Daniel S. Zbytek: Pytania w cieniu śmierci
-
Daniel S. Zbytek
Polacy byli jak się okazało jedynymi obok Chińczyków obcokrajowcami, którzy pracowali w niebezpiecznym regionie Pakistanu. Brawura czy po prostu brak reakcji tych, którzy winni za bezpieczeństwo polskich obywateli zagranicą odpowiadać?
Zamordowano człowieka. Daleko od naszego kraju, w Pakistanie. Polskiego inżyniera, który pracował poszukując złóż gazu ziemnego i ropy naftowej, na pograniczu Pakistanu i Afganistanu, na terenach, gdzie od kilku lat toczą się zaciekłe walki między miejscowymi islamskimi fundamentalistami i rządowymi wojskami.
Mord na niewinnym człowieku wywołał w Polsce polityczna hucpę. Poddaje się w wątpliwość sprawność polskiego rządu, niewydolność służb specjalnych, brak zainteresowania mediów, a przede wszystkim oskarża się pakistański rząd, że nie uratował polskiego obywatela.
Nigdzie jednak nie widziałem żadnego pytania, czy podjęto wcześniej jakiekolwiek działania, które umożliwiłyby uniknięcie tragedii.
Po pierwsze nasuwa się pytanie: co właściwie robili Polacy w kraju, w którym od kilku lat toczy się, z coraz większym nasileniem, wojna domowa?
Polacy, zatrudnieni przez Geofizykę Kraków, jak się okazało byli, obok Chińczyków, jedynymi obcokrajowcami, którzy pracowali na tym terenie. Inni wyjechali już dawno, kilka lat temu, gdy tylko zaczęły się walki. Dlaczego więc Polacy zostali? Czy było to bohaterstwo, czy też raczej niepotrzebna brawura lub po prostu brak reakcji tych, którzy winni za bezpieczeństwo polskich obywateli zagranicą odpowiadać?
Nie ma wątpliwości, że to trzecie. To nie jest wina zamordowanego inżyniera, ani też innych pracowników Geofizyki. Oni przyjechali po pieniądze, tym bardziej, że w Polsce trudno dziś o pracę, szczególnie w zawodzie geologa. Jednakże za bezpieczeństwo polskich obywateli za granicą odpowiada polskie państwo, dysponujące odpowiednimi służbami – przede wszystkim dyplomacją, a także wywiadem. Jaki był sens trzymania Polaków w rejonach, gdzie toczyła się wojna? Możemy zrozumieć Chińczyków, pogranicze pakistańsko-afgańskie to także pogranicze Chin – po drugiej stronie chińsko-pakistańskiej granicy leży bardzo niespokojny region, zamieszkany przez ludność muzułmańską, a dla Pekinu te tereny mają istotne znaczenie gospodarcze – tędy przebiegają rurociągi i drogi, którymi kierowany jest chiński eksport. Pakistańscy talibowie porwali kilka miesięcy temu także kilku Chińczyków i od wielu miesięcy ich przetrzymują. Ostatnio jeden z nich został nawet zwolniony. Nie porównujmy się do Chińczyków: ich kalkulacja jest odmienna, niż w przypadku zarobkowego pobytu Polaków – niewątpliwie pracujący w Pakistanie Chińczycy przekazywali swojemu krajowi niezbędne informacje wywiadowcze – przede wszystkim, bardzo istotne, z dziedziny tzw. „białego” wywiadu, czyli danych o nastrojach ludności, polityce talibów na zajętych przez nich terytoriach, sytuacji ekonomicznej i socjalnej.
Dla talibów Chińczycy to istotny partner polityczny. Pekin, podobnie jak talibowie, niechętnie odnosi się do obecności Amerykanów i pozostałych przedstawicieli wojsk NATO na terenach położonych w pobliżu granic Państwa Środka. Nie ma wątpliwości, że działania talibów, zarówno w Afganistanie, jak i Pakistanie, są Chińczykom na rękę. Destabilizują cały region, ale w tym układzie problemy Pekinu na muzułmańskich terenach Chin schodzą na plan drugi.
Polacy postrzegani byli w Pakistanie przede wszystkim jako biali, chrześcijanie, czyli ludzie wrodzy – w perspektywie islamskich fundamentalistów – wyznawcom „prawdziwej wiary”. Ponadto sprzyjający Amerykanom, a to już samo w sobie jest wyrokiem śmierci.
