Inwestea Konsultea Wschod24 Afryka24 Pe24
Strona główna
Aleksandra Amal El-Maaytah: Do zobaczenia w sądzie? Drukuj Email
( 12 głosów)




Aleksandra Amal El-Maaytah   
02.03.2009.
Decyzja o wydaniu nakazu aresztowania prezydenta Baszira jest świadectwem przegranej całego świata. Społeczność międzynarodowa nie zdołała ocalić Darfuru, a bezmyślny i potencjalnie groźny w skutkach list gończy ma teraz uspokoić jej sumienie.
REKLAMA

Jest to z pewnością precedens. Nigdy wcześniej żadna głowa suwerennego państwa nie była ścigana międzynarodowym listem gończym, nawet jeśli swiatowa opinia publiczna i środowisko międzynarodowe miało świadomość zbrodni, których się dopuszczała. Tej sprawy nie da się porównać do sprawy Milosevica, Pinocheta, czy Saddama Husajna. W ich przypadkach koniec był już blisko, o ile właśnie nie nastąpił. Natomiast w przypadku prezydenta Sudanu, nakaz aresztowania to zdaje się być dopiero początkiem długiej i wyboistej drogi ku pokojowi i sprawiedliwości.

Etiopskie przysłowie mówi, że kot zapędzony w róg będzie walczył na śmierć i życie, do końca. Nie widząc ani ucholonego okna, ani innej drogi wyjścia, zaszantażowane zwierzę wie, że przeżyje tylko ono, albo przeciwnik. Dość często owa ludowa mądrość przekłada się na rzeczywistość polityczną, nie tylko krajów afrykańskich. Rzadko się zdarza, aby przywódca nie uległ pokusie dyktatury, gdy uświadamia sobie, jak łatwo może zostać usunięty i że po jego stronie została jedynie garstka ludzi. Czy więc międzynarodowy nakaz aresztowania prezydenta Sudanu, Omara Hasana al-Baszira, zamiast pomóc pogrążonemu w jednym z największych kryzysów humanitarnych w historii ludzkości państwu, nie doprowadzi do jego kompletnego rozpadu i anarchii? Czy pogłębi i rozprzesteni na cały kraj wojnę domową? Bo jak wyglądać ma praworządność w kraju, którego przywódca uznany jest na świecie za zbrodniarza?!

Zacznijmy od hybrydowej misji pokojowej Unii Afrykańskiej i Narodów Zjednoczonych UNAMID. Historia ich działalności w Sudanie to lista nużących już zażaleń, które mają poniekąd tłumaczyć jej nieudolność. Są to te same skargi, które wyrażała wcześniej misja Unii Afrykańskiej, a ONZ miał ją z tych rozterek wybawić. Najwyraźniej się nie udało. Pamietam swój gorzki śmiech, mieszankę smutku i żalu, gdy czytałam wypowiedź Rudolpha Adady, cywilnego szefa misji, mówiącego, że owszem, UNAMID to jest misja pokojowa, ale w Sudanie nie ma pokoju, który możnaby było utrzymać. Ta wypowiedź podsumowuje kilkuletnią kadencję misji, tak jakby mówili: „Jesteśmy tu po to, żeby ... no właśnie - po co?”.
Z planowanych 26 tys. żołnierzy, misji udało się zebrać jedynie połowę. Nieustanne prośby skierowane do całego środowiska międzynarodowego o helikoptery, sprzęt wywiadowczy i ludzi nie przyniosły znacznych efektów. Ponadto charakterystyczne dla misji ONZ-towskich jest to, że gdy zaczyna naprawdę dziać się źle, to są oni pierwszymi, którzy biorą nogi za pas. Nie jest to zarzut, tylko stwierdzenie faktów. Można więc podejrzewać i przypuszczać, że ludność cywilna nie będzie mogła na nich liczyć, gdy konflikt w Darfurze się zaostrzy. Szczególnie, że jeszcze latem 2008 roku coraz częstrze stawały się ataki na błękitne hełmy.

W sudańskich kręgach politycznych, już jesienią ubiegłego roku roku mówiło się o wprowadzeniu stanu wyjątkowego, jeśli sędziowie Międzynarodowego Trybunału Karnego wydadzą nakaz. Miałoby to uchronić Sudan przed międzynarodowym spiskiem dążącym do zdestabilizowania kraju – mówił jeden z parlamentarzystów sudańskich. Zgodnie z konstytucją stan wyjątkowy prezydent może wprowadzić tylko za zgodą wice-prezydenta, którym w Sudanie jest Salva Kiir – niegdysiejszy wróg Baszira, a dziś lider autonomicznego Południa.

