z uczuciami. Płeć piękna to jednostki uczuciowe, empatyczne, szukające kompromisów. Nie to co płeć silna – hamujący uczucia twardziele, przebiegli gracze, ambitni spryciarze. Uważa się, że to między innymi z możliwość swobodnego wyrażania uczuć i utrzymywania trwalszych więzi emocjonalnych, owocuje większym szczęściem osobistym, lepszym zdrowiem psychicznym i fizycznym oraz dłuższym życiem dam. Co więcej, te ostatnie otoczone są lepszą opieką medyczną, zarówno w zakresie prewencji jak i samego leczenia. Profilaktyka nowotworowa może być tu przykładem; porównajmy tylko raka piersi i raka prostaty. Z jednej strony – nagłośnione kampanie prozdrowotne upowszechniające mammografię, z drugiej – podział specjalizacji lekarskich, który łączy dolegliwości typowo męskie z powszechnymi chorobami ogólnoludzkimi.

Lista kłopotów jest długa. Kolejnym na niej punkt to służba wojskowa. Przede wszystkim, już sam fakt zaciągu do armii oraz umieralności podczas konfliktów może oburzać. Mężczyźni stanowią większość, a czasem całość poboru przymusowego. Zdarza się, że rekrutowani są już w wieku 14 lat, zdarza się, że nigdy nie wracają do domów ginąc podczas starć. Choć stanowią większość ofiar, rzadko poświęca się temu większą uwagę. Opinia publiczna skupia się raczej na przypadkach gwałtów wojennych, tragicznej sytuacji dzieci, brutalnym traktowaniu jeńców. Konflikt afgański unaocznił, ukrywane do tej pory za czadorem, prześladowania i dyskryminację kobiet. Mało kto zwrócił uwagę, że w chwili pokonania Talibów, zdziesiątkowani panowie stanowili zaledwie 35% populacji kraju. Zabójstwo żołnierza jest usprawiedliwione, w końcu to on walczy, jest agresywny, sam jest sobie po trosze winien. Czy jednak na pewno? Przecież wojny prowadzone są przez armię, a te ostatnie spełniają tylko rolę narzędzia w rękach rządzących, są zapleczem społeczeństwa. Skoro żyjemy w demokracji i każdy obywatel odpowiada za działania i losy swojego państwa to kobiety, na równi z panami odpowiedzialne są za poczynania wojska. Zwłaszcza, że działa ono również w ich interesie: broni granic, utwierdza suwerenność, daje bezpieczeństwo i możliwość defensywy. Kolejny mit: gdyby rządziły kobiety, wojen po prostu by nie było. A niby czemu? Przewertujmy karty historii. Caryca Katarzyna – napaść na Rzeczpospolitą, Indira Gandhi – konflikt z Pakistanem, Benazir Brutto – spór z Indiami, Margaret Tacher – wojna o Falklandy z Argentyną, Condoleeza Rica – zwolennik napaści na Iran, Afganistan, Irak. Kobieta i pacyfista to nie synonimy. To tradycyjny podział ról społecznych tworzy takie wrażenie. Panie do garów, panowie „bagnet na broń, trzeba krwi”. A przecież mężczyźni wcale nie muszą być brutalni i silni. Skoro są wśród nich jednostki słabsze, wrażliwe, pacyfiści, to czemu zaprzęgać ich do walk; czemu zmuszać ich do czegoś, z czego panie zaocznie się zwalnia? Według maskulistów płeć piękna już i tak ma łatwiej. Niższe kryteria przy ocenie sprawności fizycznej, łagodniejsze oceny na zajęciach z przysposobienia obronnego, ogromne pieniądze otrzymywane za bicie rekordów na niższym niż męski poziomie. No i jeszcze ten blichtr i uprzywilejowanie na każdym kroku. Hucznie obchodzimy dzień kobiet, a kto świętuje dzień mężczyzn? Tak wiele mówi się o prawach kobiet, a czy ktoś słyszał o prawach mężczyzn?

