Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Słowenia - bałkański prymus


30 kwiecień 2009
A A A
Słowenia nie była kłopotliwym kandydatem, nie sprawia też problemów jako pełnoprawny członek UE - w pierwszej kolejności ratyfikuje traktaty, wprowadziła euro. Wszystko zgodnie z planem. Na początku lat 90. jako pierwsza spośród państw byłej Jugosławii ogłosiła niepodległość - teraz wydaje się, że aspiruje do roli „lidera” nowych państw członkowskich. Z jakim skutkiem?

W marcu 2003 Słoweńcy hiper-entuzjastycznie, większością 89,6 proc., opowiedzieli się za przystąpieniem do UE. Od początku wiele wskazywało, że Unię lubią i chcą wszystkiego co z nią związane.

Tolar nie dolar czyli zmiana bez sentymentów

Słowenia przystąpiła do Europejskiego Mechanizmu Kursowego ERM II, swoistej poczekalni do strefy euro, w czerwcu 2004 roku. Bruksela podjęła decyzję o przyjęciu tego kraju do eurogrupy na podstawie danych z końca 2005 roku - wówczas wskaźnik inflacji wynosił 2,5 proc., średnia stopa procentowa 3,8 proc., saldo sektora finansów publicznych w proc. PKB 1,4 proc., a dług publiczny 29,1 proc. W czerwcu 2006 roku Parlament Europejski pozytywnie zaopiniował wniosek, a w niecały miesiąc później Rada UE udzieliła ostatecznej zgody. Tym samym z dniem 1 stycznia 2007 roku Słowenia weszła do strefy euro jako pierwsze nowe państwo członkowskie.

Wspólna waluta została wprowadzona na tzw. zasadzie big bangu - nastąpiło jednoczesne wprowadzenie księgowego pieniądza i gotówki po krótkim okresie (dwa tygodnie!) podwójnego obiegu gotówkowego, kiedy mieszkańcy Słowenii za towary i usługi płacili fakultatywnie obiema walutami, natomiast zwrot gotówki dokonywany był już wyłącznie w euro. Dziwić może fakt, iż Słoweńcy zadecydowali o zmianie swojej waluty tak szybko, mając na uwadze, iż był to jeden z symboli odzyskanej w 1991 roku niepodległości. Wstąpienie do strefy euro popierali szczególnie przedsiębiorcy, co jest zrozumiałe, jako że rozwiązuje problem ryzyka kursowego, co przy tak małym rynku wewnętrznym (konieczność eksportu) jest to bardzo ważne.

Jak na te zmiany zareagowało społeczeństwo? Z pewnością  czuło się dobrze poinformowane, o czym świadczą wyniki badań opinii publicznej przeprowadzone przez agencję Ninamedia – 95 proc.  w grudniu 2006 roku. Na dowód tego, trochę z przymrużeniem oka, podać można kolejne dane mówiące o tym, że 94,3 proc. społeczeństwo miała świadomość, kiedy zmiana ta ma nastąpić (w Polsce nie wiedzą tego najwięksi filozofowie). Aż 39,4 proc. obawiała się wzrostu cen, przy 36,5 proc. odczuwających możliwość pozytywnych zmian. W chwili przyjęcia euro wg badań EOS Gallup Europe 64 proc. obywateli popierało rezygnację z tolara a 58 proc. uważało, że zmiana ta będzie miała korzystne skutki dla kraju. Z badań przeprowadzonych w kwietniu 2007 roku na zlecenie Komisji Europejskiej, wynikało, iż w pierwszych miesiącach ze zmiany „bardzo zadowolonych” było aż 72 proc. społeczeństwa.

