Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Opinie Unia Europejska Władysław Manteuffel: Muzułmanie w Niemczech - rzut oka

Władysław Manteuffel: Muzułmanie w Niemczech - rzut oka


03 styczeń 2006
A A A
Muzułmanie zamieszkują w Niemczech w większej liczbie od niemalże wieku. Jednakże znaczna część obecnie mieszkających w Niemczech wyznawców islamu zaczęła napływać w czasie „niemieckiego cudu gospodarczego” po II wojnie światowej. Przybysze byli werbowani na potrzeby rozwijającej się dynamicznie gospodarki, której brakowało rąk do pracy. Początkowo imigranci muzułmańscy (obecnie jest ich ok. 1 mln w całych Niemczech), głównie Turcy, funkcjonowali w zamkniętych wspólnotach, kierując się w życiu wyłącznie własnymi zasadami religijnymi i prawem zwyczajowym. Wynikało to nie tylko z wyobcowania z europejskiego społeczeństwa, ale także z tego, że przybysze wcale nie zamierzali zostawać na Zachodzie na stałe, a tylko zarobić i wrócić.

Dopiero następne pokolenia, urodzone już w Europie, stanęły przed problemem asymilacji. Spora grupa obserwatorów podkreśla, że muzułmański izolacjonizm jednak trwa. Wielu muzułmanów urodzonych już na emigracji żyje życiem tylko swojego środowiska, pielęgnuje tradycje i często nie zna wcale języka kraju, w którym mieszka, albo zna go bardzo powierzchownie.

Znamienny w tym kontekście wydaje się być casus Nadrenii-Westfalii, której rząd postanowił pójść muzułmanom na rękę i zaproponował wprowadzenie na swój koszt lekcji islamu w 37 szkołach, w języku niemieckim. Władze zakładały, że w ten sposób dzieci szybciej będą się asymilować. Eksperyment miał być dopełnieniem finansowanej przez państwo wieczorowej edukacji religijnej, która tylko na terenie Zagłębia Ruhry miałaby objąć 240 tysięcy uczniów. W tym wypadku zajęcia są prowadzone po turecku, często przez nauczycieli sprowadzanych w tym celu z Turcji. Jednak tylko 11 tysięcy młodych ludzi skorzystało z rządowej oferty. Dlaczego? Otóż działająca w Niemczech Centralna Rada Muzułmańska i Rada Islamska sprzeciwiły się inicjatywie władz. Zaskarżyły ją nawet w sądzie w Düsseldorfie. Organy te nie życzą sobie bowiem jakiejkolwiek edukacji religijnej kontrolowanej przez państwo, rodzice też wolą posyłać swoje pociechy na niezależne lekcje religii.

Oznacza to, że w Niemczech, w innych krajach jest zresztą podobnie, państwo nie ma wpływu (albo ma bardzo niewielki) na kształtowanie się osobowości młodego muzułmanina. Postawy młodych i dorosłych muzułmanów kształtują głównie meczety (jest ich obecnie 66, dalsze 30 powstaje) oraz działające przy nich centra religijno–kulturalne. Żyjąca u naszego zachodniego sąsiada społeczność islamska, złożona głównie z Turków, nie identyfikuje się w ogóle, lub tylko w małym stopniu, z goszczącym ją państwem. Jednym z efektów tej postawy jest unikanie przez muzułmanów, w razie konfliktu lub zagrożenia, poszukiwania pomocy w organach państwowych. Tu można z kolei przytoczyć przypadek kurdyjskiej partii komunistycznej. W ciągu ostatnich lat kurdyjska partia komunistyczna (PKK) porwała, jak wyliczył tygodnik Focus, w Niemczech 87 dzieci i wcieliła je do swoich szeregów. Rodzice nie złożyli nawet skargi na policji. Uznali, że to nie sprawa Niemców i trzeba ją rozstrzygnąć we własnym gronie. Taka postawa ułatwia organizacjom terrorystycznym, takim jak PKK, i grupy fundamentalistyczne, swobodne werbowanie nowych członków oraz ściąganie haraczu od europejskich muzułmanów. Młodzi muzułmanie Europy nie tylko grasują po ulicach i przyswajają sobie zasady islamu w szkółkach koranicznych, ale także,  pod wpływem indoktrynacji lub wręcz przymusu, sięgają po broń (przypadek terrorystów z Hamburga biorących udział w ataku na WTC). Na szczęście, na razie głównie poza Europą. I choć zdecydowana większość wyznawców islamu w Niemczech nie ma nic wspólnego z terroryzmem, liczne badania wskazują jednak na gwałtowny wzrost wpływów radykalnych ugrupowań islamskich

