Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Hubert Kozieł: Afrykańska Al.-Qaeda


14 grudzień 2004
A A A

Czasem prawda o pewnych wydarzeniach wychodzi na jaw dziesiątki a nawet setki lat po nich. Do tego czasu skazani jesteśmy na domysły, przypuszczenia i mętne hipotezy. Tak jest również w przypadku zdarzeń omawianych w tej pracy. Dzisiaj w dobie ultratajnej ,,wojny z terroryzmem” zmuszeni jesteśmy często rekonstruować wydarzenia na podstawie informacji rozrzuconych jak fragmenty rozbitego lustra. Być może dlatego informacje, które zebrałem w tym skromnym opracowaniu są tylko nieśmiałą próbą – opisania historii działań siatki Osamy bin Ladena w Afryce. A szczególnie kilku mniej znanych epizodów z jej dziejów.

W kraju czarnej rozpaczy

Po kryzysie wojnie w Zatoce Perskiej rozgoryczony weteran Afganistanu Osama bin Laden popadł w poważny konflikt z saudyjską rodziną królewską, dotyczący obecności amerykańskich wojsk w Arabii Saudyjskiej. Wobec różnych nacisków postanowił opuścić swą ojczyznę. Udał się do Sudanu. Yossef Bodansky sugeruje, że chciał on tam ,,prowadzić ciche muzułmańskie życie i rozkręcić nowe interesy”. Sytuacja panująca wówczas w tym gospodarczo zacofanym i pogrążonym w wojnie domowej kraju sugerowała jednak, że krótkotrwały ustabilizowany okres pobytu w Chartumie miał być tylko wstępem do o wiele poważniejszej działalności. (Wszak do prowadzenia interesów mógł wybrać np. Londyn.)
30 VI 1989r w wyniku puczu w Sudanie doszedł do władzy generał Omar Al.-Baszir – człowiek owładnięty myślą zaprowadzenia w tym kraju fundamentalistycznego reżimu muzułmańskiego. Ideologiem i szarą eminencją nowej władzy został Hasan At-Turabi – wykształcony na Sorbonie działacz Stowarzyszenia Braci Muzułmanów. By zislamizować kraj nie cofali i nie cofają się oni przed ludobójczymi metodami. Nawet Mahdi nie jest dla nich przykładem wystarczająco pobożnego muzułmanina. Sudan zamienił się pod ich rządami w światowy ośrodek wsparcia sunnickiego fundamentalizmu. Oznaczało to, że kraj stał się otwarty dla wszelkiego rodzaju terrorystów.
Jednocześnie doszło do zaskakującej zmiany polityki zagranicznej Sudanu. Kraj ten przestał być sojusznikiem Libii i Iraku w zamian zacieśniając więzi z Iranem. At-Turabi zafascynowany był irańskimi sukcesami w walce z USA i Izraelem w Libanie. Wyszkoleni przez Teheran terroryści imponowali mu swoim profesjonalizmem. Dokonał więc zmian w głoszonej przez siebie doktrynie islamu szczególnie akcentując zasypywanie podziału między sunnitami a szyitami w celu połączenia sił do walki ze wspólnym wrogiem – zarówno z zachodnią cywilizacją jak i z popieranymi przez USA reżimami na Bliskim Wschodzie. Znalazło to wyraz w stworzeniu Międzynarodówki Islamskiej i jej zbrojnego ramienia Zbrojnego Ruchu Islamskiego. W kwietniu 1991 r. w Chartumie odbyła się Konferencja Narodów Arabskich i Muzułmańskich. Była to pierwsza próba koordynacji islamskiego terroryzmu po wojnie w Zatoce Perskiej. Wywarła ona duże wrażenie na Iranie co sprawiło, że uruchomił on wsparcie dla sudańskiego reżimu. Zorganizowano obozy szkoleniowe dla terrorystów, przysłano instruktorów, zapewniono nowoczesny system łączności. Irańscy Gwardziści Rewolucyjni zajęli więzienie Kabar w Chartumie i założyli tam swoją główną kwaterę. W grudniu 1991r. wizytę w Sudanie złożył prezydent Iranu Rafsandżani. Podpisano szereg porozumień dotyczących współpracy w dziedzinach obrony, terroryzmu i gospodarki. Zapewniły one Sudanowi stałe dostawy ropy naftowej i żywności jednocześnie trwale uzależniając go od reżimu ajatollahów. Sudan miał się stać głównym irańskim przyczółkiem w Afryce.
Jednakże At-Turabi napotkał na drodze do rozprzestrzeniania islamskiej rewolucji poważną przeszkodę w postaci finansów. 5 VII 1991r. Bank Anglii nakazał bowiem zamknąć Bank of Credit and Commerce International ( BCCI) - dotychczas główny i zarazem najbezpieczniejszy kanał finansowania terrorystów. Fundamentaliści stracili przy tym setki milionów dolarów. Zdesperowany At-Turabi zwrócił się więc o pomoc do przybyłego właśnie do Chartumu, posiadającego liczne koneksje saudyjskiego milionera – Osamy bin Ladena. Bin Laden szybko zorganizował misterny system pralni brudnych pieniędzy opierających się na wielu fundacjach ,,charytatywnych”. Jedna z takich fundacji założona została już w 1988r. i nosiła nazwę Al.-Qaeda. Zdołał też zorganizować wsparcie finansowe od podobnie myślących finansistów z krajów z nad Zatoki Perskiej.
Sudan borykał się również z fatalnym stanem infrastruktury komunikacyjnej. Irańczycy zwracali uwagę, że odbija się to ujemnie na obronnych zdolnościach kraju. Wobec bezradności rządu w Chartumie zajęło się tym należące do bin Ladena przedsiębiorstwo Al.-Hidżra. Zbudował min.: dobrej jakości wojskową drogę łączącą Chartum z południem Sudanu, tamę w Rusajris, liczne lotniska, bazy wojskowe i obozy szkoleniowe dla terrorystów. Firmy bin Ladena były też sposobem na sprowadzenie zachodniej technologii dla reżimu. Nic dziwnego, że już w 1992 roku At-Turabi wprowadził Osamę do swojego wewnętrznego kręgu decyzyjnego i przywództwa międzynarodowego islamskiego ruchu fundamentalistycznego. On natomiast zaczął ściągać do Sudanu swych towarzyszy broni z Afganistanu. Już wkrótce jego siatka miała uderzyć...

