Konrad Pędziwiatr: Na razie rewolucji nie będzie
Raczej nie zanosi na to, że w ciągu roku Ajatollah Chamenei ze swoją świtą spakują się do samolotu i polecą w sobie tylko znanym kierunku, ale z pewnością śmierć Nedy Agha Soltan i innych manifestantów, którzy nie chcieli pogodzić się z irańskimi cudami na urną nie pozostanie bez echa.
Iran nigdy nie słynął z przejrzystości procedur demokratycznych, jednak utworzony po odsunięciu szachinszacha system rządów cechował się, szczególnie w porównaniu z innymi krajami regionu, stosunkowo dużą przejrzystością i znaczną przestrzenią dla kontestacji politycznej. Oczywiście mamy tu do czynienia raczej z formą hierokracji, aniżeli demokracją, ale poniżej najwyższych stanowisk państwowych zarezerwowanych dla ajatollahów mieliśmy do czynienia z dość przejrzystymi procedurami o znamionach demokratycznych.
Teraz po tej przejrzystości zostało tylko wspomnienie, a przestrzeń do manifestowania opozycyjnych poglądów politycznych została drastycznie ograniczona.
Ajatollah Chamenei nie angażujący się aktywnie w kampanię wyborczą, po wyborach jednoznacznie opowiedział się za kontynuacją rządów Ahmedineżada i pozostał głuchy na głosy protestów opozycji wskazującej na liczne fałszerstwa wyborcze. Słusznie pisał przed kilku dniami w Gazecie Wyborczej Mariusz Zawadzki, iż ajatollahowie niewiele by stracili gdyby zdecydowali się na powtórzenie wyborów. Musawi nie kwestionuje bowiem podstawowych zasad porewolucyjnego systemu rządów, tylko dąży do przyobleczenia go w bardziej nowoczesną treść. Na przykład, na poziomie relacji z Zachodem zamiast metod konfrontacyjnych propagowanych przez Ahmedineżada, proponuje politykę konstruktywnego dialogu. Kto wie czy przyjęcie takiej strategii nie pozwoliłoby dłużej przetrwać Republice Islamskiej?
Coraz trudniej przychodzi ajatollahom budowanie spójności społecznej poprzez wskazywanie na realnych bądź wyimaginowanych wrogów. Ze strony Iraku nie nacierają na Iran żadne wojska, a nowy prezydent USA nie używa już prostackiego dyskursu sytuującego ich kraj wśród krajów „osi zła”. Portretowanie USA jako „wielkiego szatana” stało się coraz bardziej utrudnione. Ta polityka ponosi najbardziej widoczną klęskę w stosunku do młodego pokolenia Irańczyków, którzy z dużą łatwością posługują się nowoczesnymi narzędziami globalizacji i nie dają się łatwo zmanipulować lokalnym mediom. Wiedzą swoje i są gotowi walczyć o swoje ideały, które stają się coraz bardziej rozbieżne z ideami lansowanymi przez Radę Strażników.
Mułowie tracą kontakt z otaczającą ich rzeczywistością podobnie jak kiedyś szach stracił kontakt ze społeczeństwem. Od krwawego stłumienia zamieszek na początku 1978 minął nie cały rok, gdy szach opuszczał kraj na dożywotnie wygnanie. Teraz się raczej nie zanosi na to, że w ciągu roku Ajatollah Chamenei ze swoją świtą spakują się do samolotu i polecą w sobie tylko znanym kierunku, ale z pewnością śmierć Nedy Agha Soltan i innych manifestantów, którzy nie chcieli pogodzić się z irańskimi cudami na urną nie pozostanie bez echa. Proces krystalizowania się opozycyjnego ruchu społecznego w Iranie z pewnością ulegnie teraz znacznemu przyspieszeniu i w niedługim czasie ruch ten da o sobie znać ze zdwojoną siłą.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.
Artykuł ukazał się pierwotnie na łamach portalu arabia.pl Przedruk za zgodą redakcji.


Jak Andaluzja stała się prawicowa
Pragmatyzm wygrywa w amerykańsko-chińskich relacjach
Trudne zadanie Rumena Radewa
Péter Magyar wzbudza pierwsze kontrowersje