Maurycy Mietelski: Czym kieruje się Orbán w relacjach z Rosją?

Wizyta Władimira Putina w Budapeszcie odbiła się w Europie szerokim echem, a najbardziej emocjonalne komentarze pojawiły się w Polsce. Tymczasem przedstawianie węgierskiego premiera Viktora Orbána jako ślepego sojusznika prezydenta Rosji nie jest do końca zgodne z prawdą.  

Spotkanie rosyjskiego prezydenta Władimira Putina z węgierskim premierem Viktorem Orbánem sfinalizowało ustalenia podjęte w połowie stycznia ubiegłego roku w Moskwie. Przywódcy ustalili wówczas, że Rosjanie udzielą Węgrom pożyczki w wysokości 10 mld euro na budowę dwóch nowych reaktorów, a także wezmą udział w rozbudowie technicznego zaplecza elektrowni atomowej w Paks. Rewizyta Putina przyniosła Węgrom kolejne korzyści. Kraj zapłaci mniej za dostawy gazu (260 dolarów za 1 tys. metrów sześciennych) i nie będzie już traktowany zgodnie z systemem „bierz lub płać”, co oznaczałoby obecnie zapłatę Rosji blisko 3 mld euro za niewykorzystany gaz. Mimo embarga będącego odpowiedzią Rosji na sankcje nałożone przez UE, rosyjski rynek ma pozostać otwarty dla węgierskich produktów.

Media w Polsce nie zajęły się właściwie samą umową, lecz faktem przybycia Putina do węgierskiej stolicy. Z pewnością nie pozwala to na należyte zrozumienie polityki prowadzonej obecnie przez Orbána. Kwestią kluczową jest w tym kontekście budowa nowych reaktorów w elektrowni jądrowej w Paks. Istniejące cztery reaktory zostały oddane do użytku w latach 1982-1987 i muszą zostać wygaszone pomiędzy 2032 a 2037 rokiem. Zaspokajają one 40 proc. zapotrzebowania Węgier na energię, więc inwestycja ta jest kluczowa z punktu widzenia bezpieczeństwa energetycznego kraju, a także jego niezależności. MVM Paks opiera się na rosyjskich technologiach, więc udział Rosjan w rozbudowie elektrowni ma też uzasadnienie z technicznego punktu widzenia. Ocieplenie relacji Węgier i Rosji jest też ważne dla rozwoju węgierskiej gospodarki. Jej nienajlepsza kondycja jest przyczyną emigracji młodych Węgrów za granicę, a zatrzymanie tego trendu będzie z pewnością łatwiejsze, jeśli Węgrzy zapłacą mniej za gaz, zaś węgierskie firmy będą przynosić zyski dzięki eksportowi swoich produktów do Rosji. Rosjanie są bowiem największym partnerem handlowym Węgier wśród państw nienależących do Unii Europejskiej, a także coraz popularniejszym miejscem inwestycji ze strony węgierskich firm.Władimir Putin i Viktor Orban

Zwrot na Wschód

Kolejną przyczyną otwarcia Węgier na Wschód jest izolacja tego kraju na arenie Unii Europejskiej. Reformy przeprowadzone przez rząd Orbána spotykały się z miażdżącą krytyką ze strony największych europejskich stolic, choć Fidesz uzyskał w 2010 r. blisko 52 proc. poparcia. Orbán nie mógł liczyć również na rząd Donalda Tuska, chociaż wielokrotnie podkreślał, iż Polska powinna być liderem Europy Środkowej. Fidesz przeorientował więc swoją politykę na szeroko rozumiany Wschód, za co w poprzednim gabinecie Orbána odpowiadał obecny minister spraw zagranicznych Péter Szijjártó. Nieprzypadkowo tydzień po wizycie Putina Budapeszt odwiedził turecki premier Ahmet Davutoğlu. Uczestniczył on w węgiersko-tureckim forum gospodarczym, które było swoistym rewanżem za zorganizowanie podobnego spotkania w Stambule w grudniu 2013 r. Podpisano wówczas szereg umów o współpracy biznesowej oraz utworzeniu Węgiersko-Tureckiego Domu Handlowego w Stambule. Podobne relacje nawiązano także z Azerbejdżanem, Chinami, Indiami, Japonią i Koreą Południową. Porozumienia z wyżej wymienionymi państwami obejmują przede wszystkim wzajemne inwestycje gospodarcze, czy też otwarcie bezpośrednich połączeń lotniczych obsługiwanych przez węgierską spółkę WizzAir.

Nakierowanie polityki zagranicznej na państwa Wschodu nie oznacza jednak, że Węgry całkowicie zignorowały relacje z Unią Europejską. Choć z doniesień medialnych można wysnuć nieco inne wnioski, Budapeszt nie demonstrował cichego przyzwolenia na rozbiór Ukrainy. Gabinet Orbána prowadził w tej sprawie podwójną grę, zabezpieczającą interesy narodowe Węgier, ale nie akceptował bezwarunkowo posunięć Kremla w Donbasie i na Krymie. Z jednej strony Węgrzy wzywali do pokojowego rozwiązania kryzysu na Ukrainie i opowiadali się przeciwko zbrojnej interwencji, lecz z drugiej w trakcie szczytów Unii Europejskiej nie sprzeciwiali się sankcjom wobec Rosji i opowiadali się za integralnością terytorialną państwa ukraińskiego. Podobnie rzecz ma się z polityką energetyczną kraju. Rosja nie jest jedynym dostawcą gazu na Węgry, ponieważ biegnie do nich rurociąg z Austrii, zaś w trakcie realizacji jest podobna inwestycja słowacko-węgierska, która zresztą przewiduje rewers gazu na terytorium Ukrainy.

Alternatywa bardziej prorosyjska

Przy okazji wizyty Putina w Budapeszcie sporo miejsca poświęcono protestom opozycji, trwającym już zresztą od zeszłej jesieni. Gromadzą one owszem po kilka tysięcy uczestników, jednak są organizowane głównie przez pozaparlamentarne ugrupowania lewicy, które nie zwiększają wcale swojego społecznego poparcia. Na spadku popularności Fideszu nie korzystają też lewicowe i liberalne partie znajdujące się w parlamencie. Beneficjentem malejącego poparcia dla Orbána jest nacjonalistyczny Jobbik, krytykujący Fidesz za zbytnią uległość wobec Brukseli i opowiadający się za dużo ściślejszym sojuszem z Moskwą. Odsunięcie Orbána od władzy może się więc wcale nie skończyć na prozachodniej reorientacji polityki zagranicznej Węgier.

Maurycy Mietelski

Zobacz także tego autora