{mospagebreak} 

„Blackhawk down”

W styczniu 1991r. w Somalii upadł komunistyczny reżim Siada Barre. Stanowisko tymczasowego prezydenta objął Ali Mahdi Mohammed z klanu Hawije. Nie uznał tej decyzji sekretarz głównej organizacji rebelianckiej Mohammed Farah Aidid z klanu Habr Gedir. Doprowadziło to krwawej wojny domowej toczonej pomiędzy kilkunastoma klanami, rodami i lokalnymi ugrupowaniami. W roku 1992 oddziały amerykańskie wylądowały w blasku reflektorów i pod okiem kamer na somalijskich plażach – to był początek operacji ,,Przywrócić Nadzieję” dzisiaj wspominanej głównie jako jedno z największych nieporozumień lat ’90-tych.
Państwa arabskie szczerze wtedy wierzyły w możliwość zamienienia Morza Czerwonego w ,,arabskie jezioro.” Dlatego też Saudyjczycy zainwestowali mnóstwo pieniędzy najpierw we wspieranie reżimu Barre a później w budowanie tam struktur organizacji muzułmańskich. Przykład udanej secesji muzułmańskiej Erytrei nastrajał ich pozytywnie do tego pomysłu. Dlatego też również w Somalii pojawiło się mnóstwo podejrzanych saudyjskich fundacji. Większa część pieniędzy dla reżimu Barre przechodziła przez ręce somalijskiego pośrednika Muhammada Szajcha Usmana. W 1991r. Usman przeszedł na stronę Aidida.
W tym czasie watażka Aidid poczuł się zagrożony przez wojska USA-ONZ. Czuł on, że wspierają one jego największego rywala Mahdi Muhammmeda. Wobec tego rozpoczął on serię ataków na siły międzynarodowe. Zwrócił w ten sposób na siebie uwagę At-Turabiego. Zarówno sudański reżim jak i jego irańscy protektorzy byli bowiem bardzo zaniepokojeni obecnością wojsk USA o rzut kamieniem od Chartumu. At-Turabi marzył o zbudowaniu bloku państw islamskich stanowiących barierę wokół jego kraju. Ogromne znaczenie miała przy tym Somalia ze swoim długim wybrzeżem. Sudańczycy nie wahali się więc z udzieleniem pomocy Aididowi, mimo że nie był on nigdy fundamentalistą. Marzył im się własny Bejrut...
W czerwcu 1993r. na konferencji w Chartumie postanowiono wciągnąć Amerykanów w walki partyzanckie i ,,zrobić im drugi Wietnam”. W międzyczasie przerzucono do Mogadiszu setki fundamentalistów i uruchomiono program szkolenia milicji Aidida. Bin Laden zorganizował trasy przerzutu z wykorzystaniem partyzantów z etiopskiego plemienia Oromo, którzy zmienili pod jego wpływem orientację z nacjonalistycznej na fundamentalistyczną. W międzyczasie uruchomił swoje jemeńskie kontakty ,by pod naciskiem swych gospodarzy dokonać jakiegokolwiek antyamerykańskiego zamachu terrorystycznego. W efekcie 9 XII 1992 r. doszło do wyjątkowo nieudolnych zamachów na hotele w Adenie, w których mieli przebywać żołnierze amerykańscy udający się do Somalii. Żaden Amerykanin nie zginął w tych atakach, gdyż zdołali oni opuścić zaatakowane hotele kilka dni wcześniej.
Tymczasem siły Aidida zaangażowały się w szereg coraz lepiej przygotowanych zamachów przeciwko wojskom ONZ. Wszystkiego osobiście doglądał najbliższy współpracownik bin Ladena Ajman Az- Zawahiri. Do największego starcia doszło 3 X 1993r. Wywiadowi USA podrzucono informację, o pobycie w hotelu ,,Olympic” w Mogadiszu dwóch wysokiej rangi współpracowników Aidida. Wysłano do akcji 100 amerykańskich żołnierzy. Weszli oni w zasadzkę. Zestrzelono 2 helikoptery UH-60 Blackhawk. Amerykanie zorganizowali obronę wokół szczątków śmigłowców. Nacierało na nich 1000 Somalijczyków i arabskich ,,afgańczyków” bin Ladena. Zginęło 18 Amerykanów, 78 zostało rannych, 1 dostał się do niewoli i został odbity po 10 dniach. Straty somalijskie to jakieś 300 zabitych i co najmniej 700 rannych. Świat obiegły zdjęcia motłochu wlokącego ciała amerykańskich żołnierzy – wobec tego Kongres wezwał prezydenta Clintona do wycofania wojsk z Somalii. Według bin Ladena zdarzenie to pokazało ludziom, że muzułmanie są w stanie pokonać USA. Plany amerykańskiej akcji najprawdopodobniej przedostały się do fundamentalistów poprzez ONZ. Rakiety użyte w tej akcji przywiózł powiązany z ISI terrorysta Maulana Masood Azhar na pokładzie samolotu kupionego w 1993r. przez bin Ladena od Pentagonu.

