Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Maciej Onoszko: Michel Platini - alterglobalista w świecie futbolu

Maciej Onoszko: Michel Platini - alterglobalista w świecie futbolu


19 sierpień 2007
A A A

Świeży szef UEFA niczym mantrę powtarza hasło, które próbuje wcielić w życie: „sport to nie produkt”. Wygląda na to, że ogrywanie obrońców przychodziło legendarnemu Francuzowi łatwiej niż bronienie sportu przed erozją wywołaną strumieniami kapitału.

Michel Platini – przed ponad dwoma dekadami wybitny piłkarz, kapitan, a później także trener reprezentacji Francji – dziś musi sprostać zadaniom dużo trudniejszym niż prowadzenie swych drużyn do kolejnych zwycięstw na boisku. Od kilku miesięcy Francuz dzierży funkcję prezydenta UEFA, organizacji zrzeszającej krajowe związki piłki nożnej kilkudziesięciu krajów Europy. Świeży szef UEFA niczym mantrę powtarza hasło, które próbuje wcielić w życie: „sport to nie produkt”. Wygląda na to, że ogrywanie zaciekle walczących obrońców przychodziło legendarnemu Francuzowi łatwiej niż bronienie sportu przed erozją wywołaną strumieniami kapitału.

Na prestiżowym stanowisku prezydenta UEFA Platini zastąpił mocno już podstarzałego, 77-letniego Lenarta Johanssona. Nie bez walki. W styczniowych wyborach w Dűsseldorfie raptem czterema głosami (na pięćdziesiąt oddanych) pokonał Szweda. Słynny Francuz być może nie przerwałby siedemnastoletniego panowania Johanssona w UEFA, gdyby nie wsparcie, jakiego udzielił mu prezydent światowej federacji piłki nożnej FIFA Sepp Blatter, który na dzień przed głosowaniem zaapelował do delegatów UEFA o poparcie młodszego kandydata. Johansson w pierwszym odruchu śmiertelnie się obraził, ale szybko mu przeszło, gdy tylko Platini mianował go honorowym prezydentem UEFA.

Dlaczego Blatter złamał (względną) autonomię UEFA oficjalnie namaszczając Platiniego? UEFA pod rządami Johanssona nie rozwijała się tak jak życzył sobie tego prezydent FIFA. Niewątpliwie w poczet sukcesów Szweda można zaliczyć współstworzenie najbardziej dochodowego przedsięwzięcia sportowego angażującego kluby piłkarskie – Ligi Mistrzów. Rozgrywki Champions League to efekt przekształcenia Pucharu Mistrzów, rozgrywek charakteryzujących się systemem pucharowym (przegrany odpada), w system ligowy, w którym jeden słabszy mecz nie przekreśla szans na osiągnięcie ostatecznego sukcesu. System ligowy oznacza więcej meczy, a więcej meczy to wyższe wpływy transmisyjne i – co za tym idzie – wyższe opłaty od sponsorów. Liga Mistrzów okazała się sukcesem już od jej pierwszej edycji, z każdym kolejnym sezonem stając się coraz potężniejszym mechanizmem służącym robieniu wielkich pieniędzy. Dla każdego europejskiego klubu stała się symbolem lepszego świata. Każdy klub chciał stać się jego częścią, jednym z aktorów w piłkarskim teatrze marzeń.

Przepustką do gry najpierw w Pucharze, a później w Lidze Mistrzów było zwycięstwo w narodowych rozgrywkach piłkarskich. Jak sama nazwa mogłaby na to wskazywać, w Lidze Mistrzów powinni grać jedynie mistrzowie z każdego kraju. Z czasem, jednakże, silniejsze ligi europejskie zaczęły domagać się szerszej reprezentacji w dochodowych europejskich rozgrywkach. Robiły to, oczywiście, w imię jak najlepszego widowiska. Wszak spotkanie trzeciej drużyny z Anglii z drugą z Hiszpanii jest dużo atrakcyjniejsze niż np. pojedynek mistrza Polski z mistrzem Mołdawii. UEFA, pod wodzą Johanssona, ulegała im, dochodząc do przyznania aż czterech miejsc w Lidze Mistrzów klubom z najsilniejszych lig europejskich (Anglia, Hiszpania, Włochy).

