Clinton czy Sanders? Kto zmierzy się z Trumpem w walce o fotel prezydencki

Do partyjnych konwencji krajowych zostały już tylko dwa miesiące, a nominacje obydwu partii są już praktycznie przesądzone. Analitycy i eksperci zajmujący się polityką wewnętrzną Stanów Zjednoczonych, w kwestii tegorocznych prawyborów zgadzają się co do jednego - od lat nie były one tak interesujące. Przyczyną tego jest dynamiczny przebieg kampanii, próby zablokowania nominacji Donalda Trumpa oraz pojedynek kandydatów Partii Demokratycznej.

Prawybory, które rozpoczęły się 1 lutego w stanie Iowa, powoli dobiegają końca. Przez znaczną ich część większa uwaga społeczeństwa i mediów była skupiona wokół Partii Republikańskiej, głównie ze względu na dużą liczbę kandydatów starających się o nominację oraz kontrowersyjną osobę Donalda Trumpa. Nie oznacza to jednak, że pojedynek w Partii Demokratycznej jest mniej interesujący, dowodem czego jest kontynuacja kampanii przez obydwoje kandydatów. Przed zapoznaniem się z aktualną sytuacją, warto odświeżyć kilka pojęć, które są związane z systemem prawyborów i amerykańską polityką.

Kim są superdelegaci?

Termin ten dotyczy w znacznie większym stopniu Partii Demokratycznej, jednak w Partii Republikańskiej są oni także obecni, choć odgrywają stosunkowo niewielką rolę, na pewno nie tak istotną jak u demokratów. Od zwyczajnych delegatów stanowych różnią się oni tym, że podczas pierwszego głosowania na konwencji, nie mają obowiązku utrzymania swojej decyzji i mogą oddać głos na dowolnego kandydata, niezależnie od wcześniejszych deklaracji. W przypadku republikanów ich liczba wynosi 109, spośród wszystkich 2472. W Partii Demokratycznej superdelegatami, poza przedstawicielami konkretnych stanów, są także osoby wybierane przez partię, zazwyczaj związane z partyjnym establishmentem - członkowie obu izb Kongresu, gubernatorzy, partyjni liderzy, włączając w to byłych i obecnych prezydentów oraz nominaci wybrani przez Krajowy Komitet Partii Demokratycznej. Łączna liczba superdelegatów wynosi 714, z 4765 wszystkich delegatów biorących udział w konwencji. Zgodnie z niepisaną praktyką, superdelegaci popierają kandydata, który jest bardziej związany z partyjnym establishmentem.

Brokered convention i contested convention

Obydwa pojęcia są związane z konwencjami krajowymi republikanów i demokratów. Zdarza się jednak, że pojęcia te są ze sobą mylone lub wręcz nie rozróżnia się ich. Mianem brokered convention określa się konwencję, podczas której w celu wyłonienia partyjnego nominata odbywa się więcej niż jedna tura głosowania. Contested convention ma miejsce wtedy, gdy żaden z kandydatów, przystępując do konwencji, nie zabezpieczył wymaganej do uzyskania nominacji liczby głosów, jednak zdobywa ją już w pierwszym głosowaniu.

Polaryzacja amerykańskiej sceny politycznej

Zjawiskiem szczególnie widocznym w amerykańskiej polityce wewnętrznej jest polaryzacja partii, która w ostatnich latach w dużej mierze prowadziła do impasu. U podstaw podziałów na scenie politycznej leży stronniczość mediów i unikanie przez nie obiektywnej oceny omawianych wydarzeń. Istotnym problemem jest także łatwość, z jaką społeczeństwo ulega stronniczym działaniom mediów, co jeszcze bardziej pogłębia podziały. Zjawisko polaryzacji powoduje związanie elektoratu z ideologicznymi źródłami danych poglądów czy opinii, a nie z ich meritum. Ten aspekt polaryzacji ma jednak też swoje dobre strony. Obecnie elektorat jako najistotniejszą kwestię postrzega podłoże ideologiczne, a nie rasę, płeć czy wyznanie preferowanego przez siebie jednocześnie kandydata. W ostatnich latach możemy także zaobserwować coraz silniejszą polaryzację wewnątrz partii, która także znalazła odzwierciedlenie w trakcie tych prawyborów.