Abu Umar Al.-Amriki

W roku 1995 afrykańska siatka bin Ladena wyznaczyła sobie ambitny cel: zabójstwo prezydenta Egiptu Hosni Mubaraka. Powodów było wiele. Egipt nie był przyjaźnie ustosunkowany do Sudanu i przeszkadzał At-Turabiemu w eksporcie rewolucji islamskiej. Ponadto był sojusznikiem znienawidzonego przez fundamentalistów rodu As Saud i USA. Rząd Mubaraka brutalnie zwalczał fanatyków ze Stowarzyszenia Braci Muzułmanów – co miało wielkie znaczenie jeśli się weźmie pod uwagę dużą liczbę egipskich fundamentalistów w Al.-Qaedzie. Wystarczy przypomnieć, że najbliższy współpracownik bin Ladena dr Az- Zawahiri to przywódca egipskiego Jihadu i uczestnik spisku na życie Anwara Saddata. Inny jego wysokiej rangi współpracownik - Ahmed Szauki al.-Istanbuli to z kolei brat zabójcy Saddata.
Egipskiego prezydenta miano pozbawić życia 26 V 1995r. tuż przed otwarciem obrad szczytu państw afrykańskich w Adis Abebie. Zamach zyskał pełną aprobatę At-Turabiego, co wyrażało się chociażby w oddelegowaniu do wsparcia operacji wysokiego rangą agenta sudańskiego wywiadu Sirdż Muhammada Husajna. Przygotowaniami zajęli się bezpośrednio Az-Zawahiri i al.-Istanbuli. Według planu miano dokonać zasadzki na prezydencki konwój na ulicach Adis Abeby. Limuzyna Mubaraka ostrzelana zostałaby za pomocą karabinów maszynowych i granatników. Przewidywano, że prezydencki wóz może się przedrzeć przez korytarz ogniowy, wówczas miał on zostać staranowany przez wypełnioną materiałami wybuchowymi ciężarówkę. Na wieść o śmierci Mubaraka miano dokonać w Egipcie szeregu krwawych ataków terrorystycznych w zamyśle ich planistów mających doprowadzić do wybuchu powszechnego powstania fundamentalistycznego. Jednakże plan nie wypalił. Prezydencka kawalkada ruszyła zbyt wcześnie. Zespół uzbrojony w granatniki nie zdołał przybyć na czas a kule z kałasznikowów tylko zadrapały opancerzone limuzyny. Kierowca Mubaraka postąpił wbrew regułom i z wielką szybkością odjechał tą samą drogą na lotnisko. Podjęta w chwili paniki decyzja uratowała prezydentowi życie, gdyż 100 metrów od miejsca zasadzki nadal czekała ciężarówka z materiałami wybuchowymi. Wobec tego wstrzymano wywołanie powstania fundamentalistycznego. Odpowiedzialność za nieudany zamach wzięła na siebie organizacja Al.-Dżami’a al.-Islamija kierowana przez powiązanego z bin Ladenem ,,ślepego szejka” Abdela Omara Rahmana – odsiadującego wyrok za zamach na WTC z 1993r.
Na przełomie 1997 i 1998 roku doszło do poważnego kryzysu w stosunkach amerykańsko-egipskich. Związany on był w dużej mierze z tzw. Incydentem Abu Umara al.-Amrikiego. W pierwszej połowie listopada 1997r. Ajman Az-Zawahiri miał się bowiem spotkać w obozie pod Peszawarem z człowiekiem znanym jako Abu Umar al.-Amriki (,,al.- Amriki” znaczy ,,Amerykanin”). Był on uznawany za Amerykanina arabskiego pochodzenia i pełnił rolę emisariusza CIA. Fundamentalistyczni przywódcy upierają się, że al.-Amriki obiecał, że rząd USA nie będzie zapobiegać dojściu do władzy fundamentalistów w Egipcie jeśli ci się wstrzymają od ataków na wojska amerykańskie w Bośni. Zaproponował też, że może przekazać Al.-Qaedzie 50 milionów dolarów.
Al.-Amriki już w latach ’80-tych działał otwarcie jako emisariusz CIA udzielając wsparcia bin Ladenowi w Afganistanie. Podczas jednego ze spotkań z Az-Zawahirim pod koniec afgańskiej wojny miał omawiać z nim przyszłość Az-Zawahiriego w egipskim ruchu fundamentalistycznym. Al.-Amriki zasugerował mu wtedy, że ,,potrzebowałby on 50 mln $, by rządzić Egiptem.”
W połowie grudnia 1997r. Mubarak dowiedział się o sprawie. Niezależnie od tego czy informacje które posiadał odpowiadały prawdzie, wywołały ona jego uzasadnioną wściekłość. Rządowe gazety zaczęły pisać o tym, że CIA chce zdestabilizować Egipt i wspiera w tym celu terrorystów. Rząd w Kairze odmówił poparcia dla bombardowania Iraku i nawiązał bliższe stosunki z Teheranem. Jednocześnie jednak nie mógł przesadzać z okazywaniem niechęci do Amerykanów- fundamentaliści byli dla niego zawsze większym wrogiem a tylko gospodarcza i wojskowa pomoc USA ratowała go przed destabilizacją państwa. Niezależnie od tego czy incydent z Abu Umarem Al.-Amriki się wydarzył czy nie, na trwale popsuł on stosunki amerykańsko-egipskie.

{mospagebreak} 

Shylergate

Były agent MI5 David Shayler zwrócił uwagę światowej opinii publicznej, gdy ujawnił epizody, które wywiad brytyjski wolałby utrzymać wiecznie w tajemnicy. Min. pewne zdarzenie z 1996r. Do MI6 zgłosił wtedy pewien Libijczyk, któremu nadano pseudonim ,,Tunworth.” Zaproponował zorganizowanie zamachu przeciwko Muamarowi Kaddafiemu. Grupa podejmująca się tego zadania nosząca nazwę Al.-Muqatila była tylko przykrywką dla libijskiej komórki Al.-Qaedy. Brytyjczycy byli tego świadomi. Zgodzili się i zapłacili ludziom Osamy bin Ladena 100 000 funtów. Zamach został przeprowadzony, choć chybiono celu. W eksplozji bomby zginęło kilku przechodniów – Kaddafiego nie było w pobliżu. Ale to nie koniec współpracy MI6 z libijską Al.-Qaedą. Pozwolono tej grupie wydawać w Londynie własny newsletter. Do V 2000r. w Wielkiej Brytanii korzystał z azylu politycznego Anas Al.-Liby – jeden z dowódców Al.-Qaedy, po 11 IX wciągnięty na listę 25 najbardziej poszukiwanych przez FBI. Libia wydała 15 IV 1998r. jako pierwsze państwo na świecie międzynarodowy list gończy za bin Ladenem, pomimo tego, że według Jean’a-Charles’a Brisarda amerykańskie i brytyjskie agencje wywiadowcze chciały za wszelką cenę nie dopuścić do tego.

Wygnanie z raju

Tymczasem bin Laden zaczął irytować sudański reżim. Wbrew naciskom At-Turabiego i Al.-Baszira nie zgodził się na wykorzystanie swej ,,afgańskiej” kadry terrorystycznej do tłumienia rebelii na południu kraju. Doszło nawet do tego, że Osama zagroził na początku 1996 r. wycofaniem swych aktywów finansowych z Sudanu, co groziłoby reżimowi w Chartumie bankructwem. W międzyczasie Arabia Saudyjska zaproponowała rządowi Al.-Baszira hojne wsparcie finansowe, jeśli ten pozbędzie się szefa Al.-Qaedy. Kuszono Sudańczyków nawet wizją bezpłatnych dostaw ropy naftowej. Do tego dochodziła też poważna, choć na pewno wyolbrzymiona obawa przed możliwością sprowokowania amerykańskiej inwazji.
Chartum zaproponował Amerykanom w związku z tym wydanie Osamy bin Ladena. Negocjacje toczyły się w III 1996 r. w Waszyngtonie i brał w nich udział sudański minister obrony. W ich trakcie przedstawiciele USA stwierdzili, że nie chcą bin Ladena, gdyż nie mają dowodów, by go skazać. Zgodzili się natomiast, by Osama został wydalony do jakiegokolwiek kraju trzeciego poza ... Somalią. Sudańczycy zasugerowali, że w ich kraju bin Laden jest już poddany obserwacji i można go będzie łatwiej kontrolować. Administracja Clintona zażądała jednak wydalenia go z Sudanu. Anonimowy oficer wywiadu USA skomentował to następująco: ,,Porywamy pomniejszych narkotykowych baronów i przywozimy ich z workami na głowach. Ktoś nie chciał by do tego doszło.” W ciągu negocjacji USA nie chciały przyjąć od Sudanu danych wywiadowczych pochodzących z obserwacji bin Ladena. A Sudańczycy zdołali dużo zebrać o Al.-Qaedzie. Agent CIA, który widział te dane stwierdził, że tom który trzymał w ręku był gruby na półtora cala. Z tą samą ofertą zgłoszono się również do MI-6. Z takim samym efektem.
Osama bin Laden musiał opuścić Sudan. Zrobił to 18 V 1996r. na pokładzie samolotu transportowego C-130. Udał się do Afganistanu. Ówczesny sudański minister obrony skomentował to następująco: ,,Ostrzegaliśmy. W Sudanie bin Laden i jego pieniądze były pod naszą kontrolą. Ale wiedzieliśmy, że jeśli uda się do Afganistanu nikt nie będzie go kontrolował. Amerykanów to nie obchodziło, oni tylko nie chcieli go mieć w Somalii. To szalone.” Jednakże sudański minister zapomniał dodać, że jego rząd pomógł bin Ladenowi w przeprowadzce i choć znacznie ograniczył kontakty z szefem Al.-Qaedy, to wciąż zachował kanały komunikacji z saudyjskim terrorystą.

