Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home 404 Opinie Polityka Słowacja skłócona i bez wizji wchodzi w okres przedwyborczy

Słowacja skłócona i bez wizji wchodzi w okres przedwyborczy


14 lipiec 2026
A A A

Porażka w niedawnym referendum jest dużym ciosem dla opozycji, która dodatkowo i tak ma problemy wizerunkowe. Zarazem rządzący obóz lewicowo-nacjonalistyczny mierzy się z wewnątrzkoalicyjnymi przepychankami. W tle coraz częściej pojawiają się głosy, że na Słowacji  nikt nie ma długoterminowej wizji kraju, a politycy zajmują się jedynie sami sobą.

Formalnie słowaccy parlamentarzyści są na wakacjach i powrócą do pracy w Radzie Narodowej na początku września. W praktyce politycy największych ugrupowań przygotowują swoje strategie i ewentualne sojusze w zaplanowanych na 24 października wyborach do samorządu terytorialnego. Głosowanie może mieć wpływ dodatkowo wpływ na przyszłoroczne wybory parlamentarne. Najprawdopodobniej odbędą się one dopiero pod koniec września 2027 roku, ale najbliższych kilkanaście miesięcy można bez wątpienia traktować już jako kampanię przedwyborczą.

Referendalna strata czasu

Na mobilizację przeciwników rządów premiera Roberta Ficy z Kierunku – Słowackiej Socjaldemokracji (Smer-SSD) już teraz liczyli politycy opozycji. W poprzednią niedzielę 5 lipca obywatele poszli do urn, aby wziąć udział w referendum sprzeciwić się działaniom rządzącej koalicji. Poparła ona bowiem dożywotnią emeryturę dla szefa rządu, a już dwa lata temu rozwiązała Biuro Prokuratora Specjalnego i Narodową Agencję Kryminalną, uznając obie te instytucje za realizujące polityczne zlecenia.

Ostatecznie referendum okazało się nieważne, bo wzięło w nim udział zaledwie 16,4 proc. uprawnionych osób. Inicjatorzy głosowania zasadniczo mogli się tego spodziewać, gdyby wzięli pod uwagę historyczne doświadczenia oraz fakt, że lipiec z powodu wakacyjnych wyjazdów zwyczajnie nie sprzyja frekwencji. Ogółem na Słowacji od czasu uzyskania przez nią niepodległości odbyło się łącznie dziesięć referendów, a wymagany próg 50 proc. frekwencji osiągnęło tylko głosowanie z 2003 roku, dotyczące akcesji kraju do Unii Europejskiej. Warto wspomnieć, że mniejszą frekwencję odnotowano z kolei tylko w 1997 roku, gdy Słowacy mieli zdecydować między innymi o obecności baz Sojuszu Północnoatlantyckiego na terytorium swojego państwa.

Inicjatywa kolejnego referendum od początku wydawała się skazana na niepowodzenie, nie tylko z powodu historycznych doświadczeń. Po pierwsze, prezydent Peter Pellegrini przy poparciu konstytucjonalistów nie zgodził się na pytanie dotyczące rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych. Po drugie, zdecydowana większość opozycji była zwyczajnie bierna wobec akcji referendalnej zainicjowanej przez centrową partię Demokratów, mającą zaledwie jednego posła i balansującą w sondażach na granicy progu wyborczego.

Nieudane głosowanie kosztowało słowacki budżet około 12 milionów euro, co skrzętnie wykorzystali politycy rządzącej koalicji. Najdalej posunął się minister spraw wewnętrznych Matúš Šutaj Eštok. Przewodniczący współrządzącego Głosu – Socjaldemokracji (Hlas-SD) wprost domagał się od Demokratów nie tylko przeprosin, ale również pokrycia kosztów zakończonego fiaskiem referendum. Słowacki prezydent skrytykował zaś centrystów za niechęć do przyznania się do błędu.

Opozycyjne podziały

W opinii komentatorów, w tym także tych sprzyjających opozycji, kampania przed referendum wraz z samym głosowaniem tylko zaszkodziła przeciwnikom koalicji Smeru, Hlasu i Słowackiej Partii Narodowej (SNS). W czasie trudnej sytuacji gospodarczej na inicjatywę skazaną z góry na niepowodzenie wydano kilkanaście milionów euro, a ponadto z powodu wątpliwości natury konstytucyjnej, jak już wspomniano, Demokratom nie udało się przeforsować najważniejszego pytania dotyczącego rozpisania przedterminowych wyborów parlamentarnych.

Jak zauważa dziennik „Pravda”, referendum pokazało jak na dłoni głębokie podziały wśród opozycyjnych partii. Lider Demokratów Jaroslav Naď wprost zarzucił innym ugrupowaniom niezaangażowanie się w promocje głosowania, aby jego ewentualne powodzenie nie przełożyło się na wzrost poparcia dla konkurencji. Wprawdzie zostało ono poparte przez liderów innych opozycyjnych partii, ale w rzeczywistości aktywność na tym polu wykazywał jedynie lider Ruchu „Słowacja” i były premier Igor Matovič, notabene w swoim stylu tradycyjnie bardziej szkodząc niż pomagając inicjatywie.

O podziałach wśród przeciwników rządów Ficy świadczą też nieudane rozmowy na temat konsolidacji centroprawicowych partii. Demokraci próbowali porozumieć się z libertariańską Wolnością i Solidarnością (SaS), ale nie jest ona zainteresowana koalicją, która miałaby uczestniczyć w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Wspólnym start centroprawicy nie są też zainteresowane Ruch Chrześcijańsko-Demokratyczny (KDH) i reprezentujący interesy mniejszości Sojusz Węgierski (MA).

