Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Antoni Heba: Falstart starców, czyli co dalej z tym dokumentem?

Antoni Heba: Falstart starców, czyli co dalej z tym dokumentem?


26 czerwiec 2005
A A A

Chociaż uwaga komentatorów skupia się obecnie na biedzeniu po nieudanych negocjacjach brukselskiego szczytu, chciałbym wrócić do sprawy projektu konstytucji europejskiej.

O przyczynach takiego a nie innego werdyktu vox populi napisano i powiedziano już dużo, również na łamach tego portalu, wolałbym więc skoncentrować się na skomentowaniu tego, co wydarzyło się już po odrzuceniu projektu przez większość Franuzów i Holendrów.

Trzy, dwa, jeden, falstart…

Ledwo ogłoszono wyniki referendum we Francji, a już nie kto inny jak jej prezydent, Jacques Chirac, wezwał całą Europę do kontynuowania procesu ratyfikacji.

Według mnie, Chirac po raz kolejny stracił okazję do siedzenia cicho. Przecież przeciętny Francuz, usłyszawaszy jego apel, musiał pomysleć: „Jak to, my głosujemy przeciw, a reszta ma dalej głosować? Po co? My się przecież nie zgadzamy…”.

Wydaje mi się, że Jacques Chirac pozostał głuchy na jasny sygnał swojego narodu/elektoratu, a drastyczny spadek jego popularności w sondażach ma dwie przyczyny: porażkę projektu, który otwarcie popierał i firmował (używając, nawiasem pisząc, kiepskich tricków: m.in. debaty ze starannie dobranymi dyskutantami) oraz dalsze brnięcie w zaparte.

Popularność Chiraca jest jednak głównie wewnętrzną francuską sprawą, bardziej interesuje mnie efekt jego nawoływań dla reszty Unii. Według ustaleń sprzed refendum, projekt miały przyjąć wszystkie panstwa. Jeśli więc nie przyjeło go choćby jedno, nie wspominając już, że to jedno należy do tych „równiejszych”, to jest poważny problem z przyszłością dokumentu.

Poważny problem wymaga konsultacji wszytkich członków Unii. Tylko w ten sposób można ów poważny problem rozwikłać składnie i w sposób obowiązujący dla wszystkich.

Ale nie, Chirac miał własną wspaniałą koncepcję: dalej, naprzód, en avant! Co tam konsultacje z innymi, przecież prezydent Francji i tak wie lepiej co robić.

Mówiąc poważniej: można przypuszczać, że jego pośpiech miał na celu odwrócenie uwagi od Francji po porażce w referendum. Chirac chciał w ten sposób zapewnić Europę, że „u nas wszystko w porządku, grać dalej”, niczym udzielny sędzia koordynujący rozgrywkę europejską.

We dwóch raźniej!

Do apelów Chiraca dołączył szybko kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder. Taki własnie tandem nawoływał do kontynuacji procesu ratyfikacji. Śmiem twiedzić, że mogło to mieć niemały wpływ na decyzje niektórych mniejszyh państw europejskich, takich jak Portugalia i Irlandia, które zdecydowały się na dalszą ratyfikację.

Całe szczęście, że doszło do konsultacji w Brukseli i szefowie państw zdecydowali się przedłużyć ratyfikację.

Nie zapominajmy jednak, że stara Europa, głosami sędziwego prezydenta Francji i kanclerza Niemiec, nawoływała do podjęcia innej decyzji, mało przejmując się zdaniem innych i konsultacjami w ramach wspólnoty. Oddaje to w pełni przyzwyczajenie obu liderów do starego systemu przewodnictwa francusko-niemieckiego u UE.

Nie chcąc już dalej krytykować Starej Europy, chcę tylko wyrazić spreciw wobec propozycji obu straców. Zdaję sobie sprawę, że Schroeder nie jest jeszcze siwy, ale jako głowa państwa, którego ludność starzeje się, zasługuje poniekąd na przydomek „starzec”.

Byłbym zapomniał o kolejnym weteranie. Valery Giscard d’Estaing, senior franuskiej polityki, były prezydent i główny autor projektu konstytucji, nawołuje już do powtórzenia głosowania we Francji. Nie może się po prostu pogodzić z odrzuceniem dokumentu, dzięki któremu miał przejść do historii.

Nie dajmy się gerontokracji!

Na koniec przytoczę dowcip. Pamietajac co Chirac powiedział podczas kryzysu irackiego o Polsce, wypada zapytać, co też powie Chiracowi Lech Kaczyński, jak zostanie prezydentyem? Pewnie powie „spieprzaj dziadu”. Mam nadzieję, że bedzie to również odnosić sie do przedwczesnych i chybionych propozycji prezydenta Francji.