Unia Europejska w środę ponownie rozpatrzy termin wprowadzenia dalszych sankcji wobec Rosji. Państwa członkowskie przyjęły je formalnie w poniedziałek wieczorem (08.09), jednak Unia czeka z implementacją, uzależniając decyzję od rozwoju sytuacji na wschodzie Ukrainy.
Ambasadorowie krajów UE spotkają się w środę, aby ponownie rozważyć, czy
sytuacja na Ukrainie wymaga zaostrzenia polityki wobec Rosji.
Początkowo planowano, że przyjęte w poniedziałek restrykcje wizowe i
finansowe wejdą w życie natychmiast. Jednak. w związku z piątkowym
ogłoszeniem zawieszenia broni na wschodzie Ukrainy, ambasadorowie krajów
Unii Europejskiej zebrali się ponownie, żeby odłożyć wdrożenie sankcji o
kilka dni i poczekać na rozwój sytuacji.
Van Rompuy napisał w
poniedziałkowym świadczeniu, że opóźnienie we wprowadzeniu sankcji
pozostawia czas na „ocenę realizacji porozumienia o zawieszeniu broni i
planu pokojowego”, gdyż decyzje w sprawie kolejnych sankcji wobec Rosji
wymagają jednomyślności.
- Unia musi wywierać presję na Rosję - mówił po nieformalnym spotkaniu szefów resortów obrony państw UE brytyjski minister Michael Fallon. Według Fallona sankcje przynoszą efekt, i choć nie wszystkie państwa członkowskie zajmują w ich sprawie takie samo stanowisko, to niezwykle istotne jest, aby presja została utrzymana.
O swoich wątpliwościach poinformował jednak premier Finlandii. - To oczywiste, że Finlandia popiera wspólną linię UE w sprawie sankcji wobec Rosji. Mam nadzieję, że sytuacja na Ukrainie poprawi się możliwie najszybciej, wówczas sankcje nie będą potrzebne" - napisał na Twitterze Alexander Stubb. Wątpliwości zgłaszali także czescy dyplomaci.
Herman van Rompuy przyznał natomiast w rozmowie z belgijską stacją telewizyjną VRT: „W zależności od rozwoju sytuacji, UE jest gotowa cofnąć w całości lub w części nałożone sankcje”.
Według źródeł dyplomatycznych lista objętych sankcjami wizowymi i dyplomatycznymi miałaby zostać rozszerzona o kolejne 24 osoby i firmy. W tym rosyjskich urzędników państwowych z bliskiego otoczenia Władimira Putina. Nowe sankcje gospodarcze miałyby pogłębiać restrykcje we wcześniej wprowadzonych, skierowanych w sektory przemysłu: energetycznego i obronnego. Ponadto wprowadzałyby także zakaz pozyskiwania funduszy na europejskich rynkach kapitałowych dla firm rosyjskich.
Bruksela jest na razie ostrożna we wprowadzaniu kolejnych sankcji ze względu na szerokość powiązań gospodarczych wiążących UE z Rosją. Moskwa jest przede wszystkim ważnym dostawcą gazu dla wielu krajów Unii i jest trzecim co do wielkości partnerem handlowym, więc każda sankcja jest mieczem obusiecznym uderzającym nie tylko w interesy Rosji, ale także krajów Unii Europejskiej.
Rosyjski premier Dmitrij Miedwiediew powiedział: „Moskwa będzie odpowiednio reagować na wszelkie nowe sankcje zachodu.” - w wywiadzie dla rosyjskiego dziennika Wiedomosti opublikowanym w poniedziałek. Miedwiediew dodał ponadto, że jeśli kolejne sankcje zostaną wprowadzone odpowiedzią Rosji będzie zamknięcie rosyjskiej przestrzeni powietrznej dla lotów z USA i UE.