Nie oszukujmy się, szanse Polaka na wydostanie się z niewoli u talibów były zerowe. Sam akt porwania o tym świadczył – zastrzelono z zimną krwią towarzyszących Polakowi miejscowych współpracowników. Ich winą było to, że służyli obcym, z którymi Talibowie toczą wojnę na śmierć i życie. Talibowie to terroryści, ale cieszący się silnym poparciem miejscowej ludności, a po prawdzie, w zdecydowanej większości, są to po prostu miejscowi chłopi, walczący z obcymi, którzy najechali ich ziemie. Pakistan i Afganistan zamieszkują ludzie tej samej narodowości (Pusztuni), dla których granica pakistańsko-afgańska jest fikcją kartograficzną.
Wykonanie wyroku śmierci na Polaku przekładano na stosowny moment, kiedy będzie można odnieść odpowiedni efekt propagandowy. W tym przypadku talibowie się przeliczyli – poza Polską i Pakistanem nikt na świecie nie zwrócił uwagi na mord. Codziennie w Pakistanie giną ludzie, śmierć polskiego inżyniera była zbyt mało nośna medialnie, aby mogła kogokolwiek zainteresować.
Jakie wnioski można wyciągnąć z tej śmierci, co należałoby zrobić, aby podobna sytuacja się nie powtórzyła?
Po pierwsze, polska dyplomacja musi aktywnie zająć się bezpieczeństwem cywilnych obywateli polskich. Nie dopuszczać sytuacji, że będą oni pracować narażeni na śmierć w nie naszych wojnach. Po prostu, tak jak w przypadku obywateli innych państw Europy i Ameryki Północnej, nie można zezwalać polskim przedsiębiorstwom na prowadzenie działalności na terenach, gdzie toczy się jakakolwiek wojna. Życie ludzkie nie jest warte tych pieniędzy, jakie tam zarabiają.
Po drugie, jeżeli polski rząd podjął decyzję udziału w jakiejkolwiek awanturze wojennej, to trzeba z tego wyciągać wnioski. W Pakistanie tamtejszy rząd nie panuje nad sytuacją we własnym kraju. Zarzucanie im, że nie potrafili uwolnić Polaka, nie bierze pod uwagę faktu, że po prostu nie mogli – codziennie giną w walkach z talibami ich żołnierze, mordowani są urzędnicy i politycy. Jeżeli polski rząd walczy z terroryzmem w Afganistanie, to jedynym możliwym sojusznikiem w Pakistanie jest tamtejszy rząd. Powinniśmy z nimi rozmawiać, poznawać ich możliwości działania i ograniczenia. Amerykanie nam w tym nie pomogą – mają sami liczne problemy, uwikłani są w globalne zależności.
Jeżeli nam zależy na pakistańskiej opinii publicznej, polski rząd winien przekazać kondolencje współpracownikom Polaka – także zamordowanym przez talibów. To też byli ludzie, mieli rodziny, współpracowali z Polakami od wielu lat, nawiązali z nami więzy przyjaźni.
Póki co, robimy wszystko na odwrót – odmawiamy przyjęcia delegacji pakistańskiego parlamentu, co stwarzałoby szansę na pogłębienie naszej współpracy politycznej, zamykamy konsulat w Karaczi, gdzie jest centrum organizacji terrorystycznych, polski ambasador w Pakistanie w trakcie negocjacji wyjeżdża na urlop do kraju, dając w ten sposób jasny sygnał, że nam nie zależy na uratowaniu Polaka, polska prasa drukuje wywiady z różnymi dziwnymi generałami, którzy zalecają wymordowanie talibów przetrzymywanych w pakistańskich więzieniach lub wysłanie polskich jednostek specjalnych celem przeprowadzenia akcji odwetowych.
Zastanawiam się, skąd się bierze taka ilość bezmyślności, obojętności na rzeczywiste problemy, skłonności do picu. Czy rządzenie państwem ma polegać tylko na propagandzie?
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
Artykuł ukazał się pierwotnie w "Trybunie Robotniczej" Publikacja za zgodą redakcji.


Stefan Bratkowski nie żyje.
Prezydenci chcą zacieśnić współpracę polsko-słowacką