Ethiopian Airways 961

23 XI 1996 r. samolot etiopskich linii lotniczych lot nr 961 zmierzający z Adis Abeby do Nairobi został porwany a następnie rozbił się o powierzchnię morza u wybrzeży Komorów. Według jednej z wersji katastrofa nastąpiła w wyniku braku paliwa, według innej był to zamach samobójczy. Zginęło 127 pasażerów i członków załogi a 48 było poważnie rannych. Odpowiedzialnością za ten akt obciążono bliżej niezidentyfikowanych etiopskich studentów-dysydentów. Żaden z pozostałych przy życiu pasażerów nie rozpoznał ani jednego porywacza wśród zabitych i rannych. Izraelski serwis internetowy Debkafile dokonał jednak kilku zdumiewających odkryć związanych z powyższym incydentem. Porywacze nie pochodzili z Etiopii – byli członkami Al.-Qaedy i egipskiego Jihadu. Wśród pasażerów znalazł się amerykański konsul z Bombaju. Była tam również oficer CIA Leslie Ann Shedd, która pomimo młodego wieku (28 lat), była jednym z największych odkryć Agencji. Na pokładzie byli też przedstawiciele firmy Israeli Aviation Industries z ochroniarzami, szef ukraińskiego wywiadu wojskowego i zastępca szefa ukraińskich sił powietrznych. Grupa ta zmierzała na tajne spotkanie w hotelu King David w Jerozolimie. Terroryści dokonali porwania we wczesnej fazie lotu. W trakcie strzelaniny zginęła agentka CIA, izraelscy dyrektorzy i szef ukraińskiego wywiadu wojskowego. Rozbicie się samolotu było zaplanowane. Niedaleko planowanego miejsca upadku czekała flotylla łodzi rybackich. Po ,,katastrofie” ruszyła ona ,,na pomoc pasażerom” w praktyce wyławiając tylko porywaczy. Zadbano nawet o wyłowienie ciał martwych terrorystów. Akcja ratunkowa odbyła się pod dowództwem Abdallaha Mohameda Fazula – uznawanego za szefa operacji Al.-Qaedy we wschodniej Afryce. Fazul odegrał później ważną rolę w zamachach na ambasady. Gdy we IX 1998r. agenci FBI wkroczyli do jego domu na Komorach, zastali tylko komputery. Fazul został przez kogoś ostrzeżony i zniknął bez śladu. Rządy zainteresowanych państw całkowicie zatuszowały całą te historię.

{mospagebreak} 

Zamachy na ambasady

Mimo wielkich nakładów siły fundamentalistyczne nie zdołały zrealizować swych celów w Rogu Afryki. Somalia nie zamieniła się w państwo rządzone twardą ręką przez zwolenników idei At-Turabiego. Po śmierci Mohammeda Faraha Aidida schedę po nim przejął jego syn Husajn. Podejrzewano go o bycie ,,filarem amerykańskiego wywiadu w Rogu Afryki.” Bin Laden musiał zmienić somalijskiego sojusznika. Wybrał do tej roli powiązanego z Arabią Saudyjską milionera Usmana Gatu, który kilka lat wcześniej był z kolei głównym poplecznikiem Mahdi Muhammada – adwersarza Aidida.
Brak wyraźnego sukcesu strategicznego w Somalii jedynie powiększył obsesję At-Turabiego na punkcie wymierzonych w jego reżim spisków. Tymczasem Iran zaczął się rozglądać za zdobyciem przyczółków we Wschodniej Afryce. Marynarka wojenna tego kraju założyła bazy w Mozambiku. Było to powiązane z wielkim programem rozbudowy sił zbrojnych Iranu. Ajatollahowie uważali, że bazy morskie na wybrzeżu Oceanu Indyjskiego są konieczne dla zadania dużych strat Stanom Zjednoczonym. Iran zakupił w Rosji nowoczesne okręty podwodne klasy KILO. W razie wojny mogłyby one prowadzić skuteczne operacje przeciwko amerykańskiej bazie Diego Garcia i jakiemukolwiek zgrupowaniu zmierzającemu w stronę Zatoki Perskiej. By chronić bazy w Mozambiku należało umocnić swe wpływy w okolicznych państwach.
Za jedną z głównych przeszkód uznawano wpływy amerykańsko-brytyjskie w Kenii i w Tanzanii. Dlatego też Iran włożył wiele pracy we wspieranie terrorystów w tym rejonie. Ambasadorem w Tanzanii mianowano Ali Sagahajana – był on wcześniej szefem placówki w Argentynie zamieszany w wysadzenie w powietrze centrum żydowskiego w Buenos Aires w 1994r. Ambasadorem w Kenii został z kolei Kazim Tabatabai – oficer z bagdadzkiej placówki irańskiego wywiadu. Na przełomie maja i czerwca 1997r. podróż po krajach afrykańskich odbył Husajn Szajch Al.-Islam zastępca ministra spraw zagranicznych zajmujący się głównie nadzorem nad terrorystami. Był on gościem na szczycie OJA w Harrare. Odbył tam rozmowy z Laurentem Kabilą, Nelsonem Mandelą i Robertem Mugabe.
We wschodniej Afryce rozrastała się też siatka bin Ladena. Jej miejscowe komórki zajmowały się jak dotąd głównie przerzutem afgańskich narkotyków. Prano tu również pieniądze i wyposażano agentów w nowe tożsamości. Centrum tej silnej siatki wsparcia znajdowało się na Zanzibarze. Zazwyczaj nie przeprowadza się zamachów w miejscu gdzie istnieje siatka wsparcia, gdyż przeprowadzane później antyterrorystyczne obławy mogłyby zlikwidować żmudnie budowane systemy logistyczne. Uważa się jednakże, że Al.-Kaida została sprowokowana do ataku serią aresztowań jej agentów na Bałkanach, co zostało uznane za złamanie paktu Abu Umara Al.-Amrikiego. Jako cele zamachów wybrano amerykańskie ambasady w Nairobi i Dar es-Salaam. Wyznaczoną datą był 7 VIII 1998r.
Zamachu w Nairobi dokonały dwie mające ze sobą minimalny kontakt siatki. Liczyły one łącznie około tuzina terrorystów. Pierwsza składała się głównie z nadzorców i ekspertów, druga z rzeczywistych sprawców samobójczych zamachów przybyłych w tym celu z Bliskiego Wschodu. Obie były koordynowane przez mieszkańca Komorów Mohameda Fadlila. Nadzorował jego pracę bezpośrednio inny komorski muzułmanin Mohamed Fazul.
7 VIII około 10.30 czasu lokalnego pod amerykańską ambasadę podjechała żółta półciężarówka. Jej kierowcy próbowali zaparkować samochód przed frontową ścianą ambasady, ale zostali przegonieni przez strażników. Następnie chcieli wprowadzić ją na podziemny parking pod ambasadą argumentując, że wiozą kanapki dla pracowników. Wobec fiaska tych prób staranowali bramę placówki. Po czym nastąpiła eksplozja. Zapalniki najprawdopodobniej zostały włączone drogą radiową przez Fadlila obserwującego to zdarzenie z wozu dowodzenia. Bomba zniszczyła znajdujący się obok biurowiec i poważnie uszkodziła ambasadę. Zniszczyłaby ją w całości gdyby ładunek został umieszczony na podziemnym parkingu. Co ciekawe jeden z terrorystów znajdujących się w ciężarówce- pakistańczyk Mohamad al.-Uhali zdołał przeżyć i opisać władzom Kenii i USA swoją rolę w zamachu. Fadlil bez przeszkód wyjechał na Komory, gdzie wsiadł na pokład samolotu do Dubaju. Jego dalsze losy są nieznane. W wyniku ataku w Nairobi zginęło 213 ludzi w tym 12 obywateli amerykańskich a 4500 zostało rannych.
Tanzańską siatką również dowodził Fadlil. Ludzie zaangażowani w zamach byli w znacznej większości obywatelami Kenii i Tanzanii pochodzenia Arabskiego. Główną rolę w zamachu odegrał Ahmed Chalfan Ghajlani, Tanzańczyk pochodzenia jemeńskiego. Plan operacyjny zakładał umieszczenie potężnej bomby w specjalnie do tego celu zaadaptowanej ciężarówce- chłodni a następnie zdetonowanie jej na terenie ambasady. Plan nie poszedł jednak dokładnie po myśli terrorystów. Bomba została zdetonowana przedwcześnie, dlatego też zniszczenia były mniejsze od planowanych. Jednakże i tak kilkuset kilogramowy ładunek trotylu zdołał zmieść cały bok gmachu ambasady. W wyniku eksplozji zginęło 11 ludzi – wyłącznie Afrykańczyków a 85 zostało rannych. Większość z terrorystów zdołała zbiec.

