O Iranie pisze się dużo, o Irańczykach nie wie się nic. Przez nuklearną zasłonę napływających informacji nie dostrzegamy mieszkańców tego obcego kraju, często źle ich tym samym oceniając. Wśród karygodnych błędów zachodniego człowieka jest powszechne utożsamianie Persów z Arabami, co w rzeczywistości wywołuje gniew u tych pierwszych. Trudno się temu dziwić, bo historia stosunków persko-arabskich pełna jest podbojów, bitew i przelanej krwi. Persowie zarzucają arabskim najeźdźcom zniszczenie całego dorobku cywilizacji Starożytnej Persji, jednocześnie jednak dziękując im za „dostarczenie skarbu” – islamu, który wyparł miejscowy kult Zaratustry. Nie mniej jednak Iran to nie tylko Persowie. Obecnie przewiduje się, że mogą oni nie posiadać już przeważającej większości w swoim kraju. W Iranie żyje więcej Azerów niż w samym państwie Azerbejdżanie. Żyją tu też Gilakowie, Mazandaranie, Kurdowie, Arabowie, Luri, Baluczi i Turkmenii. Zjawiskiem niezwykłym patrząc na retorykę politycznej wierchuszki Islamskiej Republiki Iranu jest obecność perskiej diaspory żydowskiej.
REKLAMA
Strona 1 z 30
Kobiety w Iranie są obłożone szeregiem ograniczeń, które dotyczą zarówno sfery prywatnej jak i publicznej. Muszą one przestrzegać kanonu muzułmańskiego ubioru, nie mogą zadawać się z obcym mężczyzną czy nawet przy nim siadać w autobusie. W języku perskim nie ma nawet słowa odpowiadającego znaczeniowo słowu „romans” czy „randka”. Spacerująca kobieta z mężczyzną jest albo jego matką, siostrą lub żoną, w przeciwnym wypadku służby porządkowe mają prawo ją aresztować.