Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Strefa wiedzy Bezpieczeństwo Dorota Czepik: Terroryzm w mediach, główne problemy

Dorota Czepik: Terroryzm w mediach, główne problemy


05 czerwiec 2007
A A A

Mimo oczywistych różnic dzielących organizacje terrorystyczne (zarówno jeżeli chodzi o genezę, obszar działania, jak i cele, które chcą osiągnąć), można wymienić pewne ich cechy wspólne. Jedną z prób takiego uchwycenia zjawiska terroryzmu jest propozycja Jarosława Tomasiewicza. [1] Według niego terroryzm charakteryzuje m.in.: systematyczność (nie będzie nim zatem pojedynczy akt terroru), przemoc jako podstawowa metoda działania oraz określone cele, wśród których wymienia m.in.: zwrócenie uwagi opinii publicznej, zastraszenie, zadanie przeciwnikowi jak największych strat oraz ukaranie go za działania skierowane przeciw grupie terrorystycznej.

W poniższej pracy chciałabym zwrócić uwagę na zagadnienia pojawiające się podczas analizy obecności terroryzmu w mediach. Zwrócę przede wszystkim uwagę na cele, które myślę nie bez przyczyny zostały wymienione przez Tomasiewicza jako pierwsze – zdobycie rozgłosu, zaistnienie w świadomości jak największej rzeszy ludzi oraz ich zastraszenie. Są one możliwe do osiągnięcia jedynie dzięki mediom.

Kryteria wyboru i selekcji materiałów informacyjnych w mediach

Jeżeli przeanalizujemy koncepcje Stuarta Halla, Grega Philo oraz Johanna Galtunga i Marii Ruge dotyczące procesu selekcji materiałów informacyjnych w mediach, możemy śmiało postawić tezę, że działania terrorystyczne są wydarzeniami bardzo medialnymi, gdyż jako jedne z niewielu spełniają większość (jeśli nie wszystkie) kryteriów stanowiących o wartości informacji dla odbiorców, a więc i mediów. Z kolei im większa wartość, tym większe prawdopodobieństwo zaistnienia w mediach i w konsekwencji dotarcia do odbiorcy.

Wśród kryteriów (criterial factors) zaproponowanych przez Galtunga i Ruge znajdują się:
• częstotliwość (relacja z pojedynczego wydarzenia ma większą szansę zaistnienia w mediach, niż opis długiego procesu),
• „próg” rozumiany przez autorów jako rozmiar danego wydarzenia,
• jego intensywność (im intensywność jest większa i im bardziej spektakularne wydarzenie, tym stanowi ono większą wartość jako informacja),
• jednoznaczność (przy czym niewyjaśnione i tajemnicze wydarzenia są równie medialne, jeśli korespondują z funkcjonującymi w danej kulturze stereotypami),
• nacechowanie znaczeniami, czyli bliskość kulturowa,
• istotność (oznaczające, że wydarzenie, które zaistniało w odległym zakątku świata, nie będzie powszechnie relacjonowane, gdyż w odczuciu odbiorcy nie dotyczy go),
• zgodność, na którą składają się przewidywalność i zapotrzebowanie (ta kategoria odnosi się do takich wydarzeń, których odbiorcy albo spodziewają się – np. bójka na meczu piłkarskim, albo chcą, by zaszły – np. ślub znanej pary),
• zaskoczenie, (wydarzenie jest medialne, jeśli jest niezwykłe, przerażające i zaistniało bez uprzedzenia),
• odniesienie do dominujących aktorów w stosunkach międzynarodowych,
• odniesienie do znanych osobistości,
• odniesienie do problemów zwykłych ludzi oraz do czegoś negatywnego.

