Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Polityka Bolesław K. Jaszczuk: O co chodzi somalijskim piratom

Bolesław K. Jaszczuk: O co chodzi somalijskim piratom


15 maj 2009
A A A

Somalijskich porywaczy statków z reguły porównuje się do średniowiecznych piratów, terrorystów czy zwykłych bandytów. Rzeczywistość jest jednak, jak zwykle, bardziej złożona.

Somalijskich porywaczy statków z reguły porównuje się do średniowiecznych piratów, terrorystów czy zwykłych bandytów. Rzeczywistość jest jednak, jak zwykle, bardziej złożona. Świadczą o tym opinie afrykańskich specjalistów, będących bliżej tych spraw od europejskich czy amerykańskich „ekspertów”.   

Wydawca dziennika Pan-African News Wire, Abayomi Azikiwe opisuje przypadek pływającego pod duńską banderą statku Maersk Alabama zatrzymanego w odległości około 450 kilometrów od wybrzeży Somalii. Podczas akcji odbijania załogi statku zginęło trzech Somalijczyków, a czterech zostało rannych. Prasa amerykańska uznała akcję odwetową za w pełni uzasadnioną. Odmiennego zdania jest Abayomi Azikiwe. Według jego relacji, kapitan statku Richard Phillips istotnie był przez pięć dni przetrzymywany przez porywaczy. Był on jednak przez nich dobrze traktowany, a jego statek bez przeszkód dotarł do kenijskiego portu w Mombasie.

Występujący w imieniu porywaczy Abdi Garad oświadczył francuskiej agencji AFP, iż Somalijczycy w pewnym momencie odstąpili od żądania okupu i zaproponowali kapitanowi Philipsowi przejście na znajdujący się w ich rękach grecki statek. Jednak, jak twierdzi Garad, Amerykanie wiedząc o tym zaatakowali i zabili porywaczy. Jego zdaniem sytuacja taka prowadzi do odwetu. „Zintensyfikujemy nasze ataki nawet daleko od wód terytorialnych Somalii – mówił Garand – i następnym razem uprowadzimy obywateli amerykańskich, którzy nie będą mogli liczyć na naszą litość”. W podobnym duchu wypowiadają się publicznie również inni Somalijczycy. Jak twierdzi jeden z nich, Jamac Habeb: – Od dzisiaj będzie tak, że jeśli porwiemy jakiś zagraniczny statek, a państwo, do którego on należy będzie starało się nas zaatakować, to my ich zabijemy. Wojska amerykańskie stały się naszym wrogiem numer jeden.

– Każdy kraj będzie tak traktowany, jak on traktuje nas – mówi na łamach somalijskiej prasy obywatel tego kraju Abdullah Lami. I w taki oto sposób przemoc rodzi przemoc.

Różne oblicza piractwa

Głównym motywem skłaniającym do porywania statków jest chęć uzyskania okupu. Nie zawsze jednak jest to objawem zwykłego bandytyzmu. W ubiegłym roku porywacze uwolnili uprowadzony przez nich statek ukraiński po uzyskaniu okupu liczonego w milionach dolarów. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, żeewoził toksyczne odpady w celu wyrzucenia ich na brzeg morza. – Somalijskie wybrzeże zostało zniszczone i uważamy, że pieniądze te są niczym w porównaniu z dewastacją, z jaką mamy do czynienia – oświadczył rzecznik somalijskich piratów, Januna Ali Jama. Ponadto twierdzi on, że proceder ten uprawiany jest już od 20 lat. Fakty te potwierdza specjalny wysłannik ONZ w Somalii, Ahmedou Ould-Abdallah mówiąc, iż jest w posiadaniu wiarygodnych informacji o tym, że europejskie i azjatyckie korporacje wyrzucają na somalijskie wybrzeża toksyczne odpady, w tym nuklearne. Z kolei rzecznik Programu Narodów Zjednoczonych na rzecz Środowiska UNEP, Nick Nuttall argumentuje, iż pozbycie się odpadów poprzez wyrzucenie ich na brzeg kosztuje zaledwie 2,5 dolara za tonę, podczas, gdy koszty ich utylizacji w Europie siegają 1 000 dolarów. statek ten prz Jednocześnie przypomina, jakie niebezpieczeństwa dla ludzkiego zdrowia niosą za sobą wyrzucane na brzeg odpady chemiczne i przemysłowe – krwawienie, zakażenia skóry itp. Jeszcze groźniejsze są odpady nuklearne, które – jak np. uran radioaktywny – mogą mieć śmiertelne skutki dla miejscowej ludności a także prowadzić do kompletnego zniszczenia Oceanu Indyjskiego.