Liga Mistrzów w ciągu niewiele ponad dekady stała się „klubem najbogatszych”, do którego prawo wstępu coraz bardziej ograniczone było dla biedniejszych kuzynów. Wystarczy dodać, że polski klub po raz ostatni w Lidze Mistrzów zagrał w 1996 roku. Całkiem niedawno mogliśmy oglądać kolejne nieudane podejście polskiego zespołu do elitarnych rozgrywek. W meczu eliminacyjnym mistrz Polski Zagłębie Lubin okazał się zbyt słaby, aby pokonać rumuńską Steauę Bukareszt. Marzenia o wejściu do elity trzeba było przełożyć na za rok.

Problem Johanssona polegał na tym, że Blatterowi i Platiniemu Liga Mistrzów w obecnej formule przestała się podobać. „Sport to nie produkt” przypomina Platini, twierdząc, że Liga Mistrzów to co prawda ciągle piłka nożna, ale grana pod dyktando potężnego kapitału.

Zwycięstwo Platiniego w wyborach na prezydenta UEFA było możliwe tylko i wyłącznie dzięki głosom poparcia ze strony słabszych (czytaj: biedniejszych) federacji piłkarskich. Takich, które albo od ponad dekady nie oglądały swego klubowego reprezentanta w elitarnych rozgrywkach, albo miały okazję obejrzeć go raz, i to najczęściej zbierającego tęgie baty od będących poza zasięgiem stałych bywalców klubu bogaczy.

Na sztandarach wyborczych Platini niósł wspomniane wyżej hasło „sport to nie produkt”. W tym myśleniu popierał go Blatter, który widzi ewolucję piłki nożnej podobnie: jako powrót do korzeni. Blatter jest np. jednym z wielkich zwolenników utrzymania – irytującej sporą część XXI-wiecznych widzów piłkarskich – decydującej roli sędziów w kwestiach spornych na boisku. Przy dzisiejszej technologii medialnej, telewizyjne powtórki w ponad 99 procentach zapewniają uczciwy osąd. Nawet najlepszy sędzia nigdy nie osiągnie takiej perfekcji. Blatter nie chce, aby sędziowie piłkarscy podejmowali decyzje na podstawie nagrań z kamer, ponieważ – wg niego – wypaczałoby to fundament piłki nożnej: jej uniwersalność, równość dla każdego. Blatter chce identycznych zasad dla piłkarzy najlepszych i najgorszych. W wizji futbolu Blattera, rola sędziów, wraz z ich pomyłkami, jest tak samo istotna jak rola każdego z pozostałych dwudziestu dwóch uczestników meczu. Wpływ kamer na przebieg meczu dzieliłby najpopularniejszą na świecie dyscyplinę sportową na inną grę dla lepszych i inną dla gorszych. To co Blatterowi, pomimo olbrzymiej presji z zewnątrz, udało się utrzymać w FIFA, Johanssonowi niepostrzeżenie wymknęło się spod kontroli w ramach działalności UEFA. Liga Mistrzów podzieliła piłkę nożną w Europie na bogatą i biedną. Johansson musiał odejść.

Wybór Platiniego na stanowisko prezydenta UEFA to dopiero początek jego krucjaty przeciw możnym świata futbolu. Największe kluby piłkarskie obracają setkami milionów euro napływających od nadawców telewizyjnych, generowanych przez ich potężne działy marketingu. Platini chce dać biedniejszym szerszy dostęp do świata bogatych. Rzecz w tym, że krezusi wcale nie chcą się swym bogactwem dzielić.

Francuz może mówić o swym pierwszym sukcesie, który bezpośrednio miał związek z Polską. Przyznanie naszemu krajowi współorganizacji Euro 2012 wraz z Ukrainą zapewne nie miałoby miejsca za prezydentury Johanssona. Wraz z nadejściem ery Platiniego pojawiła się szansa, że w Polsce wreszcie zostanie rozegrany finał Pucharu UEFA (europejskich rozgrywek mniej prestiżowych niż Liga Mistrzów). W UEFA pod wodzą Szweda mogliśmy o tym tylko pomarzyć.