I na koniec polityka. Punkt iście zapalny. Już samo hasło przekazania kobietom władzy wywołuje alergię. Przekazanie oznacza, że panie nie są zdolne dojść do tego same. To z kolei znaczy, że albo nie są wystarczająco kompetentne, albo niedostatecznie zainteresowane kwestią, albo, że nie mają społecznego poparcia. Nie wypada naginać reguł demokracji na siłę wpychając do partii i parlamentów panie. Parytet płci to może dobry pomysł, ale z drugiej strony również wybory nie są błędną ideą. To podczas nich decydujemy kogo dopuszczamy do rządów i nasze kryteria oceny skupiają się raczej na wykształceniu, osiągnięciach, programie i projektach, niż na płci. A niestety (dla feministek) nawet same panie chętniej głosują na mężczyzn. Z drugiej strony zapewniając reprezentację paniom wywołać możemy dyskusję wśród innych silnych a niezadowalająco reprezentowanych grup społecznych. Niech przykładem będą rolnicy, młodzież czy homoseksualiści. Płeć nie musi być przecież kryterium najważniejszym.

Kolejne zagadnienie to fakt, że już i tak wszystkie rządy niezależnie od ideologicznych barw, zajmują się kwestią kobiet w stopniu nieporównywalnie większym niż problemami panów. Wspomniane już wyżej prawa mężczyzn, przemoc wobec nich, dostęp do dzieci w przypadku rozwodu, wszystko to w debacie politycznej nie istnieje. Istnieje za to silne żeńskie lobby dopominające się stale o to, czego brak paniom. Skutek jest taki, że partie kobiet często jako integralne postulaty traktują wolność aborcji czy wyższe pensje, a nie merytoryczne i przyziemne kwestie szeroko pojętej służby zdrowia, polityki wewnętrznej, finansów. Ich walka o władzę odbywa się pod hasłami uzyskania dostępu do większej władzy. Maskuliści widzą w tym sprzeczność. Czy tylko oni?

Maskulizm to coś więcej niż bunt wobec przepuszczania w drzwiach, ustępowania miejsca w zatłoczonym autobusie, noszenia ciężkich toreb, kupowania kwiatów i całowania rączek; wobec zapraszania na randki i płacenia za kino, kolację i drinki; wobec zniżek lub darmowych wstępów do klubów. To ideologia sformułowana jako dopełnienie i realizacja głoszonego przez feminizm postulatu równości. Tak, aby wyrównywanie praw nie oznaczało dyskryminacji.

Źródła:
  1. www.fundacjamama.pl/.
  2. www.krotoszynski.wordpress.com/.
  3. www.konflikty.pl/.
  4. www.maskulizm.org/.
  5. www.maskulizm.pl/.
  6. www.money.pl/.
  7. www.warrenfarrell.com/.
  8. www.wici.info/.
  9. www.wstroneojca.pl/.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora.
Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Inne:  Feminizm  
Hmm, kontrowersyjny artykuł. Z jednej strony ciekawy bo zwraca uwagę na ważną rzecz jaką jest dyskryminowanie panów w procesach o opiekę nad dzieckiem (problem jest baaardzo znaczący). Natomiast większość pozostałych argumentów jest niestety dość mglista i ma cechy raczej biadolenia jak to panom ciężko w życiu niż rzeczowych argumentów. Żeby nie być gołosłownym odpowiem po kolei na argumenty wysuwane przez autorkę: Panowie mają w życiu ciężko bo: 1. Ich trudne życie zawodowe (odpowiedzialne zawody wykonywane często bez pasji, praca po godzinach, stresujące pięcie się po drabinie kariery) to nie wybór własny ale kwestia presji społecznej (presji z powodu szacunku do mężczyzn o pewnej pozycji, presji na zapewnienie bytu rodzinie). Ale: zastanówmy sie kto wywiera tę presję. Czy nie mężczyźni aby? i czy nie dlatego że to IM (a nie paniom) wydaje się niedopuszczalne aby zarabiać mniej niż żona albo w ogóle być "kogutem domowym"? wydaje mi sie że paniom to nie przeszkadza. Panowie walczą (i rzeczywiście wcześniej przez tą walkę umierają) ale walczą o pozycję wśród samców. o uznanie innych samców. Spotkałam się z artykułem o mężczyznach którzy brali urlopy wychowawcze lub zostawali z domu z dzieckiem gdy żona pracowała. Żalili się iż w swoim srodowisku zawodowym byli wyśmiewani i posądzani o (sic!) pedofilię - ale jedynie przez PANÓW! Pozostaje oczywiście argument wymagającej głupiej partnerki która oczekuje od swojego macho czerwonego kabrioleta i futra z norek. Warto jednak sie zastanowić czy np 50 letni pan będzie o to walczył dla swojej 50 letniej żony czy dla 20 letniej nowej partnerki czy kochanki? Bo jesli dla tej drugiej to wybór takiej partnerki i sprostania jej wymaganiom śwwiadczą o tym mężczyźnie dość dobitnie i niczego więcej dodawać nie trzeba. 