Przytoczony wyżej przykład ukraińskiego tankowca pokazuje, że ci, którzy nazywani są piratami, biorą na siebie obowiązek ochrony własnego kraju przed rozprzestrzenianiem się zbrodniczego procederu prowadzącego do katastrofy humanitarnej i ekologicznej. Wykonują też inne funkcje, których nie są w stanie lub nie chcą wykonywać organy państwa. Jak twierdzi Abukar Arman – zamieszkały w USA Somalijczyk, okrzyknięty przez amerykańską prasę obrońcą terroryzmu – piraci nie tylko dezorganizują handel międzynarodowy, lecz także zapewniają ochronę dostaw pomocy humanitarnej dla milionów będących na granicy głodu Somalijczyków. Chronią też somalijskich rybaków przed nieuczciwą, wręcz mafijną konkurencją ze strony zagranicznych gangów rybackich, prowadzących rabunkową eksploatację wyniszczającą zasoby morskie. Działający w pojedynkę somalijscy rybacy nie są w stanie przeciwstawić się potężnym, dysponującym wielkimi trawlerami korporacjom rybackim z Azji i Europy Zachodniej. Nie mogąc liczyć na ochronę ze strony państwa, rybacy weszli w specyficzny układ z piratami, którzy de facto pełnią rolę straży przybrzeżnej. Jak widać, piraci zajmują się nie tylko rabunkiem, więzieniem zakładników i wymuszaniem okupów. Nie stwarzają też masowego zagrożenia dla międzynarodowej żeglugi. Spośród 30 tysięcy statków przepływających rocznie przez Cieśninę Adeńską, tylko około setki staje się obiektem ataku ze strony piratów.    

Podobnie jak w Afganistanie

Dzisiejsza Somalia pod wieloma względami przypomina Afganistan. Analogie dotyczą zarówno sytuacji obecnej, jak i uwarunkowań politycznych ostatnich 30 lat. Podobnie jak w Afganistanie, również w Somalii znajdowały się wojska radzieckie. Różnica polega na tym, że ZSRR miał na terytorium Somalii bazę marynarki wojennej, a radziecka obecność wojskowa nie wywoływała tam ruchu oporu ani nie prowadziła do powstawania ugrupowań partyzanckich. W obu jednak przypadkach proradzieckie rządy starały się przeprowadzać postępowe reformy społeczne. W odróżnieniu od Afganistanu Związek Radziecki dobrowolnie wycofał swoje wojska po tym, jak Somalia zbrojnie zaatakowała etiopską prowincję Ogaden. W konflikcie tym ZSRR poparł Etiopię, która stała się jego nowym sojusznikiem w strategicznym rejonie Rogu Afryki. W efekcie rządzący Somalią Mohammed Siad Barre całkowicie zmienił front, stając się sprzymierzeńcem Stanów Zjednoczonych. Jego postawa przypomina do złudzenia politykę I sekretarzy partii komunistycznych w radzieckich republikach azjatyckich – ludzi całkowicie bezideowych, którzy w dążeniu do posiadania władzy gotowi byli nie tylko wyrzec się oficjalnie deklarowanych pryncypiów, lecz także wchodzić w układy i sojusze z tymi, których do niedawna uznawali za swoich czołowych wrogów.

Zarówno w przypadku Afganistanu, jak i Etiopii, po wycofaniu się wojsk radzieckich rozpoczął się proces destabilizacji państwa. W obu tych krajach powstały wzajemnie ze sobą konkurujące ugrupowania zbrojne. Podzieliły one swoje kraje na strefy wpływów, natomiast realna władza rządu centralnego została ograniczona do stolicy wraz z przyległościami. W Somalii pięć regionów znajduje się pod kontrolą miejscowych klanów, zaś spora część kraju jest terenem walk wewnętrznych. Oba kraje przeżyły też okres rządów islamskich – talibów w Afganistanie i Trybunałów Islamskich w Somalii.

Warto też zauważyć, że władze w Kabulu i w Mogadiszu zostały ustanowione w wyniku interwencji zewnętrznej – amerykańskiej w Afganistanie i etiopskiej w Somalii. Obecnie władza w Somalii opiera się na wynegocjonowanej równowadze między wspieranym przez Etiopię Tymczasowym Rządem Federalnym a opozycyjnym Sojuszem Wyzwolenia Somalii. Jest to jednak władza czysto formalna, mająca zaspokoić polityczne ambicje różnych sił politycznych, nie mająca natomiast możliwości rządzenia i administrowania faktycznie nieistniejącym państwem. Niewydolność władz centralnych oraz brak kontroli nad krajem powoduje, że funkcje administracji państwowej przejmują wewnątrz kraju lokalne ugrupowania zbrojne. Natomiast w strefie przybrzeżnej i na wodach terytorialnych zorganizowane grupy określane jako piraci.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.

Artykuł ukazał się pierwotnie w "Trybunie Robotniczej" Przedruk za zgodą redakcji.