Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Podróże Kasztany i pomarańcze, czyli Kijów

Kasztany i pomarańcze, czyli Kijów


27 czerwiec 2007
A A A
 I oto zimą roku 1918 Miasto żyło dziwnym, nierzeczywistym życiem, jakie nie powtórz się już więcej w dwudziestym wieku.... Uciekali do miasta szpakowaci bankierzy, uczciwe dam  z arystokracji, kokotki, blade petersburskie ladacznice o karminowych ustach, młodzi kochankowie pederastów, poeci i lichwiarze...Przez całe lato pchali się i pchali nowi... zawszeni i zarośnięci oficerowie o zaszczutych spojrzeniach, chrząstkowaci tenorzy, Posłowie Dumy Państwowej. Wszyscy oni pisali listy przez niespokojną Polskę do Niemiec (sam diabeł nie wiedział, co się tam wyrabia i co to za państwo nowe - Polska), błagali o wizy, marząc o Paryżu.. - Biała Gwardia, Michaił Bułhakow.Nie ma chyba w historii światowej literatury podobnego opisu świata przed zagładą, utraconego inferno, gdzie nawet grzechy popełniało się z klasą. Tylko geniusz na miarę Bułhakowa mógł zmierzyć się z opisem miasta niedoskonałego, nieustannie zmieniającego swoje oblicze, języki, obyczaje, „grodu prastarego i arcysłowiańskiego” - Kijowa.

 

Paryż Wschodu

 

W nieomal każdej stolicy Europy Środkowej i Wschodniej kryje się niespełnione marzenie o zostaniu „Miss Europy biednej i rolniczej, nieznanej na Zachodzie”. Tak jak pragnienie zostania najpiękniejszą ogarnia kolejne pokolenia, tak mit Paryża nieodmiennie kusi władze miejskie od Sarajewa po Rygę, obiecując wolność od odwiecznego poczucia niższości -nieodłącznej części tożsamości tej części kontynentu. Najczęściej zatem startują one do tego wyścigu, szczerząc w zachęcającym uśmiechu zrujnowane fasady, ślady po kulach i miejsca martyrologii. Czasem nawet odnoszą sukces - turyści spragnieni przygód (i taniego alkoholu) w końcu się zjawiają - w ten niewinny strumień świadomości (albo kac wywołany piwem Obołon za wpędzającą w nałóg cenę), przeżywany w barze kawowym na rogu Szewczenki i Bessarabskoj Płoszczy, wdarł się dysonans - grupa japońskich turystów fotografowała Lenina, stojącego na placu za szybą. Śpieszące do pracy ukraińskie piękności w ciuchach od Prady i ich partnerzy w marynarkach Armaniego odnosili się do tego z wyraźnym rozbawieniem - rewolucja była przecież dawno. Kijów to dla nich europejska metropolia, skąd blisko do Mediolanu czy Londynu. Wydaje się zatem, że Bułhakow dobrze zdiagnozował „kijowski syndrom” - genius loci Miasta przez duże „M”, w którym wszystko, co wczoraj modne, dziś jest już przeszłością, a żaden totalitaryzm nie zniszczy jego buntowniczego ducha. Kijów posiada, wydaje się, wszystko to, czego nie mają Moskwa i Petersburg kapiące przepychem pomników totalitaryzmu. Brak w nim wielkich carskich pałaców, pełno zaś dzielnic artystów i wolnych duchów. Jeśli słowo Paryż oznacza nieskrępowaną wolność i stolicę awangardy, to Miasto takim Paryżem rzeczywiście jest. Nie przypadkiem zatem to tu doszło do Pomarańczowej  Rewolucji.

                        