Czy można było zapobiec zamachom na ambasady?

Jednym z aresztowanych po zamachu na ambasadę w Dar es-Salaam był Mustafa Mahmud Sa’id Ahmad, Egipcjanin z paszportami Jemenu, Konga i Iraku. Ówczesny tanzański minister spraw wewnętrznych określił go jako ,,autora planu zamachu” lub ,,jedną z ważniejszych osób w spisku”. Nie był on jednak świadomy tego, że ,,jedna z ważniejszych osób w spisku” na jakiś czas przed atakami z 7 VIII ostrzegła Amerykanów o planach wysadzenia w powietrze ambasady w Nairobi.
Kilka dni po zamachach oddał się dobrowolnie w ręce Amerykanów wysoki rangą agent Al.-Qaedy Ali Mohamed. Został on później skazany za udział przygotowaniu ataków na ambasady we Wschodniej Afryce. Powiązany był on ponadto z pierwszym zamachem na WTC w 1993r., atakami przeciwko siłom USA w Mogadiszu i operacją Bojinka – planem jednoczesnego porwania kilkunastu samolotów nad Pacyfikiem i wysadzenia ich powietrze lub wykorzystania jako latających bomb. Uczestniczył też w zorganizowaniu kwatery bin Ladena i obozów szkoleniowych w Sudanie. Osobiście szkolił ochroniarzy przywódców Al.-Qaedy.
Na tym się jednak nie kończą ciekawe fakty z życiorysu Ali Mohameda. W latach ’70-tych i ’80-tych był on oficerem egipskiego wywiadu wojskowego zajmującym się głównie infiltracją środowisk fundamentalistycznych. We IX 1985r. przybył do Stanów Zjednoczonych, gdzie pozwolono mu wstąpić do armii. W czasie służby w Fort Bragg doszedł do stopnia sierżanta Zielonych Beretów – amerykańskich sił specjalnych. Od czasu do czasu pojawiał się w Afganistanie, gdzie walczył przeciwko armii radzieckiej i szkolił mudżahedinów. We IX 1989r. po otrzymaniu amerykańskiego obywatelstwa wystąpił z armii i oddał się w pełni pracy dla Al.-Qaedy. Oficjalnie zerwał wszelkie związki z ,,Wielkim Szatanem Ameryką”, jednakże gdy w 1993r. aresztowała go kanadyjska policja, FBI zażądała jego zwolnienia argumentując, że Ali Mohamed jest agentem amerykańskiego wywiadu.
Michael Riconoscuito jest popularną postacią w środowisku tropicieli spisków. Ten super eskpert zbrojeniowy pracował min.: nad legendarnym programem komputerowym ,,Promis”, genetycznie zmodyfikowaną bronią biologiczną i bombami paliwowo-tlenowymi. Uczestniczył w wielu aferach wywiadowczych i w końcu trafił do więzienia za rzekome posiadanie narkotyków. Twierdzi on, że w 1984 r. wraz z Ralphem Olbergiem z CIA oraz Tedem Gundersonem – byłym szefem biura FBI w Los Angeles a obecnie samozwańczym tropicielem ,,pedofili-satanistów”, spotkał się w z Osamą bin Ladenem występującym pod pseudonimem Tim Osman. Omawiali kwestię dostaw Stingerów i co można zrobić, by rakiety te nie działały na amerykańskie samoloty. Tim Osman został oprowadzony po bazach armii USA i Białym Domu. Riconoscuito w 1998 r. ostrzegał z więziennej celi przed zamachami na amerykańskie ambasady we Wschodniej Afryce. Nikt nie chciał wysłuchać jego ostrzeżeń. Nie wiadomo skąd wiedział o nadchodzących zamachach. Sam Riconoscuito powoływał się zarówno na swoje kontakty z Armią Wyzwolenia Sudanu i kilkoma pensjonariuszami amerykańskich zakładów penitencjarnych.
Jeżeli rzeczywiście jakiś więzień w USA wiedział, że dojdzie do zamachów na ambasady we Wschodniej Afryce, to co wiedziały o tym odpowiednie służby dysponujące takimi ludźmi jak sierżant Ali Mohamed, ostrzeżeniami ,,jednej z głównych osób w spisku” i innymi źródłami informacji, o których nie wiemy i nigdy się nie dowiemy? Czy Ali Mohamed był jedynym Egipcjaninem odbywającym szkolenie z Zielonymi Beretami? Do USA wpuszczono go mimo silnych obiekcji CIA. Kto podjął tą decyzję? Czemu miała ona służyć? Dlaczego nie wykorzystano takiego agenta w ewentualnej próbie zabicia bądź schwytania bin Ladena? Był to człowiek, który znał jego ochronę jak własną kieszeń.
Osama bin Laden pojawił się na amerykańskiej liście sponsorów terroryzmu dopiero w 1996 roku. Jego Al.-Qaeda na liście organizacji terrorystycznych Departamentu Stanu dopiero w 1998 roku. Na liście 10 najbardziej poszukiwanych przez FBI Osama bin Laden pojawił się dopiero 7 VI 1999 roku. W tym samym roku utworzono w FBI komórkę zajmującą się bin Ladenem. Liczyła ona od 17 do 19 osób. Więcej agentów skierowano do ścigania radykalnych antyaborcyjnych aktywistów.

