W Belgii nadal bez przełomu w sprawie utworzenia nowego rządu
-
IAR
Dziś zakończyła się pierwsza runda negocjacji pod wodzą nowych mediatorów, ale rezultatów na razie brak. Od wyborów parlamentarnych minęły już prawie 3 miesiące i wciąż nie mogą się porozumieć zwaśnione partie z francuskojęzycznej Walonii i Flandrii, gdzie mówi się po niderlandzku.
Politycy muszą uzgodnić reformę państwa i ustalić zasady finansowania regionów. Punktem spornym są prawa wyborcze i językowe frankofonów mieszkających we flamandzkich gminach. Bez porozumienia w tych kluczowych kwestiach nie mogą się rozpocząć negocjacje w sprawie utworzenia nowego rządu. A zadawnione spory między społecznościami z obu stron granicy językowej powodują, że o porozumienie będzie trudno. Co więcej, po Flamandach teraz i frankofoni zaczynają mówić o groźbie podziału kraju. "Wszystkie hipotezy trzeba rozważyć, także tę, że i bez Flandrii muszą sobie jakoś poradzić mieszkańcy Walonii i francuskojęzyczni brukselczycy" - mówił jeden z czołowych polityków, minister-prezydent Walonii Rudy Demotte.
Flamandów i Walonów dzieli prawie wszystko, a łączy głównie monarchia. Dlatego król Belgów Albert II stara się ratować sytuację w kraju. To on wyznaczył nowych mediatorów, którzy od kilku dni prowadzą negocjacje. Ich poprzednik, lider francuskojęzycznych socjalistów Elio Di Rupo po trzech miesiącach poddał się i zrezygnował z misji.


Saulius Skvernelis nowym premierem Litwy