Tajlandia: starcia służb bezpieczeństwa ze zwolennikami byłego premiera kraju
-
IAR
Podczas dzisiejszych starć w Bangkoku jedna osoba zginęła a 12 zostało rannych - podały służby medyczne. Wśród rannych jest dwóch dziennikarzy: francuski - sieci France 24 i dziennikarz tajlandzkiej gazety Matichon. Tajlandzkie wojsko użyło gumowych kul i gazu łzawiącego wobec demonstrantów protestujących w centrum miasta.
Do starć służb bezpieczeństwa ze zwolennikami byłego premiera kraju Thaksina Shinawatry, doszło w pobliżu placówek dyplomatycznych Stanów Zjednoczonych i Japonii. Według szacunków policji, w rejonie tym jest około 10 tys. demonstrantów. Wcześniej tajlandzka armia użyła gazów łzawiących, spychając demonstrujących z terenu nocnego targowiska do miejsca w którym koczują od kilku tygodni. Protestujący zebrali się wokół targowiska Suan Lum, by zatrzymać żołnierzy zmierzających w kierunku ich prowizorycznego obozu. Demonstranci podpalili jeden z autobusów.
Minister obrony Tajlandii oświadczył, że akcja wojskowa ma zmusić przywódców opozycji do wznowienia rozmów z władzami. Generał Prawit Wongsuwon oświadczył że władze muszą wywrzeć presję na opozycję, gdyż inaczej nie uda się wprowadzić porządku.
Protestujący koczują i protestują już od kilku tygodni. Śródmieście stolicy okupowane jest przez ok. 15 tysięcy manifestantów, tzw. czerwonych koszul - zwolenników obalonego w 2006 premiera Thaksina Shinawatry. Domagają się oni ustąpienia obecnego szefa rządu Abhisita Vejiajivy i rozpisania przyspieszonych wyborów parlamentarnych.
W czwartek w Bangkoku doszło do starć między wojskiem a "czerwonymi koszulami", w których zginęła jedna osoba, a osiem zostało rannych. Od chwili rozpoczęcia protestów w połowie marca na ulicach Bangkoku zginęło już 30 osób. Z powodu zamieszek zamknięto m.in. ambasady USA, Japonii i Wielkiej Brytanii, które położone są w bliskiej odległości od terenów kontrolowanych przez czerwone koszule.


Sydney: terrorysta przetrzymywał zakładników w kawiarni, dwie osoby zginęły