Portal Spraw Zagranicznych psz.pl

Serwis internetowy, z którego korzystasz, używa plików cookies. Są to pliki instalowane w urządzeniach końcowych osób korzystających z serwisu, w celu administrowania serwisem, poprawy jakości świadczonych usług w tym dostosowania treści serwisu do preferencji użytkownika, utrzymania sesji użytkownika oraz dla celów statystycznych i targetowania behawioralnego reklamy (dostosowania treści reklamy do Twoich indywidualnych potrzeb). Informujemy, że istnieje możliwość określenia przez użytkownika serwisu warunków przechowywania lub uzyskiwania dostępu do informacji zawartych w plikach cookies za pomocą ustawień przeglądarki lub konfiguracji usługi. Szczegółowe informacje na ten temat dostępne są u producenta przeglądarki, u dostawcy usługi dostępu do Internetu oraz w Polityce prywatności plików cookies

Akceptuję
Back Jesteś tutaj: Home Europa Polska Monika Paulina Żukowska: Azerski "sukces" Lecha Kaczyńskiego

Monika Paulina Żukowska: Azerski "sukces" Lecha Kaczyńskiego


20 listopad 2008
A A A
Budowanie bezpieczeństwa energetycznego Polski na inicjatywie, której plany nie zostały jeszcze sformułowane, a która oparta jest głównie na przyjaźni narodów polskiego, ukraińskiego i azerskiego, wydaje się co najmniej śmieszne.

Polsko-ukraiński projekt ropociągu z Odessy do Gdańska od dłuższego czasu przywoływany jest niczym magiczne zaklęcie podczas debat dotyczących dywersyfikacji polskich i europejskich dostaw ropy. Formuła „Odessa-Brody-Gdańsk” (dalej: OBG) funkcjonuje jako odpowiedź na każdą wątpliwość – nie tylko będziemy mieli alternatywną w sensie ekonomicznym, bo omijającą Rosję, drogę zaopatrzenia w „czarne złoto”, ale na dodatek (czy może przede wszystkim) podkreślimy tym swoją pozycję na płaszczyźnie politycznej. Oto udany sojusz dwu państw byłego bloku wschodniego, strategicznych partnerów, którzy dzięki wspólnym działaniom uniezależniają się od dawnego „wielkiego brata”. Scenariusz o tyle piękny, co mało realistyczny.

Pierwszym błędem, jaki można zarzucić polskim politykom zaangażowanym w sprawę, jest niezachwiana wiara w dostępność i obfitość mitycznych złóż kaspijskich. Problem ten, z natury rzeczy fundamentalny dla tego typu inwestycji, uwidocznił się już przy okazji dwu dużych projektów energetycznych: istniejącego naftociągu Baku-Tibilisi-Ceyhan (dalej: BTC) oraz powstającego w bólach Nabucco. Priorytetem dla państw-producentów surowca, w tym głównie Azerbejdżanu, niewątpliwie pozostanie BTC. Nie jest tajemnicą, że jak dotąd niemal cała azerska ropa przesyłana była na zachód tą właśnie magistralą, zdolną przepompować 1% dziennego światowego obiegu ropy (stąd też m. in. „wieczny remont” połączenia Baku-Supsa, dla którego surowca zwyczajnie zabrakło).

Z pewnym optymizmem można przyjąć zapowiedź zwiększenia wydobycia do 65 mln ton (przy planowanych na bieżący rok 52 mln) złożoną przez gospodarza, Natika Alijewa, podczas poprzedzającego szczyt w Baku spotkania ministrów do spraw energetyki zainteresowanych stron. Trzeba jednak pamiętać, że specyfiką regionu pozostaje skłonność do manipulowania informacjami o posiadanych zasobach. Pomysłem na zapełnienie polsko-ukraińskiej rury stała się więc koncepcja „euroazjatyckiego korytarza transportowego”, o jakiej bardzo chętnie mówili w azerskiej stolicy Kaczyński i Juszczenko. Zgodnie z tym założeniem, w uniezależnieniu się od rosyjskich dostaw mieliby pomóc Europie centralnoazjatyccy producenci surowców energetycznych. Optymizmu naszych przedstawicieli nie mąci fakt, że ani przedstawiciel Kazachstanu, ani jego turkmeński odpowiednik nie zdecydowali się na podpisanie kończącej szczyt w Baku deklaracji, zapowiadającej kaspijsko-czarnomorsko-bałtycką współpracę. Wpisuje się to w politykę prowadzoną przez te państwa wobec zachodnich partnerów. Od dłuższego czasu republiki Azji Centralnej rozmawiają bowiem z Europą o możliwościach nawiązania współpracy, przy czym rozmowy te za każdym razem wieńczy jedynie deklaracja o uzyskaniu dobrej płaszczyzny dla dalszego współdziałania. Dla tych państw jest to opłacalne z punktu widzenia ich interesów – z jednej strony wzmacniają swoją pozycję w negocjacjach cen surowców w handlu z Rosją (jak miało to miejsce w ubiegłym roku, kiedy po przyjęciu unijnej strategii wobec Azji Centralnej trzej producenci gazu i ropy podnieśli znacząco poziom cen w relacjach z Rosjanami), z drugiej zaś pozostają w ciągłym dialogu z państwami Unii Europejskiej, która zapewnia stały dopływ środków związanych z pomocą rozwojową. Taką politykę balansowania między północnym sąsiadem regionu a Zachodem widać szczególnie na przykładzie Uzbekistanu. Prezydent Karimow przez niedawne zawieszenie członkostwa w kontrolowanej przez Rosję Eurazjatyckiej Wspólnocie Gospodarczej ponownie puszcza oko do zachodnioeuropejskich przywódców. Według Radia Swoboda to właśnie Uzbekistan był podczas azerskiego szczytu wymieniany jako dostawca gazu dla powstającego Nabucco. Nie sposób zapomnieć o czynniku chińskim – podpisane w ubiegłym roku umowy, na mocy których już niebawem otwarte zostanie bezpośrednie połączenie z Xinjiangu do kazachskiego Atasu (co oznacza jednocześnie bezpośrednie połączenie infrastrukturalne ChRL  z basenem Morza Kaspijskiego) sprawiły, ze to kierunek wschodni stał się drugim, obok północnego, wektorem eksportu centraloazjatyckich surowców.