Galtung i Ruge zwracają także uwagę, że dane wydarzenie, jeśli już raz zostało zdefiniowane jako „news”, będzie jako taki postrzegane przez dłuższy czas (ciągłość). O wartości zdarzenia będzie mówiła odbiorcy także kompozycja mówiącej o nim informacji (wydarzenie będzie uważane za ważne w zależności od tego, w jaki sposób zostanie wyeksponowane, np. na której stronie gazety i wśród jakich innych informacji się znajdzie). [2]

Media zatem, zgodnie ze spostrzeżeniem Halla, nie zdają w oczywisty sposób relacji z wydarzeń, które są z natury, same w sobie medialne. Informacja pojawiająca się w mediach jest końcowym produktem procesu selekcji wydarzeń i tematów, na które istnieje zapotrzebowanie, ukształtowane przez szereg społecznych kategorii. Zatem to właśnie popyt społeczeństwa na określone informacje jest głównym motywem pojawiania się ich w mediach.

Czy jesteśmy zatem świadkami przerażającej symbiozy mediów i terroryzmu?

Według wielu znawców problematyki terroryzmu, tak. Wskazuje się przy tym na wzajemną zależność mediów i terrorystów, którą można przedstawić jako schemat: relacja z zamachu jest „reklamą” dla organizacji terrorystycznej, możliwością rozpowszechnienia swojego programu, przy czym dla mediów (z wyżej wymienionych powodów) wiąże się ona ze wzrostem poziomu oglądalności, słuchalności, bądź czytelnictwa. To z kolei stanowi  wartość dla terrorystów, którzy w swoich kalkulacjach nastawieni są na zwrócenie uwagi jak największej liczby odbiorców i wywołanie wśród nich strachu.
Najskuteczniejszym sposobem osiągnięcia tego celu, a więc skupienia na sobie uwagi mediów jest z kolei przeprowadzenie spektakularnych akcji, które spełniłyby wspomniane kryteria Galtunga i Ruge.

Brian Jenkins, ekspert do spraw terroryzmu i bezpieczeństwa w RAND Corporation, stwierdził w 1974 roku, że „terroryzm to teatr”, a ataki terrorystów są często starannie zaplanowane w taki sposób, by przyciągnąć uwagę mediów. [3]

Myślę, że najlepszym dowodem potwierdzającym prawdziwość tych słów były wydarzenia z 11 września 2001 roku. Zdjęcia Boeingów 767 uderzających w wieże WTC znalazły się we wszystkich ważniejszych gazetach, drukowano i odtwarzano rozmowy ofiar zamachu z najbliższymi, atak był szeroko komentowany w mediach zarówno przez specjalistów do spraw terroryzmu, jak i osoby nie zajmujące się na co dzień tym problemem. Dla Pawła Majchrzaka atak na WTC jest wręcz „najjaskrawszym przykładem wykorzystania >gorącego< materiału filmowego”, który był emitowany przez wszystkie światowe telewizje, by „wszyscy w najdrobniejszych szczegółach mogli zapoznać się z anatomią zbrodniczego zamachu”. [4]

{mospagebreak} 

Przykładów na to, że terroryści w planowaniu swoich działań uwzględniają rolę mediów można podać więcej. Najczęściej przytaczanymi przykładami w literaturze dotyczącej terroryzmu są poniższe wydarzenia.

W 1975 roku na spotkanie ministrów krajów produkujących ropę naftową w kwaterze głównej OPEC w Wiedniu wtargnęli terroryści, którym przewodził Ilich Ramirez Sanchez (bardziej znany jako „Carlos” lub „Szakal”). Terroryści zażądali samolotu. Żądanie zostało spełnione, jednak Carlos zaczekał na przybycie telewizji i dopiero, gdy pojawiły się ekipy dziennikarzy, uciekł z zakładnikami z budynku. [5]