Jednak nawet w rządzącym Kongresie Narodowym opinie są podzielone. Powoli bowiem Baszir staje się dla nich kulą u nogi. Wprowadzenie stanu wyjątkowego oznaczałoby nie tylko ukrócenie wolności obywatelskich ludności cywilnej i walkę ze „szpiegami”, którzy współpracowali z MTK, lecz także ograniczenie wolności polityków już znajdujących się na wysokich szczebalch władzy, a co za tym idzie ograniczenie możliwości pozbycia się Baszira. Zastąpienie obecnego prezydenta kimś innym z najwyższych szeregów władzy byłoby być może dobrym sygnałem dla środowiska międzynarodowego. Problem jednak polega na tym, iż tak naprawdę każdy, kto jest wstarczajaco silny, aby przejąć po nim prezydenturę - jak np. Ali Osman Taha, drugi wice-prezydent, czy Nafie Ali Nafie, bliski doradca Baszira i główny negocjator z partyzantami - może wkrótce również zostać oskarżony o współudział w zbrodniach.

Decyzja MTK zapewne jednak da możliwość wyrażenia antagonizmów panujących w partii rządzącej, a podział na dwa przeciwstawne sobie bloki znajdzie swój jaskrawszy wyraz. Po jednej stronie stoi własnie Ali Osman Taha, potencjalny kandydat na zastepcę Baszira i jego najbliższy współpracownik oraz szef wywiadu, Salah Abdullah Gosz, którzy chętniej ktokolwiek inny w Kongresie Narodoweym pozbyliby się osłabionego prezydenta, a po drugiej zaś lojaliści kurczowo trzymający się głowy państwa.

Tego typu sytuacja z jednej strony może w efekcie przynieśc „zamordyzm” w szeregach politycznych Sudanu, który także odzwierciedli się w częstszych atakach „odwetowych” na ludność cywilną Darfuru oraz w zwiększonym wsparciu dla czadyjskiej partyzantki. Z drugiej strony da to wymówkę i zachęci opozycję, w tym przede wszystkim partyzancki Ruch na rzecz Sprawiedliwości i Równości (JEM) do podjęcia kolejnej próby zamachu stanu i przejęcia władzy. Ten scenariusz analitycy oceniają jako wielce prawdopodobny.

Mimo wszystko obliczu zawieszonego procesu pokojowego, którego stagnacja być może w dużej mierze spowodowana była oczekiwaniem na decyzję MTK, sudańska opozycja jest paradoksalnie jednym z najgłośniejszych przeciwników wydania nakazu aresztowania. Przemawia za tym kilka argumentów. Trudny do realizacji proces pokojowy rozpoczęty w 2005 roku może stać się teraz absolutnie niemożliwy do spełnienia. Wszechstronne Porozumienie Pokojowe (CPA) zawarte w 2005 między Sudańskim Ludowym Ruchem Wyzwolenia (SPLM) a rządem w Chartumie zakłada bowiem sześcioletni proces stabilizacji kraju i osiągnięcia pokoju między niegdyś walczącymi ze sobą stronami i utworzenie rządu koalicyjnego między chrześcijańsko-animistycznym południem a islamską północą kraju. W 2011 roku ludność południowego Sudanu ma zdecydować o tym, czy chce się oddzielić od Chartumu. SPLM obawia się, że Baszir, któremu teraz może już nie zależeć na opinii międzynarodowej, wycofa się z obietnic i podpisanego układu.

Również JEM, który uważa się za jedyny poważny i liczący się patyzancki ruch antyrządowy, kontrolujący północną i wschodnią część Darfuru może wycofać się z inicjatyw pokojowych, jakie wysunął wcześniej wobec rządu. Chartum także nie będzie widział pożytku z kontynuowania rozmów, które przez opinię światową odbierane były jedynie jako chęć pokazania, iż Baszira stać na znak dobrej woli.

Decyzja MTK jest w mojej opinii świadectwem przegranej walki całego świata, a przede wszystkim Rady Bezpieczeństwa ONZ. Sudan próbował mediacji na arenie miedzynarodowej i wyraźnie szukał sposobu wyjścia z niewygodnej sytuacji, jednak nie otrzymał w zamian tak naprawdę żadnej alternatywy, prócz nieśmiałych propozycji podjęcia kwestii w kontekście afrykańskim. Chodziło bowiem o sądzenie prezydenta przed sądem narodowym. Unia Afrykańska popierała takową inicjatywę, jednak Sudan w swojej legislacji nie posiada kompetencji do sądzenia zbrodni przeciwko ludzkości, czy ludobójstwa. Etiopia wyszła wtedy z propozycją stworzenia afrykańskiego sądu-hybrydy, złożonego z sędziów afrykańskich. Ten pomysł zdecydowanie odrzucił jednak minister sprawiedliwości Sudanu. Owe propozycje miały stanowić przeciwwagę dla MTK, który już wiekrotnie oskarżany był o brak obiektywności. Trudno dziwić się takim oskarżeniom, skoro wszystkie sprawy będące obecnie na agendzie MTK dotyczą Czarnego Lądu!

