Ban Ki-moon odradza wysyłanie sił pokojowych do Somalii
Sekretarz Generalny ONZ Ban Ki-moon ostrzegł w środę, iż wysłanie sił pokojowych do Somalii może przynieść więcej problemów niż pożytku. Nie pierwszy raz wyraził sceptycyzm wobec pomysłu wysłania „błękitnych hełmów” do pogrążonego w wojnie i chaosie Rogu Afryki.

W środę Ban Ki-moon przedstawił Radzie Bezpieczeństwa ONZ swój raport. Stwierdził w nim, że wysłanie „błękitnych hełmów” do Somalii „powinno pozostać celem ONZ”, lecz wskazał, że „rozmieszczenie misji ONZ na tym etapie będzie rozwiązaniem bardzo ryzykownym”. Ban podkreślał, że strony somalijskiego konfliktu są (delikatnie mówiąc) podzielone co do pomysłu przyjęcia „błękitnych hełmów”, w związku z czym ich pojawienie się w Rogu Afryki mogłoby tylko powiększyć chaos i podsycić wojnę.
„...rozmieszczenie operacji pokojowej ONZ podminuje wysiłki nowego rządu podejmowane na rzecz narodowego pojednania” mówił Sekretarz Generalny ONZ.
Ban obawia się też o bezpieczeństwo „błękitnych hełmów”, wskazując na niedawne krwawe ataki, których ofiarą padli żołnierze sił pokojowych Unii Afrykańskiej w Somalii (AMISOM). „Ci, którzy sprzeciwiają się procesowi pokojowemu będą przedstawiać misję jako nowego wroga (...) może to zaowocować atakami, które będą miały na celu wciągnięcie sił pokojowych ONZ w konflikt.”
W rezultacie Sekretarz Generalny ONZ zarekomendował Radzie skupienie się na pomocy somalijskiemu rządowi tymczasowemu w budowie własnych sił bezpieczeństwa i promowaniu rozwiązań pokojowych. ONZ powinna co najwyżej przygotować awaryjne plany na wypadek znacznego pogorszenia się sytuacji w Somalii lub odwrotu sił AMISOM.
Ban Ki-moon konsekwentnie pozostaje sceptyczny wobec pomysłu wysyłania „błękitnych hełmów” do Somalii. Dawał temu wyraz w licznych wypowiedziach oraz w raporcie z marca z 2008 r., w którym stwierdził że przed rozmieszczeniem ewentualnej misji musi zostać spełniony szereg warunków gwarantujących międzynarodowym żołnierzom odpowiedni poziom bezpieczeństwa, jak zawarcie porozumienia o zawieszeniu ognia i częściowym rozbrojeniu oraz wznowienie negocjacji pokojowych. Kontrastuje to z postawą specjalnego wysłannika ONZ do Somalii, Ahmedou Ould-Abdallaha, który wzywa organizację do podjęcia natychmiastowej interwencji humanitarnej w Somalii.
Od 1991 r., kiedy to obalono komunistycznego prezydenta Siada Barre, Somalia nie posiada efektywnie działającego rządu centralnego. Somalia jest klasycznym państwem "upadłym", w którym nie działają żadne państwowe instytucje, a miejscowe klany i ich "Panowie Wojny" podzielili pogrążony w anarchii kraj na swoje strefy wpływów.
Latem 2006 r. stolica Mogadiszu i niemal cała południowa Somalia przeszły na pół roku pod kontrolę islamskich fundamentalistów z tzw. Unii Trybunałów Islamskich, oskarżanych przez Waszyngton o związki z al-Kaidą. Na zajętych przez siebie terenach islamiści zaprowadzili porządek i względną stabilizację, lecz ich polityka wzbudziła zaniepokojenie Zachodu i regionalnych potęg. W rezultacie w grudniu 2006 r. zainspirowana prawdopodobnie przez USA etiopska interwencja wojskowa rozgromiła "somalijskich talibów" i osadziła w Mogadiszu uznawany przez społeczność międzynarodową, lecz wcześniej zupełnie bezsilny, Tymczasowy Rząd Federalny.Islamiści nie zrezygnowali jednak z walki i prowadzili przeciwko Etiopczykom i ich somalijskim sprzymierzeńcom krwawą partyzantkę, której epicentrum znajdowało się w Mogadiszu. W mieście właściwie nie ma dnia bez krwawych potyczek i zamachów, w których giną przede wszystkim osoby cywilne. Południe kraju jest już tymczasem w dużej mierze kontrolowane przez "somalijskich talibów". Po dwóch latach okupacji Addis Abeba zadecydowała więc o wycofaniu swych wojsk z Somalii. Dwa lata wojny partyzanckiej przyniosły śmierć 16 tysięcy cywilów.
Krytyczna pozostaje sytuacja humanitarna. ONZ szacuje, że około 3,2 miliona Somalijczyków (40 proc. społeczeństwa) bezwzględnie potrzebuje pomocy żywnościowej, a jedno na sześcioro dzieci poniżej piątego roku życia jest dotkliwie niedożywione.
Wielu wiąże wciąż nadzieje z postacią prezydenta Sharifa Ahmeda. Mimo, że był on jednym z przywódców Unii Trybunałów Islamskich, a następnie stał na czele antyetiopskiej rebelii, to uchodził zawsze za stosunkowo umiarkowanego islamistę. Jego wybór (31.01.) miał więc na celu odebranie rebeliantom z grupy Al-Shabaab poparcia jakim cieszy się wśród społeczeństwa oraz być może – skłonić twardogłowych islamistów do zawarcia pokoju. Od objęcia stanowiska Ahmed apeluje do rodaków o pojednanie i zaprzestanie waśni. Wydaje się jednak, że „somalijscy talibowie” nie uznają już zupełnie jego autorytetu.
Na podstawie: news.bbc.co.za, news24.com


Saudyjska wojna cenowa