W 1979 roku doszło do porwania pracowników ambasady amerykańskiej w Iranie, pod którą zgromadził się tłum ludzi. Kiedy zbliżyły się do niego kanadyjskie ekipy telewizyjne, tłum zaczął krzyczeć po angielsku „śmierć Carterowi”. Gdy dziennikarze oddalili się, tłum uspokoił się. Reakcja zgromadzonych powtórzyła się po przybyciu francuskojęzycznej ekipy telewizyjnej. Po ustawieniu sprzętu, tłum po raz drugi zaczął skandować „śmierć Carterowi”, ale tym razem w języku francuskim. [6] Ważne jest, że w tłumie znajdowali się inicjatorzy tych reakcji, którzy zdawali sobie sprawę z siły mediów jako narzędzia kształtującego opinię odbiorców. Niestety, dziennikarze nie zauważyli (a może nie chcieli zauważyć) manipulacji i materiał, który wyemitowano ukazywał wzburzony tłum, Irańczyków pałających nienawiścią do Amerykanów, a Chomeini, który właśnie doszedł do władzy, mógł pokazać światu, że jego działania cieszą się ogromnym poparciem.

Ciekawe jest spostrzeżenie Bruce’a Hoffmana, który twierdzi, że jednym z powodów, dla którego Stany Zjednoczone od końca lat 60. stały się najważniejszym i najbardziej atrakcyjnym celem dla terrorystów, był rozwój amerykańskich mediów, który przypadał właśnie na ten okres. Fakt ten stał się oczywisty, kiedy w czasie porwania samolotu TWA dziennikarze zwrócili uwagę, że terroryści nie zwracają uwagi na dziennikarzy, którzy nie są ze Stanów Zjednoczonych i którzy nie pracują dla telewizji. [7]

Konsekwencje obecności terroryzmu w mediach

Jak wcześniej wspomniałam, media stanowią dla terrorystów narzędzie, dzięki któremu mogą zwrócić uwagę opinii publicznej. W tym miejscu nasuwa się pytanie o rzeczywisty wpływ mediów na postawy odbiorców.

Problem ten był przedmiotem badań już od lat 30. XX wieku, a poglądy na ten temat były zmienne. Obecnie odrzuca się raczej teorie mówiące o jednoznacznym i nieuniknionym wpływie mediów na odbiorców, zwracając uwagę, że sposób odbioru przekazu zależy od wielu czynników oraz na naszą selektywność uwagi. Warto jednak zaznaczyć istnienie tzw. paradygmatu instytucjonalnego, który mówi, iż proces przekazywania informacji przez media zachodzi w systemach politycznych, a same media są elementem tego systemu. Media zatem mówią nam, o czym mamy myśleć, ale robią to pod przykrywką informacji, np. ustalając hierarchię ważności wydarzeń w serwisach informacyjnych. Teorię ustalania hierarchii ważności  McCombsa i Shawa charakteryzują dwie cechy: podkreślała ona rolę mediów, ale w dalszym ciągu zakładała, że odbiorcy mają wolność wyboru. [8] Rodzi to jednak niebezpieczeństwo manipulacji, ponieważ nasza uwaga zostaje skupiona na wydarzeniach, które są aktualnie eksponowane w mediach, przez co uważamy je jako ważne.

Terroryści znający mechanizm wpływu mediów na postawy odbiorców, planują swoje akcje tak, by przykuć uwagę mediów i by informacje o tym wydarzeniu znalazły się na najwyższym miejscu w hierarchii porządku dziennego informacji (jak zostało wcześniej wspomniane, im więcej warunków przedstawionych przez Galtunga i Ruge spełnia wydarzenie, tym większe prawdopodobieństwo jego zaistnienia w mediach i przyciągnięcia naszej uwagi). Media w ten sposób nieświadomie przyczyniają się do realizacji kolejnego celu terrorystów, jakim jest zastraszenie, które z kolei jest konsekwencją błędnego postrzegania przedstawianego przez nich zagrożenia.