Jedyna wschodnioeuropejska metropolia

 Podobieństwa do Paryża odnajdziemy tu także w wielu innych aspektach organizacji życia miejskiego, dodających metropolii niewymuszonego uroku, nieobecnego w wykreślonym ręką planisty Petersburgu i przytłaczającej rozmachem architektonicznym Moskwie. Po pierwsze, jest on najzieleńszą stolicą kontynentu, „miastem kasztanów”. Wysadzone nimi są wszystkie główne ulice miasta, miejscowa urban legend donosi o wiewiórce, która przeszła czterdzieści kilometrów, z jednego krańca miasta na drugi, nie schodząc z kasztanowych gałęzi. Nic więc dziwnego, że kasztanowy liść odnajdujemy wszędzie - jest znakiem metra, logo fabryki tortów itp. Co dzień rano o zdrowie drzew -koszmarów maturzystów - troszczy się rzesza pracowników (mozolnie wymiatają każdy(!) opadły liść). Obsesja jest w pełni uzasadniona - Kijów to jedyne w Europie miejskie stanowisko kasztanowca, w którym drzewa te nie chorują z powodu szrotówka kasztanowcowiaczka, odpowiedzialnego za śmierć tych drzew w całej Europie. Jak się można zatem domyśleć, najlepiej się tu wybrać w maju lub w początkach października, gdy nie dokucza już kontynentalne lato.Po drugie, kijowska secesja i awangarda. Miasto, w początkach XIII wieku zamieszkane według niektórych szacunków przez 50 tys. Mieszkańców (tak, tak drodzy mediewiści, dokładnie tylu mieszkańców liczył Paryż Ludwika IX), po zdobyciu przez Tatarów długo nie odzyskiwało dawnej świetności, mimo licznych instytucji kulturalnych i kościelnych, między innymi pierwszego w Europie Wschodniej uniwersytetu (od 1701). Nigdy nie grało ono pierwszych skrzypiec w państwach, do których należało. Najpierw do 1667 roku w Polsce, potem w Imperium Rosyjskim, Kijów był jedynie prowincjonalnym ośrodkiem handlowym.  Zyskał na znaczeniu dopiero dzięki... rozbiorom Polski. Będąc głównym ośrodkiem Imperium na południowym zachodzie, od 1866 połączony koleją z Odessą, stał się szybko wielkim i kosmopolitycznym miastem. Pożar kupieckiego Dolnego Miasta (Padołu) w 1812 dał architektom możliwość puścić wodze fantazji. Wkrótce cała dzielnica zapełniła się niewysokimi pastelowymi kamieniczkami, których wieżyczki, balkony i balustradki w wielu przypadkach są niczym więcej niż realizacją snu pijanego cukiernika. Wbrew pozorom nie upijano się tu jednak - w końcu była to dzielnica ludzi interesu, o czym do dziś przypominają klasycystyczne sukiennice i nazwa głównego placu dzielnicy - Kontraktowa Płoszcza - Plac Kontraktów (interesów). Właśnie tu przed wojną mieszkała także liczna kijowska społeczność żydowska.W Kijowie, jak w żadnym innym mieście, artyści patrzyli na ograniczonych mieszczan... z góry. Z góry w sensie całkiem dosłownym - osiedli się on bowiem na wzgórzach i w jarach, wzdłuż krętych i stromych uliczek wiodących do książęcego, górnego Miasta. W ceglanych, budowanych na zboczu obsuwającego się jaru krzywych kamieniczkach, gnieździła się biedota, XIX-wieczna cyganeria – słowem, niebieskie ptaki, dziś uznawane za prekursorów ukraińskiej sztuki, literatury i malarstwa. Musieli mieć swój Moulin Rouge, czyli w lokalnym wydaniu zamek Ryszarda Lwie Serce. Złowieszcze zamczysko - olbrzymia kamienica w stylu Tudorów, siedziba wielu poetów, przynosiło klątwę wszystkim mieszkańcom doprowadzając do ich zgonu. Dziwnym zbiegiem okoliczności do dziś opustoszały budynek błyskawicznie zmienia właścicieli.... Nie zaskakuje zatem fakt, że właśnie na tej ulicy pod numerem 13 mieszkał Bułhakow. Dziś stanowi ona wielkie targowisko, na którym można nabyć wszystko: od koszulek Andrieja Szewczenki po dzieła Tarasa Szewczenki. Idąc w górę docieramy do Śródmieścia, zbudowanego w okresie prosperity miasta w końcu XIX wieku W myśl maksymy Izraela Poznańskiego: ”chcę mieć pałac we wszystkich stylach”, kamienice fabrykantów łączą wszelkie możliwe  tendencje  w architekturze, od stylu  mauretańskiego po neoklasycystyczny przepych Jarosławiw Wał i Wołodimirskiej.

