|
Od jakiegoś czasu jesteśmy świadkami wzmożonych i wyjątkowo przyjacielskich kontaktów amerykańsko – kurdyjskich. Północny Irak odwiedzają wysocy urzędnicy administracji amerykańskiej z częstotliwością, o której Polska, szczególnie ostatnio, mogłaby tylko pomarzyć. REKLAMA
Niedawno, bo 17 września, do Erbilu przybył wiceprezydent Stanów Zjednoczonych Joe Biden, który spotkał się z prezydentem autonomii, Masoudem Barzanim. Była to jego druga wizyta w regionie, chociaż pierwsza od czasu objęcia przez niego urzędu (pierwszy raz Biden odwiedził Kurdystan w grudniu 2002 r.). W spotkaniu brał również udział Prezydent Iraku, Talabani, oraz ustępujący premier autonomii, Nechirvan Barzani. Rozmowy miały więc dosyć poważny charakter, sugerujący że coraz większe zainteresowanie Amerykanów północą Iraku, nie jest przypadkowe. Biden i Barzani tradycyjnie omówili aktualne stosunki między USA i Irakiem, jednak większość czasu poświęcili relacjom amerykańsko – kurdyjskim i kurdyjsko - irackim. Przedyskutowano stosunki Regionalnego Rządu Kurdystanu z Bagdadem oraz ciągle nierozwiązany status Kirkuku, w aspekcie legendarnego już, 140 artykułu irackiej konstytucji. Omawiano też kwestie będące w ciągłym zainteresowaniu Kurdów, począwszy od spraw związanych z wejściem w życie długo oczekiwanych aktów prawnych, dotyczących sprawiedliwego podziału zasobów naturalnych, po zaangażowanie irackich elit w zmianę konstytucji włącznie. Obie strony podkreśliły też duże znaczenie styczniowych wyborów w Iraku. Prezydent Barzani potwierdził też swoje wcześniejsze, wielokrotnie powtarzane publicznie zobowiązanie do rozwiązywania wszelkich zaległych problemów, w drodze pokojowych negocjacji i dialogu z Bagdadem a także podziękował Amerykanom w imieniu mieszkańców Kurdystanu, za wyzwolenie Iraku spod krwawej dyktatury. Natomiast Biden nie szczędził rozmówcom miłych słów, mówiąc o ich heroizmie, poniesionych ofiarach, zdolnościach przywódczych elit kurdyjskich na czele z Prezydentem Barzanim a także niewiarygodnym skoku cywilizacyjnym, jakiego dokonał Kurdystan w ciągu ostatnich 15 latach. Biden zapewnił też o szczerej przyjaźni, jaką Ameryka darzy Kurdów, mając nadzieję na ich wzajemność. Z dostępnych oficjalnie komunikatów i informacji z konferencji prasowych, w których biorą udział liczni ostatnio goście zza oceanu mogłoby wynikać, że sprawy i problemy będące w zainteresowaniu obu stron, sprowadzają się wyłącznie do kilku dyżurnych tematów oraz tradycyjnej wymiany uprzejmości. Wydaje się jednak, że oficjalne omawianie ciągle tych samych (chociaż ważnych) spraw, z coraz wyższymi przedstawicielami administracji amerykańskiej, ma na celu odwrócenie uwagi od wątków bardziej poufnych, za to znacznie bliższych amerykańskim interesom. Bo tylko zimna kalkulacja zysków jest w stanie skłonić amerykańskie elity polityczne do tak częstych ostatnio, odwiedzin północnego Iraku. Natomiast słowa o amerykańskiej przyjaźni wobec Kurdów, pomimo ze przyjemnie łaskoczą, należy traktować z rezerwą, uznając je za miły, ale nic nieznaczący ozdobnik prowadzonych konwersacji. Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora. |