Portal Spraw Zagranicznych psz.pl




Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home

Francja 2010


04 styczeń 2010
A A A

W sylwestrowy wieczór Sarkozy uruchomił zdartą płytę. Podczas noworocznych życzeń obiecywał, że rok 2010 przyniesie owoce wieloletniej pracy, będzie braterski i odnowi kraj.  

Prezydent nawiązał też do swojej ostatniej porażki – odrzucenia rządowego projektu "taksy węglowej" przez Radę Konstytucyjną. Sarko tworzył tę strategię jako flagową. Klęska okazała się więc tym bardziej dotkliwa. Lądująca w koszu ustawa uniosła czoła socjalistów, bo to właśnie oni zaskarżyli tekst. Po Kopenhadze porażka wydaje się wyraźnym regresem w walce z ociepleniem, lecz jednocześnie okazała się pozytywnym punktem zwrotnym we francuskiej polityce roku 2010. Znaczy mniej więcej tyle, że Rada Konstytucyjna sprzeciwiła się planom obecnie rządzących. Projekt UMP był jawnie niesprawiedliwy. Sędziowie szybko zauważyli, że został on stworzony bardziej, żeby rozłożyć parasol nad „zaprzyjaźnionymi koncernami” niż chronić zwykłych obywateli. Czy wyrok stanie się swoistym precedensem dla dalszego oporu wobec burzących inicjatyw rządu. Kulawy projekt rzuci jeszcze jedną kłodę pod nogi francuskiej polityki w najbliższym kwartale.

Chwila, z którą ustawa znalazła się w koszu będzie kosztować budżet Kogutów 2 miliardy euro. Wobec czego najbliższy rok to decydujący sprawdzian polityki fiskalnej. Deficyt ociera się już o 120 miliardów euro, a zadłużenie państwa urosło o kolejne 30 miliardów i dochodzi już do 1,5 biliona euro, co daje 75 proc. PKB. Takie podsumowanie ubiegłego roku kłóci się z założeniami Traktatu z Maastricht (wg niego dopuszczalne zadłużenie to 60 proc. PKB). Prognozy na najbliższe lata również nie są krzepiące. Bilans rozpoczętego roku ma się zamknąć wynikiem zadłużenia 84 proc., 2011 zaś 88 proc. W połowie grudnia Sarkozy przypieczętował zapowiadaną od miesięcy wielka pożyczkę narodową. Planowane na najbliższy czas inwestycje opiewają na 35 miliardów euro, z czego około 40 proc. będzie pochodzić ze zwrotu zastrzyku finansowego, przyznanego w minionym roku francuskim bankom. Ta strategia okazała się korzystna dla budżetu państwa i uzdrowiła francuskie banki, stawiając je w czołówce europejskich instytucji finansowych. Finansiści cały czas pozostawali zależni od Banku Francji, dzięki czemu ich problemy ominęły bilans zadłużenia publicznego. Kolejne 60 proc. inwestycji będzie uzupełniane przetargami rozłożonymi na zaczynający się właśnie rok. Wszystkie inwestycje obłożone będą pożyczkami średnio- i długoterminowymi, a ich obsługa nie będzie zbyt mocno obciążać deficytu. Takiej polityce przytakuje wielu ekonomistów, którzy redukcję deficytu uznają za czołowy priorytet.

Najbliższy rok we Francji to powrót państwa. Mamy tu dwie strony medalu. Paradoksalnie to właśnie podczas rządów Sarkozy’ego dokonuje się krok, którego nie potrafiła zrobić lewica – polityka gospodarcza zostaje popchnięta w kierunku centrum zainteresowania. Państwo zaczyna pewniej trzymać ster. Francuska lewica tkwiąc w wewnętrznych sporach zawodziła oczekiwania swojego elektoratu przez długie lata, co zgrabnie wykorzystało UMP. Nie twierdzę, że centroprawica rozwieje czarne chmury i uzdrowi finanse publiczne z wielką korzyścią dla zwykłych obywateli. Podkreślam natomiast sprytne zagranie, dzięki któremu Sarko wchłonął już sporą liczbę elektoratu z lewej strony. Ostatnie badania pokazują, że Francuzi zajmują pierwsze w Europie miejsce wśród zwolenników regulacji działania przedsiębiorstw. Jeśli socjaliści nie obudzą się ze snu i nie przestaną uprawiać polityki jedynie spod znaku reakcji, niech od razu ustawią się pod ścianą ze spuszczonymi głowami. W najbliższych wyborach lokalnych grozi im bowiem polityczny lincz. Powrót państwa ma również drugą stronę medalu. Ona także da o sobie znać w planowanych na ten rok wyborach do samorządów.

Eric Besson, minister ds. imigracji, rozpoczął niedawno owianą złą sławą debatę o tożsamości narodowej. Jest to oczywisty ukłon w prawo. Elektorat Le Pena tkwiący po kolana w bagnie nacjonalizmu, z otwartymi ramionami przywita każdą wzmiankę na temat wzmocnienia bezpieczeństwa państwowego. UMP natomiast długo łamało sobie głowę nad kolejnym sposobem wykorzystania strachu przed przez „tymi kryminogennymi imigrantami”. Wspólny język z Frontem Narodowym rządzący odnaleźli na polu etnicznym. To właśnie tutaj rozegra się jeden z decydujących sporów podczas zbliżających się wyborów. Ta taktyka posiada wiele analogii w Europie ostatnich lat. Wystarczy spojrzeć na Polskę lub Danię, gdzie politycy przed wyborami również puszczali oko do wyborców zorientowanych bardziej narodowo. Francuscy politycy z różnych stron mszą zająć zdecydowane stanowisko w najbliższych wyborach. Wyborcy muszą widzieć różnice w „ofertach”, w przeciwnym wypadku populistyczne hasła zgarną niezdecydowanych, a wybory staną się kolejną karykaturą. Tutaj kolejna szansa dla lewicy. Jeśli nie stworzy ona odpowiedzi na konkurencyjne projekty lepiej niech daruje sobie start w wyborach. Po ostatnich unijnych debatach dotyczących imigracji, religii i polityki azylowej Francję czeka kampania pełna wyzwań na tych polach.

Sam Sarkozy bardziej niż na rok 2010 czeka chyba na 2011. Francja będzie wtedy przewodniczyć G8 i G20, a niedługo po tym odbędą się wybory prezydenckie. Rozgrywki w roku obecnym będą więc obliczone na stworzenia gruntu pod decydujące działania w roku kolejnym. O ile w między czasie wiatru w żagle niespodziewanie nie nabierze któryś z potencjalnych rywali. Na przykład coraz częściej podawany jako godny przeciwnik Sarkozyego – słynny już listonosz Besancenot.