Słoweńcy od początku starali się przeciwdziałać negatywnym skutkom, w tym podwyższaniu cen, co obejmowało inicjatywy zarówno na szczeblu centralnym, jak i oddolne, m.in. ZPS, odpowiednik polskiej Federacji Konsumentów, stworzył w Internecie czarną listę, na którą z imienia i nazwiska wpisywani są podejrzani przedsiębiorcy i handlowcy. Mimo wszystko wprowadzenie euro wiązało się z wieloma zmianami w życiu codziennym. Nieraz pozornie błahe, wielu Słoweńców wprowadzały one w zakłopotanie. I tak za czasów tolara płaciło się tylko banknotami papierowymi, teraz trzeba się przyzwyczaić do używania monet. Były też bariery mentalne związane ze skreśleniem kilku zer w codziennych rachunkach. Statystyczny słoweński emeryt dostał w grudniu 2006 roku ok. 100 tys. tolarów – w styczniu 2008 roku było to 417 euro. „Problem” pojawił się też w organizacji narodowej loterii (tamtejsze Lotto), w której nie zostaje się już „milionerem”, lecz wygrywa„zaledwie” 116 tys.euro. Pozory, ale jak działają na wyobraźnię.

Wszystkiemu jednak zdaje się zadośćuczynić poczucie bycia pionierem wśród „nowych”, wspomagane świadomością objęcia przewodnictwa w UE jako pierwsze z nowych państw członkowskich.

Prezydencja czasu przejściowego


Po Portugalii i przed ambitną Francją unijne stery objął po raz kolejny kraj niewielki i do tego debiutant w roli przewodniczącego. Przypadającą na pierwszą połowę 2008 roku prezydencję, Słowenia zaczęła ambitnie i zarazem symbolicznie - Zgromadzenie Narodowe ratyfikowało traktat lizboński 29 stycznia 2008 roku większością 74 głosów przy 6 głosach przeciw, stając się tym samym drugim po Węgrzech państwem członkowskim, które tego dokonało. Takie podejście nie powinno jednak dziwić, jako że Słowenia nie zwlekała też z ratyfikacją Traktatu Konstytucyjnego, czyniąc to 1 lutego 2005 roku jako trzecie państwo członkowskie. A od tego czasu, wbrew pozorom, treść nazbyt się nie zmieniła.

Do objęcia przewodnictwa Słowenia poprzez ścisłą współpracę z Niemcami i Portugalią przygotowana była co najmniej poprawnie. Co innego, że osiemnastomiesięczny program wspólnych działań opracowany był w 2006 roku w taki sposób, by nie przytłoczyć stawiającego pierwsze kroki państwa. Nie były to jednak polityczne wakacje.

Na podstawie programu w gestii Słoweńców leżały następujące kwestie: przyszłość traktatu lizbońskiego, klimat i energia, strategia lizbońska, zachodnie Bałkany i dialog międzykulturowy. Plus parę kwestii „z życia wziętych”. Prezydencja słoweńska musiała zmierzyć się m.in. z rosnącymi cenami energii, ropy oraz żywności, recesją na rynkach ekonomicznych i finansowych, irlandzkim „nie” w referendum na temat traktatu lizbońskiego oraz niepodległością Kosowa, która to wzbudziła wiele emocji zarówno na Bałkanach jak i na arenie międzynarodowej. W tej ostatniej kwestii Słoweńcy rzeczywiście dysponowali mocnymi argumentami - znają bardzo dobrze specyfikę regionu, jego historię i kulturę. Z drugiej strony jednak sami pozostają w konflikcie z Chorwacją o wody Zatoki Pirańskiej, co ciągle wpływa na spowolnienie procesu integracyjnego na linii Bruksela - Zagrzeb.

Podsumowując, premier Słowenii Janez Jansa, wskazując na największe osiągnięcia swego kraju wymienił rozszerzenie strefy euro o Słowację, usunięcie ostatnich barier w strefie Schengen, inaugurację Roku Dialogu Międzykulturowego, ustanowienie Uniwersytetu Eurośródziemnomorskiego w Słowenii, decyzję o lokalizacji EIT w Budapeszcie, ustanowienie Europejskiego Dnia Morza, rozpoczęcie drugiego cyklu wdrażania Strategii Lizbońskiej i wprowadzenie piątej swobody - przepływu wiedzy. Nie należy też zapominać o porozumieniu w sprawie realizacji projektu Galileo, liberalizacji rynku energii elektrycznej i gazu oraz wypracowaniu stanowiska w sprawie Bałkanów Zachodnich, a także określenia zasad funkcjonowania agencji pracy tymczasowej, harmonogramu działań związanych z transgranicznymi regulacjami rynków finansowych. Lista krótka nie jest. Niestety nie wszystko się udało.

Ale to spadło na barki Francji.