Nie udało się też Sudanowi wywalczyć, mimo wsparcia Chin, odłożenia sprawy nakazu aresztowania o 12 miesięcy. Gdyby to się stało, ONZ mogłoby postawić konkretne i możliwe do spełnienia warunki prezydentowi, który zrobiłby wtedy wszystko, by ratować swój wizerunek.

Świat nie zdołał uratować Darfuru. Cała sprawa ze śledztwem wydaje się być kwestią honoru jednego upartego człowieka –Luisa Moreno Ocampo, który odżegnuje sie od polityki, mówiąc, że to, co robi, robi w imieniu sprawiedliwości. Jednak zastanawiam sie - co o sprawiedliwości może wiedzieć człowiek, który nigdy nie przekroczył granic Darfuru i nie widział kobiet, które ubranie rozszarpane przez milicję Dżandżałid noszą ciągle przy sobie, tak jakby nosiły zdjęcie swoich bliskich - aby nigdy nikt nie mógł im zarzucić, że to, co się stało, nie wydarzyło się naprawdę, nie było rzeczywistością? Gdyby zapytać zgwałcone kobiety Darfuru, czy wolałyby zobaczyc Baszira siedzącego przed panelem sędziów MTK, czy wrócic do swoich domów i nigdy już się nie bać stukotu końskich kopyt, ciekawe jak brzmiałaby odpowiedź... Sprawiedliwość, czy pokój? Co jest dla nich ważniejsze?

Jak to zwykle bywa w takich opowieściach, zapomina sie o prawdziwych ofiarach. Baszir być może stanie przed sądem, ale jest to wielce nieprawdopodne, a jeszcze mniej istotne. Najprawdopodniej będzie zachowywał się jak ten kot, który nie podda się póki sam nie padnie. A ludność Sudanu, jego matki, ojcowie i dzieci nie wiedzą już nawet z kim tak naprawdę mają walczyć.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Drukuj Email
 
Powiązane tagi:

Obszar:  Darfur  
Organizacje:  Międzynarodowy Trybunał Karny  
Panstwa:  Sudan  
Chiny akurat w tej kwestii średnio są "napalone" na intensywne działania i poprawianie swojego wizerunku. Nikt tego nie powie wprost, ale Chiny w Afryce prowadzą czysto kolonialną politykę polegającą na wydobyciu surowców i sprzedawaniu tam własnych towarów - dzięki czemu sporo wydanych na surowce pieniędzy powraca do skarbca w Pekinie. Nie można amoralnego reżimu podejrzewać o dobre intencje. Chiny miały już sporo czasu na wywarcie poważnego wpływu na Bashira, ale tego nie zrobiły. Natomiast Bashir może w każdej chwili zarządzić czystki, nawet gdyby nakazu aresztowania nie było, a "rozmowy pokojowe" trwałyby dalej. Zawsze znajdzie się jakieś uzasadnienie. Dyktatorzy już tak mają, że co jakiś czas muszą potwierdzić swoje władztwo i siłę, a najlepiej i najłatwiej zrobić to wyżywając się na najsłabszych. Z przyjemnością powrócę do dyskusji po jakimś czasie. Dziękuję za interesującą wymianę argumentów i zgadzam się, że chodzi nam o to samo; mamy tylko nieco inny punkt widzenia :) pozdrawiam serdecznie, Piotr Wołejko
Piotr Wołejko, 2009/03/08 12:46
Co do Chin: jasne, że jest to kraj chyba najbardziej na świecie oporny na argument prawoczłowieczny, ale z drugiej strony bardzo im zależy na wizerunku "dobrego wujka", co bardzo dobrze wiodać właśnie w Afryce. To wszystko grubymi nićmi szyte, ale gdyby tak naprzykład wysłać Chiny z misją "ratowania Sudanu", na pewno poczułyby pokusę. Mogłyby zyskać bardzo dużo na arenie międzynarodowej. I tak, zgadzam się, że zależy im tylko na surowcach, ale póki co, skoro USA nie może w Sudanie bezpośrednio wydobywać ropy, to Chiny i tak mają w tym rejonie przewagę. Wydaje się śmieszne i niereralne? Moim zdaniem absolutnie nie jest. Kraje, które same mają brudne ręce i nieczyste sumienie są pierwszymi, które innym lubią coś zarzucać. To nie chodzi o zerwanie więzi dyplomatycznych, ale podniesienie rangi Chin jako potencjalnego mediatora. Moim zdaniem coś by to przyniosło. Reasumując, wydaje mi się, że nam obojgo chodzi o to samo, tylko innymi środkami. Ja wiem, że dyplomacja to tak naprawdę klub dżentelmenów, którzy się ożywiają, jak jest gdzieś interes do zrobienia, a nie kiedy chodzi o życie i godność ludzkości. W zemście za nakaz aresztowania Baszir i jego zausznicy mogą dokonać kolejnych czystek. Dobrze by było wrócić do tej rozmowy za jakiś czas, kiedy będzie widać jakiś rozwój wydarzeń.
Amal El-Maaytah, 2009/03/07 11:24
Sudan jest kilkakrotnie większy od Iraku, więc opcja inwazji nie wchodzi raczej w grę. Pokazuję tylko, że społeczność międzynarodowa miała tak naprawdę związane ręce, a Chiny nie są znane ze szczególnego poszanowania dla praw człowieka. Dla Chin liczy się biznes, surowce. Wewnętrzne sprawy kontrahenta, tak jak i ich własne sprawy wewnętrzne, to nie materia do roztrząsania przez kraje i strony trzecie. Filozofia uprawiania polityki zagranicznej przez Chiny sprawia, że nie mogły skutecznie naciskać na Sudan. Lekko naciskały, wtedy Baszir powściągał swoich najemnych morderców, ale powściągnięcie nie oznacza powstrzymania fali przemocy. Mi także nie zależy na zemście na Bashirze. Sądzę jednak, że czasem należy nazwać rzeczy po imieniu. Jak widać, Bashira to mocno zabolało. Stąd jego pokazówki i nerwowe reakcje. Próbuje pokazać prymitywnej tłuszczy wyległej na ulice, jaki jest ważny i jaki potężny. Tak naprawdę dostał poważne ostrzeżenie. Gdyby nie jego osobisty opór, żołnierze ONZ już dawno byliby obecni w Darfurze. Te wszystkie negocjacje i rozmowy to pic na wodę fotomontaż, który ma zadowolić "społeczność międzynarodową". W ogóle w nie nie wierzę i sądzę, że kiedy tylko stronom będzie wygodnie, zerwą rozmowy czy porozumienie i ponownie zaczną walczyć. Historia Sudanu uczy, żeby być bardzo ostrożnym i nigdy nie wątpić w rozwiązania siłowe.
Piotr Wołejko, 2009/03/07 10:17
Dodaj swój komentarz do tego artykułu...
Imię (wymagane)
Komentarz
Zaloguj lub zarejestruj się aby móc dodawać komentarze.