Dużym obciążeniem dla opozycji jest również afera związana z Postępową Słowacją (PS). Matka lidera progresywistów Michala Šimečki, wraz ze swoimi współpracownikami, jest oskarżana o wydawanie pieniędzy z fundacji Forum Marty Šimečkovej na cele prywatne. Z sondażu przeprowadzonego na zlecenie opozycyjnego „Dennika N” wynika, że stanowi to poważny problem dla większości wyborców. Nic więc dziwnego, że będący największą partia opozycyjną postępowcy tracą poparcie w ostatnich badaniach opinii publicznej.

Kierunek – kłótnie w koalicji

Niestety, afery w słowackiej polityce nie są niczym nowym, a wręcz są stałym elementem tamtejszego krajobrazu politycznego. Opozycja odbijając piłeczkę w sprawie matki Šimečki twierdzi, że politycy Smeru zatrudniają z kolei swoich krewnych w ważnych państwowych instytucjach. Sam premier Słowacji mierzy się też z zarzutami dotyczącymi zatrudnienia swojego syna jako szefa partyjnej spółki, która odpowiada za zarządzanie majątkiem socjaldemokratów oraz za finansowanie ich kampanii wyborczych. Zarząd Agencji Smer miał w zeszłym roku wypłacić sobie kilkadziesiąt tysięcy euro premii.

Dużo poważniejszym problemem rządzącej koalicji jest coraz większa przepaść dzieląca tworzące ją partie. Fico przyznał w ubiegłym tygodniu, że przyszłoroczna ustawa budżetowa może zostać przedstawiona dopiero w grudniu, ponieważ przeciągają się negocjacje pomiędzy Smerem, Hlasem i SNS-em. W jego opinii chodzi nie tylko o różnice ideologiczne dzielące trzy partie, ale także o zbliżające się wybory parlamentarne. Każde z ugrupowań musi walczyć o wyborców, dlatego każde będzie chciało przeforsować swoje postulaty, aby móc pochwalić się skutecznością w czasie przedwyborczej kampanii.

Od dawna największe kontrowersje wewnątrz rządzącej koalicji wzbudza lider SNS Andrej Danko. Wiceprzewodniczący parlamentu wraz ze swoją partią walczy o przetrwanie, bo sondaże nie dają mu szans na przekroczenie progu wyborczego. Europoseł i wiceprzewodniczący Smeru Ľuboš Blaha uważa wręcz, że Danko działa jak polityk opozycji, choć jego partnerzy z koalicji nie atakują publicznie swoich sojuszników.

Zbliżające się wybory samorządowe będą więc ważnym testem dla rządzących. Problem w tym, że Smer jako największe słowackie ugrupowanie wciąż nie skompletowała listy swoich kandydatów. O ile opozycja w rzeczywistości prowadzi już kampanię przedwyborczą, o tyle partia kierowana przez Ficę w połowie regionów wciąż nie przedstawiła polityków mających ubiegać się o stanowiska przewodniczących krajów (odpowiedniki polskich województw). Sam szef słowackiego rządu uważa, że kluczową rolę w wyborach samorządowych odegrają kandydaci niezależni. Zarazem Fico asekuracyjne twierdzi, iż nie będą one miały wpływu na przyszłoroczne wybory parlamentarne.

Brak wizji

Problemem słowackiej sceny politycznej są nie tylko afery i głębokie podziały, lecz również brak całościowej wizji przyszłości kraju. Już wiosną ubiegłego roku zwracał na to uwagę prezydent Słowacji. Pellegrini stwierdził wówczas, że nie istnieje żadna długoterminowa strategia popierana przez społeczeństwo, a przede wszystkim kontynuowana przez kolejne rządy bez względu na wynik wyborów parlamentarnych.

W opinii słowackiej głowy państwa każde z istniejących ministerstw wydaje środki finansowe na tworzenie tego rodzaju dokumentów, lecz resorty w żaden sposób nie koordynują między sobą wspólnej polityki. Ostatecznie projekty te mają lądować w szufladzie na kolejne cztery lata. Pellegrini apelował więc do parlamentarzystów, żeby pojechali do swoich regionów i zainteresowali się rzeczywistymi problemami Słowaków.

Tamten apel, niestety, niczego jak dotąd nie zmienił. Według konserwatywnego portalu Postoj.sk na scenie politycznej widoczny jest wręcz pogłębiający się marazm, bo mniejsze partie miały pogodzić się z dominacją Smeru i PS, choć w ostatnich sondażach dwa największe ugrupowania tracą swoje poparcie. Tym niemniej bez socjaldemokratów albo postępowców zwyczajnie nie uda się stworzyć nowej koalicji rządowej.

Każda zmiana polegająca na odsunięciu Ficy od władzy kończy się zresztą porażką, dlatego słowaccy wyborcy wydają się nie wierzyć w możliwe zmiany. Rządy centroprawicy w latach 2010-2012 i 2020-2023 kończyły się upadkiem koalicji i przedterminowymi wyborami, pogłębiając jedynie spory pomiędzy przeciwnikami Smeru oraz jego sojuszników. Na horyzoncie nie widać więc nadziei na nowe otwarcie w polityce Słowacji.

Maurycy Mietelski

fot. Martin Strachoň / Wikimedia Commons (CC BY-SA 4.0)