 

Wiara w rewolucję a złote kopuły soborów

 Kijów, co zdumiewające, jest bodaj jedynym miastem ZSRR, którego socrealistyczna zabudowa centrum naprawdę mi się podoba. Kluczem do sukcesu metropolii w tym względzie było planowanie przestrzenne umożliwiające teraz, po odzyskaniu niepodległości odtworzenie dawnej zabudowy. Na miejscu zburzonych soborów tworzono parki, a nie nowe dzielnice mieszkaniowe. Nie wyburzano XIX - wiecznej zabudowy. Dzięki temu budowle sowieckie nie decydują o obliczu większości ulic w centrum miasta. Wyjątkiem jest oczywiście główny deptak - Chreszczatyk wraz z „pomarańczowym” Majdanem. Należy jednak dodać, że i tu Kijów miał szczęście - architektom zamarzył się sowiecki Babilon (poniekąd Kijów nim był). Każda ulica wychodząca z deptaku przechodzi pod łukiem a la brama Isztar zwieńczonym sierpem i młotem. Wygląda to niezwykle ciekawie, szczególnie nocą, gdy bramy te są podświetlone. Nie mniej fascynującym zabytkiem epoki jest pomnik Matki Ojczyzny - gigantyczny stalowy kolos stojący nad Dnieprem tuż obok kompleksu klasztornego. Mając przyćmić klasztorne wieże, góruje nad miastem, przypominając o ofiarach Wielkiej Wojny Ojczyźnianej i zafałszowanej przez ZSRR historii. Wydaje się jednak, że w dłuższej perspektywie to klasztor wyszedł ze starcia zwycięsko.Ławra Peczerska, której złota  dzwonnica z XVIIIw (99m) do lat pięćdziesiątych  górowała nad miastem, znaczeniem dla kultury prawosławnej dorównuje na pewno polskiej Częstochowie, Jest ona, obok góry Athos, naważniejszym ośrodkiem prawosławia. W słynnych podziemiach (peczerach) klasztoru pochowano 118 świętych, dzięki czemu doczekała się ona miana duchowej kolebki Rusi. Kompleks to prawdziwe prawosławne zakazane miasto pełne podziemnych cerkwi zatłoczonych babuszkami w religijnym transie, brodatymi popami śpieszącymi do cerkwi, młodymi prawosławnymi klerykami podrywającymi(!) bogobojne dziewczęta. To także architektoniczny klejnot - przegląd wszystkich stylów sztuki ukraińskiej od staroruskiej (klasztor założono w 1050), poprzez ukraiński, bajecznie kolorowy barok, aż do współczesnej sztuki renowatorskiej (główne sobory zniszczono w latach 30-tych). W podziemne katakumby wypełnione zmumifikowanymi ciałami lub krużganki klasztorów łatwiej wejść, niż się z nich wydostać. Odczucie mistycyzmu (podobnie jak dławiący odór kadzidła) pozostaje po wizycie na  długo. Dusze najbardziej zaś prozaiczne zainteresuje mieszczący się w kompleksie cmentarz z grobem Piotra Stołypina (autora słynnej reformy rolnej z 1906r., w myśl której w celu zlikwidowania przeludnienia na wsi chłopom nadano ziemię jako indywidualną własność i rozbito tradycyjne wspólnoty gminne).

Odmiennych odczuć doznamy w drugim najważniejszym zabytku kijowskiego Prawosławia - ufundowanym w 1017 wieku, tuż po chrzcie Rusi, soborze św. Sofii.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

To najstarszy zabytek, jedyna pozostałość po renesansie macedońskim (ostatnim okresie ożywienia intelektualnego Bizancjum). Nie polecam zwiedzania osobom przekonanym o wrodzonej wyższości Zachodu - poziom prezentowanej tam sztuki XI wieku Polska osiągnęła dopiero w końcu XIV stulecia. Wspaniałe freski pokrywające każdą wolną przestrzeń wprost śnią się po nocach. Mnie i moim znajomym do dziś przypominają o przyzwoitym zachowaniu oczy czteroskrzydłych(!) aniołów. Było nie było, patronem Miasta jest archanioł Michał... Przekonajcie się zresztą sami!

 

Prawdziwe oblicze Miasta

Jeśli naprawdę kochamy, kochamy mimo czegoś,  a nie za coś. Kijów może być tylko obiektem prawdziwej miłości. Krytycy słusznie wytykają mu walące się, nieotynkowane (lokalna tradycja budowlana) kamienice dwa  kroki od Majdanu, postsowiecką mentalność, absurdy typu „tortów z fabryki imienia Karola Marksa”, handel uliczny i kierowców traktujących pieszych jakby chodziło o grę w Counterstrike’a. To wszystko prawda, bez tego jednak w Kijowie nie odnaleźlibyśmy tego, co czyni go wyjątkowym: zachodów słońca oślepiających światłem obitym od kopuł, zimnego piwa sprzedawanego w cieniu kasztanów wśród secesyjnych kamienic, pomników dawnych dziejów powoli zawłaszczających komunistyczną rzeczywistość. Kijów odkryje przed wami swoje zabytki w trzy dni, wystarczy to, by zorientować się.... gdzie chciałoby się w nim zatrzymać następnym razem!