Platini chce ograniczyć liczbę lig uprzywilejowanych w kwestii wystawiania kandydatów do gry w Lidze Mistrzów. Wspomniane wcześniej Anglia, Hiszpania i Włochy mają mieć możliwość wystawienia maksymalnie trzech drużyn. Zmianę tą, jeśli w ogóle uda się przepchnąć, najboleśniej odczują Anglicy, których liga od dobrych paru sezonów zdominowana jest przez „wielką czwórkę” skupiającą Manchester United, dwie londyńskie drużyny Chelsea i Arsenal, oraz Liverpool. Jeden z tych utytułowanych klubów zostanie narażony na koszty pozostania poza Ligą Mistrzów na co najmniej jeden sezon.

Jednakże zanim Platini będzie w stanie przejść do ofensywy, musi mierzyć się z wieloma sporymi problemami. Jednym z nich jest pomysł największych tuzów europejskiego klubowego futbolu. Od dobrych kilku lat żywa wśród tzw. grupy G-14, zrzeszającej najpotężniejsze kluby Europy, jest wizja zorganizowania rozgrywek jeszcze bardziej elitarnych niż Liga Mistrzów, nieoficjalnie nazywana Superligą. Najsilniejsze kluby z kilku czołowych europejskich lig myślą o stworzeniu swoich własnych rozgrywek. Uczestnictwo w Superlidze przekreślałoby możliwość uczestniczenia w zwykłych narodowych rozgrywkach, co przewróciłoby do góry nogami misternie budowany przez UEFA przez kilkadziesiąt lat system rozgrywek piłkarskich na Starym Kontynencie. Ponadto, już teraz piłkarze ledwo dają radę grać w rozgrywkach krajowych oraz w rozdętej do granic możliwości Lidze Mistrzów. Wysiłek wynikający z rozegrania od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu spotkań w sezonie dla wielu piłkarzy jest zbyt duży. Nadmierna eksploatacja piłkarzy to też kwestia, z który Platini musi się zmierzyć.

Inną sprawą jest utrzymanie nadrzędnej pozycji FIFA oraz UEFA w stosunku do poczynań klubów. Głównym przeciwnikiem organizacji piłkarskich w utrzymaniu dominacji w sferze organizowania rozgrywek piłkarskich i zasad funkcjonowania futbolowego rynku jest… Unia Europejska. Jak doskonale wiemy, od czasu powołania Traktatem z Maastricht Unii Europejskiej, na terenie Europy panują – przynajmniej teoretycznie – zasady wolnego przepływu kapitału, dóbr, usług i osób. Swoboda wyboru miejsca pracy jest jednym z fundamentów Unii Europejskiej. Sprawa przestaje być tak oczywista, gdy przyjrzymy się mechanizmom funkcjonowania piłkarskiego rynku. Przywołując najgorsze skojarzenia z historii świata, system futbolowych transferów przez jego najzagorzalszych przeciwników nazywany jest ucywilizowaną formą handlu ludźmi.

Dla wielu może być to nie do pomyślenia, ale dopiero od grudnia 1995, kiedy to Europejski Trybunał Sprawiedliwości (ETS) wydał wyrok w tak zwanej sprawie Bosmana (od nazwiska Jean-Marca Bosmana, belgijskiego piłkarza, którego precedens ów dotyczył), piłkarzom wolno opuszczać klub po wygaśnięciu kontraktu. Sprawa Bosmana zrewolucjonizowała transfery piłkarskie, ponieważ piłkarzom bez kontraktu pozwalała opuszczać klub bez wypłacania żadnej rekompensaty ich zespołom. W późniejszych latach federacje zrzeszone w UEFA uchwaliły zasady, na mocy których kluby musiały otrzymywać gratyfikację za wyszkolenie młodego piłkarza, któremu inny klub podsuwał pod nos bardziej lukratywny kontrakt jeszcze przed wygaśnięciem umowy wiążącej go z klubem macierzystym.

