|
Mówi się, że Rosjanie szanują tylko siłę. Stany Zjednoczone, nawet jeśli przeklinane, są dla nich poważniejszym partnerem niż „dobra wróżka” - Unia Europejska, która ciągle poucza Rosję jak ta ma się zachowywać. Zgodzi się Pan z tym twierdzeniem? Coś takiego niewątpliwie występuje w przyrodzie, ale rzecz pewnie nie w tym. Ja sądzę, że ważniejsze jest to co obserwujemy w związku z ewolucją Unii. Unia bardzo długo odrzucała taki pogląd rosyjski, aż w końcu w sposób perwersyjny przyjęła go do wiadomości. Tym samym Rosja wpadła trochę we własne sidła, bo z chwilą, kiedy Unia uznała, że Rosja naprawdę uważa ją za taką „dobra wróżkę”, czy „wychowawczynię klasową”, która moralizuje, Unia postanowiła wyciągnąć z tego wnioski takie, że będzie z Rosją twardo rozmawiała. REKLAMA
Strona 1 z 2 Uświadomiła sobie, że nie będzie nigdy tego o co Unia zabiega – Wspólnej Polityki Zagranicznej, jeśli nie będzie w tym także i wspólnej polityki wschodniej. Tak się składa, że polityka wschodnia wyprzedziła inne wymiary polityczne. Tak się złożyło, że nastąpiły w Europie zmiany na stanowiskach kierowniczych w państwach i są to zmiany, które uwrażliwiły Unię na dwa kierunki: rosyjski – koniec, czy początek końca takiej spolegliwości, oraz amerykański – nowe pokolenie polityków europejskich, które objęło władzę rozumie dużo lepiej, ze przyszłość Europy, jej polityki zagranicznej i jej polityki bezpieczeństwa nie może być oparta na prostym negowaniu wagi Stanów Zjednoczonych w świecie. Wprost przeciwnie – to musi być partnerstwo choćby w obliczu gigantycznego zagrożenia światowej demokracji terroryzmem. Stany popełniały wiele rozmaitych błędów wobec Europy – to nie jest tajemnica. Ich sprawa jakie wnioski wyciągają – z całą pewnością wyciągają. Widać to już gołym okiem. Ale niewątpliwie ważniejsze jest to, że Europa doszła do przekonania, że nie należy fetyszyzować na dobre czy na złe Stanów, tylko uznać, że jest to bardzo ważny partner i ewentualnie przekonywać go do niestosowności poszczególnych posunięć. Dlaczego mówię o jednym i o drugim wespół? W moim przekonaniu bowiem, nie ma czegoś takiego jak wyłączna polityka UE wobec Rosji - uważam, że jest to przynajmniej trójkąt – stosunki UE z Rosją i Stanami Zjednoczonymi, a w konsekwencji i stosunki rosyjsko – amerykańskie. Z tej perspektywy wydaje mi się, że Rosja będzie musiała się zmieniać – nie dlatego, że tak jej się podoba, czy nie podoba, tylko dlatego, że jej dalekosiężne interesy związane z Europą w kontekście politycznym, ekonomicznym itp. wymagają wyjścia z honorem z dotychczasowych pozycji i przeanalizowania nowej polityki wobec Unii. To zakłada rewizję stosunku nie tylko do Brukseli - jako do uosobienia Unii, ale do poszczególnych państw członkowskich oraz do USA. A w konsekwencji do siebie samej.Wydaje się, że bezpośrednie rozmowy z Rosjanami Polsce nie posuwają się do przodu. Czy w związku z tym lepiej prowadzić dialog polsko-rosyjski za pośrednictwem Brukseli czy jednak skupić się na ociepleniu relacji bilateralnych? Podwójnie. Nie ma czegoś takiego w dzisiejszym świecie jak polityka tylko i wyłącznie dwustronna. To przestało po prostu istnieć, ponieważ każde państwo jest dziś uwikłane na dobre i na złe w rozmaite układy globalne albo paraglobalne. Więc wracając do Rosji – sądzę, że jedno i drugie, ale z taką świadomością, że same stosunki dwustronne i sama próba ich ulepszania nie wystarczy. To musi być z Europą i poprzez Europę. Nie ma dziś czegoś takiego jak dany raz na zawsze pogląd na politykę rosyjską – to jest rzecz, która się zmienia co chwila. Powiem coś Panu – na dzisiejszą konferencję przygotowałem sobie tekst miesiąc temu i jak spojrzałem na to kilka dni temu to było do niczego (z prof. Mellerem rozmawiałem w czasie konferencji „Global and Regional Governance European Perspectives and Beyond” na Uniwersytecie Wrocławskim – przyp. MJ). Wszystko się zmieniło. Tarcza antyrakietowa, metamorfoza stosunku Europy do Stanów – to się zmienia codziennie i nie ulega wątpliwości, że naszą rolą jest w dobrym tego słowa znaczeniu pewien typ pedagogiki wobec Unii. Wszystko to wiąże się z psychologią polityczną naszych stosunków z Rosją. Z drugiej strony jeśli walczymy o politykę wschodnią Unii to mamy obowiązek rozumienia postaw naszych partnerów w Unii. Należy przekonywać ich i wspólnie poszukiwać wspólnego mianownika. To nie wyklucza jednak możliwości zabiegania o dobre stosunki dwustronne z Rosją. Wielu zwolenników ma koncepcja włączenia Rosji w procesy integracyjne nawet jeśli nie jest ona na to w pełni gotowa. Miało to miejsce choćby przy rozszerzeniu G-7 do G-8. Zwolennicy tej koncepcji mówią, że łatwiej współpracować ze zglobalizowaną Rosją powiązaną z Zachodem i należy wytworzyć jak najwięcej takich połączeń. Czy to dobra polityka? Nie ma obaw, że Rosja będzie koniem trojańskim europejskich i światowych procesów integracyjnych?
|