Jednostki Wojska Polskiego będą realizować szereg zadań w czasie Mistrzostw Europy w Piłće Nożnej Euro 2012.
więcej...
Wartość chińskiego eksportu spadła w styczniu, był to pierwszy spadek eksportu od ponad dwóch lat.  Wzbudziło to obawy chińskiego rządu co do wpływu globalnego spowolnienia gospodarczego na rozwój gospodarki kraju.
więcej...
Nie bez przyczyny Zbigniew Brzeziński w swej „Wielkiej szachownicy” obok Niemiec, Francji i Rosji umieścił właśnie Chiny i Indie jako państwa prowadzące wielowymiarową politykę. Chiński tygrys i indyjski słoń śmiało wyrażają swoje cele. Czy możliwa jest zatem współpraca między...
więcej...
 AnalizySystemy polityczne  Imigracja  Cywilizacje  Konflikty  Ekologia  Terroryzm  Polityka zagraniczna  Dyplomacja  Emigracja  Separatyzm  Stosunki międzynarodowe 
 GospodarkaWaluty  Ropa naftowa  Sektor bankowy  Giełdy  Rynek pracy  Nieruchomości  Surowce  Gaz ziemny  Media  Technologie  Przemysł samochodowy 
 OrganizacjeNATO  OBWE  OPEC  ONZ  Al-Kaida  G-20  MFW  WNP  ASEAN  WTO 
 PaństwaNiemcy  Francja  Izrael  USA  Wielka Brytania  Indie  Chiny  Rosja  Irlandia  Ukraina  Turcja  Hiszpania  Brazylia  Iran  Sudan  Włochy  Afganistan  Gruzja  Informacje dla wyjeżdżających 
 Po godzinachRecenzje  Film  Wywiady  Książka 
 RegionyUnia Europejska  Bałkany  Afryka  Bliski Wschód  Daleki Wschód  Kaukaz  Azja  Darfur  Krym  Kaszmir 
 StylSavoir vivre 
 Unia EuropejskaSłownik UE  Komisja  Prezydencja  Strefa Euro  Traktat lizboński  Strefa Schengen  Partnerstwo Wschodnie  Europejska Polityka Sąsiedztwa 
Zaloguj sie
         
     
SERWIS SPECJALNY
Dyplomacja_specjalny