Z badań dotyczących publicznego odbioru terroryzmu oraz wpływu, jaki wywiera on na opinię publiczną przeprowadzonych między 1988 a 1989 rokiem przez RAND Corporation wynika, że obawy przez staniem się ofiarą ataku terrorystycznego są znacznie większe, niż wynika to ze statystyk. [9] I tak np. 14 proc. ankietowanych Amerykanów uznało, że mogą oni znaleźć się w samolocie porwanym przez terrorystów. Jest to niewielki procent, jednak nadal znacznie większy od prawdopodobieństwa, które wyliczono wtedy na mniej niż jeden na 100 tys. W tym samym czasie, jak wynika również z badań RAND, więcej osób zginęło w wypadkach samochodowych w USA (było to odpowiednio: 47 087 osób w 1988 r. i 45 582 w 1989 r.), niż Amerykanów w zamachach terrorystycznych na całym świecie (203 i 23 osoby).
Jednak, co ważniejsze, 1/3 ankietowanych stwierdziła, że zrezygnowaliby z wyjazdu za granicę właśnie z powodu zagrożenia terrorystycznego mimo, iż badania wskazywały na to, że istniały równe szanse zostania zabitym przez psa, jak i przez terrorystę.

Statystyki te wskazują nie tylko na wzrost poczucia strachu wywołanego przez sposób przedstawiania terroryzmu w mediach. Wskazują one także na możliwą zmianę zachowań ludzi, czego dowodem jest deklarowana chęć rezygnacji z podróży, czy zmiana rezerwacji wyjazdów zagranicznych, co może mieć znaczne przełożenie na stan gospodarek krajów opierających się na turystyce.

Poważniejszy jednak wydaje się problem wpływu mediów na działania rządów walczących z terrorystami. Ma on miejsce za sprawą szybkości przekazu, która jest cechą charakterystyczną współczesnej komunikacji masowej. Według Hoffmana właśnie ta cecha sprawia, że „telewizja staje się nie tyle opiniotwórcą, ile >napędem polityki<, jej prezenterzy i komentatorzy prześcigają się w określaniu opcji dostępnych dla rządu czy w interpretowaniu możliwych reakcji opinii publicznej i ich reperkusji”. [10] W rezultacie politycy w obliczu kryzysu związanego z atakiem terrorystycznym czują się zobowiązani do bieżącego udzielania informacji, komentowania oraz odpowiadania na pojawiające się ze strony dziennikarzy pytania, podczas gdy decyzje i działania związane z tego typu problemami wymagają rozwagi i dokładnej analizy, niekoniecznie w mediach. Także powtarzana krytyka posunięć władz wypowiadana przez dziennikarzy nie będących specjalistami w zakresie zwalczania terroryzmu wpływa na opinię publiczną, co z kolei ma niekorzystne przełożenie na działania rządu zmierzające np. do uwolnienia zakładników. Taka sytuacja zaistniała m.in. w trakcie wspomnianego już porwania w Teheranie. Amerykański senator Tom Lantos stwierdził wówczas, że pokazywanie w mediach indywidualnych tragedii oraz rozmów z rodzinami zakładników uniemożliwia politykom podejmowanie racjonalnych decyzji. [11] Zdanie to podzielili także Henry Kissinger i Zbigniew Brzeziński.
 
Wolność mediów a pogoń za sensacją

Powyżej zostały przedstawione możliwe konsekwencje ukazywania działań terrorystów w mediach. Celowe jednak wydaje się postawienie pytania o to, w jaki sposób tego typu wydarzenia powinny być relacjonowane. Można również pójść krok dalej i zapytać o to, czy w ogóle powinny być one ukazywane. Przyjmując jednak, że wolność mediów jest podstawą funkcjonowania demokratycznych społeczeństw, a sam pomysł wprowadzenia ograniczeń wydaje się nierealny, powinno się raczej zadbać o to, by owa wolność nie była wykorzystywana przez samych dziennikarzy. Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na kilka przykładów działań, które z profesjonalizmem dziennikarskim mają niewiele wspólnego.