{mospagebreak} 

Zamieszanie wokół Somalii

Na początku roku 2002 pojawiły się szeroko dyskutowane w mediach pogłoski dotyczące ewentualnej amerykańskiej inwazji przeciwko Somalii. Potwierdzać je miały ruchy wojsk koalicji antyterrorystycznej naprzeciw Rogu Afryki. Tak więc w pierwszym tygodniu stycznia niemieckie okręty wiozące około 1600 żołnierzy przepłynęły Kanał Sueski i zakotwiczyły u wybrzeży Dżibutti. Podobna flotylla wioząca brytyjskich royal marines zatrzymała się w pobliżu Mombassa. Ruchy te oficjalnie uzasadniano koniecznością walki z bojownikami Al.-Qaedy szukającymi nowej bazy operacyjnej w Somalii.
Rzeczywiście po upadku reżimu Talibów w Afganistanie Al.-Qaeda dokonała wielkiej relokacji zasobów i kadr terrorystycznych. Około 800 terrorystów mogło przeniknąć na teren Somalii tworząc nowe centra operacyjne niedaleko Baidoa i przy granicy z Kenią. Dla porównania: od 600 do 800 przedostało się do Arabii Saudyjskiej, 800-1000 do Jemenu a 700-900 do postradzieckich republik Azji Środkowej. Do Somalii przybył więc całkiem pokaźny kontyngent fundamentalistów. Dodać należy jednak, że dla wielu z nich Róg Afryki był tylko punktem przerzutowym i trafili oni później do innych krajów, którym islamscy fanatycy wypowiedzieli wojnę.
W międzyczasie dwóch lokalnych somalijskich watażków powiadomiło USA, że niedaleko Maogadiszu Al.-Qaeda utrzymuje trzy ogromne obozy szkoleniowe i że skłonni są oni je zniszczyć, jeżeli dostaną wsparcie finansowe. Stwierdzenia te po weryfikacji okazały się tylko próbą wyłudzenia funduszy i zdobycia poparcia państw Zachodu.
Bardzo szybko okazało się, że pogłoski o amerykańskiej inwazji na Somalię są przesadzone. Były one prawdopodobnie sprytną dezinformacją mającą odwrócić uwagę od zdobycia przez USA baz wojskowych w Gruzji. Była to zresztą bardzo udana dezinformacja.

Mombasa

28 XI 2002r. potężna eksplozja wstrząsnęła będącym izraelską własnością hotelem ,,Paradise” w Mombasa. Wybuch zabił 13 ludzi w tym 3 Izraelczyków – dwóch chłopców i przewodnika. Rannych zostało około 80 ludzi. W chwilę później rakieta Strieła wystrzelona z ziemi przez terrorystów z nieznanej przyczyny chybiła Boeinga 747 linii lotniczej Arkia kierującego się z 260 pasażerami na pokładzie do Tel Avivu.
Już wkrótce wspólny amerykańsko -izraelsko- kenijski zespół śledczy zdołał wpaść na trop sprawców zamachu. Nazwiska były dla nich znane: Mohamed Fazul – powiązany z zamachami na ambasady i sprawą lotu Ethiopian Airways 961 oraz jego podwładny Abdullah Ahmad Abdullah – skazany in absentia przez amerykański sąd za udział w zamachach na ambasady. Wcześniej Amerykanie opierając się na danych niemieckich, etiopskich, kenijskich i zwiadzie własnych sił specjalnych na miejscu zlokalizowali obu terrorystów w Zachodniej Somalii.
Zdołano też ustalić, że w atak zamieszanych było pośrednio i bezpośrednio 25-35 ludzi wraz 100 osobową grupą wsparcia i opłaconych informatorów. Przygotowano kilka ekip na wypadek nieudanych ataków. Zadbano też o ewakuację. Część sprawców uciekła do Somalii korzystając z dwóch małych samolotów startujących z prowizorycznych pasów startowych. Inni mogli ewakuować się łodziami rybackimi. Słowem był to jeden z największych i najlepiej przygotowanych ataków Al.-Qaedy.
Zamach w Mombasie wskazywał też na rosnące niebezpieczeństwo jakim jest skupisko terrorystów w Somalii. Wielu bojowników Al.-Qaedy żyje w wioskach rybackich na wschodnim wybrzeżu tego kraju pomiędzy portem Kismoayo a Ras Kaambooni przy granicy kenijskiej. Są rybakami, cieślami okrętowymi, lokalnymi rzemieślnikami, przemytnikami. Niektórzy ożenili się z miejscowymi kobietami. Inni działają korzystając z protekcji organizacji Al. Ittihad al. Islamiya. Wielu z nich to weterani starć z Amerykanami w Afganistanie. Część z nich pozostaje w uśpieniu oczekując na kolejne akcje. Prawdopodobnie w Somalii ukrywa się też Mohamed Fazul.

