Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Ewelina Miklas: Unia ostatnią deską ratunku


11 maj 2009
A A A
Nawet konsekwentni eurosceptycy mogą w obliczu problemów gospodarczych zacząć być mniej sceptyczni w swoich poglądach na integrację europejską. Ewidentnie z takim przypadkiem mamy w kwestii Islandii, która zaczęła coraz częściej i poważniej mówić o członkostwie w UE.

Znany jest fakt, że kraje bogate, o wysokim poziomie życia nie garną się do UE. Nie ma się co dziwić, bo członkostwo w UE oznaczałoby dzielenie się swoim bogactwem, np. poprzez płacenie więcej do kasy UE niż otrzymywanie z niej. Ponadto istniałby groźba napływu tanich pracowników z biedniejszych krajów UE zjedzie się do naszego kraju. A wszysto to zakłóciłoby panujące eldorado. Sytuacja się jednak zmienia wraz z pogorszeniem sytuacji gospodarczej. Od kiedy kryzys finansowy zagląda w oczy Islandii patrzy ona coraz bardziej przychylnym wzrokiem na Brukselę.

Społeczeństwo islandzkie w kolejnych badaniach opinii publicznej wykazuje coraz większy stopień poparcia dla członkostwa kraju w UE, a przynajmniej dla rozpoczęcia rozmów. W 2006 roku zaledwie 34 procent badanych opowiedziało się za akcesją, zaś według ostatniego badania już 61,2 procent. Aby Islandia przystąpiła do UE konieczne jest referendum ogólnokrajowe. Do tej pory Islandia nigdy nie składała wniosku o członkostwo, nigdy wiec nie doszło do referendum w tej sprawie, w przeciwieństwie do np. Norwegii. Trudno powiedzieć jak wobec tego zachowaliby się Islandczycy podczas prawdziwego głosowania. Te wyniki pokazują jednak generalna tendencję, z jaką mamy do czynienia.

Przed kryzysem Islandia miała najwyższy PKB na głowę na świecie, a poziom życia 320 000 jej obywateli był bardzo wysoki. Tym boleśniej odczuła więc kryzys finansowy. Doszło do upadku sektora bakowego pod koniec 2008, drastycznie wzrosło bezrobocie. Islandia musiała przyjąć pomoc od Międzynarodowego Funduszu Walutowego w wysokości 10 mld dolarów. W styczniu nie mogąc sobie poradzić z kryzysem rządząca Partia Niepodległości podała się do dymisji i zastąpiła ją koalicja Socjaldemokratów i Zielonej Lewicy, od której powszechnie oczekiwano plany naprawy gospodarki, a częścią tego miało być przyjecie euro.

Gwałtowany spadek kursu korony wobec euro spowodował, że perspektywa posiadania euro jako wspólnej waluty stała się bardzo kusząca. Próby wypracowania planu aby stać się członkiem eurolandu, ale jednocześnie nie UE, nie spotkały się ze zrozumieniem i przychylnością ze strony tej ostatniej. Przystąpienie do Wspólnot zaczęło wiec jawić się jako ostatnia deska ratunku. Zwłaszcza, że jako członek Europejskiej Strefy Gospodarczej Islandia dostosowała już większość swoich przepisów do unijnego prawa.

I wszystko byłoby pięknie, gdyby nie kwesta dostosowania się go unijnych ograniczeń połowów ryb. Jest to tradycyjny sektor gospodarki islandzkiej i wraz z przemysłem przetwórstwa wytwarza ok. 20 % PKB oraz zatrudnia 12 % siły roboczej. Floty rybackie innych państw członkowskich UE jawią się więc jako drapieżnicy, którzy rzucą się na zasobne łowiska Islandii zaraz po jej oficjalnym wejściu do UE.

Wydaje się, że Unia powitałaby Islandię z otwartymi rękami. Już na początku roku pojawiły się głosy, że jeśli tylko wyspa się zdecyduje, to będzie to możliwe nawet już w 2011. Razem z marchewką jest jednak i kij, gdyż nie widać po stronie unijnej szans na zgodę na preferencyjne warunki dotyczące kwestii rybołówstwa. Nierozwiązaną zagadką pozostaje też pytanie, czy jeśli kryzys zostanie opanowany to Islandczycy nadal będą tak garnąc się do UE?

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża poglądy autora.