Po pierwsze – przekazywanie oświadczeń organizacji terrorystycznych, które co jakiś czas są odczytywane przez ich członków, ponieważ umożliwia się im w ten sposób dotarcie z przekazem do szerokiej rzeszy odbiorców oraz ich zastraszenie. Skrajnym przykładem jest przeprowadzanie wywiadu z przywódcami tych organizacji. Do takiego zdarzenia doszło w połowie lat 80., kiedy to reporterzy stacji NBC odnaleźli poszukiwanego przez amerykańskie organy bezpieczeństwa Abu Abbasa z Frontu Wyzwolenia Palestyny, organizatora porwania włoskiego statku pasażerskiego „Achille Lauro”. Dziennikarze podkreślali fakt własnej inicjatywy i zaangażowania w poszukiwania, nie powiadomili jednak władz o fakcie dotarcia do ukrywającego się terrorysty. Sam Abbas został w wywiadzie przedstawiony jako mąż stanu, a nie jako zwykły terrorysta. [12]

Po drugie, co było zaznaczone już wcześniej – dążenie dziennikarzy do jak najdłuższego utrzymania zainteresowania widza przez ukazywanie dodatkowych historii w tle tragedii (np. ukazywanie rozpaczy rodzin, drastycznych zdjęć, ostatnich rozmów z najbliższymi), szukanie sensacji, zamiast wyjaśniania.

Po trzecie – zapominanie o odpowiedzialności i podejmowanie nieprzemyślanych działań, które mogą np. utrudnić uwolnienie zakładników lub doprowadzić do tragedii, jak miało to miejsce w 1977 r., kiedy doszło do porwania samolotu Lufthansy. Jego pilot, wykorzystując nieuwagę porywaczy, przekazał przez radio informacje o terrorystach. Dziennikarze ujawnili je, jednocześnie wyjawiając, kto jest informatorem. Pilot został zabity. [13]

Media mogą być postrzegane jako główne narzędzie ułatwiające terrorystom dotarcie do masowego odbiorcy, wzbudzenie powszechnego lęku, przedstawienie opinii publicznej swoich żądań i programu. Mają wpływ na zmianę postaw zarówno polityków, jak i zwykłego obywatela. Akty terroru jako wydarzenia spełniające kryteria medialności wzbudzają ogromne zainteresowanie odbiorców przekazu i mediów. Warto jednak pamiętać, że zjawisko terroryzmu, mimo tendencji mediów do pobieżnego i szybkiego relacjonowania przekazu oraz poszukiwania sensacji mogącej przykuć uwagę odbiorcy, wymaga analizy i interpretacji, gdyż nie jest on jedynie źródłem dobrze sprzedających się „newsów”, ale poważnym problemem, z którym musimy się zmierzyć i zrozumieć.
 
Przypisy:
[1] J. Tomasiewicz, Terroryzm na tle przemocy politycznej. Zarys encyklopedyczny, Apis, Katowice 2002,s. 12-13.
[2] R. Fowler, Language in the News. Discourse and Ideology in the Press, Routledge, London and New York 1998, s. 13-16.
[3] B. Hoffman, A Form of Psychological Warfare, http://usinfo.state.gov
[4] T. Białek, Terroryzm-manipulacja strachem, Wydawnictwo Studio EMKA, Warszawa 2005, s. 205.
[5] B. Hoffman, Oblicza terroryzmu, tł. H. Pawlkowska-Gannon, Politeja, Warszawa 1999, s. 136.
[6] T. Białek, op.cit., s.212 oraz B. Hoffman, op.cit., s. 136.
[7] B. Hoffman, op.cit., s.130-131.
[8] E. Griffin, Podstawy komunikacji społecznej, Gdańskie Wydawnictwo Psychologiczne, Gdańsk 2003, s. 393.
[9] B. Hoffman., op.cit., s. 142-143.
[10] Ibidem, s. 145
[11] Ibidem, s. 128
[12] T. Białek., op.cit., 197-198.
[13] Ibidem, s. 219.