Kandydat Partii Republikańskiej

Po zawieszeniu kampanii przez Teda Cruza i Johna Kasicha po prawyborach w Indianie (3 maja) sytuacja wydaje się być przesądzona - nominatem partii zostanie Donald Trump. Jeżeli republikanie nie chcą doprowadzić do kryzysu wewnątrz partii, żaden inny scenariusz nie jest prawdopodobny. Trump uzyskał dotychczas głosy 1102 delegatów stanowych, zgromadził także głosy 58 tzw. superdelegatów, co oznacza, że do wymaganej do uzyskania nominacji liczby 1237 głosów brakuje mu poparcia 135 delegatów. Partię Republikańską czekają jeszcze prawybory w sześciu stanach - Waszyngtonie, Kalifornii, Montanie, New Jersey, Nowym Meksyku i Dakocie Południowej. Do zdobycia jest łącznie jeszcze 347 delegatów, z czego w trzech z tych stanów obowiązuje zasada winner-take-all, co oznacza, że głosy delegatów nie są dzielone pomiędzy kandydatów, lecz wszystkie przypadają zwycięzcy w danym stanie. Liczba delegatów z tych stanów wynosi łącznie 107 i nie ma powodów, by sądzić, że nie zapiszą się one na koncie Trumpa.

Donald Trump i załamanie politycznych wzorców

Tegoroczne prawybory to nie pierwsza próba Trumpa pojawienia się na scenie politycznej. W 2000 roku nowojorski miliarder starał się o uzyskanie nominacji Partii Reform, jednej z wielu pomniejszych partii, jednak wycofał się jeszcze przed pierwszymi prawyborami. Trump rozważał możliwość starania się o nominację republikanów w 2012 roku, był nawet brany pod uwagę w pierwszych sondażach, jednak ostatecznie zdecydował się nie kandydować i poparł kandydaturę Mitta Romneya. Swój start w wyborach prezydenckich w 2016 roku ogłosił 16 czerwca 2015 roku podczas konferencji w Trump Tower w Nowym Jorku. Swoją kampanię oparł przede wszystkim na problemie nielegalnych imigrantów, zagrożenia terroryzmem, długu publicznego oraz offshoringu (przeniesienie pewnych sektorów przedsiębiorstw za granicę w celu obniżenia kosztów) w amerykańskim biznesie.

Od pojawienia się pierwszych sondaży w sierpniu 2015 roku Trump plasował się na czele republikańskich kandydatów z poparciem powyżej 20 procent. Wraz z rozwojem prawyborów i wzrostem poparcia dla jego kandydatury zaczęto od niego oczekiwać zadeklarowania pewnej wizji politycznej. Choć magnat branży hotelowej określa samego siebie jako konserwatystę, jego poglądy ciężko wpisać w tradycyjne standardy przyjęte w amerykańskiej polityce. W niektórych kwestiach, szczególnie dotyczących problemów społecznych, takich jak aborcja czy uprawnienia osób LGBT, prezentuje on poglądy znacznie bliższe Partii Demokratycznej niż Republikańskiej. Niekonwencjonalna i kontrowersyjna agenda Trumpa nie znajduje podstaw w żadnej ideologii, a a z pewnością nie w konserwatyzmie, nie można więc dziwić się, że Trump określany jest czasem mianem RINO (akronim od Republican In Name Only).

Nominacja w Partii Demokratycznej

Od pojawienia się pierwszych sondaży łatwo było dostrzec dwójkę kandydatów będących faworytami elektoratu demokratów. Chyba jednak nikt nie spodziewał się, że w trakcie prawyborów Bernie Sanders zacznie stanowić realne zagrożenie dla uzyskania nominacji przez Hillary Clinton oraz że pod koniec maja będzie on dalej prowadził aktywną kampanię. Nie oznacza to jednak, że poglądy prezentowane przez senatora z Vermont zyskały duży posłuch wśród amerykańskiego społeczeństwa. Z pewnością część elektoratu jest skuszona ekonomicznymi obietnicami Sandersa, jednak znaczna jego część popiera go z innej przyczyny - niechęci do Hillary Clinton. Była Sekretarz Stanu poza ogromnym i wiernym elektoratem, jaki udało jej się zgromadzić przez lata aktywności w polityce, posiada także drugą, równie liczną grupę. Są to negatywnie do niej nastawieni demokraci.