Turcy – „największa mniejszość”

Turcy stanowią najliczniejszą wśród mniejszości narodowych społeczność w Niemczech. Ich  obecność zaznaczyła się jeszcze przed I wojną światową, w efekcie współpracy Rzeszy z Imperium Osmańskim (m.in. w 1916 r. utworzono w Berlinie Związek Niemiecko-Turecki). Po II wojnie światowej, wraz z zaistnieniem "niemieckiego cudu gospodarczego" w RFN i podpisaniem "Porozumienia w sprawie rekrutacji” w 1961 r. do Niemiec rozpoczął się napływ pracowników z półwyspu anatolijskiego. Podobnie jak inni Gastarbeiterzy wielu założyło na miejscu rodziny i poszukiwało stałej pracy. Na największe trudności ze znalezieniem pracy napotkali ludzie wykształceni, np. lekarze. Chętnie natomiast zatrudniano Turków do zajęć, których nie bardzo chcieli wykonywać Niemcy. W owym czasie środowisko tureckie nie było zintegrowane, ze względu na perspektywę powrotu do ojczyzny.

Wraz z ograniczeniami w „imporcie pracowników” zmieniała się struktura społeczności tureckiej. Przed zahamowaniem napływu pracy do Niemiec przybywali głównie młodzi mężczyźni, natomiast w późniejszym okresie osiedlały się tam całe rodziny. Przedłużał się też czas ich pobytu. W 1997 więcej niż 60% Turków mieszkało w Niemczech ponad 10 lat. Z Gastarbeiterów przekształcili się w prawdziwych imigrantów, których stać było na budowę lub kupno domu.

{mospagebreak} 

Tak oto ewoluowała struktura najliczniejszej grupy imigrantów w Niemczech. Podczas gdy do 1970 r. do najbardziej licznych należały społeczność włoska, grecka, hiszpańska i austriacka, w kolejnym okresie Turcy znaleźli się na czele. Mając ok. 2,1 milionami przedstawicieli stanowią obecnie 26% obcokrajowców w RFN. Większość z nich mieszka w uprzemysłowionych krajach związkowych Nadrenia-Westfalia i Badenia-Wirtembergia, a także w dużych miastach, takich jak Berlin, Kolonia, Hamburg, Frankfurt nad Menem i Monachium.

Pochodzący z Turcji muzułmanie nie są przesadnie religijni. Tylko jedna trzecia odwiedza meczet codziennie, jedna piąta - dość często. Zdecydowana większość (79 procent) przestrzega ramadanu. Dla większości poszanowanie tradycji jest ważniejsze niż religia.

Tureccy muzułmanie nie kwapią się z przyjmowaniem niemieckiego obywatelstwa. Status cudzoziemca pozwala na ściślejsze związki z Turcją, wysyłanie dzieci do szkół i powrót do starej ojczyzny, nawet po dziesiątkach lat. Małżeństwa mieszane są rzadkością. Dwie trzecie respondentów niedawnej ankiety twierdzi, że miałoby problemy w swym środowisku, gdyby syn ożenił się nie z muzułmanką czy córka nie wyszła za mąż za muzułmanina. Organizacje muzułmańskie domagają się od Niemców, by zaakceptowali odrębność kulturową Turków i okazywali im więcej tolerancji. Chcą takiego samego traktowania jak inne wspólnoty religijne w Niemczech, np. religie chrześcijańskie. Dotychczas poszczególne landy mogą w tym zakresie wprowadzać własne regulacje prawne, np. dotyczące noszenia chust przez nauczycielki.
Stanowisko środowisk muzułmańskich w tej sprawie może być traktowane jako przejaw radykalizacji (nie tylko religijnej, ale i politycznej) części muzułmańskiej społeczności. Na zjawisko to zwraca uwagę niemiecki kontrwywiad, który w dorocznych raportach niezmiennie zalicza największą islamską organizację tureckich imigrantów Mili Görs do ekstremistycznych ugrupowań politycznych.
Podobnie jak wiele innych jest ona pod ścisłą obserwacją kontrwywiadu. Po atakach na USA z 11 września 2001 roku, w których uczestniczyło kilku islamskich terrorystów osiadłych w Hamburgu, zniesiono przepisy gwarantujące całkowitą autonomię organizacji o charakterze religijnym.

