Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Koniec Internetu, czy koniec Ruperta Murdocha?


25 maj 2009
A A A

Gigant medialny Rupert Murdoch, właściciel News Corporation, zapowiedział koniec Internetu jaki znamy. Od przyszłego roku Murdoch zacznie pobierać opłaty za korzystanie z internetowych wydań należących do niego gazet. Do Ruperta Murdocha należą między innymi tytuły prasowe takie jak  The Sun, The Times, telewizje Sky, Fox, serwis społeczności owy myspace.com, czy wytwórnia filmowa Twentieth Century Fox.

 

„Obecnie trwa wyjątkowa, epokowa debata nad wartością treści zamieszczanych w internecie. Dla wielu wydawców prasy jest oczywiste, że obecny model dostępu do tych treści nie zdaje egzaminu - oświadczył Murdoch. - Jesteśmy jednym z głównych głosów w tej debacie i  z  pewnością będziemy przewodzić wysiłkom mającym na celu znalezienie takiego modelu dostępu do informacji w sieci, który maksymalnie zwiększyłby nasze dochody i przyniósł korzyści udziałowcom.

Jednocześnie Murdoch poinformował, że zyski  News Corporation za ostatni kwartał spadły aż o 47 procent, do 775 milionów dolarów. Można powiedzieć, tonący brzytwy się chwyta, ale sprawa jest poważniejsza i nie dotyczy tylko samego Murdocha, a wszystkich wydawców treści w prasie, radiu, Internecie oraz telewizji.

Co jest nie tak?

Dotychczasowy model sprzedaży treści zakładał dwa główne źródła przychodów:  reklamy oraz opłaty od czytelników lub widzów. Niektórzy wydawcy od początku skazani byli tylko na jedno źródło jak np. radio i telewizja lub portale internetowe na reklamodawców. Inne, jak prasa lub telewizja kablowa łączyły oba źródła, a jeszcze inne opierały się tylko na opłatach od czytelników (kablowe stacje telewizyjne, czy tytuły prasowe bez reklam). Uzyskane przychody pozwalały na ponoszenie kosztów produkcji treści, czyli utrzymywania redakcji, studiów nagrań, ekip telewizyjnych. Poszczególni wydawcy treści walczyli między sobą o reklamodawców oraz czytelników. Rynek był jasno ustalony, reguły przejrzyste, pionki rozstawione. Wielcy wydawcy jak Murdoch rozgrywali globalną partię szachów.

Wraz z nadejściem Google oraz serwisów społecznościowych i blogowych jak facebook, digg, twitter, czy youtube,  często określanych mianem Web 2.0, szachownica została wywrócona do góry nogami. Model biznesowy serwisów społecznościowych oraz wyszukiwarek pozwala na oferowanie powierzchni reklamowej praktycznie bez ponoszenia kosztów wytworzenia treści. Treść tworzą sami użytkownicy prowadząc blogi, wrzucając filmy, czy zdjęcia lub aktualizując informacje o sobie. W przypadku wyszukiwarek treść innych serwisów jest darmowym tworzywem do przygotowania listy odnośników, przy której można wyświetlić reklamy.

Dzięki takiemu modelowi biznesowemu serwisy Web 2.0 oraz wyszukiwarki mogą oferować reklamodawcom powierzchnię reklamową po znacznie niższych cenach – nie muszą przecież utrzymywać, czasem tysięcy etatów redakcyjnych! Większa podaż powierzchni reklamowej powoduje stały spadek cen, który uderza w wydawców treści.

Co więcej serwisy Web 2.0 przedstawiają atrakcyjną ofertę nie tylko reklamodawcom, ale również czytelnikom. Blogi prowadzone przez specjalistów i pasjonatów są częstokroć lepsze, niż artykuły zawodowych redaktorów. Video tworzone przez niektórych użytkowników youtube może konkurować z materiałami tworzonymi przez stacje telewizyjne. Do tego dochodzi internetowe piractwo.  W efekcie coraz trudniej jest sprzedawać gazety, czy płatną telewizję w przypadku,  gdy porównywalnej jakości lub identyczne treści  można dostać za darmo.

W poszukiwaniu równowagi

Czy taki model może się utrzymać? Wydawcy treści cierpią. Na pierwszy front poszły gazety, które doświadczyły znacznego spadku przychodów zarówno ze strony reklamodawców,  jak również opłat od czytelników. Dynamicznie rosnąca liczba społecznościowych serwisów video każe przypuszczać, że za chwilę taki sam problem napotkają stacje telewizyjne. Na dłuższą metę taki model jest nie do utrzymania, jest to powolna agonia wydawców treści. Czy może istnieć świat mediów bez wydawców treści?
Teoretycznie tak. W końcu do przekazywania informacji od jednej osoby do drugiej nie potrzeba wcale redaktorów i pośredników. Każdy może zrobić zdjęcie z wypadku, prowadzić bloga. Artyści mogą publikować utwory bezpośrednio w Internecie. Coraz więcej treści udostępniane jest za darmo.

A jednak. Są treści za które, pomimo ogromnej liczby bezpłatnych utworów, czytelnicy i widzowie są skłonni płacić. To między innymi treści specjalistyczne, utwory znanych artystów, materiały unikatowe lub najwyższej jakości warsztatowej.

Przetrwają najlepsi

Czytelnicy i widzowie mogą płacić. Tak jak płacą za bilety na koncert, bilety do teatru, gry komputerowe, abonament telewizji kablowej, czy licencję Office-a.

Dla wydawców kluczem do sukcesu jest stworzenie unikatowej i najwyższej jakości treści. Będzie to wymagało ogromnych zmian w sposobie funkcjonowania wydawców. Tak jak przekształciły się kina po nadejściu telewizji, wideo i Internetu,  tak będzie musiała przekształcić się oferta wydawców treści. Dzisiejsze kina mogą zaoferować coś niepowtarzalnego – najnowsze filmy, wielki ekran, świetne nagłośnienie, wygodne siedzenia oraz liczne usługi dodatkowe (miejsce do spotkania ze znajomymi, przekąski). Równie niepowtarzalna i wysoka jakościowo będzie musiała się stać oferta wydawców treści.

Nie każdy wydawca będzie mógł sprostać temu wymogowi. Tych, którym się to nie uda czeka smutny koniec. Spośród perełek imperium Murdocha wiele tytułów ma przed sobą trudną przyszłość. Jeszcze niedawno przynosząca krocie sławna angielska bulwarówka The Sun może stać się pierwszą ofiarą. Ale Murdoch o tym wie. Dlatego dwa lata temu kupił  The Wall Street Journal, który już dziś jest odpłatny w Internecie oraz serwis społecznościowy myspace.com,  na którym plotki rozchodzą się jeszcze szybciej niż w The Sun.