Według statystyk Clinton ma znaczną przewagę nad Sandersem, obecnie zapisując na swoim koncie poparcie 2293 z 2383 wymaganych delegatów. Dla porównania, Sanders zgromadził 1533 głosów. Przewaga Hillary wydaje się być miażdżąca, jednak po odjęciu głosów superdelegatów proporcje wynoszą 1768 do 1494, na niekorzyść Sandersa. Prawybory Partii Demokratycznej odbędą się jeszcze w Kalifornii, Montanie, New Jersey, Nowym Meksyku, Dakocie Północnej, Dakocie Południowej, Dystrykcie Kolumbii oraz Puerto Rico, terytorium zależnym Stanów Zjednoczonych, w których łączna liczba delegatów wynosi 774. Choć Clinton ma większe szanse na uzyskanie nominacji, nie znaczy to jednak, że Sanders wypadł już w gry. W majowych prawyborach Sanders ani razu nie uzyskał liczby delegatów niższej niż Clinton, co może sugerować, że jego poparcie rośnie. Sytuację mogą jeszcze zmienić superdelegaci. Choć to Hillary jest bardziej związana z partią, także dzięki autorytetowi swojego męża, już raz poniosła porażkę w prawyborach partii demokratycznej w 2008 roku. Przyczyniła się do tego m.in. utrata części superdelegatów na rzecz młodszego stażem senatora z Illinois, Baracka Obamy.

Czy Clinton i Sanders różnią się od siebie tak bardzo, jak twierdzą?

Postulaty wyborcze Berniego Sandersa zobrazowały zjawisko polaryzacji wewnątrzpartyjnej. Okazało się, że duża grupa społeczeństwa w pewnych sferach jest bardziej lewicowa, niż przewiduje to ideologia demokratów. Jeżeli postulaty senatora z Vermont, niezależnie od dalszego przebiegu prawyborów, nie zostaną pogrzebane po zakończeniu kampanii, ale przerodzą się w pewnego rodzaju ruch polityczny, w najbliższych latach może dojść do korekty agendy Partii Demokratycznej. Jednak porównując polityczną aktywność Sandersa i Clinton okazuje się, że ich poglądy nie są od siebie aż tak odległe. W ciągu wspólnego zasiadania w Senacie w latach 2007-2009 obydwoje głosowali identycznie aż w 93 procentach przypadków. Największą różnicą, jaką można wskazać w ich poglądach, jest stosunek do wojny i wszelkiej ingerencji zbrojnej, której Sanders był i nadal jest zdecydowanym przeciwnikiem.

Co wspólnego mają wyborcy Trumpa i Sandersa?

Nie ma tu głębszej ideologii, łączy ich niechęć do partyjnego establishmentu. Wysokie poparcie ekscentrycznego biznesmena z Nowego Jorku oraz sympatycznego i spokojnego senatora z Vermont ma związek z rosnącą nieufnością do partii oraz znudzeniem i rozczarowaniem proponowaną przez nie agendą. Być może to podobieństwo dostrzega Trump, który w jednej ze swoich wypowiedzi dotyczącej kandydatów na wiceprezydenta, wspomniał o możliwości wyznaczenia kogoś z partii demokratycznej. Jego stosunek do Sandersa zmienił się w ostatnich dniach. Trump zaczął unikać ataków i przeszedł do obrony Sandersa, zauważając, że jest on dyskredytowany przez Partię Demokratyczną. Oczywiście w realiach polityki wspólny start Trumpa i Sandersa wydaje się być absurdem, jednak czy biznesmen może rozważać taki wariant? W jego przypadku już nic nie wydaje się być niemożliwe.

Co wydarzy się dalej?

Patrząc na dotychczasowy przebieg prawyborów, ciężko dyskutować o detalach, gdyż większość wcześniejszych prognoz nie sprawdziła się i mało prawdopodobne jest, by na tym etapie kampania weszła na łatwy do przewidzenia tor. Warto zastanowić się, jak mogą wyglądać debaty pomiędzy kandydatami w głównej kampanii, w jaki sposób kandydaci będą chcieli przekonać określony elektorat oraz, co z politycznego punktu widzenia najciekawsze, kto wejdzie w skład ich gabinetów. Obecnie, według sondaży dotyczących listopadowych wyborów, Donald Trump traci do Hillary Clinton ok. 3-4 procent głosów. Jeżeli przeciwnikiem Trumpa okazałby się Bernie Sanders, sondaże przewidują dwucyfrową przewagę senatora z Vermont, oscylującą wokół 12 procent. Wszystko wyjaśni się w trakcie partyjnych konwencji. Termin konwencji republikanów przypada na 18-21 lipca, zaś Partia Demokratyczna zwołała swoją konwencję na tydzień później, w dniach 25-28 lipca. Po wyborze nominatów rozpocznie się ostateczna walka o fotel prezydenta Stanów Zjednoczonych.

Mateusz Piotrowski

Zdjęcia: Flickr.com/DonkeyHotey, Wikipedia Commons, Flickr.com/Gage Skidmore, Flickr.com/Michael Vadon

Zobacz także tego autora