Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Konrad Banachewicz: Kontrola podstawą zaufania

Konrad Banachewicz: Kontrola podstawą zaufania


11 wrzesień 2009
A A A
W 2008 roku rozmaite służby podsłuchiwały w Holandii 26425 numerów – i ta liczba nie obejmuje danych dotyczących działalności wywiadu i kontrwywiadu. Dla porównania, w większych krajach – takich jak USA czy W. Brytania – te liczby oscylują w okolicach 2000.

Holandia jest znana z paru rzeczy wpadających pod zbiorcze hasło “liberalizm” – obyczajowy, kulturowy (ale niestety już nie finansowy). Wprawdzie jak się człowiek przyjrzy trochę dokładniej to obrazek przestaje być taki sielski (parafrazując Wielkiego Językoznawcę, nie ma tolerancji dla wrogów tolerancji), ale powiedzmy sobie szczerze: zbyt poważnie to tego kraju nikt nie traktuje. Krytycy Holandii skupiają się na ogół na aspektach obyczajowych, ale tutejszy rząd nie jest na ogół posądzany o jakieś ciemne sprawy czy orwellowskie w swej naturze praktyki – w przeciwieństwie do, powiedzmy, USA.

No i jak się okazuje, gabinet Balkendende IV (wiem, że to określenie brzmi jak terminologia filmowa – ale sami Holendrzy określają tak obecne wydanie rządu pod wodzą Harry Pottera) ma za uszami ciut więcej niż mogłoby się wydawać. Jak ogłosił ostatnio w parlamencie minister sprawiedliwości Ernst Hirsch Ballin, w 2008 roku rozmaite służby podsłuchiwały w Holandii 26425 numerów – i ta liczba nie obejmuje danych dotyczących działalności wywiadu i kontrwywiadu. Dla porównania, w cokolwiek większych krajach – takich jak USA czy Wielka Brytania – te liczby oscylują w okolicach dwóch tysięcy.

Ale zdaniem ministra nie ma się czym przejmować – systemy prawne w tych krajach są kompletnie różne, holenderskie regulacje są fantastyczne i zabezpieczają przed naruszaniem prywatności. Skąd to wiemy? Bo powiedział nam o tym pan minister, a rządowi trzeba ufać. W końcu podstawą holenderskiego stylu życia jest wiara w to, że wszystko musi być gezellig – a jednym z fundamentów takiego stanu jest wzajemne zaufanie. Przy takim poziomie kontroli, dla każdego światłego Europejczyka jest oczywistą oczywistością, że zaufanie jest jak najbardziej na miejscu. W końcu to w tym kraju stworzono koncept Wielkiego Brata jako reality show…

A poza tym, jak lubią powtarzać socjaliści, ludzie nie mający nic do ukrycia nie muszą się niczego obawiać – więc moje złośliwości ewidetnie wskazują, że coś jest ze mną nie tak.

Tekst pojawił się pierwotnie na blogu Konrada Banachewicza. Przedruk za zgodą autora.