Paweł Michał Bartolik: Opór a "terroryzm"
-
Paweł Michał Bartolik
W oficjalnych mediach słowo „Hamas”, oznaczające „zapał”, zamienione zostało już nieomal w synonim słowa „przemoc”. Rząd Hamasu zachowuje tymczosem wysokie poparcie społeczne, co raczej trudno rzec o oficjalnych Władzach Palestyńskich. Zapewne znalazły się osoby, oburzone zamieszczoną w tygodniku „Trybuna Robotnicza” oraz na portalach Internacjonalista.pl, Viva Palestyna i Lewica.pl informacją na temat apelu o wykreślenie Hamasu z listy organizacji terrorystycznych Unii Europejskiej. W oficjalnych mediach słowo „Hamas”, oznaczające „zapał”, zamienione zostało już nieomal w synonim słowa „przemoc”. Reprodukcja takich dyskursów ma wielokrotnie miejsce również w wypadku mediów alternatywnych. Jak jednak jest w istocie?
Rząd Hamasu zachowuje wysokie przyzwolenie i poparcie społeczne, co raczej trudno rzec o oficjalnych Władzach Palestyńskich: pierwszy postrzegany jest jako konsekwentnie stojący na stanowisku ruchu oporu, drugie - jako siły zdrady i kolaboracji.
Nie zamierzam zaprzeczać, iż mimo ciągle niedokończonej ewolucji – w dużej mierze śladami libańskiego Hezbollahu – która daje nadzieje na pojawienie się w Hamasie silnych tendencji przynajmniej bliskich teologii wyzwolenia, nie zanikły pewne jego reakcyjne cechy. Lecz bez względu na to, pamiętać należy, że wzrost siły tego ugrupowania jest wynikiem złożonego procesu, związanego ze skrajną asymetrią sił w wojnie Izraela przeciwko Palestyńczykom.
Wynikiem owej asymetrii są też środki, jakie palestyński ruch oporu stosował w ostatnich latach. Ich cele nie były wcale „religijne” - środki te miały natomiast służyć przeniesieniu walki na terytorium wroga. Nawet najdrastyczniejsze z nich nie były przy tym wcale charakterystyczne dla Hamasu – starczy wspomnieć o Brygadach Męczenników al-Aksa, związanych z al-Fatah, partią stanowiącego marionetkę Zachodu Mahmuda Abbasa. Co więcej, przywódcy Hamasu wielokrotnie dawali do zrozumienia, że gotowi są na długotrwałe, wieloletnie zawieszenie broni z Izraelem. Praktyka polityczna tego ugrupowania dowiodła, że nie były to puste słowa – Hamas, utrzymując dyscyplinę w swych szeregach, potrafił zapewnić przestrzeganie kolejnych rozejmów. Jednakże mantra o braku partnerów do rozmów wcale nie jest taka głupia – z tym tylko zastrzeżeniem, że odnosi się właśnie do tych, którzy w kółko ją odprawiają.
Tych, którzy bezwarunkowo potępiają Hamas, należy posadzić w oślej ławce.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
Artykuł ukazał się pierwotnie w "Trybunie Robotniczej" Przedruk za zgodą redakcji.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje