Wyborcza/ Siedem dni strachu Kenii
-
PP
Po krwawych zamieszkach mieszkańcy Nairobi wyruszyli ze swoich domów na zakupy i do kościołów modlić się, by pokój powrócił do kraju, który uchodził za jeden z najspokojniejszych w Afryce
Kiberę, największe ze stołecznych przedmieść uznawane za największy slums Afryki, spowija zaduch spalenizny. Wokół zgliszcza domostw, sklepów, targowisk, samochodów. Niektóre jeszcze się tlą. Spalenizną przesiąkł też protestancki kościół podpalony w zeszłym tygodniu podczas ulicznych zamieszek, które wybuchły po ogłoszeniu wyniku prezydenckiej elekcji.
W Kiberze mieszkają głównie Luo, rodacy 62-letniego Raili Odingi, któremu sondaże i wstępne wyniki wyborów przepowiadały wygraną. Dlatego tu wiszą tylko jego plakaty wyborcze. Zwycięzcą elekcji ogłosił się jednak urzędujący od pięciu lat 76-letni prezydent Mwai Kibaki. Ledwie wieść o tym dotarła do Kibery, a całe przedmieście stanęło w ogniu.
Czytaj dalej w gazeta.pl.


Saudyjska wojna cenowa