Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Marcin Stokłosa: Bakijew grozi Waszyngtonowi i szuka porozumienia z opozycją


27 kwiecień 2006
A A A
Prezydent Kurmanbek Bakijew wykazuje w ostatnim czasie dużą aktywność zarówno na arenie międzynarodowej, jak i krajowej. Grozi Waszyngtonowi zamknięciem bazy lotniczej Manas-Gansi, „puszczając jednocześnie oko” w stronę Rosji, w której złożył wizytę kilka dni później. W kraju zaś szuka porozumienia z opozycją grożącą rozpętaniem rewolucji na wzór ukraiński.

Pomiędzy SzOW, Rosją a USA

Kurmanbek Bakijew zapowiedział podczas wystąpienia telewizyjnego 19 kwietnia, że porozumienie pomiędzy Biszkekiem i Waszyngtonem o dzierżawie bazy lotniczej w Gansi może zostać wypowiedziane. Stanie się tak, jeśli do 1 czerwca bieżącego roku nie zostanie podpisana nowa umowa.

Przywódca Kirgistanu stwierdził, że w 2001 roku jego kraj wyszedł naprzeciw międzynarodowej koalicji antyterrorystycznej i zgodził się na rozmieszczenie na lotnisku Manas amerykańskich samolotów bojowych. Stało się tak pomimo wątpliwości, jakie wyrażali sąsiedzi Kirgizji i jej partnerzy w organizacjach regionalnych (głównie Rosja i Chiny).

Swoje obecne ostrzeżenie pod adresem Waszyngtonu prezydent tłumaczył zaniepokojeniem związanym z brakiem rozwiązania kwestii warunków dzierżawy amerykańskiej bazy przez ostatnie dziewięć miesięcy.

Oświadczenie prezydenta miało miejsce na kilka dnia przed jego wizytą w Moskwie i niektóre media sugerują, że jest to sygnał dla Kremla, że Kirgizja widzi w roli swojego głównego sojusznika Rosję, a nie USA.

Obserwatorzy nie omieszkali także przypomnieć, że kilka dni wcześniej z wizytą w Biszkeku znajdował się doradca prezydenta Władimira Putina ds. międzyregionalnych i kulturowych kontaktów z zagranicą, Modest Kolerow.

Kirgistan po raz pierwszy podniósł kwestię nowego porozumienia na jesieni 2005 roku, kiedy to Amerykanie zostali zmuszeni do zlikwidowania swojej bazy w Uzbekistanie. Była to reakcja władz w Taszkencie na amerykańskie żądania przeprowadzenia międzynarodowego śledztwa w sprawie masakry w Andiżanie.

Kwestię tę poruszano także na szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy w lipcu 2005 roku, kiedy to Chiny i Rosja zażądały od USA uregulowania kwestii baz na terytorium państw-członków SzOW.

O podpisaniu nowej umowy regulującej amerykańską obecność na terenie Kirgistanu rozmawiali niecały rok temu prezydent Bakijew i amerykański Sekretarz Obrony Donald Ramsfeld, a w październiku 2005 roku prezydent Kirgistanu i amerykańska sekretarz stanu -  Condoleezza Rice.

Jeśli nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Kirgistan domaga się większych pieniędzy za dzierżawienie bazy Amerykanom. Aktualna opłata za dzierżawę bazy to nieco ponad 2 miliony dolarów rocznie. Władze Kirgizji, chciałyby aby ta suma wzrosła ponad stukrotnie, do 207 milionów dolarów, czyli do ceny jaką należy płacić za jeden metr kwadratowy na innych tego typu lotniskach.

Na odpowiedz Waszyngtonu nie trzeba było długo czekać. Dwa dni później doradca sekretarza stanu USA ds. Południowej i Centralnej Azji, Richard Baucher oraz ambasador USA w Biszkeku zapowiedzieli, że Amerykanie chcą, jak najszybciej zakończyć rozmowy o nowych warunkach korzystania z bazy lotniczej Manas.

Baza Gansi jest dzierżawiona przez Amerykanów od grudnia 2001 roku. Na terenie bazy w tym momencie służy około 1000 amerykańskich żołnierzy.

Dostało się także ambasadorowi

Nie było to jednak jedyne spięcie w stosunkach kirgisko-amerykańskich. W ostatnich dniach skrytykowano także ambasador USA w Biszkeku, Mary Jowanowicz. W czasie wywiadu prasowego stwierdziła, że Kirgistan powinien przystąpić do programu HIPC dla krajów biednych. Doprowadziłoby to do zmniejszenia o połowę kirgiskiego długu zagranicznego (wynoszącego obecnie 2 miliardydolarów). Większość tego długu to spadek po rządach byłego prezydenta Askara Akajewa. Ambasador została oskarżona o wtrącanie się w wewnętrzne sprawy republiki.