2. to kobietom przysługuje wychowawczy. oczywista nieprawda. Mężczyzna może tak samo jak kobieta pójść na wychowawczy. Inna kwestia to macierzyński ale wynika z konieczności regeneracji kobiety po ciąży i porodzie (panowie tego chyba nie przechodzą) i KARMIENIA PIERSIĄ. to nie jest przywilej kobiet tylko biologiczna konieczność i myślę że te 4 mieisące po porodzie i spustoszeniu jakim jest ciążą akurat bilansują się na zero. kwestia brania urlopu wychowawczego przez panów zostala już omówiona w punkcie 1. 3.panowie mają wyższy wiek emerytalny choć żyją krócej. Prawda. chociaż to dlaczego żyją krócej omówiono już w punkcie 1. to nie zmienia to faktu że wiek emerytalny powinien być identyczny dla obu płci a zróżnicowany jedynie w zależności od wykonywanych zawodów. ALE! zastanówmy się kto ustalił ten wiek emerytalny i dlaczego? nie były to czasem rządy w latach powojennych? a jaka wtedy była proporcja pań do panów w parlamencie i rządach? W niektórych krajach kobiety nie miały wtedy nawet praw wyborczych. wiek emerytalny został więc w ten sposób ustalony przez mężczyzn. A dlaczego? bo kobieta ma naturalną funkcję rodzinno domową i powinna wcześniej przejść na emeryturę żeby być BABCIĄ podczas gdy meżczyzna w schyłkowej fazie kariery osiąga najwyższe stopnie dyrektora, generała profesora. 4. problem przemocy w rodzinie i patologii społecznych jest tradycyjnym problemem kobiet. natomiast kiedy dotyka mężczyzny jest bagatelizowany. Nie zgadzam się. Uważam że jeśli ktoś jest bity w domu to jest to taka sama tragedia. Problem nie polega na tym że mężczyzna nie zgłąsza się z problemem bo się wstydzi wyśmiania. Problem polega na tym że OFIARA się nie zgłassza z powodu wstydu, strachu. Kobiety i mężczyźni sa takimi samymi ofiarami. nie ma lepszych i gorszych ofiar. 5.postrzeganie zabanych panów jako metroseksulanych albo gejów. To prawda. jest to nie fair. Ale kto ich tak postrzega? Czy panie mają coś przeciwko temu żeby ich parter używał kremu na przesuszoną goleniem skórę? albo żeby umiał sobie sam wybrać dopasowany kolorystycznie strój zamiast wysyłać ją po kurtki i majtki? chyba nie. przynajmniej ja nie zauważyłam. więc kto tych biednych panów tak dyskryminująco postrzega? chyba znów panowie. do tego kwestia postrzegania jako geja. jeśli jakaś kobieta tak oceni mężczyznę będzie to w iększości przypadków opinią taką samą wartościująco jak stwierdzenie że ktoś jest blondynem lub brunetem. Dopiero podejrzenie o gejostwo w ustach innego mężczyzny staje się obelgą 6. presja kulturowa na styl macho odbiera mężczyznom szansę na głegobie i szczęśliwe życie emocjonalne i zdrowie psychiczne. Ok ale ponownie - kto wywiera tę presję? czekam na posty pań którym przeszkadzałoby jeśli męższczyźni w ich rodzinach i otoczeniu byliby czułymi mężami i ojcami, troskliwymi braćmi i kochającymi synami. Chyba się jednak nie doczekam. Mężczyźni sami stworzyli sobie świat w którym okazanie uczuć komuś innemu niż kobieta w sytuacji łóżkowej jest oznaką słabości, rozklejania się i bycia babą. Za przykład mogę podać to że zajęło mi 3 lata żeby namówić męża do powiedzenia jego ojcu słów "kocham cię" po raz pierwszy i jedyny w życiu. Niestety nie udało mi się jeszcze namówić go i jego braci do tego zeby okazywali sobie uczucia inne niż "stary ale fajną brykę widziałem" albo "stary zagramy w