Casablanca

Niemal jednocześnie toczył się fundamentalistyczny jihad w północnej Afryce. Al.-Qaeda zdołała zbudować silną siatkę w Maroku. W Algierii blisko współpracuje z miejscowymi grupami terrorystycznymi. Dała o sobie znać w Tunezji wysadzając w powietrze cysternę w pobliżu starożytnej synagogi na wyspie Dżerba w kwietniu 2002r.
Potrafiła też dokonywać bardziej spektakularnych zamachów. 16 maja 2003r. doszło do masakry w Casablance. W centrum miasta jednocześnie eksplodowały samochody pułapki i wysadzili się w powietrze zamachowcy-samobójcy. Celami były centrum społeczności żydowskiej ,,Alliance”, belgijska ambasada, hotel ,,Safir” i hiszpańskie centrum kulturalne. Zginęło ponad 40 ludzi a około 100 zostało rannych.
Atak ten został dokonany przez miejscową, bardzo silną komórkę Al.-Qaedy. Jednakże według niektórych źródeł z kręgów antyterrorystycznych silnie podejrzewano udział Mohameda Fazula w przygotowaniu zamachu. Odnotowano podróże Fazula pomiędzy Mogadiszu, Niarobi, Jemenem i prowincją Adir w Arabii Saudyjskiej.
Komórka marokańska odegrała też dużą rolę w zamachu w Madrycie 11 III 2004r. Główni podejrzani byli pochodzenia marokańskiego, utrzymywali też kontakty z Al.-Qaedą z północnej Afryki. Jeden z zatrzymanych Jamal Zougam był powiązany z ludźmi podejrzanymi o bezpośredni udział w zamachach w Casablance. Wydaje się więc, że terrorystyczne komórki w Maroku stanowią wielkie zagrożenie również dla państw europejskich i niebezpieczeństwo z nimi związane będzie wciąż narastać wraz z falą nielegalnej imigracji.
Maroko zostało uznane przez kierownictwo Al.-Qaedy za idealną bazę operacyjną. Głównym atutem była bliskość Europy. Brano też pod uwagę dużą liczbę marokańskiej diaspory w państwach Unii Europejskiej. Nie zapomniano też o strategicznym położeniu tego kraju – umożliwiało ono dokonywanie ataków terrorystycznych przeciwko natowskim flotom w Cieśninie Gibraltarskiej. Gdy po 11 IX w europejskich miastach dokonano antyterrorystycznych obław, wielu z zatrzymanych było z pochodzenia Marokańczykami. Ludzie bin Ladena znaleźli w slumsach Casablanki wielu rekrutów. Część z nich zatrudniono przy utrzymywaniu siatek wsparcia. Niektórzy zostali wyszkoleni na ewentualnych zamachowców. W II 2002r. aresztowano w Rzymie grupę obywateli tego kraju mającą zamiar dokonać ataku biochemicznego przeciwko miejskim wodociągom. Marokańczycy byli też przywódcami londyńskich siatek terrorystycznych. Często też przywołuje się przykład Zachariasa Moussaoui – wychowanego we Francji Marokańczyka, będącego domniemanym 20-stym porywaczem z 11 IX. ( Z tymże jest to w tym przypadku przykład zły, gdyż Moussaoui został terrorystą dopiero podczas studiów w Londynie.)

Powtórzenie zamachów na ambasady?

Na przełomie lipca i sierpnia 2003r. amerykańskie służby specjalne weszły w posiadanie informacji mogących świadczyć o przygotowywanej nowej fali zamachów terrorystycznych we Wschodniej Afryce. Z danych tych wynikało, że terroryści pragną powtórnie uderzyć w ambasadę USA w Nairobi.
Ze zgodnych zeznań pięciu zatrzymanych członków Al.-Qaedy z Mombasy wynikało, że zamierzano zdetonować wypełnioną materiałami wybuchowymi ciężarówkę przy murze ambasady. Następnie mały samolot z ładunkami wybuchowymi rozbił by się na ruinach budynku zabijając ekipy ratownicze i osoby, które przeżyły pierwszą eksplozję. W akcji tej użyto by dwóch zamachowców-samobójców. Planowane też były uderzenia przeciwko innym amerykańskim i brytyjskim celom oraz miejscom odwiedzanym przez zachodnich turystów.
Doszło jednakże do amerykańskiej kontrakcji. 10 VIII 2003r. saudyjskie, jemeńskie i kenijskie siły bezpieczeństwa dokonały uderzeń na miejscowe komórki Al.-Qaedy. W akcjach w Jemenie i w Kenii uczestniczyły bezpośrednio siły specjalne USA. W międzyczasie postawiono wszystkie amerykańskie placówki dyplomatyczne we Wschodniej Afryce w stan alertu. Ewakuowano część personelu i wzmocniono ochronę. Odwołano część lotów do państw regionu.
Zamachom udało się zapobiec, jednakże kenijskie siły bezpieczeństwa straciły szansę schwytania szefa operacji Al.-Qaedy w Afryce Mohameda Fazula. Zostało on otoczony przez kenijskie służby bezpieczeństwa w jednej z kawiarni w Mombasa. Po jakimś czasie z oblężonego lokalu wyszedł bojownik Al.-Qaedy i zaatakował Kenijczyków wiązką granatów, po czym wysadził się w powietrze. Fazul skorzystał z zamieszania i zdołał zbiec z miejsca zdarzenia.

Panafrykańska Al.-Qaeda?

Niezależnie od spektakularnych ataków we Wschodniej i Północnej Afryce Al.-Qaeda zapuszczała swe korzenie w innych częściach kontynentu. Idealnym, choć bagatelizowanym przez Zachód terenem ekspansji stała się Republika Południowej Afryki. Obecnie ten kraj zamieszkuje około miliona muzułmanów. Wśród nich znajdują się też liczni Arabowie- w tym bogaci emigranci z Libanu. Ich potrzebom służy 455 meczetów, liczne szkoły koraniczne, fundacje ,,charytatywne”, stowarzyszenia kulturalne i lokalne sieci medialne. W IV 2002r. otwarto w Johanesburgu pierwszy sąd koraniczny.
W RPA działa też prężnie Pan - Islamska Jaamat Islamiya, odgałęzienie radykalnego pakistańskiego ruchu religijno-politycznego. Stanowi ona kanał przerzutowy pieniędzy dla organizacji terrorystycznych. Przedstawiciele islamskich radykałów z RPA utrzymują ożywione kontakty z fundamentalistami z Nigerii, Kamerunu i innych państw Zachodniej Afryki. Pakistańscy terroryści przemieszczają się swobodnie po terytorium RPA jako migrujący robotnicy. Zakładają przy tym nowe komórki Al.-Qaedy, przenoszą tajne wiadomości, broń i wywrotową literaturę.
Socjalistyczny rząd RPA przymyka na to oczy a nawet wspiera tą działalność, gdyż jest nastawiony nieprzychylnie wobec Stanów Zjednoczonych, uważa terrorystów za bojowników o wspólną sprawę a wielu ważnych dygnitarzy z obecnych władz tego kraju w przeszłości nie stroniło od terrorystycznych metod działania. Jeszcze mniej skrupułów posiada w tej kwestii rządzący Zimbabwe Robert Mugabe. Innym wielkim patronem islamskiego antyamerykańskiego radykalizmu na południu Afryki był do niedawna pułkownik Muamar Kaddafi. Libia patronowała mającemu swą siedzibę w RPA ruchowi fundamentalistycznemu PAGAD powiązanemu z siatką Osamy bin Ladena. Kaddafi, Mugabe i Mbeki stanowili tercet zdeterminowany usunąć na zawsze wpływy Zachodu z Afryki – islamski fundamentalizm w ich mniemaniu miał być jednym z narzędzi prowadzących do tego celu.
Jednym z celów fundamentalistów miał stać się amerykański projekt rurociągu łączącego złoża Doba w południowym Czadzie z kameruńskim portem Kribi. W II 2002r. rozpoczęto wstępne wiercenia. Projekt ten to wspólne dzieło firm Exxon Mobile, Chevron Texaco i malezyjskiej spółki Petronas oraz Banku Światowego w współpracy z rządami Kamerunu i Czadu. Szacuje się, że do 2015 roku Stany Zjednoczone będą importowały 25% swego zapotrzebowania na ropę z Afryki. Czad może otrzymać nawet 5 miliardów dolarów w ciągu pierwszych 30 lat realizacji projektu. Kamerun dostanie 500 milionów dolarów z tytułu opłat transportowych.
Tymczasem eksperci obawiają się, że północny Kamerun zamieszkany w 90% przez ludność muzułmańską może pójść w ślady Nigerii i znaleźć się w objęciach islamskich ekstremistów. Sprzyja temu penetracja kraju przez wysłanników Jaamat Islamiya z RPA. Czad jako kraj o dużej populacji muzułmańskiej, żyjący w cieniu Libii może również pójść tą drogą. Obawy te podsyca korupcja wśród miejscowych elit. Projekt rurociągu już został oprotestowany przez organizacje pozarządowe. Fundamentaliści mogą skaptować miejscową ludność za pomocą haseł walki z niepopularnymi reżimami mającymi się ,,wysługiwać niewiernym” przy ,,rabowaniu bogactw naturalnych krajów islamskich.” Obawy te zmniejszyły się jednak chwilą ,,pogodzenia się” Kaddafiego z rządem amerykańskim po obaleniu Saddama Husajna. Libijski dyktator będzie teraz dużo mniej skłonny do wspierania ruchów terrorystycznych. Być może zostanie też zaproszony do projektu budowy rurociągu – wtedy będzie raczej starał się trzymać islamskich fanatyków z dala od źródła jego możliwych przychodów.