W tym kontekście nie bez znaczenia jest wiarogodność ekonomiczna wychodzących z inicjatywą partnerów. Chiny wygrywają konkurencję o zasoby Azji Centralnej ze względu na konsekwencję i tempo, z jakimi realizują swoje założenia. W projekt połączenia z Odessy nad Bałtyk zaangażowane są (lub zadeklarowały chęć zaangażowania) jedynie państwa – Polska i Ukraina jako budowniczy przedłużenia oraz Azerbejdżan w charakterze dostawcy. Fundamentalną konsekwencją takiego stanu rzeczy jest uzależnienie realizacji inwestycji od aktualnej sytuacji politycznej oraz wydłużenie czasu jej przygotowania. Za naczelną klapę inicjatyw międzypaństwowych, udowadniającą tę tezę, można uznać legendarny już gazociąg Nabucco, którego powstanie zostało ostatnio uznane przez World Economic Forum za co najmniej „wątpliwe”. Ponownie odwołując się do przykładu BTC – to fundusze i biznesowe rozstrzygnięcia British Petroleum, będącego posiadaczem 1/3 udziałów w przedsięwzięciu, pozwoliły na sprawną realizację i funkcjonowanie tego rurociągu. Podobnie ma się sprawa z Caspian Pipeline Consortium (CPC), w którym głównym udziałowcem jest Rosja, ale zarządzany jest przez firmę Chevron. Na tym tle polsko-ukraińska Sarmatia, powołana do zbudowania i uruchomienia OBG, wypada co najmniej blado, nie ma bowiem ani takiej pozycji negocjacyjnej jak wymienione wyżej koncerny, ani zbliżonych choćby funduszy.

Ostatnia kwestia, która zdaje się umykać polskiemu prezydentowi, związana jest z czysto ekonomiczną kalkulacją. Ostateczne studium wykonalności (będące zresztą kolejnym już „ostatecznym studium”)  połączenia z Odessy do Gdańska ma być ogłoszone w grudniu. Już dziś przedstawiciele konsorcjum Sarmatia, odpowiedzialnego za realizację studium i w perspektywie budowę rury, mówią jednak, że inwestycja jest jak najbardziej ekonomicznie sensowna. Jednocześnie sam szef polsko-ukraińskiego konsorcjum przyznaje, że im więcej faktycznie przesyłałby ropociąg, tym bardziej byłoby to opłacalne. W grę wchodzi bowiem nie tylko budowa nowej infrastruktury na odcinku od granicy polsko-ukraińskiej do Płocka i później Gdańska, ale też koszty związane z transportem surowca do samej Odessy. Azerska ropa docierałaby tam drogą morską, najprawdopodobniej z nowego terminalu w Kulewi.

Projekt Odessa-Brody-Płock-Gdańsk nie jest niemożliwy do wykonania. Nie ulega wątpliwości, że jest przedsięwzięciem potrzebnym. Moim celem nie było przekonanie kogokolwiek, że polskie pomysły dywersyfikacyjne z góry skazane są na porażkę. Istotne jest jednak, by podchodzić do nich z odpowiednią dozą pragmatyzmu. Ani opowieści o mitycznych zasobach państwa nadkaspijskich, ani polityczne deklaracje nie zapewnią nam stabilności dostaw strategicznych z punktu widzenia państwa surowców. Dlatego też budowanie bezpieczeństwa energetycznego Polski na inicjatywie, której plany nie zostały jeszcze sformułowane, a która oparta jest głównie na przyjaźni narodów polskiego, ukraińskiego i azerskiego, wydaje mi się co najmniej śmieszne. Nie można bowiem zapominać, że energetyka ciągle, mimo wysokiego stopnia upolitycznienia, pozostaje dziedziną z zakresu ekonomii, gdzie w ostatecznym rozrachunku wygrywa kategoria interesu w najściślejszym tego słowa znaczeniu.

Portal Spraw Zagranicznych pełni rolę platformy swobodnej wymiany opinii - powyższy artykuł wyraża jedynie prywatne poglądy autora.