Bartłomiej Cięszczyk: Ukraińska "wojna na górze"
W opinii obserwatorów kolejny kryzys parlamentarny na Ukrainie to tylko kwestia czasu. Kompromitująca ten kraj w oczach świata "wojna na górze" zdaje się nie mieć końca.
Jesień na Ukrainie upłynęła pod znakiem kryzysu parlamentarnego. Po zawiązaniu we wrześniu nieformalnego sojuszu Bloku Julii Tymoszenko z Partią Regionów Wiktora Janukowycza, który to sojusz miał na celu uchwalenie pakietu ustaw znacząco ograniczających władzę prezydenta, prezydent Wiktor Juszczenko rozwiązał parlament i zagroził rozpisaniem przedterminowych wyborów. To kolejny etap ukraińskiej "wojny na górze".
Ukraina trwa w kryzysie od wielu lat. Kryzys polityczny to rezultat zmian w ukraińskiej konstytucji, jakie zostały wprowadzone tuż po rewolucji pomarańczowej w grudniu 2004 roku. W miejsce nieidealnego, ale jednak spójnego systemu prezydencko-parlamentarnego, wprowadzono u naszego wschodniego sąsiada szereg nieprecyzyjnych rozwiązań prawnych, które chętnie i często są wykorzystywane przez ukraińskiego prezydenta i premiera.
Sytuacja kraju nad Dnieprem nie wygląda obiecująco. Prezydent Juszczenko oskarżając Julię Tymoszenko o próbę przewrotu politycznego rozwiązał parlament i ogłosił rozpisanie przyspieszonych wyborów. Przedterminowe wybory parlamentarne zaczynają powoli wpisywać się w praktykę polityczną nad Dnieprem. Jeśli doszłyby to skutku byłyby to już trzecie wybory w tej kadencji. Po serii wzajemnych oskarżeń i zrzucaniu odpowiedzialności za stan państwa na adwersarza Juszczenko wycofał dekret o organizacji nowych wyborów. Dla niego czy będą kolejne wybory parlamentarne, nie ma większego znaczenia. Według ośrodków badań opinii społecznej kariera polityczna Juszczenki zmierza ku upadkowi a jego polityczne zaplecze sypie się. Jedynymi, liczącymi się siłami w ukraińskimi parlamencie są teraz Blok Julii Tymoszenko i Partia Regionów. Liderzy tych frakcji, Julia Tymoszenko i Wiktor Janukowycz to teraz jedyni poważni kandydaci na stanowisko prezydenta.
Z sondażowych słupków potrafią wyciągać wnioski deputowani Naszej Ukrainy-Ludowej Samoobrony. Blok będący politycznym zapleczem Juszczenki rozpadł się i przeszedł do historii. Lider Ludowej Samoobrony, Jurij Łucenko nie czekając dłużej postanowił wziąć sprawy w swoje ręce i ogłosił, że jego frakcja przechodzi do obozu demokratycznego skupionego wokół Julii Tymoszenko. Podobnie myśli również grupa deputowanych z Naszej Ukrainy. Wiedzą oni doskonale, że jeśli chcą ponownie zostać wybrani do ukraińskiej Rady Najwyższej muszą czym prędzej odciąć się od Juszczenki i znaleźć miejsce pod skrzydłami innych liderów.
Julia Tymoszenko od początku była zdecydowaną przeciwniczką wyborów. Rząd Julii Tymoszenko robił co się tylko dało by blokować wydzielenie środków finansowych na wybory. W jednym z telewizyjnych wywiadów oświadczyła, że nie będzie żadnych wyborów do parlamentu, ponieważ są one teraz państwu "niepotrzebne, ale i niebezpieczne".
Tymoszenko wie co mówi, trudna sytuacja gospodarcza na Ukrainie i pamięć zachodnich Ukraińców o jej niejednoznacznej postawie w kwestii wojny w Gruzji nie służą wysokiemu poparciu w wyborach. By podnieść sobie notowania Julia Tymoszenko wybrała się w podróż do Brukseli gdzie spotkała się z Javierem Solaną i do Moskwy na rozmowy z rosyjskim premierem. Po powrocie z Belgii oświadczyła, że głównym problemem omawianym z Solaną była współpraca Ukrainy i UE w kwestii walki ze światowym kryzysem finansowym. W Moskwie natomiast Tymoszenko spotkała się z Putinem by porozmawiać o przyszłej współpracy gazowej.
Tymoszenko wizytując Kreml umiejętnie wykorzystała rozmowy o gazie dla wzmocnienia swej pozycji. Zgodnie z podpisanym memorandum Ukraina ma 3 lata, by przygotować się do płacenia za gaz według cen europejskich. Na uwagę zasługuje to, iż podczas wizyty w Moskwie Julii Tymoszenko rosyjski premier pozwolił sobie w obecności obu delegacji rządowych i dziennikarzy na wypowiedzi opisujące sytuacje polityczną w naddnieprzańskim kraju. Putin ironizując stwierdził, "Czasem się gubimy w tym kto (czytaj: na Ukrainie) podejmuje decyzję". Bierna postawa Tymoszenko w Rosji przy obrażających państwo ukraińskie i jego przedstawiciela, prezydenta Juszczenkę, słowach Putina pokazuje, w jak trudnej sytuacji znalazła się Ukraina.
Jesienna "wymiana ognia" między prezydentem Wiktorem Juszczenko a premierem Julią Tymoszenko zakończyła się sukcesem tej drugiej. Dawny obóz pomarańczowych postanowił w grudniu przerwać paraliż Rady Najwyższej i wrócił do koalicji. Przewodniczącym parlamentu został Wołodymyr Łytwyn, który wzmocnił nową koalicję pięcioma mandatami swojego bloku, a Tymoszenko zerwała wcześniejsze uzgodnienia z Partia Regionów o wspólnej koalicji. Juszczenko zaś oświadczył, że tej koalicji nie poprze. Jak dotąd Rada Najwyższa przyjęła kilka ustaw antykryzysowych i poprawki do ustawy budżetowej na rok 2008.
Nowa koalicja tak jak i poprzednie jest "kruchym" sojuszem. W opinii obserwatorów kolejny kryzys parlamentarny to tylko kwestia czasu. Tym bardziej, że sondaże pokazują, że nowa koalicja to zło konieczne dla prezydenta. Jeśli wcześniejsze wybory parlamentarne doszłyby do skutku to jego ugrupowanie Nasza Ukraina uzyskałaby ośmieszające kilka procent. Takie posuniecie dla Juszczenki byłoby samobójcze, szczególnie przed przypadającymi na początek 2010 roku wyborami prezydenckimi na Ukrainie.
Kompromitująca Ukrainę w oczach świata "wojna na górze" zdaje się nie mieć końca. Jak długo jeszcze potrwa trudno teraz przewidzieć.
Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora.



Politycy chwalą, rolnicy ganią. Umowa Unii Europejskiej z Australią wzbudza kontrowersje
Holandia chce się zbroić, ale bez unijnych planów
Europejscy rolnicy mierzą się z wieloma problemami
Zatrzymanie imigracji przez Tunezję to nie tylko koszt finansowy