Perspektywy działania

Afryka jest wielkim terenem ekspansji dla islamu. I to przeważnie dla jego najskrajniejszej wersji. Biedni i niewykształceni mieszkańcy Czarnego Kontynentu mogą łatwo stać się łupem bogatych szejków z Arabii Saudyjskiej marzących o spotkaniu w raju 70 dziewic dzięki finansowemu wspieraniu antyamerykańskiego dżihadu. Fundamentalistyczna ,,święta wojna” może się w tym przypadku nakładać na nastroje niechęci wobec państw Zachodu i ogólnej nieufności wobec białych ludzi. Postępów radykalnego islamu w Afryce nie mają ochoty hamować państwa europejskie - nie robią one tego zresztą nawet u siebie. Liberalny Zachód reaguje – i to dosyć nieśmiało - tylko w bardzo nagłośnionych wypadkach takich jak np. sprawa Safiyi Husseini, nie obchodzą go natomiast takie sprawy jak starcia chrześcijańsko- muzułmańskie w Nigerii. Dodać do tego należy, że wiele rozwiniętych państw wspiera fundamentalistyczne niebezpieczeństwo kierując się własnymi egoistycznymi i cynicznymi rachubami na doraźne korzyści finansowe, polityczne czy zaleczenie imperialnych kompleksów. W pierwszym rzędzie można tu wymienić Francję, która szkoli sudańskie siły bezpieczeństwa, dostarcza broń i zdjęcia satelitarne uwikłanej w ludobójcze działania sudańskiej armii. Stany Zjednoczone również niejednokrotnie wykazały się zaślepieniem, szokującym brakiem odpowiedzialności i zadziwiającą umiejętnością wspomagania swoich wrogów o czym świadczy choćby incydent z Abu Umarem Al.-Amrikim lub sprawa wydalenia bin Ladena z Sudanu.
Ta niezdolność do dostrzeżenia zła może nas drogo kosztować. Sprawa funkcjonowania jakiejś siatki terrorystycznej w kraju trzeciego świata dotyczy też mieszkańców europejskich stolic. Fala legalnej i nielegalnej imigracji muzułmańskiej sprawiła, że Europa stała się kontynentem bez granic – dla terrorystów. Fundamentalistyczny dżihad toczony w Tanzanii może się bez żadnych problemów przenieść na przedmieścia Londynu.
Siatka bin Ladena nadal rozwija się prężnie w Afryce pomimo jej osłabienia we wschodniej części tego kontynentu. Mohamed Fazul nadaj pozostaje na wolności. Nic nie zmniejszyło siły terrorystów w Egipcie i Maroku. Rozbudowują się nowe bazy w Nigerii i RPA. Somalia nadal jest schronieniem dla bojowników Al.-Qaedy. Sporym ciosem dla fundamentalistów było wyłamanie się Kaddafiego z jednolitego frontu i konieczność powstrzymywania się przed jawnym wspieraniem jihadu przez rząd Sudanu. W przeszłości bin Laden zdołał odnieść w Afryce wiele sukcesów – a musimy pamiętać, że obszar ten jest raczej drugoplanowym celem jego działania. Trudno przewidzieć jak potoczą się losy jego siatki na Czarnym Lądzie. Jak na razie nie zbierają się nad nią czarne chmury. Jednakże należy pamiętać, że w podpisanym przez Dicka Cheneya Narodowym Planie Energetycznym jest mowa o konieczności zdobycia dostępu do źródeł ropy min.: z Afryki. Pada tam stwierdzenie, że nie musi się to odbyć z ,,wykorzystaniem praw wolnego rynku”. Jeżeli fundamentaliści zagrożą płynności dostaw ,,czarnego złota” mogą się liczyć z tym, że Siły Specjalne USA spełnią ich marzenia o śmierci w walce z ,,Wielkim Szatanem” w ekspresowym tempie i w krytykowany przez Francję sposób.

Przedruk za zgodą autora

Bibliografia:

1. Bodansky Yossef ,,Osama bin Laden człowiek, który wypowiedział wojnę Ameryce”, Warszawa 2001

2. ,,Glob and Mail” 22.11.2001

3. ,,Guardian” 30.09.2001

4. ,,Independent” 01.11.1998

5. ,,Los Angeles Times” 25.02.2002

6. ,,New York Times” 05.08.1998

7. ,,Observer” 10.11.2002

8. Senate Intelligence Committee 18.09.2002

9. ,,Sunday Herald” 16.09.2001

10. ,,The Times” 12.06.2002

11. ,,Village Voice” 31.10.2001

12. ,,Washigton Post” 03.10.2001

Źródła internetowe:

1. www. africancrisis.org

2. www.cooperativeresearch.net/timeline/index.html

3. www. debka.com

4. en. wikipedia.org

5. www. rense.com ,,Riconoscuito’s Letter – The Smoking ‘’Howitzer” of 911?”

6. www. pbs.org