Problemy związane z imigrantami muzułmańskimi w Niemczech.

Muzułmańsko-turecki Angst

Wskazując na problemy związane z imigrantami trzeba brać pod uwagę historyczne zaszłości. Turcja np. od wieków stanowiła zagrożenie dla Europy i w świadomości jej mieszkańców zakorzenił się strach wobec Turków. I choć sytuacja zmieniła się, uprzedzenia pozostały i nadal wielu ludziom wydaje się, że ten naród nadal jest groźny, już nie militarnie, ale ideologicznie. Islam i system patriarchalny stanowią przedmiot koncentracji i ataków przez przeciwników obecności Turków w Niemczech, mimo że tak naprawdę te dwa czynniki przestają/ły odgrywać decydującą rolę w kształtowaniu społeczności tureckiej. Postrzeganie islamu jako religii postulującej podbój i podporządkowanie sobie niewiernych wyznawcom Allacha wydaje się niewłaściwe, choć taki obraz wykorzystują rozliczne ugrupowania terrorystyczne. Bezwzględny patriarchat, w opinii wielu mocno przerysowany, uległ w społecznościach Turków w Niemczech znacznej dewaluacji, podobnie zresztą jak tradycja w ogóle. I choć, szczególnie w rodzinach wywodzących się z prowincji, patriarchat ma pewne znaczenie, to młodsze pokolenia, przyzwyczajone do realiów niemieckich i żyjące nowocześniej, w mniejszej zależności od religii, często opowiadają się za całkowitą równością płci. Między innymi na tym tle zdarzają się konflikty międzypokoleniowe wśród niemieckich Turków (będące pokłosiem rewolucji światopoglądowej i przebudowy systemu wartości). Pierwsza generacja imigrantów żyła zgodnie z islamskimi zasadami również w Niemczech. Jednak stopniowo surowe zasady były egzekwowane mniej rygorystycznie, głównie dzięki mieszkańcom miast, którzy za sprawą reform z lat dwudziestych (po rewolucji kemalistowskiej Ataturka:  zeświecczeniu i „europeizacji” Turcji) reprezentowali nurt prozachodni. Można zatem powiedzieć, że współczesny niemiecki Angst, wywoływany rzekomo problemami dominującego patriarchatu i wojującego islamu jest w Niemczech nieco „na wyrost”.

Niemcy: Problemy z Allachem w tle

Liczni obserwatorzy zwracają uwagę, że od pewnego czasu widać w Niemczech wzmożoną aktywność gmin muzułmańskich. Chodzi nie tylko o budowę meczetów, ale również o tworzenie szkół i internatów. Tylko w Badenii-Wirtembergii czeka na rozpatrzenie 20 wniosków. Wśród młodych Turków pojawiło się zjawisko ponownej „islamizacji”. Przejawia się ono m.in. w noszeniu chust przez Turczynki w szkołach, urzędach i innych miejscach publicznych. Temu z wielu powodów przeciwni są Niemcy. Mimo że próbowano już załagodzić sytuację na wiele sposobów, problem ten wymaga działania kompleksowego. Nie wystarczą doraźne rozwiązania. W analizie berlińskiego Centrum Kultury Demokratycznej pojawiła się teza, że "islamizacja" środowisk muzułmańskich jest fenomenem zagrażającym demokracji. Podobnego zdania są niemieckie media. Powstaje swego rodzaju „społeczeństwo równoległe" - pisze "Die Zeit" - w którym religijna retoryka nie różni się od politycznej agitacji. Tygodnik podkreśla, że nie oznacza to, iż tworzy się "wylęgarnia terrorystów". Wielu ekspertów obawia się jednak, że może mieć to negatywny wpływ szczególnie na młodzież.

Jednocześnie coraz mocniej daje jednak o sobie znać wśród wyznawców islamu w Niemczech tendencja zmierzająca do zerwania z izolacjonizmem i nieobecnością w sferze polityki. Muzułmanie mówią o sobie: „jesteśmy Europejczykami wyznającymi islam". Domagają się też pełnych praw i, co najważniejsze, chcą uczestniczyć w europejskim życiu politycznym, co wcześniej było rzadkością. Czy oznacza to krok w kierunku integracji z niemieckim społeczeństwem poprzez partycypację w jego życiu publicznym, czy krok w kierunku powstania konkurencji na scenie politycznej dla ugrupowań niemieckich?

Teksty powstały na bazie licznych artykułów prasowych i raportów, analizy danych statystycznych i własnych przemyśleń.