Sprawa Bosmana to jednakże żadna nowość i europejskie kluby w ciągu kilku lat zdołały przystosować się do nowych zasad. Zupełnie świeżą kwestią jest natomiast tzw. casus Charleroi. Ten belgijski klub, korzystając ze wsparcia klubowego lobby G-14, postanowił domagać się odszkodowania za kontuzję jakiej doznał jego piłkarz, Marokańczyk Abdelmajid Oulmers, podczas meczu reprezentacji swojego kraju. Wg Charleroi, przepisy, które zobligowały klub do zwolnienia Oulmersa na mecz międzypaństwowy stanowią nadużycie dominującej pozycji FIFA wobec praw konkurencji obowiązujących w Unii Europejskiej. ETS jeszcze nie wydał wiążącego wyroku w tej sprawie, ale Platini w jednym z wywiadów zastrzegł, że nie szuka konfliktu z unijną jurysdykcją. Najchętniej widziałby porozumiewanie się w ramach „futbolowej rodziny”, bez konieczności ingerencji ETS. Nie jest jednak w stanie powstrzymać klubów od egzekwowania swych praw przed sądem, czyli prędzej czy poźniej G-14 jakieś ustępstwa na piłkarskich organizacjach zapewne wymusi…     

Póki co, Francuz stara się robić swoje, jednocześnie przykuwając uwagę futbolowego świata do spraw, które dotychczas niewielu miało ochotę uwypuklać. Jego ostatnia, dość kontrowersyjna wypowiedź bezpośrednio uderzyła w wielki kapitał w futbolu. Platini krytycznie wypowiedział się na temat polityki angielskich władz futbolowych, które – jego zdaniem – zbyt nonszalancko podchodzą do przejęć lokalnych klubów przez zagranicznych inwestorów. Wg Platiniego, inwestorzy z zagranicy wcale nie muszą kierować się dobrem przejmowanego klubu, lecz jedynie zyskami. Francuz dodał, że on sam starałby się blokować masowe przejęcia klubów z jego kraju przez zagranicznych inwestorów.

Warto nadmienić, że falę spektakularnych przejęć w angielskim futbolu zapoczątkowało kupno londyńskiego klubu Fulham przez Mohammeda al Fayeda, właściciela słynnego domu handlowego Harrods, w 1997 roku. Jeszcze głośniejsze było przejęcie Chelsea Londyn przez rosyjskiego multimilionera Romana Abramowicza w 2003 roku, głównie z uwagi na bezprecedensowy w historii futbolu zastrzyk gotówki na transfery, jaką otrzymali popularni The Blues. Łupem inwestorów z zagranicy niewiele później stały się Manchester United, Aston Villa, West Ham United, Portsmouth, Liverpool i (parę tygodni temu, przejęty przez byłego premiera Tajlandii Thaksina Sinawatrę) Manchester City. Newcastle United to jedyny klub, który podczas ostatniej fali przejęć zyskał inwestora krajowego.

Swą wypowiedzią Platini wpisał się w typowo kontynentalne podejście do przepływu kapitału, charakteryzujące się ograniczonym zaufaniem do finansowania z zewnątrz. Być może przemawiała przez niego także zazdrość, że jego rodzima liga nie cieszy się taką popularnością i sukcesami jak liga angielska. Niezależnie od tego jak postrzegamy opinię Platiniego, należy przyznać, że prezydent UEFA potrafi być wyrazisty w swych poglądach. Platini nie akceptuje dyktatu kapitału w futbolu. Jeśli sport rzeczywiście nie jest produktem, to Platini trafił w samo sedno, stając się pierwszym alterglobalistą w historii futbolu. Podstawowe pytanie brzmi: czy piłka nożna jest sobie w stanie poradzić bez nadmiernej ingerencji wielkiego kapitału, tak jak by tego sobie życzył prezydent UEFA? Przykład polski niestety nie napawa optymizmem. Niemniej jednak iskierka zmian, jaką Platini wpuścił do konserwatywnej wizji rozwoju futbolu dotychczas promowanej przez UEFA, doprowadziła do przyznania Polsce i Ukrainie praw do organizacji Euro 2012. Być może jest to sygnał nadchodzących zmian.