W tej sprawie głos zabrał nawet ambasador Rosji w Kirgistanie stwierdzając, że rolą ani jego, ani ambasadora USA, nie jest pouczanie władz w Biszkeku, jak powinny prowadzić swoją politykę gospodarczą.

Na temat przystąpienia do programu zdania we władzach Kirgizji są podzielone. Przeciwnicy przystąpienia uważają, że uniemożliwi to Kirgizji zaciągnięcie w przyszłości nowych kredytów zagranicznych. Natomiast większość zwolenników to członkowie rządu oraz ministerstwa gospodarki i finansów.

Kolejna rewolucja?

Zagrożony protestami swoich rodaków niezadowolonych z polityki rządu, prezydent Bakijew doprowadził do debaty telewizyjnej z opozycją.

Protest opozycji ma się odbyć 29 kwietnia. W tym celu powstał nawet sztab, w skład którego weszło 20 partii politycznych oraz organizacje społeczne, a protest ma się odbyć pod hasłem „Naród Kirgistanu potrzebuje zmian”.

Opozycja poinformowała, że zamierza wyprowadzić na ulice Biszkeku 10 tysięcy ludzi oraz zorganizować podobne akcje w stolicach obwodów Kirgizji. W ramach akcji zamierza się rozbić na głównym placu stolicy miasteczko namiotowe na wzór ukraiński.

Opozycja zebrała swoje żądania w deklaracji nazwanej „10 prostych kroków do narodu”. Wśród postulatów jest reforma konstytucyjna i przejście od systemu prezydenckiego do parlamentarnego, walka z korupcją i przestępczością, a także odwołanie najważniejszych osób z administracji prezydenta, MSZ, Prokuratora Generalnego, szefa służby bezpieczeństwa oraz członków rządów wobec, których parlament uchwalił wotum nieufności.

Należy pamiętać, że prezydent Bakijew i premier Kułow mają się czego obawiać, ponieważ do władzy także ich wyniosła fala protestów społecznych, zmiatając z urzędu prezydenta Askara Akajewa.

W debacie telewizyjnej pt. „Władza i społeczeństwo dla stabilności” oprócz prezydenta udział wzięli także premier Feliks Kułow, przewodniczący parlamentu Marat Sułtanow oraz grupa deputowanych opozycji literował liderzy społeczni. Pierwotnie debata ta miała się odbyć za zamkniętymi drzwiami (czego chciała władza), jednak na salę wpuszczono dziennikarzy, którzy relacjonowali jej przebieg.

Prezydent Bakijew zapowiedział, że nie ugnie się pod naciskiem opozycji. „Powiedziałem, że w czwartym kwartale tego roku zostanie przeprowadzone referendum w sprawie reformy konstytucyjnej. Jak powiedziałem, tak i będzie” – oświadczył prezydent. Zdaniem głowy państwa przeprowadzenie tych reform jest możliwe nawet w dwa miesiące, ale wtedy trzeba by rozwiązać parlament i przeprowadzić nowe wybory. Prezydent Kirgizji uważa, że lepiej dać jeszcze rok popracować obecnemu parlamentowi. Odrzucił także zarzuty opozycji o stworzenie „rodzinnego biznesu”. Prezydent stwierdził, że w jego rodzinie tylko jedna osoba zajmuje się biznesem (syn Maksym), ale zaczął go prowadzić zanim on został prezydentem.

Natomiast premier kraju, Feliks Kułow, stwierdził że pod wieloma postulatami opozycji sam by się podpisał, gdyby wyrzucić z nich kilka słów. Zdaniem Kułowa, można wiele zdziałać w kwestii demokratyzacji kraju oraz służby sądowniczej. Jednak w kwestii sądownictwa istnieje rozdźwięk pomiędzy stanowiskiem premiera i prezydenta. Kurmanbek Bakijew stwierdził, że nie ma on żadnych zastrzeżeń do prac tego segmentu władzy a jeśli ktoś ma zastrzeżenia - to może je skierować do… sądu.

Rezultatem spotkania jest powołany 21 kwietnia przez prezydenta Bakijewa zespół, który ma rozpocząć pracę nad reformą systemu sądowniczego i organów bezpieczeństwa.

Zespół ma pracować przez najbliższe trzy miesiące. Szefem grupy został deputowany parlamentu Kirgizji, Kubatiek Bajbołow, który uczestniczył w debacie reprezentując opozycję.

Vremya.ru, Ferghana.ru, Interfax.ru, Itar-tass.com, RIAN.ru