nogę" bo gdyby powiedzieli sobie coś w stylu " dziękuje że jestes dla mnie dobrym bratem, cenię cię i szanuję, kocham" to by ich to brzydziło albo straciliby szacunek do siebie. I to są dorośli, wykształceni inteligentni mężczyźni! Ale niestety samiec walczy o pozycję wśród innych samców i musi jązdobyć siła i strachem. Cóż, ich wybór 7.kobiety mają lepszą profilatykę i opiekę medyczną. Może dlatego że chodzą do lekarza? nie bagatelizują zdrowia? A mężczyzna prędzej trafi do kostnicy niż do lekarza. W trakcie organizowanych akcji badań dla meżczyzn w moim mieście nie ma chętnych panów. Tak samo w mojej rodzinie. Mężczyzna pójdzie do szpitala - owszem - jak go tam zawiezie karetka. ale sam na profilaktykę? to chyba tylko mięczaki i słabeusze. no przecież nie on młody bóg okaz sił i zdrowia! nie no, on jest przecież w wyśmienitej formie. nie jednemu by jeszcze pokazał! Oto niestety mentalność panów. 8. wojny i śmierć żołnierzy. Autorka dopisuje komentarz że kobiety nie są pacyfistkami i kobiety u władzy jak Katarzyna II też angażują się w konflikty i są odpowiedzialne za żołnierzy ginących w ich imieniu i ich obronie. no przepraszam bardzo. Po kolei. kobiety u władzy. Cóż na tych 5 przypadkach chyba się kończy historia damskich wojen (no jeszcze królowe Elżbieta i Wiktoria w Anglii). zwróćmy tylko uwagę że do władzy na przestrzeni historii dochodziły tylko takie kobiety (bo tylko takie miały szansę się przebić) które były na tyle męskie aby wbić się do świata polityki i w nim przetrwać zyskując szacunek i strach mężczyzn. Czyli wyjątki. Dalej. czy w tych krajach gdzie zdziesiątkowano meżczyzn widział ktoś bandy kobiet latające z karabinami żeby pomordować kobiety i dzieci w sąsiednich wioskach/krajach? Jakoś nie słyszałam. Ze kobiety są odpowiedzialne za smierć żółnierzy walczących w ich imieniu? zapytajcie się kobiet afgańskich czy czują się odpowiedzialne za talibów którzy ich "bronią" Albo przeczytajcie na psz artykuł maćka konarskiego o gwałcie jako narzędziu wojny i o tym jak ci broniący żołnierze gwałcą kobiety których bronią przed obcymi gwałcicielami. Myślę że żadnej rozsadnej kobiecie nie zależy na tym żeby jej mąż syn stał się bandytą z karabinem i napadał sąsiednie wioski/kraje dokonując tam rzezi i gwałtów na innych kobietach w imię religii, czy narkotyków. Przykro mi to stwierdzić ale wojnę wymyślili mężczyźni. jeśli kobiety sa w nią wciągane lub wchodzą w to bagno z własnej woli to stanowią zawsze margines, nigdy motor zbrodni. Nawet w wojnach tzw. slusznych wydaje mi się że matki i żony wolałyby żyć ze swoimi mężami i synami w podbitym kraju niż wysyłać ich na honorową powstańczą śmierć. Niestety wojna to: a) zabawa chłopców w dizki zachód (nie ważne czy na serio zabawa czy niby to honorowa postawa) b)przemoc seksualna c) walka o władzę i pieniądze - gdzie władza jest w rękach mężczyzn. A ten straszny pobór chłopców (choć ze jest straszny nie zaprzeczam) kto organizuje? Mężczyźni w sztabie generalnym bawiący się w wojsko. 9. i ostatni argument o kobietach które nie chcą, nie umieją nie sa kompetente aby przejąć władzę. Wystarczy podać przykład szwajcarrii gdzie kobiety otrzymały prawa wyborcze dopiero W LATACH 70-tych!!! Bo ie chciały? Niie umiały? Nie! Bo wymagało to zmiany konstytucji. A zmiana konstytucji wymagała zgody obywateli w ogólbnonarodowym referendum. Oczywiście obywateli którzy mają prawa wyborcze - czyli jedynie mężczyzn. Koniec kropka
Ola, 2009/05/08 04:41
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Nie bez przyczyny Zbigniew Brzeziński w swej „Wielkiej szachownicy” obok Niemiec, Francji i Rosji umieścił właśnie Chiny i Indie jako państwa prowadzące wielowymiarową politykę. Chiński tygrys i indyjski słoń śmiało wyrażają swoje cele. Czy możliwa jest zatem współpraca między...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny